Autor:

Magia13

Data publikacji:

11.05.2016

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

Studniówka

W trakcie majówki obchodziłyśmy z Kluską studniówkę, czyli 100 dni do porodu - impreza była w plenerze, nad jeziorem. Jedliśmy kiełbaski, graliśmy w planszówki a tata z wujkiem pucując swoje rowery, rozważali, jakie krzesełko bądź przyczepkę kupić na następny sezon, żeby roczna już wówczas Kluska mogła z nami śmigać. W tym roku niestety rower zamieniłyśmy na moje nogi i tata zwiedzał okolicę rowerem, a ja bujałam Kluskę, spacerując nad jeziorem.
Czas zaczyna pędzić. Do spotkania coraz bliżej, a schiz nie ubywa.
Podczas kolejnej wizyty u lekarza wyszło, że znowu mam za częste twardnienia brzucha, znowu spa, znowu czekamy na wyniki i faszerujemy się lekami. Staram się myśleć pozytywnie. Mam cel - wytrwać te 11 tygodni i nie zwariować. Znów zaczynam odliczać dni.
Oczywiście Kluska w dalszym ciągu siedzi sobie dalej głową do góry (tak ma przecież lepsze widoki), boksuje mnie po pęcherzu i ani myśli ujawnić swojej płci. W spa znów usłyszałam : "chyba Ona, ale niczego na potwierdzenie nie mogę Pai pokazać" . Więc jak tak dalej pójdzie, szykuje się niespodzianka.
W dalszym ciągu siedzimy z Emkiem na emocjonalnej huśtawce ciążowej. Jemu się wydaje, że ja nadal mogę wszystko - iść na 20-kilometrowy spacer, pojechać sobie 2 tys km od domu na urlop, siedzieć do nocy u znajomych. Kiedy mu pokazuję moje ograniczenia, robi wielkie oczy ze zdziwienia. Więc bywają kłótnie, bywa, że czuję się samotna w związku i samotna w ciąży. Na szczęście o każdej takiej sytuacji rozmawiamy i w końcu dochodzimy do kompromisu. Boję się jednak, że po urodzeniu Kluski może nas jednak dopaść małżeński kryzys. Liczę, że i to przetrwamy. Więc byle do sierpnia.