Autor:

Leeleeth

Data publikacji:

07.03.2014

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

Bociany lecą już do nas, właśnie mijają Turcję...

Minął kolejny miesiąc w tym naszym oczekiwaniu. Trudny naprawę, taki przełomowy. Po kwalifikacjach byłam tak nakręcona, że chciałam dziecka już, natychmiast. Gdzieś w głowie miałam, że zaraz, za moment zadzwoni telefon z ośrodka i staniemy się rodzicami. Jednak w życiu tak często bywa, że nie dostajemy niczego tylko dlatego, że chcemy. Droga adopcyjnego rodzicielstwa jest trudna i uczy pokory. Mnie nauczyła. Czekanie jest dla mnie obardzo trudne,a brak kontroli i jakiegokolwiek działania jest frustrujący. Wypełniam ten czas wszystkim co daje radość. Bo przecież tak powinien być wypełniony czas oczekiwania na dziecko. Nikt nie wie jak bardzo wielka radość zagościła w sercu gdy kupiłam sukienki i płaszczyki. Jaka to przyjemność wybierać łóżeczko, komodę czy tapety. Teraz szybki projekt pokoiku, a przecież tak trudno zdecydować bo jest tak wiele możliwości. Wkrótce podejmę ostateczną decyzję i zacznie się remont. Pokoik będzie gotowy i bedzie czekał, tak jak i my. Zostaje tylko przypominający telefon do ośrodka, by nasze Przyjaciółki o nas nie zapomniały. Raz na miesiąc dzwonię, by mieć wiadomości z pierwszej ręki. Żadnych plotek, domysłów, tylko fakty. Ostatni mój telefon do ośrodka był dla mnie smutny. Usłyszałam, że niestety ale nie ma małych dzieci wolnych prawnie. A my przecież czekamy na Maluszka. Zrobiło mi się smutno, nawet bardzo, ale naszła mnie refleksja jak bardzo my rodzice adopcyjni, budujemy nasze szczęście na czyimś bólu i rozpaczy. Nie potrafię wyobrazić sobie oddania dziecka, ani nawet tego że mi je zabiorą. Przecież to największa życiowa tragedia jest. Tu nie ma wygranych, bo każdy cierpi. Obym umiała złagodzić to cierpienie u mojego dziecka. Obym potrafiła kochać tą dobrą, terapeutyczną miłością. Obym potrafiła patrzeć na dziecko poprzez dziecko i dostrzec to co najważniejsze.
Czekamy z miłością.