Autor:

angie29

Data publikacji:

21.06.2011

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

Nowa

Witajcie,
jestem nowa na forum, choć bociana odwiedzam regularnie od wielu miesięcy. Jestem mężatką od 3 lat i od samego początku bardzo chcieliśmy mieć dzieci. Niedawno minęła nasza 3 rocznica ślubu, a my nadal sami. Robiliśmy badania i miesiąc temu lekarz w Invimedzie powiedział, że plemniki są tak słabe, że nadzieje tylko w in vitro. Płakałam długo w gabinecie...i pomyślałam że to koniec.. nie jestem gotowa ani psychicznie ani tym bardziej finansowo na taki zabieg.. wiele razy rozmawialiśmy z M na ten temat i jesteśmy otwarci na adopcję..za kilka tygodni ruszą pierwsze prace na naszej działce na wsi, planujemy zbudować dom i jak już będziemy mieli warunki, by przyjąć dziecko, na pewno się zdecydujemy, myślę, że nawet na rodzeństwo..staram się przyzwyczajać do myśli, że kiedys i tak będę matką, ale przychodzą takie chwile jak teraz, że czuję się cholernie samotna, już chciałabym mieć małego szkraba, którym mogłabym się opiekować, tulić i pieścić...mam poczucie, że marnuję teraz najlepsze lata życia, siedzę bezczynnie, nie ma we mnie radości, kiedyś może będzie, ale czekają mnie jeszcze 2-3 lata smutku i to jest najgorsze..oczywiście mogę iść na zakupy, na basen , na plotki, ale to nie to, czuję, że to tylko środki zastępcze....chciałabym być już na takim etapie pogodzenia się z losem, bo mimo otwarcia na adopcję bardzo się boję, czy będę potrafiła prawdziwie pokochać i wychować cudze dziecko... jeszcze tylko obaw przede mną, tyle łez... nie wierzę już, że zajdę naturalnie. Jest tu tyle dziewczyn, w takiej jak ja sytuacji, ale powiedzmy sobie szczerze nie wszystkim się uda. Oczywiście zdarzają się cuda, ale część z nas będzie musiała jednak zdecydować się na inną drogę... nie mam już siły, więc będę częściej tu zaglądać i opisywać co u mnie, może będzie mi trochę lżej, może szybciej poukładam sobie w głowie pewne sprawy...

Komentarze

  • izabelach1

    21/06/2011 - 17:06

    Jezeli jestes zdecydowana na adopcje to nie powinnas pisac "czy dam rade pokochac i wychowac CUDZE dziecko"to bedzie TWOJE dziecko jakie ono nie bedzie czy niegrzerczne czy grzeczne czy chore czy zdrowe itd.moj maz mial takie same dylematy jak Ty i czekalam pare dobrych lat jak dorosl do adopcji bo jak nie byl na 100%pewny nic nie zaczynalismy a jak zaczelismy zalatwiac to podeszlam do in vitro tak na luzie przekonana ze sie nie uda i udalo sie wazne w tym wszystkim jest to ze bedziesz walczyc o dziecko niewazne czy bedzie miec Twoje geny czy nie powodzenia

    dlugie staranie -13 lat
    Novum 2007-2008
    2009-blizniaki Kevin i Chris
  • avatar
    Tykrokylek

    22/06/2011 - 07:06

    Czas powoli rozwiąże wszystkie problemy... A dziecko adoptowane pokochasz... Bardziej, niż jesteś w stanie to sobie teraz wyobrazić! Pokochasz cała sobą! Oczywiście będą i chwile zwątpienia, rozczarowania, Nawet się zapytasz po co to wszystko ci było potrzebne??? Ale jak usłyszysz "kocham ciebie mamusiu" to zapomnisz o całym tym bólu, rozterkach i na tych trzecgh słowach zbudujesz swoje szczęsliwe macierzyństwo!Głowa do góry! Czas pokaże,jak Ci się życie ułoży!Wszystkiego dobrego!

    Tygrysek i ...
    http://picasaweb.google.com/KwiatkowyTygrysek/Magda?authkey=Gv1sRgCOnSppWiprioHA#
    http://tykrokylek.blogspot.com/
  • izabelach1

    23/06/2011 - 01:06

    Musze Cie przeprosic bo zle Cie potraktowalam za ostro moze dlatego ze sobie przypomnialam jak ja chcialam adoptowac a moj maz caly czas mowil ze to Cudze dziecko nie wie czy pokocha to nie jest juz wazne, wazna jestes Ty co zdecydujesz bede z zawsze z Toba dobrze napisala mama Tygryska ze zobaczysz ze bedziesz kochac adoptowane dziecko jezeli sie zdecydujesz na to ona wie lepiej niz ja powodzenia i jeszcze raz przepraszam

    dlugie staranie -13 lat
    Novum 2007-2008
    2009-blizniaki Kevin i Chris
  • izabelach1

    23/06/2011 - 01:06

    Musze Cie przeprosic bo zle Cie potraktowalam za ostro moze dlatego ze sobie przypomnialam jak ja chcialam adoptowac a moj maz caly czas mowil ze to Cudze dziecko nie wie czy pokocha to nie jest juz wazne, wazna jestes Ty co zdecydujesz bede z zawsze z Toba dobrze napisala mama Tygryska ze zobaczysz ze bedziesz kochac adoptowane dziecko jezeli sie zdecydujesz na to ona wie lepiej niz ja powodzenia i jeszcze raz przepraszam

    dlugie staranie -13 lat
    Novum 2007-2008
    2009-blizniaki Kevin i Chris
  • angie29

    24/06/2011 - 07:06

    Izabelach1 masz dużo racji!!to że użyłam słowa CUDZE pokazuje, że jeszcze nie dojrzałam do adopcji. Zastanawiałam się nad Twoimi słowami i pomyślałam, że może jak przejdziemy już całą procedurę i przedstawione nam zostaną konkretne dzieci, to wtedy poczuję, że są naprawdę moje. Jesteśmy otwarci na adopcję, aczkolwiek jesteśmy też świadomi wielu trudów związanych z takim macierzyństwem.Jedno jest pewne - nie chcemy być sami. Gdy miesiąc temu dowiedzieliśmy się że w grę nie wchodzi nawet inseminacja, ale tylko in vitro byłam w ciężkim szoku. Mamy oszczędności i nawet przez moment zastanawialiśmy się czy nie zrezygnować z budowy domu i nie iść na zabieg, ale wszystko jest już załatwione, za 2 tygodnie ruszają prace, a mój mąż zwłaszcza ma dosyć mieszkania w mieście w małym mieszkanku (34 mkw.)Stwierdziliśmy, że zaczekamy. Być może za 2 lata stwierdzę jednak, że zdecyduję się na in vitro, choć z drugiej strony nigdy nie wiadomo za którym razem się uda. Nie zrozumcie mnie źle bo każdy ma różną wrażliwość i w pełni rozumiem, że są osoby, które pragną mieć dzieci, ale w ostateczności wolą zostać same niż adoptować, ale jeśli mam iść na 5 zabiegów in vitro bez pewności sukcesu to chyba wolę te pieniądze przeznaczyć na małego smerfa z DD na jego edukację, wycieczki itp. wiem, że tak jak w przypadku Izabelach1 może stać się cud i uda się za pierwszym razem, ale są też przypadki, gdzie nigdy się nie udaje. Dziś tak myślę, ale może za rok zmienię zdanie. Nie chcę nikogo urazić swoimi słowami, ale tak dziś uważam. Tak jak wcześniej napisałam, jedną z rzeczy, nad którą bardzo ubolewam to to, że muszę zaczekać jeszcze 2-3 lata..mamy mało znajomych i czujemy się zwyczajnie samotni, mam o to trochę żal do Boga, że pozostawia nas samych.. ale nić jakoś musimy przebrnąć przez następne 700 dni i potem będziemy działać.