Autor:

Bobetka

Data publikacji:

12.12.2012

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

Mity, geny i wychowania a adopcja.

Od kilku dni na forum Bociana toczy się dyskusja w temacie mitów, genów i wychowania w przypadku adopcji. Skłoniła mnie ona do umieszczania i na pamiętnikach, wpisu sprzed kilkoma miesiącami z Expresikowego Świata:

MIT NIEWDZIĘCZNOŚCI

Pewnego dnia siedziałam sobie w pracy i bardziej chciałam coś zrobić niż robiłam. W takim oto stanie zastał mnie jeden z mniej ulubionych klientów. Rzucił na mnie okiem i błyskawicznie doszedł do wniosku, iż mam czas na ploteczki. Nawet mi to odpowiadało, gdyż właśnie byłam dość świeżo po rozmowie, która mnie wzburzyła. Rzuciliśmy zatem na tapetę naszego wspólnego znajomego, lat 30. Ubolewaliśmy, iż po raz kolejny wpadł w porządne zawinione tarapaty finansowe. Niestety tym razem mocno wciągnął w nie swoich rodziców. Notabene naprawdę fantastycznych ludzi, którzy dzielili z nim wszystkie pasje – nawet loty motolotnią. Zaczęłam się zastanawiać, jak to możliwe, aby przy takim super podejściu wychowawczym, aż tak mocno coś nie zagrało. Jak to kobieta stwierdziłam, iż Oni tacy porządni, a on przeciwnie… Zapytałam retorycznie: „Do kogo się wrodził?”. A wtedy usłyszałam „To Pani nie wie? Przecież On jest adoptowany”. Zdziwiłam się szczerze i twierdziłam uparcie, że jest bardzo podobny do taty. Mój rozmówca miał jednak odmienne zdanie i wygłosił monolog. Usłyszałam zatem, że nasz młody znajomy jest niewdzięcznym draniem, który z patologii trafił do pałacu (miał takiego farta i powinien to szczęście docenić). Padło też coś o ślepej kurze i ziarnie. Dowiedziałam się również, że „bierze się” t a k i e dziecko, a zamiast dozgonnej wdzięczności otrzymuje … same kłopoty. Na zakończenie mój dysputant wysnuł wniosek, że żadne wychowanie nie pokona genów.

Powiem tak: Konwersacja ta tak mnie zszokowała, że straciłam dar mowy. Siedziałam niczym sparaliżowana. Cieszyłam się, iż mój gość nie wie, że Expresik też jest adoptowany. Z pewnością znalazłby się na cenzurowanym! Generalnie przyznaję jednak, że nie powinnam była aż tak bardzo zdziwić się tym, co usłyszałam. To był przecież „tylko” tzw. szary obywatel – znawca mitów. I na dodatek wypadł dość blado w zestawieniu z pewnym Dyrektorem Ośrodka Adopcyjnego. Ten ekspert w swoim fachu to dopiero dał czadu! Przez godzinę raczył nas… opowieściami grozy. Z zasłyszanych wówczas historii można było wysnuć jeden wniosek: niemalże wszystkie dzieci przysposobione odwracają się od swoich rodziców adopcyjnych! Mogą podpalić dom, mogą pobić, wracają do swoich rodziców biologicznych i nazwiska, itp., itd.. To było nasze pierwsze spotkanie (tzw. informacyjne) i nie usłyszeliśmy nic krzepiącego – n a p r a w d ę. Doszliśmy z mężem do wniosku, że ów spec wybrał dość oryginalny sposób skracania kolejki oczekiwania na dziecko… Tak na marginesie – zdecydowaliśmy się ostatecznie na inny ośrodek, który dla kontrastu miał dość luźne podejście…

Przed nami, rodzinami adopcyjnymi, naprawdę dużo pracy, by zmienić takie postrzeganie adopcji i naszych dzieci. Są osoby, które bardzo mocno już dziś działają, by zmienić ten negatywny wizerunek. Jednak to zadanie nie tylko dla jednostek, a dla N A S wszystkich. Nie bójmy się walczyć o nasze dzieci, niech nas nie paraliżuje – jak mnie podczas tej pamiętnej rozmowy. Nasze dzieci są wyjątkowe! A wychowanie i miłość mają olbrzymią moc.

Ja nie oczekuję dozgonnej wdzięczności. Ja już dziś jestem wdzięczna – mojemu synkowi – za to, że mam zaszczyt być jego mamą. Kocham go, szanuję i to jedyne czego w zamian oczekuję dla siebie.

A może ja po prostu źle definiuję słowo wdzięczność…?

Komentarze

  • avatar
    Agatka

    13/12/2012 - 08:12

    ja mam na to taką starą historyjkę o dwóch braciach. Jeden jest alkoholikiem, drugi alkoholu nie tknie. Pierwszy zapytany dlaczego pije odpowiedział: "bo mój tata pił". Drugi na to samo pytanie odpowiedział: "bo mój tata pił".
    Jeśli przypatrzysz się na rodziny biologiczne, to jest tam taka różnorodność zachowań...
    Takie jest moje zdanie na temat mitu o "zepsutych" genach naszych dzieci.


    http://www.suwaczki.com/tickers/zpdoxqpk5iifc0l8.png
    http://agatkaboj.blogspot.com/
  • avatar
    Bobetka

    13/12/2012 - 08:12

    Dziękuję. Sądzę, że nie raz ją wykorzystam :)

    Synku, nie mógłbyś być bardziej mój

    01.2005

    W każdym z nas tkwi talent. Ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć

  • avatar
    bloo

    13/12/2012 - 12:12

    Prawdę mówiąc nie wiem, dlaczego uznałaś, że całe szczęście, że Twój rozmówca nie wiedział, że Expresik jest adoptowany?
    Dyskusja na ogólnym jest z jednej strony beznadziejna, a z drugiej bardzo "nadziejna", bo pokazuje cenny mechanizm samoświadomości ludzi, którzy na RA i RZ się nie nadają i mają o tym samowiedzę.
    Mit wdzięczności nie jest zarezerwowany dla adopcji, świetnie się ma w każdej rodzinie, w której rodzice pragną wychowywać swoje klony memetyczne.

  • avatar
    Bobetka

    13/12/2012 - 13:12

    gdyż uznałam, iż ten człowiek prezentuje taki poziom empatii, iż ta wiedza mogłaby mu krzywdę zrobić. To tak półżartem.
    A na serio. Nie jest to osoba godny zaufania - ot typ męskiej plotkary. A takim ludziom nie mam zwyczaju powierzać swych spraw (a w tym przypadku - spraw dziecka). Nie widzę powodu, by on musiał wiedzieć. Po prostu.
    A co do wdzięczności - to temat rzeka. I mam w temacie takie zdania, jak pod koniec wpisu.

    Synku, nie mógłbyś być bardziej mój

    01.2005

    W każdym z nas tkwi talent. Ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć

  • Venona

    16/12/2012 - 22:12

    posyłam Ci ciepły uśmiech. Ludzi nie zmienimy, choć warto podejmować próby. Czasami coś do szarych komórek jednak dociera. Ale rozumiem niechęć karmienia sensacją nt. własnego dziecka (a za taką na pewno wziąłby informację nt. pochodzenia Expresika) takiego umysłu. Musimy chronić nasze dzieci przez jęzorami.