Autor:

Leeleeth

Data publikacji:

30.04.2015

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

przeszłość jest korzeniami przyszłości c2

Większość kobiet zachodzących w ciążę dba o rosnące w niej dziecko. Większość (mam nadzieję ) widzi w tym fakcie wielkie szczęście. Te dzieci dostaną sporą dawkę pozytywnych emocji. Takie klepniecie na starcie w plecy, taką pewność, że dorośli są po to by zaspokajać dziecięce potrzeby. Jakże to różne od tych dzieci porzuconych, niechcianych.
Łatwo pomyśleć biedne, skrzywdzone dzieci. wiele z nich będzie zmagać się z traumą zerwanej więzi. Wiele z nich będzie miało ranę w duszy na zawsze. Ale sporo da sobie radę, bo taka ich konstrukcja psychiczna. Bo jako ludzie są tak stworzeni.
Cesar Milan pracując z psami po traumie (przepraszam za porównanie ) często powtarzał, nie żyj przeszłością to on też nie będzie. Tego co się wydarzyło w jego życiu nie zmienisz ale ważne jest by nie użalać się nad losem ale aktywnie go zmieniać. Zaufać sobie i naturze.
Myślę, że można takie podejście zastosować dzieciom po przejściach. Jeśli stanę się rodzicem wciąż upatrujacym problemów w przeszłości to nie pozwolę jej odejść, będzie ona pryzmatem poprzez które będę widzieć dziecko. Użalając się nad ciężkim losem sprawie że będzie słabsze. Natomiast jeśli zaakceptuje to co się wydarzyło oraz możliwe konsekwencje, jeśli powiem, ok moje dziecko przeżyło wiele złych rzeczy ale mimo wszystko przeżyło. Jeśli zobaczę w tym szansę i siłę? Przecież te trudne, niejednokrotnie straszne doświadczenia życiowe dają dziecku siłę. Trzeba zaufać sobie (jestem przecież gotowa na bycie Matką), dziecku (ono również ma w sobie gotowość bycia "czyimś " dzieckiem, mimo , że może to nie być natychmiast okazywane) i Naturze.
Dziecko skrzywdzone trafiające pod nasze skrzydła zaufa nam jeśli i my będziemy ufać sobie i dziecku. Trzeba być świadomym że w tym przypadku miłość niekoniecznie pojawia się natychmiast. To nie jest dziecko przez nas urodzone więc nie ma tej naturalnej więzi, tej przynależności do rodziny. To dopiero jest kwestia przyszłości. W tym miejscu nachodzi mnie pytanie czy więź adopcyjna (nazwijmy ją tak umownie) ma jakakolwiek możliwość stać się równie mocną jak biologiczna? Czy to można zrównać? Czy przeszłość mojego dziecka wpływa na sposób w jaki ono ją tworzy. Czy moja przeszłość nie utrudnia mi stworzenia takiej więzi?
Myśl, że większość matek biologicznych nie zadaje sobie pytań o to czy jej więź z dzieckiem jest wystarczająco silna czy prawidłowa. Może się mylę?
Gdy trafił do nas Małpka nie umiałam Go zrozumieć. Tak naprawdę to wcale Go nie znałam, nadal nie do końca znam. Nadal często nie rozumiem o co Mu chodzi. I pewnie długo jeszcze nie zrozumiem. Może to wina tego, że nie trafił do nas jako dzidziuś? Czy wtedy nasze zgranie byłoby lepsze? Czy odmienność genetyczna ma tu jakieś znaczenie? Przecież dziecko urodzone jest w połowie naszymi genami wiec i rozumienie Go jest w połowie łatwiejsze.
Pierwsze dni i miesiące naszego "razem" były fajne, poznawalismy się i tworzyliśmy bliskie relacje. Nie zawsze było łatwo, ale rada "podążaj za dzieckiem" była najlepszą jaką usłyszałam. I zaufać intuicji matki.

Komentarze

  • avatar
    Miniula

    11/05/2015 - 11:05

    Mnie się wydaje, że nie tyle o geny tu chodzi (przecież w przypadku historii dzieci pozamienianych w szpitalu wytworzyły się zupełnie normalne relacje rodzic-dziecko), ale o te pierwsze dni, tygodnie, miesiące i lata, które były osobne.
    Im więcej osobnego czasu, tym trudniej.

    Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
    Miniek już Miniulowy :love:
    Nela8