Autor:

Magia13

Data publikacji:

14.10.2015

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

Nowe otwarcie

Bilans: ponad 2,5 roku starań, za chwilę 35 lat na karku, a za miesiąc pierwsze podejście do ICSI.
Nigdy nie sądziłam, że tak to się potoczy – zresztą jak pewnie większość na tym forum.
Pamiętam jak dziś założenia przypominające plan budżetu w korpo. Do grudnia 2013 będziemy w ciąży. Nasz optymizm podzielała moja ginekolog: „Jest Pani jedną z moich nielicznych pacjentek bez jakichkolwiek problemów, wkrótce będzie Pani w ciąży”. Ale oczywiście grudzień minął bardzo szybko i nic się nie zmieniło. Po 10 miesiącach pierwsza myśl, że coś jest nie tak. „Faceta przebadać jest łatwiej” – pomyślałam. Mąż zgodził się bez wahania. Wyniki świetne. Pierwsza wizyta u specjalisty w klinice niepłodności. Lekarz potwierdził, że takie dobre wyniki u mężczyzn to rzadkość i dał mi do zrozumienia, że jestem panikarą, że za krótko się staramy (rok). Mój wiek po 30-tce zignorował. Wprawdzie na usg zauważył niepęknięty pęcherzyk, ale stwierdził, że to się zdarza. Kazał wyluzować. Kolejne kilka miesięcy minęło i nic. Zmieniłam lekarza. Stwierdził, że 1,5 roku starań to jednak nieco zbyt długo. Więc najpierw nadania hormonalne – wszystko w normie, potem HSG – ok, no i wreszcie monitoring. A po monitoringu wyraźne wskazanie na LUF. Moje kapryśne pęcherzyki raz pękają same, a innym razem nawet końskie dawki leków nie pomagają. Pół roku stymulacji nie przyniosło efektów. Po raz pierwszy przemknęło mi przez myśl, że być może tylko in vitro nam pomoże. Marzec 2015 – wizyta w jednej z najlepszych klinik w Polsce, lekarz mówi, że LUF nie jest taki oczywisty, że powinno nam się udać naturalnie. Mąż w skowronkach, ja mniej, bo czuję podskórnie, że jak się nie udało naturalnie przez 2 lata, to szanse, że teraz się uda, są znikome. Ale ok, idę na kompromis – zero lekarzy, leków, monitoringów. 5 miesięcy luzu. Nic. Jestem wściekła na mojego męża, że dałam się mu przekonać, jestem wściekła na lekarza, że tchnął go tym bezkresnym optymizmem. Wracam do mojego lekarza, który jest konkretny. Proponuje 3xIUI, potem ew. decyzję o in vitro. Zgadzamy się. IUI w punkt. Mamy dużo wiary, że się uda. Niestety trwa ona do chwili, kiedy otwieram kopertę z wynikami nasienia. Jest kiepsko. Jestem pewna, że została nam tylko jedna szansa – in vitro. Mąż jakoś nie bardzo się z tym godzi. Chce poczekać do nowego roku. Ale ja wiem, że nie ma na co czekać, że miną kolejne miesiące i w styczniu będziemy w tym samym miejscu. Po raz pierwszy przytłacza mnie świadomość, że kobieta jest płodna tylko do pewnego momentu. Czuję uciekający czas i zdaję sobie sprawę, że za krótszą bądź dłuższą chwilę może być za późno. Wiele wieczorów małżeńskich rozmów i sporów dało efekt w postaci ostatecznego wyboru kliniki i lekarza. Jak na razie spełnili nasze oczekiwania – mamy do nich pełne zaufanie. Ustaliliśmy plan leczenia. Wyznaczyliśmy czasowe granice naszych starań. W listopadzie zaczynamy całą procedurę. Podobno mamy bardzo duże szanse na sukces. Słyszałam to już tyle razy, że się nie nastawiam. Statystyka mówi o ok. 35 % skuteczności. To tylko i aż 35 %.

Komentarze

  • bez radna

    14/10/2015 - 13:10

    Twoja historia jest bardzo smutna,jak każdej z nas z resztą...
    nie takie życie sobie zaplanowałyśmy,nie tak miało być!
    my tylko chcemy zostać matkami!spełnić się w tej roli jak każda inna kobieta!!to takie przykre :(
    Jeśli chodzi o nasienie twojego M czy konsultowałaś wyniki z lekarzem?
    pytam ponieważ mój M miał równie słabe nasienie,nie mieliśmy szans nawet na inseminacje,jednak po 3 miesięcznej kuracji tabletkami jaką zastosował nasz androlog wyniki znacznie się poprawiły,dla nas to był cud ponieważ lekarz porównał je do wyników zdrowego mężczyzny nigdy nie mającego problemu z płodnością .Gdyby i u Was ta kuracja pomogła moglibyście podejśc do iui przed przystąpieniem do IN VITRO,bo z tego co czytam to jeszcze się wahacie,więc byłoby t jakieś wyjście.A może warto poczekać do stycznia,odpocząc psychicznie,dać trochę na luz?
    Nie wiem sama co mam wam doradzić bo to jest wasze życie i to wy musicie konsekwentnie podjąć tą trudną decyzje,oby tylko dobrze przemyślaną decyzje.
    pozdrawiam Was cieplutko :*

  • avatar
    Magia13

    14/10/2015 - 13:10

    Wyniki konsultowane z andrologiem, M bierze suplementy, do IUI już 3x podeszliśmy bez efektów (wg lekarza nasienie do IUI się nadawało). Jesteśmy zdecydowani na in vitro. Mam jakieś wewnętrzne przekonanie, że nie ma sensu czekać. Kilkakrotnie się już "wyluzowywaliśmy" - jak widać bez skutku.
    Bardzo dziękuję za słowa wsparcia.

    3 lata starań
    3xIUI
    XI 2015 I ICSI-SET. 31 dpt :love:
    04.08.2016 - Olga na świecie.
  • avatar
    MalaMi87

    14/10/2015 - 13:10

    Tylu mądrych lekarzy wyjasnialo mi że ze mną jest wszystko w porządku i wystarczy "wyluzowac". Moj obecny lekarz mówi, ze od takiego "luzowania" może się rozpasc malzenstwo. My sie stale klocilismy i wzajemnie obwinialismy. Po podjeciu decyzji o IUI jest nam łatwiej. Idziemy za ciosem 4 IUI a potem in vitro. Nie ma na co czekać, robcie in vitro póki macie duże szanse i jest ono legalne w Polsce

  • avatar
    EwkaMarchewka1985

    14/10/2015 - 16:10

    Witaj Magia
    Nie taki diabeł straszny :). Jak ja se przypomnę mojego gina który twierdził, że wszystko książkowo to mam ochotę mordować. Pierwsze wyniki mojego męża też rewelacja, drugie masakra.Masz dobre podejście, chodzi mi o to, że wiesz, że może być różnie. In vitro się udaje i to jest najważniejsze nie musi za pierwszym razem, ale życzę ci, żeby tak było. Pozostaje mocno trzymać kciuki :)

    U mnie dobrze...
    We mnie źle.....

  • avatar
    justysia0301

    15/10/2015 - 07:10

    Trzymam za Was kciuki! obyś się niedługo pochwaliła na forum o swoim szczęściu :) Ja się szykuję powoli do inseminacji, póki co pierwszej więc staram się też być dobrej myśli :)

    Ściskam :) powodzenia ! :*

    starania od grudnia 2013...
    słabe owulacje...
    słabe FSH...
    termin na koniec lipca 2016 !
    udało się! :) trzymajcie kciuki ! :)