WSPARCIE 2019/2020 gdy tylko my możemy sobie pomóc

Bezskutecznie starasz się o dziecko? Coraz gorzej radzisz sobie z kolejnymi porażkami? Masz wrażenie osamotnienia, nie wiesz gdzie szukać informacji i wsparcia? Rozważasz adopcję, leczenie? A może myślisz o świadomej bezdzietności? Forum Naszego Bociana to miejsce dla Ciebie. Znajdziesz tu informacje, wsparcie, poznasz ludzi zmagających się z podobnymi problemami. Zapraszamy!

Moderator: Moderatorzy cześć - jestem nowa / nowy

Awatar użytkownika
Nitka28
Posty: 311
Rejestracja: 11 gru 2003 01:00

Re: WSPARCIE 2019/2020 gdy tylko my możemy sobie pomóc

Post autor: Nitka28 »

Witajcie

Awatar użytkownika
suana
Posty: 3257
Rejestracja: 03 cze 2010 16:18

Re: WSPARCIE 2019/2020 gdy tylko my możemy sobie pomóc

Post autor: suana »

Witam,jestem przed decyzja o in vitro.Jak obecna sytuacja wplywa na Wasze decyzje?in vitro,ewentualna ciaza,trudności na co dzien w opiece medycznej,mozliwosc zarazenia?macie takie dylematy jak ja?
Mój kochany syneczek na świecie czerwiec 2011-IVF
Crio 07.19r-nieudane
05.20r-IVF .....

Paulina Bra
Posty: 6
Rejestracja: 17 cze 2020 08:21

WSPARCIE 2019/2020 gdy tylko my możemy sobie pomóc

Post autor: Paulina Bra »

Witaj nie jesteś sama, bo niestety ja również juz nie mam siły , tracę wiarę.
Moja historia jest taka mam 28 lat jestem 6 lat po ślubie. Z mężem zaczęliśmy sie starać od samego początku małożeństwa o dzidziusia niestety nie było zadnych efektów przez rok czasu. Po roku postanowilam udać sie do "zwykłego" ginekologa był to męczyzna, który od początku wizyty nie traktował mnie poważnie i sugerował ze nie "potrafimy" tego zrobić. Przepisał zwykły kwas foliowy z apteki. Czułam niedosyt po wizycie wiec zapisalam sie ponownie do innego lekarza tym razem kobiety, Pani po przeprowadzanym wywiadzie stwierdziła, ze nie jest mi w stanie pomóc, poniewaz ona na nieplodnosci sie nie zna. Czułam sie jakbym dostała w twarz, bo kilka dni temu lekarz mowi ze nie potrafię wraz z mezem zrobic dziecka, a tu slowo NIEPŁODNA. Cóż wyszlam z gabinetu z placzem i pytaniem co teraz i co dalej. Poszukalam w internecie lekarza od niepłodności, znalazłam najlepszy we Wrocławiu. Wizyta najgorsza w moom życiu. Młoda kobieta przychodząca do lekarza o porade i wskazówki zostala dosłownie wyśmiana. Ze przychodzę do prywatnego gabinetu, bo moja "zachcianką" jest dziecko, zero jakichkolwiek zaleceń, zostało mi zrobione USG po którym lekarz wywnioskował ze mam wracac do domu, włączyć sobie wieczorem film i po sprawie. Jak trafilam do tego lekarza byl to juz 3 rok starań. Wzielam sie w garść znalazłam spotkania z modelu Creightona czyli naturalne planowanie rodziny, obserwacja cykli, skuteczność stosowania modelu Creightona byla bardzo duza wiec dało mi to nadzieję. Miedzy czasie stosowałam rowniez testy owulacujne. Umowilam Nas na spotkanie, pojechaliśmy byliśmy mile zaskoczeni, przyjęto nas bardzo sympatyczne Pani instruktor również sympatyczna, wszytko dobrze wytłumaczyła wiec sie zdecydowaliśmy na wprowadzenie tej metody. Po 1 cyklu nic, po 2 cyklu nic, spotkania co 2 tygodnie. 3 cykl nic, w końcu instruktor poleciła nam lekarza Naprotechnologa. Lekarz wspaniała, wszytkie badania od A do Z. Badanie nasienia, monitoring owulacji, usg dopochwowe, wprowadziła rowniez suplementacje. Okazlo sie ze mam problemy z estradiolem i progesteronem. Lekarz stwierdziła, ze niestety ale musze udac sie na Badanie HSG wspomne ze to jest sytuacja obecna. Żaden szpital w czasie pandemiii nie chciał mnie przyjąć a wiadomo badanie trzeba wykonać w 11 dniu cyklu. Kolejny miesiąc czekania i nic. Wykonanie samej biocenozy prywatnie było niemożliwe,bo strach przed wirusem paraliżował wszytko. Kolejna wizyta u naprotechnologa, usg, pęcherzyk sie pojawił wiec tylko działać. Po 4 dniach wróciłam na kolejne usg z kolejnymi wynikami progesteronu i estradiolu. Pęcherzyk pękł wiec Pani doktor przepisała luteinę 100 dopochwowo 2 razy dziennie. Przyjmować od 3 do 18 dnia po owulacji byl to maj 2020. Wspomne, ze Pani doktor dała mi swoj numer telefonu mówiąc, ze mam pisać wrazie jakichkolwiek wątpliwości bądź pytań. Czulam sie ze w końcu ktos sie mną interesuje i pomoze. Przyszedl czerwiec 1.06 miesiączka (płacz) totalny płacz, ryczałam jak szalona nie moglam sie uspokoić. Smutek, przygnębienie ze przyszła ta cholerna miesiączka, a mialo byc tak pięknie. Nienawidzę tej miesiączki jest jak horror. Napisalam do Pani doktor ze przyszła miesiączka i notuje to na karcie obserwacji. Cisza, nic nie odpisala, ale jestem wyrozumiała bo byc moze Pani doktor ma duzo pracy. Dni leciały, miesiączka sie kończy 05.06 ufff w końcu tak mniej więcej moje misiaczki sie kończą. Długość cyklu sie waha od 27 do 32 dni. Dnia 11.06 czyli 6 dni po miesiączce, boli mnie okropnie dół brzucha i dostaje plamienia na początku plamienie jest delikatne, dzwonie do Pani doktor, która nie odbiera, nie odpisuje w koncu 2 dni później odpisuje ze mam sie nie martwieć, bo jest to zwyczajnie plamienie około owulacujne. Tylko ze przez te 2 dni plamienie przeksztalcilo sie w krwawienie, skrzepy czarno - brazowe. Dzwonie znowu do Pani doktor, ale cisza byl to weekend, ale dla mnie nie mialo to znaczenia jaki to dzien tygodnia tym bardziej ze lekarz mówiła ze mam dzwonic o kazdej porze dnia i godziny. Dzwonam do Pani instruktor, która nas również prowadziła stwierdziła ze jest to objaw poronienia niestety. Tylko ja nie rozumiem jak, dlaczego. Przecież byla miesiączka 6 dni wcześniej. Bylam w takiej niewiedzy, płakałam bo zostalam z tym sama, Pani doktor zmieniła nastawienia jest bardziej obojętna, nie ma juz takiego zapału jak przy pierwszej wizycie. Oddzwoniła po 2 dniach mojej rozpaczy, twierdząc ze cykl byl bezowulacyjny dlatego zaczął sie następny i stąd te krwawienia. Nie zrobiła mi zadnych badan, chociażby krwi zeby stwierdzić ze to cykl bezowulacyjny. Zdarzylo mi sie to pierwszy raz zeby moj cykl trwał nagle 11 dni. Obecnie dalej mam plamienie tj by konczyla mi sie moja druga miesiączka w tym miesiącu. I dalej stoję w miejscu. Dodatkowo Pani doktor przełożyła mi badanie HSG na za 3 miesiące, a teraz przez 3 miesiące musze przyjmować luteinę dopochwowo i tyle i nic. Nie mam sily juz, czuje ze stoję w miejscu, ze przez te 3 miesiące można by bylo zrobić więcej niz tylko luteina. Dziewczyny ja na prawde nir mam sily. Radzę sobie jakoś, ale jak widze teraz kiedy jest taka piekna pogoda dzieciaczki z rodzicami czuje zal, smutek, przygnębienie. Praca, dom, praca. Wracam do pustego domu, który mnie dobija. Owszem śmieje sie tez, czesto sie spotykam ze znajomymi, ale to jest smiech przez łzy. Nie wspomniałam, ze lekarz na pierwszej wizycie ten pierwszy, zaproponował mi in vitro. Oboje z mezem jesteśmy wierzący bardzo. Ech pisząc to juz płaczę, ale będzie dobrze, staram sobie to tłumaczyć.

anjab
Posty: 401
Rejestracja: 30 cze 2019 14:05

WSPARCIE 2019/2020 gdy tylko my możemy sobie pomóc

Post autor: anjab »

Paulina Bra domyślam się co czujesz teraz, wiem co to znaczy przechodziłam przez to wszystko to jest ból nie do opisania. Można się wykończyć. Tym bardziej mi przykro i smutno i wręcz nie mogę uwierzyć w to jak potraktowali Cię lekarze... niestety zanim trafi się na tego właściwego to przeważnie swoje trzeba przehsc. Hsg trzeba będzie wykonać na pewno przed podjęciem kolejnych kroków, np in vitro, nie wiem czy mąż zrobił badanie nasienia, też trzeba będzie je zrobić, na Twoim miejscu jak najszybciej poszłabym na wizytę do dobrego ginekologa by sprawdził co dzieje się w środku, skąd te krwawienia, i w zależności od tego jakie będą wyniki badań Twoje i meza skorzystałabym z pomocy kliniki leczenia niepłodności, może problem nie jest złożony i przy pomocy lekarzy uda się Wam naturalnie zajść w ciążę w co mocno wierzę i kibicuje :glaszcze staraj się być dzielna i nie tracić wiary i nadziei,może trzeba wykonać jeszcze jakieś badania,coś podkręcić i wszystko będzie dobrze :bigok:

Awatar użytkownika
suana
Posty: 3257
Rejestracja: 03 cze 2010 16:18

WSPARCIE 2019/2020 gdy tylko my możemy sobie pomóc

Post autor: suana »

Paulina Brapo pierwsze swoje kroki skierujcie ku dobrej klinice.Po drugie,jestescie mlodzi,jest czas by probowac,starac sie na rozne sposoby.Po trzecie tez wierze w Boga,in vitro to rowniez Jego dzielo,dla takich par jak my,by jednak mialy szanse byc rodzicami.Kler natomiast moze sobie mowic co chce i jak chce
Mój kochany syneczek na świecie czerwiec 2011-IVF
Crio 07.19r-nieudane
05.20r-IVF .....

Klaudia1989
Posty: 1
Rejestracja: 16 cze 2020 23:15

WSPARCIE 2019/2020 gdy tylko my możemy sobie pomóc

Post autor: Klaudia1989 »

Paulina bra
O pierwszą ciążę walczyłam 4 lata. Kilkanaście stymulowanych i monitorowanych cykli, hsg, dwie inseminację, przygotowania do trzeciej (już w klinice leczenia niepłodności w Krakowie ) milion badań moich i męża.
Wiedziałam że prawy jajowód drożny lewy niewiadomo, pcos, kamica nerkowa, Hashimoto, badanie nasienia kiepskie. Gdy nie doszło do 3 inseminacji bo za dużo pęcherzyków informacja że albo laparo albo in vitro.
Zdecydowaliśmy się na in vitro ( i też jestem wierząca. To żaden argument. )
Okazało się nie potrzebne bo dwa tygodnie przed rozpoczęciem procedury okazało się że jestem w ciąży. To był 2015 rok.

Aktualnie od półtora roku staramy się o drugie dziecko co wcale nie jest łatwiejsze... Teraz zmieniłam klinikę na provita w Katowicach i pomimo jak myślałam sporego doświadczenia mam wykonane takie badania o których mi się nie śniło. Szczegółowe badania nasienia okazały się całkiem super ( pani doktor kazała je wręcz oprawić i powiesic na ścianie w salonie 😉) ja podejrzenie endometriozy ( nigdy wcześniej nikt o tym nie wspominał, krzywa cukrzycowa i insulinowa - wpadam w insulinoopornosc,
Co ważne na pierwszej wizycie konsultacyjnej pani doktor tak szczegółowo przeprowadziła wywiad ze jej pierwsze zdanie podsumowujące brzmiało " chyba nie przyszliście państwo po in vitro jest spora szansa na naturalną ciążę"
Do tej pory od 3 lekarzy specjalistów słyszałam że córka jest cudem i mam nie liczyć że się on powtórzy i tylko on vitro bo i nasze wyniki są fatalne. Aktualnie stymulacja lametta 3 dzień cyklu 8 tabletek !!!!! I encorton. Pierwszy raz takie dawki ( wcześniej od 3 dnia przez 5 dni X1 tabl.)
Idź dziewczyno do kliniki leczenia nieplodnosci. Szukaj pomocy u specjalistów i się nie poddawaj. Nie pozwól sobie wmówić że robisz coś złego bo chęć posiadania dziecka WLASNEGO jest ponad wszystko. Nie zrozumie tego ktoś kto tego nie przeszedł. A może dla ciebie też znajdzie się sposób żeby spróbować bez in vitro. Nie poddawaj się ! Trzymam kciuki

Prolutex2
Posty: 24
Rejestracja: 12 lut 2021 16:13

WSPARCIE 2019/2020 gdy tylko my możemy sobie pomóc

Post autor: Prolutex2 »

Rosa55 pisze:
29 wrz 2019 21:09
Cześć, też jestem nowa i chciałabym do Was dołączyć. Postanowiłam napisać na forum poszukać wsparcia bo bardzo mi ciężko, już nie radzę sobie z niepłodnością... Chciałabym opowiedzieć Wam swoja historię.
Mam 27 lat, staramy się z mężem o pierwsze dziecko już prawie 3 lata. Przez pierwsze 6- 7 miesięcy próbowaliśmy na luzie, myśleliśmy, że w końcu się uda przecież jesteśmy zdrowi. Potem zaczęłam się niepokoić i poszłam do ginekologa w mojej miejscowości na nfz. Zbadał mnie, zrobił usg i stwierdził że wszystko jest ok i mamy starać się dalej. Podjęliśmy kolejne próby, oczywiście nieskuteczne. Poszłam do innego lekarza też na fundusz, on mnie wyśmiał bo panikuję i kazał wrócić jak będę w ciąży... Wtedy skończyłam z ginami na fundusz bo ewidentnie olewali mój problem. Poszłam do pani ginekolog prywatnie bardzo polecanej. Ona stwierdziła, że mam bardzo małe endometrium i nic się tam nie zagnieździ, zleciła badania hormonów i okazało się że mam za niski estradiol. Przepisała mi więc plastry systen sequi. W ulotce przeczytałam, że są to plastry dla kobiet z menopauzą ale skoro lekarz tak zalecił to brałam je 3 miesiące. Po kuracji doktor stwierdziła, że nic to nie pomaga i kazała brać te plastry dalej. Ja jednak przemyślałam sprawę i nie chciałam ich brać skoro nie działały. Wtedy z mężem podjęliśmy decyzję, że zgłosimy się do specjalisty typowo od leczenia niepłodności.
Wybraliśmy lekarza z Lublina, który pracuje w klinice leczenia niepłodności. Mamy tam od swojego miejsca zamieszkania około 200 km ale skoro na miejscu nikt nam nie pomógł to czego się nie robi dla dziecka. Na pierwszej wizycie wykrył u mnie polipa endometrium i stwierdził, ze najprawdopodobniej powstał przez te plastry, których w ogóle nie powinnam brać bo nie stosuje się ich w leczeniu niepłodności i narobiły tylko bałaganu. Zlecił mi histeroskopię, byłam wtedy bardzo przerażona ale poszłam na zabieg w listopadzie 2018. Wycięto polipa na szczęście wszystko potoczyło się pomyślnie. Bardz liczyłam na to, że wreszcie będę w ciąży. Niestety... lekarz po obserwacji na usg orzekł, że moje pęcherzyki w jajnikach zbyt wolno rosną i zapisał clostilbegyt od 3 dnia cyku po 2 tabletki a po owulacji (oczywiście miałam monitoring) duphaston. W międzyczasie mąż zrobił badania nasienia, wyszły w miarę ok. Przez 4 cykle brałam clo i duphaston, bardzo ładnie reagowałam miałam po 2-3 pęcherzyki, 2 razy pękły same a 2 razy lekarz podał mi ovitrelle. Tak się cieszyłam, lekarz mówił że warunki do zajścia w ciąże są świetne. Mimo to się nie udało, więc skierował mnie na hsg pod rtg. Miałam je w lipcu tego roku. Dobrze, że poszłam na to badanie chociaż okropnie bolało. Okazało się że oba jajowody były niedrożne, chyba posklejane ale na szczęście kontrast za drugim razem podany pod większym ciśnieniem przeszedł i je przetkał. Lekarz stwierdził, że to była przyczyna niepowodzeń i teraz już powinno się udać ale polecił odpuścić ten cykl z hsg i od następnego ruszyć znów z clo i duphastonem. Tak też zrobiliśmy, ja się bardzo nakręciłam bo skoro już jajowody drożne to zaraz będzie ciąża. Pęcherzyki piękne wszystko super ale pierwszy cykl po hsg nieudany. Wtedy bardzo się załamałam, 2 dni płakałam i nie chciałam wychodzić z domu. Dobrze, że to był weekend bo nie byłabym w stanie iść do pracy. Kolejny cykl był bez wspomagaczy bo lekarz wyjechał. Teraz zaczynam 3 cykl, ma być znów stymulowany.
Nie mam już siły jeździć 3 razy w miesiącu na monitoring tyle kilometrów, jesteśmy tym bardzo zmęczeni i ciężko z finansami. Tak się boję, że nigdy mi się nie uda... Wiem, że ludzie mają gorsze problemy ostatnio dowiedziałam się że znajoma męża, która jest w naszym wieku ma raka i walczy o życie... Wiem, ze trzeba doceniać to co mamy ale bardzo ciężko żyć z tą niepłodnością, wokół wszystkie koleżanki w ciąży albo już mają dzieciaki, w rodzinie też chrzciny za chrzcinami a my dalej bez dzieciątka. Jestem religijną osobą i nie mogę sobie wytłumaczyć dlaczego Bóg nas tak doświadcza, mimo to że w życiu już przeszliśmy nie jedno nieszczęście... Proszę pomóżcie napiszcie coś pocieszającego. Może powinnam zrobić jeszcze jakieś badania? Może macie jakieś rady? Pozdrawiam wszystkich.
Rosa55 leczyłam się u 3 najlepszych ginekologów z specjalizacją niepłodność i w 2 klinikach niepłodności. Po pierwsze wrogość śluzu nie jest aż tak priorytetowym badaniem, bo tak jak ktoś napisał i z tą przypadłością można zajść w ciąże. Po 1. Wykonaj badanie AMH i badanie nasienia partnera, dochodzi jeszcze immunologia, badania w tym kierunku, na końcu badania genetyczne. Poza tym udrożnione jajowody potrafią znowu się zapchać. Pozdrawiam i życzę sukcesów !

3xIUI - nieudane, 1xIVF dwóch zarodków - nieudany, 2 x punkcja 2021 r, 1x kriotransfer- nieudany



Prolutex2
Posty: 24
Rejestracja: 12 lut 2021 16:13

WSPARCIE 2019/2020 gdy tylko my możemy sobie pomóc

Post autor: Prolutex2 »

Witam. Pisałam wczoraj w kilku wątkach, ale niewielki jest odzew. Jestem nowa i zastanawiam się czy faktycznie można znaleźć tu wsparcie czy poprostu poczytać historie innych par. Zmagam się z niepłodnością, lekarze mówią, że ze względu na mój wiek nie mogę zajść w ciążę, taka była pierwsza diagnoza i zaproponowali od razu in vitro. In vitro tez się nie udaje, więc wyszukują chorób. Tracę nadzieje, jestem wyczerpana, miał ktoś 3 punkcje w ciągu 4 miesięcy? To koszmar te starania, rzeźnia. Oczywiście Amh było w normie, więc mój gin. mówił żebym dala sobie rok na naturalne starania, bo mam owulacje. Jak po roku trafiłam do kliniki niepłodności to punkcja za punkcja, a zarodki słabej jakości i nic z nich nie wychodzi. Nie wyobrażam sobie,że nie będę miała dziecka, będę próbować ale ile starczy mi się? Teraz jestem po kriotransferze, czekam na wyniki. Pozdrawiam wszystkie babeczki, jesteście wszystkie silne.

3xIUI - nieudane, 1xIVF dwóch zarodków - nieudany, 2 x punkcja 2021 r, 1x kriotransfer- nieudany



ODPOWIEDZ

Wróć do „Cześć - jestem nowa / nowy”