Autor:

Leeleeth

Data publikacji:

03.07.2014

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

Naiwności moja...

Planowany termin na przyjęcie do szpitala, naiwnie myślałam, że to się wiąże z wypełnieniem dokumentów na izbie przyjęć a potem na oddział i dalsze procedury. Nic bardziej mylnego, trzy godziny na korytarzu czekając na lekarza. Potem na oddział z głodnym, umęczonych dzieckiem na dalsze badania czyt. wpisywanie danych z dokumentów. Pytam czy jest może jakieś jedzenie dla dziecka bo nasze się już skończyło a Małpka wrzeszczał am. Nie mają, muszą zamówić. Dobrze, że był ze mną mąż, poleciał na zakupy. Nie dostaliśmy kolacji. Ja to pal sześć ale dziecko? Następnego dnia odrana Małpka musiał być na czczo ze względu na badanie. Czekaliśmy na nie do godziny niemal 11, znieczulenie ogólne i Malpkę zobaczyłam dopiero po 15. Ledwie przyjechał rozdarł się am, pytam czy mogę już nakarmić dziecko bo miały być zamówione dla Niego gotowe butelki. No w sumie to dać pić, a jedzenia jeszcze nie ma. Nie zdążyłam dojść do sali gdyż zabrano nas na kolejne badania. Także Małpka był cały dzień bez jedzenia i bez picia. Serce mi pękało. Gdybym zostawiła Malpkę samego to kto by Go nakarmił? Masakra.
Dowiedziałam się też czegoś nowego o naszych stosunkach. Naiwnie myślałam, że wspólne weekendy i ta chwila od uzyskania pieczy wystarczyła do wytworzenia sie więzi miedzy nami. Myślałam, że Małpka czuje się ze mną bezpiecznie, ale nie. Nie ufa mi jeszcze. Pierwszego dnia nie mógł zasnąć, trzymał mnie cały czas. Gdy spacerowaliśmy po korytarzu wyciągał rączki do obcych pań. Traktował mnie jak powietrze. Więc mówiłam do Niego, że jestem Jego mamą, że Go nie zostawię. Cały czas będę z Nim. Drugiej nocy gdy był już tak strasznie umęczony i rozdrażniony, nie mógł zasnąć i nie dawał się ululać. Walczył ze mną, bił, drapał, szczypał a nawet gryzł. To było straszne, czterdzieści minut walki. Uświadomiło mi to, że Małpka zupełnie nie polega na mnie. Że nie daję Mu poczucia bezpieczeństwa i chyba nie wierzy, że będę z Nim zawsze. Dotarło też do mnie jak rożne jest macierzyństwo biologiczne i adopcyjne. Jak wielu rzeczy dopiero uczę się w kontakcie z Małpką. Wiele rzeczy mi umyka o czym przekonałam się w trakcie tej walki. Nie wiedziałam, że takie maleńkie dziecko może mieć tyle wściekłości w sobie.
Jednak wiele zyskałam. Po zakończonej walce, gdy Małpka się poddał. Przytulił się, chyba po raz pierwszy tak naprawdę. Zarzucił mi rączki na szyję i wtulił we mnie. Pozwolił się uśpić w ten sposób i spał ze mną. To niezwykle uczucie. Maleńkie ciałko mojego synka wtulone we mnie. Teraz to jedyny sposób na zasypianie.

Komentarze

  • avatar
    Bobetka

    04/07/2014 - 08:07

    Mój synek był tzw. cygańskim dzieckiem. Uwielbiał innych ludzi i bez zastanowienia z nimi by poszedł. Śmieliśmy się z mężem, że nocą by Ci porywacze mieli problem ... Mój syn zasypiał tylko przy mnie. Musiałam być. Potrafił na mnie czekać do 1-2 ...
    Teraz nie poszedłby z nikim, ale tak jest dopiero od kilku lat.
    Zatem spokojnie. Czas, czas i jeszcze raz czas.

    Synku, nie mógłbyś być bardziej mój

    01.2005

    W każdym z nas tkwi talent. Ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć

  • avatar
    Tykrokylek

    04/07/2014 - 09:07

    Wszystko wymaga czasu... My Tygrysa mamy od 12 dnia. I wiesz... Jak chce coś wymusić i nie widzi już żadnej możliwości, to odpala: "no tak! wy mnie wcale nie kochacie!" Czasami to boli, ale zawsze w łóżku czeka na mnie ciepłe ciałko, wierzgające kopytka i nim wstanie Tygrysek, zawsze jest rytuał przytulasków do "bohaterskich cycusiów"

    Tygrysek i ...
    http://picasaweb.google.com/KwiatkowyTygrysek/Magda?authkey=Gv1sRgCOnSppWiprioHA#
    http://tykrokylek.blogspot.com/