Autor:

czwojdziak

Data publikacji:

27.01.2016

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

Dzień 25

Zaczęliśmy rozmawiać- komunikować się w piątek.
Przyjechał do mnie do pracy i myślałam,że krew mnie zaleje, bo zamiast usiąść i porozmawiać to wymieniał mi świetlówkę w lodówce. Jak już wymienił to kazałam mu usiąść. Zamknęłam sklep i kazałam iść na zaplecze.
Chciałam już wiedzieć w którą stronę to idzie, bo mam dość życia w takim zawieszeniu. Jak ma się skończyć to niech się kończy a jak ma trwać to trzeba dokonać zmian.

Nie było wtedy deklaracji.
Spotkaliśmy się w sobotę, spotkaliśmy się w niedzielę. Spotkaliśmy się w poniedziałek, pojechałam do męża do domu. Były świece, było wyznanie miłości było zbliżenie a potem była dzika awantura. Cała agresja, którą nosiłam w sobie wypaliła. Dostałam ataku dzikiej furii.
Nie umiem tego wyjaśnić. Wypomniałam mu absolutnie wszystko.On milczał a ja dostałam ataku histerii. Ubrałam się i pojechałam do mamy.
Widzieliśmy się wczoraj. Pojechałam do niego(zaprosił mnie na naleśniki).
Nie było długich rozmów ani nic takiego.
Padło ze strony mojego męża tylko, że kocha mnie, że przeprasza za krzywdę którą mi wyrządził i na koniec słowo: zostań. Zostałam. Dziś przyjechałam do pracy i chociaż można powiedzieć,że wszystko się układa nie mam w sobie spokoju.

Komentarze

  • AgataTofik

    27/01/2016 - 08:01

    Powiem tak, patrząc z boku wyglądało to normalnie. Po prostu tak jak miałoby się skończyć coś pomiędzy dwoma kochającymi się osobami. Tak jest na pewno, bo jednak było wyznanie miłości i przepraszam z jego strony.
    Daj sobie czas. Przywyknij. Porozmawiajcie jeszcze raz, drugi. Na spokojnie. I zobaczysz, że będzie coraz lepiej. Kiedy wybuchłaś i powiedziałaś wszystko co Ci leżało na sercu on też na pewno zrozumiał co się z Tobą działo przez ten cały czas.
    Wiesz, paradoksalnie u nas było podobnie. Myślałam, że to już koniec i on nie wróci. Mimo, że nasza rozłąka była dużo krótsza to wtedy zdałam sobie sprawę, że go nadal kocham. Mimo, że wcześniej mimo jego deklaracji miałam wątpliwości i mówiłam mu, że nie jestem pewna tego co czuję. Atmosfera się oczyściła. Mój mąż się zmnienił. A właściwie zmienił się jego stosunek do tego jak ja to wszystko postrzegam i że mam prawo być słaba.
    Życzę Wam, żeby i u Was tak właśnie było.
    Popatrz ile my niepłodni przechodzimy razem. A jeśli jest światełko w tunelu i gorzej już być nie może? No to może być tylko lepiej.
    Uśmiechnie się w końcu słońce.

  • avatar
    MalaMi87

    27/01/2016 - 09:01

    Jak zaczynalismy wspolne życie i mieszkanie moi tesciowie mnie nie akceptowali bo JESTEM Z MIASTA. Mialam zal do męża, ze nie umial się im przeciwstawic i mnie obronic. Po kednej z awantur ktora urzadzili jak byli u nas z wizyta cos we mnie peklo. Nastepnego dnia jak mój wtedy jeszcze narzeczony poszedl do pracy, spakowalam wszystkie swoje rzeczy i wyprowadzilam sie bez slowa. Bylam taka zmeczona ciaglymi klotniami i rozzalona, a on zamknięty w sobie. Wyłączyłam telefon i nie chciałam z nim rozmawiać. Mialam nadzieje, ze bedzie jak w filmach. Bedzie wystawal pod moim oknem i przepraszal. Tak się nie stalo. Obrazil się na mnie, ze się wyprowadzilam i podwojnie zamknal w sobie... i pewnie bysmy sie rozeszli. Wtedy dowiedzialam sie, ze moja tesciowa przyjechala do niego i sie szarogesi w naszym domu. Tego nie moglam przeżyć. Pojechalam ja wyrzucic i tak ja przepraszalam męża. Miałam do niego duzo zalu ale kochałam naszą codziennośc razem i dom który tworzylismy. Nie bylo latwo. Przez dlugi czas bylismy sobie obcy i wobwc siebie nieufni. Byl miedzy nami chłód. To trwalo co najmniej pół roku. Ale powoli, dzen po dniu trwalismy przy sobie.

    Chcę powiedzieć, że nie bedzie tak, ze cos jest biale lub czarne. Ze zdecydujecie byc razem i z dnia na dzien przestaniecie sie klocic. Albo rozejdziecie sie i nie bedziecie tesknic. Na wszystko trzeba czasu

  • avatar
    czwojdziak

    27/01/2016 - 10:01

    przez te wszystkie dni kiedy byliśmy osobno ja tęskniłam. Chodziłam po ścianach.
    Wczoraj jak siedzieliśmy razem przy stole w kuchni mój maż dostał telefon z gratulacjami,że znów zostanie wujkiem(w wigilie jego siostra przysłała mu sms że jest w ciąży-chyba).
    Widziałam twarz moje męża jak się zmienia podczas tej rozmowy, jak blednie i jak narasta w nim agresja.
    Zapytałam go potem czy zna termin rozwiązania siostry. Odpowiedział,że nie i go to nie interesuje- powiedział,że cieszy się,że ona jest w ciąży ale czuje ból. Jest wiele czynników które składają się na to,że w naszym wspólnym życiu pojawiły się takie schody. Mąż mój ucieka w siebie- zdarzyło nam się zbliżyć bardzo ale po "wakacyjnej" ciąży on znów mi gdzieś przeleciał przez palce. Nie rozmawialiśmy dużo. Każde z nas tę stratę przeżyło inaczej i osobno.
    Widzę,że on nie potrafi walczyć, brać problemów za bary.
    Zobaczymy. Kocham mojego męża, wiem,że on kocha mnie.
    Usłyszałam od niego,że jeśli ja dam radę podejść jeszcze raz do in vitro to on mnie będzie wspierał.
    Zapisał się tez do psychologa.

    06.06.2003 Obustronna amputacja jajowodów
    2014-2016 5 IVF Na krótką chwilę dotykaliśmy nieba...
    02.2018 Nowy etap OA.
  • AgataTofik

    27/01/2016 - 11:01

    To na prawdę dużo. Wiesz, jak facet zapisuje się do psychologa, to na prawdę musi go to wiele kosztować i być już na granicy... Tak więc zobaczysz, że teraz będzie już wszystko dobrze.
    Jak piszesz o emocjach dotyczących ciąży siostry... Tak jak bym widziała nas przy stole, jakbym słyszała naszą rozmowę... Jednek tak mało się od siebie różnimy. I tylko nasz świat jest w stanie nas akceptować i rozumieć.
    My też pierwszą i drugą stratę przeżyliśmy osobno. Ale teraz z perspektywy czasu wiem, że gdyby nie to nie byłoby teraz takich nas.
    Głowa do góry :D

  • avatar
    nynyny

    28/01/2016 - 09:01

    Bardzo wam kibicuję.
    Przechodziłam podobne stany, ataki smutku i furii, nieprzespane przepłakane noce, krzyki i awantury. A on dzielnie to znosił, pocieszał, wspierał. Był dla mnie jak anioł stróż. Mobilizował mnie i stawiał do pionu, gdy za bardzo odpływałam w otchłań, przypominał, że on też jest na krawędzi..
    Myślę że to bardzo dużo, że on się nie odwrócił, wierzę, że gdy te emocje opadną odbudujecie wasz związek na solidnych podstawach. Że będziecie tak blisko, że ciężko wam będzie uwierzyć, że można być z kimś tak blisko..
    Trzymam za was kciuki z całych sił!

    2014-2015 -> 3 pełne procedury, 5 x ET, 7 zarodków, aż w końcu...
    02.2016 r. urodziła się nasza Kruszynka :love:

    05.2017 r. - crio :-)
    01.2018 r. urodził się Klusek :love: