Depresja poadopcyjna

radości i sukcesy ale również problemy, z którymi rodziny adopcyjne mogą się spotkać już po adopcji

Moderator: Moderatorzy po adopcji

Pockahontas
Posty: 2897
Rejestracja: 06 wrz 2012 15:13

Re: Depresja poadopcyjna

Post autor: Pockahontas »

misiapusia83, synek jest także adoptowany? W jakim był wieku gdy się poznaliście?
Mam dla ciebie bardzo prostą radę - spędź jeden cały dzień poza domem, bez dzieci. Wiem, że jak żyjemy w kieracie, takie coś wydaje się niewykonalne, ale ty chyba po prostu nie masz innego wyjścia; musisz złapać oddech.
Zakładam, że wiesz z czego wynika zachowanie dziewczynki, ale uporządkujmy to jeszcze. Mała została porzucona/odebrana rodzicom jako maleńkie dziecko, zupełnie nic z tego nie rozumiała, poza tym, że nagle, z dnia na dzień zabrakło w jej życiu kogoś najważniejszego. Potem trafiła do pogotowia, gdzie ktoś poświęcał jej uwagę, z tego co piszesz, wychodzono naprzeciw jej oczekiwaniom i potrzebom (obojętne czy skutki są pozytywne czy też nie - dziecko czuło, że jego potrzeby są zaspokajane). Gdy już zdołała troszkę przyzwyczaić się do nowych bliskich osób, "przesadzono" ją z pogotowia do nowej rodziny. Nie mam tu zamiaru oceniać systemu rodzinnej opieki zastępczej w Polsce, od razu chcę to zaznaczyć - próbuję tylko przeanalizować jak może czuć to półtoraroczne dziecko. Ono nie zna znaczenia słów "mama" czy "ciocia", ono tylko widzi, czuje, doświadcza bliskości z kimś, kto je zauważył i pokochał.
Miesiąc temu mała została przeniesiona do nowego domu, położono ją w nowym łóżeczku, zapewne zakupiono nowe, ale obce zabawki. Na ręce bierze ją, karmi i usypia ktoś zupełnie inny niż osoba, do której zdążyła się przyzwyczaić. W dodatku wraz ze zmianą pojawiły się też dodatkowe wymagania - rehabilitacja i ograniczenia - zakaz słodyczy i noszenia na rękach.
Maleńka jest po prostu bardzo, bardzo zagubiona i stąd jej płacz, niepokój, trudne zachowania.
To dobrze gdy dziecko z pogotowia trafia do rodziny adopcyjnej, to dobrze, że się je rehabilituje, dobrze, że stawia wymagania. Choć osobiście nad noszeniem bym się zastanowiła, tzn. w pierwszym miesiącu bycia razem, olałabym rehabilitację ciepłym moczem - przepraszam za określenie. Raczej nosiłabym i przytulała dziecko, bo na pracę nad chodzeniem będzie jeszcze mnóstwo czasu. Jeśli teraz postawicie na więź i bliskość, to za miesiąc, dwa, dziewczynka będzie miała o wiele większą motywację do ćwiczeń. Po prostu będzie widziała, że mama, która dba o nią i ją kocha chce, żeby ćwiczyła. A tak, ty się wkurzasz, ona płacze, a z rehabilitacji w takim stanie emocji i tak nic nie będzie.
To, że dziecko garnie się do obcych ludzi to w takiej sytuacji "naturalne". Ty jesteś tą, która wymaga, wychowuje, a znajomi i rodzina pewnie przychodzą, by się z nią pobawić, przynoszą zabawki, itp., więc są atrakcyjni. Myślę, że trzeba by wstrzymać teraz takie wizyty. Choć szukanie pocieszenia u obcych w tej sytuacji nie jest niczym dziwnym, jeśli pozwolicie wejść małej w taki model, może to rozwinąć zaburzenia więzi. Ona musi nauczyć się teraz, że i od pocieszania i od wychowywania są rodzice, nie możecie sobie pozwolić na wejście w rolę "złych".
Rozumiem, że jest ci z tm wszystkim ciężko. Ciężko byłoby nawet i bez adopcji; wie to każda mama dwójki absorbujących maluchów. Miałaś pewnie jakieś swoje marzenia, wyobrażenia, a tu wyszło inaczej, trudniej, w dodatku nikt nie rozumie o co ci chodzi, zaczynasz czuć się winna.
Trzeba zrobić sobie oddech, a potem na spokojnie przedyskutować z mężem, przemyśleć sobie z jakich wymagań na teraz moglibyście zrezygnować, co odpuścić. Może lepszym pomysłem byłyby na teraz spacery, wspólne usypianie, noszenie w chuście podczas domowych obowiązków, wspólne robienie kanapeczek np. z oczami z rzodkiewki i buźką z pomidora, wyjazd na wycieczkę rodzinną? W weekend na pewno mąż może ci w tym wszystkim pomóc.
Może być też tak, że odpuszczenie nie pomoże, że i tak nie będziesz w stanie zbliżyć się do małej. Czasem tak jest. Nie masz powodu sobie tego wyrzucać. Nie jest tak - wbrew obiegowym opiniom ludzi, którzy o adopcji słyszeli, czytali, pisali, ale na sobie nie doświadczyli - że każde dziecko będzie pasować do każdego rodzica. Ja powiem odwrotnie, trzeba być szaleńcem, by twierdzić, że ktoś niepłodny może wziąć pierwsze dziecko z brzegu i pokochać jak swoje. Czasem tak się zdarzy i to jest cud, ale wymagać od kogoś, by tak czuł to całkowita niedorzeczność. Nie masz powodu czuć się winna, jeśli małej nie pokochasz.
Pytanie wtedy co na taki rozwój wydarzeń twój mąż i synek i tu już nie podejmuję się radzić, bo sprawa jest złożona. Warto byście byli w kontakcie z pracownikami ośrodka i rozmawiali o swoich wątpliwościach.
Trzymam kciuki by był to tylko chwilowy kryzys i wszystko skończyło się pozytywnie!

matula
Posty: 396
Rejestracja: 16 lip 2013 16:10

Re: Depresja poadopcyjna

Post autor: matula »

Onna_34 napisała:
Z pewnością jeśli samemu się pochodzi z kochającej, współodczuwającej rodziny, gdzie dzieci były kochane po prostu za to, że są - to to bardzo pomaga, gdy się potem ma własne dzieci.

Spotkałam się z calkowicie odmiennym zdaniem. Matki, które miały bezpieczny styl przywiązania, moga okazać się gorszymi matkami ado, ponieważ nie rozumieją swoich dzieci.

,

Misiapusia83
, mam wrażenie, że dla Waszej rodziny za wcześnie było na adopcję, w dodatku roznica wieku miedzy dziećmi jest bardzo niewielka. Szkoda, bo mała potrzebuje milości, ktorej nie potrafisz jej dać.

Zachowanie córeczki nie jest niczym nadzwyczajnym dla dziecka po przejściach. Może to dobry okres zastanowić się, czy warto wkladać wysiłek w coś, co komuś innemu może sprawić satysfakcję.

Duzo wymagasz od niej i od siebie, skoro oczekujesz, że po miesiącu ona juz będzie przywiązana i przestanie kleic sie do innych osób.

wako
Posty: 356
Rejestracja: 12 paź 2014 19:54

Re: Depresja poadopcyjna

Post autor: wako »

misiapusia83 pisze:bardzo ciężki charakter, ciągle płacze, chce być ciągle noszona na rękach, wymusza wszystko płaczem bardzo teatralnym-wcześniej też tak funkcjonowała w RZ, gdzie każdy ją nosił, kiedy tylko chciała - skutkiem czego nie miała praktycznie możliwości ćwiczenia raczkowania - jest bardzo opóźniona - nie siedzi jeszcze, od momentu, gdy do nas przyszła zaczyna dopiero raczkować, ale tylko dzięki temu, że u nas jest więcej na podłodze, musi sie sama przemieszczać i jest mój starszy synek, którego stara się naśladować
Być może to, co napiszę będzie dla Ciebie zaskoczeniem, ale... dziecko w tym wieku nie jest aktorem, nie udaje, nie wymusza, dziecko ma pewne potrzeby, których zaspokojenia domaga się gwałtownie. Dziewczynka jest po kolejnej w swoim życiu wielkiej zmianie - trafiła do nowego otoczenia, nowych ludzi, wszystko jest dla niej obce więc domaga się przede wszystkim zaspokojenia poczucia bliskości i bezpieczeństwa. Trudno od 1,5 rocznego dziecka oczekiwać, że w miesiąc dostosuje się do nowego otoczenia i wymagań, jak ona pewnie w ogóle nie ogarnia co się stało i dlaczego wyrwaliście ją z dotychczasowego domu.
To, że w tym wieku nie raczkuje czy nie siedzi nie jest kwestią noszenia. Zdrowe dziecko nauczyłoby się tego nawet siedząc tylko w łóżeczku. Tyle, że decydując się na nią widziałaś w jakim jest stanie fizycznym. Warto wybrać się do neurologa i rehabilitanta i ustalić plan działania na przyszłość, ale nie na teraz. Ona potrzebuje stabilizacji, spokoju, tulenia i noszenia, pokazania, że jest bezpieczna. Jak już oswoi się z nowym domem powoli trzeba wprowadzać zmiany.
Nie wiem czy nikt Was nie uprzedzał, że warto przenosić dziecko z dotychczasowego domu do rodziny adopcyjnej z zachowaniem jak największej liczby zwyczajów i przyzwyczajeń? Pierwsze dni były dla niej szokiem, który spotęgowaliście dużymi wymaganiami (rehabilitacja) więc "powstało" rozdarte dziecko, które domaga się jak może uwagi dla siebie.
misiapusia83 pisze:W domu o wszystko praktycznie jest płacz - leży na przewijaku, zmiana pieluchy - płacz, kąpiel-płacz, czesanie -płacz. Synek usiądzie koło niej na podłodze - płacz. Jedzenie to masakra
Pomyśl - nowy dom, rodzina, smaki, osoby, otoczenie, zupełnie nowy świat. Ona właśnie czegoś takiego doświadcza i dziwisz się, że reaguje płaczem? Może po prostu się boi, bo w poprzednim domu było inaczej? Bo tam wszystko znała, a u Ciebie nie ma już znanego tylko obce? Daj jej czas, spokój, spokojnie przemawiaj. Ona ma to nieszczęście, że powoli wchodzi w okres ok. 2 lat, kiedy wiele sytuacji będzie bardzo emocjonalnych.
misiapusia83 pisze:Popadam w apatię, często płaczę, czuję, że życie straciło dla mnie sens.Pokłóciłam się wczoraj z mężem, bo on nie rozumie, czemu mam do małej taki dystans, przecież sama chciałam tej adopcji.
Miałam podobnie, na początku bardzo często czuje się obcość - niby wiesz, że to Twoje dziecko, ale jednak jeszcze nie do końca oswojone, nieznane, więc podświadomie bronisz się przed tym uciekając w znane. To, że tak może być warto wiedzieć, warto też dać sobie czas i nie oczekiwać wybuchu mega miłości od pierwszego dnia. Niektórzy potrzebują więcej czasu żeby pokochać.
misiapusia83 pisze:Jestem wykończona, nie sądziłam, że tak to będzie wyglądać.
I tu może być sedno problemu - zmęczenie materiału. Wielu osobom wydaje się, że świat najbardziej zmienia się przy pierwszym dziecku. Nic bardziej mylnego - najgorsza zmiana to z jednego na dwoje i to jeszcze z małą różnicą wieku, kiedy każe potrzebuje czasu i uwagi. Mam 3 dzieci, przeskok z dwójki na trójkę nie jest już takim szokiem :) Byłoby super, gdybyś w weekend mogła wybyć z domu na cały dzień, a tata, choćby w towarzystwie babci, zaopiekuje się dziećmi. Idź na spacer, basen, spotkanie z koleżanką, cokolwiek, byle oderwać się od dzieci. Zmiana otoczenia działa oczyszczająco, dodaje siły. Po powrocie warto z tatą dzieci omówić podział obowiązków, potrzebę chwili dla siebie, itp.
misiapusia83 pisze:Ona lgnie do każdej osoby, która przychodzi do nas do domu bardziej niż do mnie i płacze, jak gość wychodzi. A ja mam dość
I to jest normalne, ponieważ zrobiliście błąd od początku - w pierwszych tygodniach warto nie zapraszać gości, nie wychodzić do znajomych, a raczej zabarykadować się w domu, tulić, karmić, masować, dotykać. To jest czas, żebyście nauczyli się dziecka, a ono Was. Na rodzinę i znajomych będzie jeszcze czas. Ona musi najpierw poczuć, kim jest mama i tata, no i nowy braciszek.
misiapusia83 pisze:Synka kocham bezgranicznie, ale mała to dla mnie obce dziecko
Trudno, żeby było inaczej :) Ona jest z Wami bardzo krótko, dopiero się poznajecie, trochę ten proces zaburzył się przez gromady odwiedzających i Twoje zmęczenie, ale wszystko jest jeszcze do naprawienia.
Daj sobie czas, być może warto byłoby spędzić z małą "babski dzień" - tylko Ty i ona, żebyście lepiej się poznały, żebyś mogła ją poobserwować bez konieczności skupiania uwagi także na drugim dziecku. Wreszcie - daj siebie małej bez obawy, że coś traci syn. Owszem nie ma już mamy na 100%, ale zyskuje w ogólnym rozrachunku - będzie miał siostrą na zawsze :)

Klimka
Posty: 165
Rejestracja: 04 sty 2014 02:39

Re: Depresja poadopcyjna

Post autor: Klimka »

Pockahontas pisze: Choć osobiście nad noszeniem bym się zastanowiła, tzn. w pierwszym miesiącu bycia razem, olałabym rehabilitację ciepłym moczem - przepraszam za określenie. Raczej nosiłabym i przytulała dziecko, bo na pracę nad chodzeniem będzie jeszcze mnóstwo czasu. Jeśli teraz postawicie na więź i bliskość, to za miesiąc, dwa, dziewczynka będzie miała o wiele większą motywację do ćwiczeń. Po prostu będzie widziała, że mama, która dba o nią i ją kocha chce, żeby ćwiczyła.
(...)
Trzeba zrobić sobie oddech, a potem na spokojnie przedyskutować z mężem, przemyśleć sobie z jakich wymagań na teraz moglibyście zrezygnować, co odpuścić. Może lepszym pomysłem byłyby na teraz spacery, wspólne usypianie, noszenie w chuście podczas domowych obowiązków, wspólne robienie kanapeczek np. z oczami z rzodkiewki i buźką z pomidora, wyjazd na wycieczkę rodzinną?
W pełni zgadzam się z takim podejściem.
Najpierw musi być nawiązanie relacji, dopiero później nadrabianie zaległości i normalne wychowywanie.
Misiapusia, pierwsze dziecko, które trafiło do mnie do rodziny zastępczej wiele lat temu ma już 13 lat. Jest (i od początku było) krnąbrne i nieustannie zbuntowane. Wszyscy cierpimy z tego powodu. Kochałam je od początku, bardzo starałam się robić wszystko jak najlepiej, ale... nie umiałam. Byłam po szkoleniu, znałam kilka rodzin zast. i adopcyjnych, dużo czytałam i wydawało mi się, że świetnie rozumiem mechanizmy rządzące zachowaniem odrzuconych dzieci, że wiem, jak postępować. Brakło mi jednak doświadczenia i... pokory. Dopiero po kilku latach zrozumiałam, że choć chciałam dla dziecka jak najlepiej, to moje wymagania były za wysokie - za szybko chciałam nadrabiać zaległości edukacyjne, wdrażać dziecko do "normalnego życia", a ono nie było w stanie przez to przejść, bo nie zbudowało jeszcze ze mną więzi. Teraz bardzo żałuję, że skupiłam się nie na tym, na czym należało.
Dla Ciebie nie jest jeszcze za późno. Dziewczynka jest u Ciebie dopiero miesiąc. Jesteś umęczona i rozczarowana, ale postaraj się "zacząć od nowa". Spójrz na nią jak na biedne, przerażone dziecko, które potrzebuje przede wszystkim poczuć się bezpiecznie. I zastanów się, jak zorganizować życie rodziny, żeby mała mogła poczuć się bezpiecznie. gdy nawiąże się miedzy wami więź, reszta pójdzie łatwiej.
Pozdrawiam i powodzenia.

Awatar użytkownika
Gość

Re: Depresja poadopcyjna

Post autor: Gość »

Misiapusia, ja również dołączę się to tych komentarzy które pisały dziewczyny. My adoptowaliśmy z mężem córeczkę, mieliśmy już syna. Wiekowo byli trochę młodsi od twoich. Rozumiem co przeżywasz, bo mieliśmy podobnie. Krzyki na wysokich tonach- pół godziny, godzina..., agresja wobec syna, bicie, gryzienie. Jedzenie - słodycze i soczki, jak nie to histeria i bicie.
Daj czas swojemu dziecku i koniecznie odpocznij. Ja swojego skarba chustowałam, chociaż na początku się opierała. Dużo masowaliśmy Małą, kładliśmy ja blisko kominka żeby było jej ciepło i całe ciałko naoliwkowane masowaliśmy, głaskaliśmy, całowaliśmy. My pomimo protestów Małej odstawiliśmy słodycze, słodkie soki, zwiększyliśmy ilość nabiału, owoców i warzyw. Nasza córeczka była mało sprawna ruchowa, był te problem z prawą raczką. My na rehabilitacje poszliśmy dopiero po kilku miesiącach. Sprawność córki "poprawialiśmy" poprzez zabawę - plac zabaw, piaskownica, huśtawki, tunele, piłka.... U nas bardzo sprawdził się basen - dziecko wzmacnia mięśnie ale jednocześnie w wodzie jest zależne od rodzica, musi mu zaufać. Ja również córeczkę kangurowałam /pomimo że miała już 1,5 roku/. I to co pisały dziewczyny, zrezygnuj z odwiedzin nawet bliskich osób - ciocie i tak dalej. Ja do tej pory nie pozwalam ciotkom i wujkom brac córki na kolana i całować, ona jeszcze nie jest na to gotowa. Życzę ci dużo sił.

mamatoja
Posty: 2
Rejestracja: 13 lis 2015 20:56

Re: Depresja poadopcyjna

Post autor: mamatoja »

Mamą zostałam ponad siedem lat temu. Moja córka miała niespełna pół roku, kiedy odnaleźliśmy się. Staraliśmy się o dziecko 13 lat, aż w końcu stał się cud. Wiele z Was pisze, że nie było miłości od pierwszego wejrzenia. U mnie był przysłowiowy "piorun z nieba". Nie będę nawet próbowała opisać, tego co czułam, bo się po prostu nie da. Czas spędzony z nią w tych pierwszych miesiącach wspominam jak coś wręcz magicznego, mistycznego niemalże. Chciałabym choć na chwilę wrócić do tamtych dni:) Ale depresja dopadła i mnie. Miałam jakieś schizy na punkcie tego, czy jestem dobrą mamą. Czy nie krzywdzę mojego wyczekanego dziecka. Czy moja córka jest szczęśliwa. Na moje szczęście moja siostra w tym samym czasie urodziła syna. Miała DOKŁADNIE te same dylematy. Kiedy sędzina żegnała się z nami po rozprawie powiedziała do nas, żebyśmy jechali do córki i byli szczęśliwi. Obiecaliśmy jej, że będziemy. Dotrzymujemy słowa. Bo to właśnie dzięki Niej - naszej córce- jesteśmy...

Awatar użytkownika
Wula
Posty: 90
Rejestracja: 23 gru 2015 10:09

Re: Depresja poadopcyjna

Post autor: Wula »

matula pisze:Onna_34 napisała:
Z pewnością jeśli samemu się pochodzi z kochającej, współodczuwającej rodziny, gdzie dzieci były kochane po prostu za to, że są - to to bardzo pomaga, gdy się potem ma własne dzieci.
Spotkałam się z calkowicie odmiennym zdaniem. Matki, które miały bezpieczny styl przywiązania, moga okazać się gorszymi matkami ado, ponieważ nie rozumieją swoich dzieci.
ciekawe jest to, co piszesz. Sama miałam obawy, że nie poradzę sobie z budowaniem więzi z dzieckiem, bo mam ją z własną matką raczej zaburzoną (zostawiła mnie u dziadków do 3 r.ż, potem wróciła po mnie, nie jestem z nią bardzo zżyta emocjonalnie, choć nasze relacje są poprawne).
Wyszło - nie chwaląc się, bo nie w tym rzecz ;-) - całkiem dobrze, nasza więź z synkiem jest naprawdę silna. Myślę, że może podświadomie dawałam małemu to, czego mi zabrakło, może nawet w dwójnasób? A może nie miałam jakiegoś silnego wzorca, więc nie było też wielkich oczekiwań, pozwalałam sprawom dziać się naturalnie i bez tzw. spiny..
Aktualnie czekamy na drugie dziecko, trochę się obawiam o to, czy podołam ale jestem dobrej myśli.
Mama wspaniałego Przedszkolaka :)

"There is an instinct in a woman to love most her own child - and an instinct to make any child who needs her love, her own." ~ Robert Brault

dziewialtka
Posty: 3
Rejestracja: 02 sty 2012 23:05

Depresja poadopcyjna

Post autor: dziewialtka »

Dziewczyny i chłopaki! Już od 8 kwietnia będzie dostępny ebook "DEPRESJA POADOPCYJNA 60 sposobów, jak sobie pomóc". Zapraszam Was na webinar, na którym trochę odczarujemy temat i otworzę sprzedaż ebooka. Zapraszam!

Zapisy na webinar tutaj: https://kontakt-a615d.gr8.com/

ODPOWIEDZ

Wróć do „Po adopcji”