Autor:

Magia13

Data publikacji:

16.10.2015

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

Invitrowy coming out

Na początku mieliśmy wielki problem, żeby mówić o naszej niepłodności. Wiedzieli rodzice, rodzeństwo, najlepsza przyjaciółka i znajome, które mają podobny problem, ale pytania reszty: „A kiedy wy”, kwitowaliśmy krótko: „Jeszcze nie teraz” albo „Teraz skupiamy się na pracy”, doskonale zdając sobie sprawę, że to zasłona dymna i że tym samym zostaniemy odebrani przez niektórych jako skoncentrowani na sobie egoiści. Aż pewnego dnia stwierdziłam: basta. Dość tajemnic i udawania. Jestem chora, leczę się – nie mam się czego wstydzić. I zaczęłam otwarcie mówić, że walczymy z niepłodnością, chodzimy po lekarzach. Teraz powiedzieliśmy znajomym i rodzinie, że nadszedł czas na in vitro. Tak po prostu. I wiecie co? Jest mi lżej. Może dlatego, że wiem, że mogę liczyć na wsparcie, powrzeszczeć sobie, ponarzekać, popłakać. Że są ludzie, którzy mnie wysłuchają. Poza tym jest wiele osób, które po prostu nie wiedzą, na czym tak naprawdę polega procedura in vitro. Więc przy okazji je „oświecam”. Zastanawiam się, co się stanie, gdy ktoś mnie w takiej sytuacji skrytykuje, zwyzywa...- bo w sumie nie mogę tego wykluczyć...Czy dalej będę miała to gdzieś? Zawsze liczyło się dla mnie wyłącznie zdanie osób dla mnie ważnych, często szłam pod prąd i w życiu prywatnym, i w zawodowym, ale czy tym razem też będę na tyle silna i konsekwentna? Sama sobie tego życzę.
Najlepiej tę kwestię obrazuje postawa mojej teściowej. Wie o wszystkim, wie o in vitro, niby jest za, a jednak gdy usłyszała, że startujemy w listopadzie w klinice oddalonej 300 km od domu, skwitowała to: „Ach, to dobrze, nikt się o niczym nie dowie”. O mało nie parsknęłam śmiechem. Chciałam jej powiedzieć: „Ale przecież wszyscy już wiedzą”, jednak jakoś nie miałam odwagi...Mimo wszystko staram się ją zrozumieć – pokolenie naszych rodziców wychowywało się pod hasłem ”Co ludzie pomyślą”. Opinia otoczenia jest dla nich bardzo ważna. A otoczenie często - bez zagłębiania się w temat - po prostu myśli to, co podsuwają mu konserwatywne media i kościół.
Ale krok po kroku mamy szansę to zmienić. Wierzę w to.

Komentarze

  • avatar
    aranha35

    16/10/2015 - 16:10

    Cieszę się,że kolejna osoba otwarcie mówi o niepłodności.Strach przed nieznanym jest ogromny, więc temat trzeba poruszać bo większość osób nie ma pojęcia o in vitro.Słyszymy tylko ciągle,że to zło i grzech.Ja tez mam wyjście z szafy za sobą i nigdy tego nie żałowałam.Podobnie jak Tobie spadł mi kamień z serca i teraz siły na ukrywanie problemu mogę spożytkować na coś przyjemniejszego;)Okazało się,że wszyscy trzymają za mnie kciuki i bardzo mi kibicują.
    Trzymam kciuki i wielki szacun!

    enjoylittlethings.pl
  • avatar
    nynyny

    16/10/2015 - 20:10

    Gratuluję Ci i trochę zazdroszczę. Ja wiele razy chciałam powiedzieć, ale sprawa dotyczy tak samo mnie jak i mojego M. I on zdecydował za nas, że nie powiemy. Bo czynnik męski, bo czuł się winny, bo obawiał się wyrazów współczucia od wszystkich wokół..
    Mi to bardzo ciążyło, w końcu coś pękło i powiedziałam w tajemnicy przez M. mojej przyjaciółce, która przechodziła przez to samo - miała dziecko z IVF. Było mi lżej, odetchnęłam, miałam się z kim podzielić troskami, wiedziałam, że ktoś rozumie co czuję..
    Z moim M. rozmawiałam dużo, ale jednak kobieta inaczej przeżywa. Nie wiem, czy bardziej, ale inaczej. I ta moja przyjaciółka wiedziała jak, bo przeżywała tak samo.
    Pozostał dyskomfort, pierwsza i jedyna tajemnica, oszustwo mojego M. - jeśli by się dowiedział, byłoby mu przykro. Zawiodłam go. Ale mam przeczucie, że gdybym tego z siebie nie wyrzuciła, nie wyżaliła, to może by się nigdy nie udało..

    Trzymam za Was kciuki!

    I za ciebie, Aranha nieustająco też! :-)

    2014-2015 -> 3 pełne procedury, 5 x ET, 7 zarodków, aż w końcu...
    02.2016 r. urodziła się nasza Kruszynka :love:

    05.2017 r. - crio :-)
    01.2018 r. urodził się Klusek :love:
  • avatar
    Magia13

    16/10/2015 - 20:10

    Nie ma jedynego słusznego rozwiązania tej sytuacji. Każdy jest inny, ma inną rodzinę, inną wrażliwość, żyje w innym środowisku. Też początkowo myślałam, że mój M. będzie przeciwny takiej otwartości. Ale pozytywnie mnie zaskoczył. Ważne, że powoli, powoli odczarowujemy in vitro w przekazie społecznym.
    Dziękuję za kciuki.

    3 lata starań
    3xIUI
    XI 2015 I ICSI-SET. 31 dpt :love:
    04.08.2016 - Olga na świecie.
  • avatar
    Magia13

    16/10/2015 - 20:10

    Ja też się cieszę, że takich osób jak my jest więcej. Niepłodność to choroba, która ma wiele wymiarów - medyczny, psychologiczny, społeczny. Ludzie, którzy jej nie doświadczyli, nie zdają sobie z tego sprawy. Gdyby mówiono o niej tyle, co o nowotworach, byłaby inaczej odbierana społecznie.
    Dziękuję za kciuki i również trzymam za Ciebie.

    3 lata starań
    3xIUI
    XI 2015 I ICSI-SET. 31 dpt :love:
    04.08.2016 - Olga na świecie.
  • avatar
    aranha35

    16/10/2015 - 21:10

    U mnie i tak wszyscy plotkowali,wiec było mi już wszystko jedno.Niektórym przychodzi to trudniej,inni w ogóle o tym nie mówią.Mam nadzieję,że dożyjemy czasów, kiedy temat niepłodności przestanie być tematem tabu.Tego nam wszystkim życzę!

    enjoylittlethings.pl