"TAKIEGO" dziecka nie przyjmiemy...

O adopcji na poważnie. Czy adopcja jest lekarstwem na nasze problemy? Dlaczego adoptujemy? Czego się boimy? Może ktoś ma już gotową odpowiedź?

Moderator: Moderatorzy adopcyjne dylematy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
abejot
Posty: 3017
Rejestracja: 03 lis 2004 01:00

Post autor: abejot »

To ciesze się bardzo :D ja wiem,ze stare określenie na adopcję " przysposobienie dziecka" i " przybrani rodzice" rażą " co wrazliwsze uszy :wink: jednak dla mnie są to określenia adekwatne.

Wróćmy jednak do tematu, bo odbiegłyśmy zanadto :wink: zaraz nas moderator zbeszta :hihi:

Trimessgold, "pogromczyni tego wątku", gdzie jesteś :?: pozdrawiam od serducha....

anonymouse019
Posty: 4723
Rejestracja: 12 sie 2006 00:00

Post autor: anonymouse019 »

treść postu usunięta na
prośbę użytkownika

Awatar użytkownika
abejot
Posty: 3017
Rejestracja: 03 lis 2004 01:00

Post autor: abejot »

hefalump pisze:
abejot pisze:A propos rzekomej odpowiedzialnosci rodziców chorego dziecka, to winą można obarczać jedynie pulę gentyczną rodzaju ludzkiego, i błędy Matki Natury
I niestety w tej kwestii się z Tobą nie zgodzę. Czasami mozna chorobę dziecka zwalić na złą kombinację "dobrych genów".
Hefalump... a choroba jako skutek kombinacji
"dobrych genów" nie wynika z dziedzictwa genetycznego ludzkosci :?:
z błędów matki natury...
Nie mnie oceniać kobiety decydujące się swiadomie na "zaspokajanie zachcianki" posiadania potomstwa mimo zagrożenia choroba...ja myslę,że to jest silne działanie instynktu zachowania gatunku, mimo wszystko...

anonymouse019
Posty: 4723
Rejestracja: 12 sie 2006 00:00

Post autor: anonymouse019 »

treść postu usunięta na
prośbę użytkownika

Awatar użytkownika
abejot
Posty: 3017
Rejestracja: 03 lis 2004 01:00

Post autor: abejot »

hefalump pisze:abejot
Ja wcale się nie dziwię osobom, które chcą adoptować dzicko, że pragną aby było ono zdrowe. Przecież każdy normalny rodzic chce aby jego dziecko było całe naj.
no własnie :roll: pragnieniemy aby było zdrowe...dla jego dobra, dla jakosci jego życia...
Problem rozbija się o kwestię braku chętnych do adopcji bardzo chorych dzieci :(

anonymouse019
Posty: 4723
Rejestracja: 12 sie 2006 00:00

Post autor: anonymouse019 »

treść postu usunięta na
prośbę użytkownika

Awatar użytkownika
abejot
Posty: 3017
Rejestracja: 03 lis 2004 01:00

Post autor: abejot »

Otóż tego właśnie dotyczy niniejszy wątek na "adopcyjnych dylematach"...
jak przeczytasz parę stronek wstecz, to zobaczysz jak burzliwa toczyła sie dyskusja :-k

anonymouse019
Posty: 4723
Rejestracja: 12 sie 2006 00:00

Post autor: anonymouse019 »

treść postu usunięta na
prośbę użytkownika

Awatar użytkownika
abejot
Posty: 3017
Rejestracja: 03 lis 2004 01:00

Post autor: abejot »

hefalump pisze:abejot czytałam.... choć jestem mamą bio a nie ado to czasami zaglądam na Wasze stronki (chyba nie macie mi za złe :wink: )
no coś Ty :wink: zaglądaj, zaglądaj...patrzysz na problem z innego punktu widzenia,to zawsze wnosi swieżość do dyskusji...


Mówią,że korzystanie z komórki jajowej dawczyni to rodzaj" adopcji"...
Ale to są 2 zupełnie rózne bajki.
Ja nie mogę donosić ciąży, pewna " wrażliwa" kolezanka, zapytała czy nie myslę o skorzystaniu z usług kobiety, tzw. zastępczej matki, która donosi nasz " embrion"...Obruszyłam się, to jest dla mnie niedopuszczalne, potraktowac drugiego człowieka jako narzędzie, jak " inkubator".
Ja mam takie poczucie, ze jesli moje dziecko nie może się z nas narodzić, jesli nie będzie cząstką nas samych,to nie satysfakcjonowało by mnie gdyby było np " fifty-fifty"...
A adoptowane dziecko będzie wspólne, mimo że nie " z krwi i kosci" ale nasze, decyzja o adopcji to dla mnie dowód wartosci naszego związku :!:

Nie myśl, że kwestionuję Twój wybór, to Wasze życie i Wasze decyzje.
Pozdrawiam i życzę powodzenia.

anonymouse019
Posty: 4723
Rejestracja: 12 sie 2006 00:00

Post autor: anonymouse019 »

treść postu usunięta na
prośbę użytkownika

Awatar użytkownika
abejot
Posty: 3017
Rejestracja: 03 lis 2004 01:00

Post autor: abejot »

Tak, jeszcze czekamy, w sumie 8 lat czekamy na dziecko, a w OAO 8 m-cy...Tzn. nie czekaliśmy z założonymi rękami :wink: ale z żadnej z naszych ciąż( naturalnych) nie urodziło się dziecko.
Mimo tego,ze nie neguję takich rozwiązań, jak IVF, ICSI to czuję,że nie są to wybory dla mnie. Psychicznie lepiej się czuję z decyzją o adopcji,to mnie satysfakcjonuje duchowo.
Czy aż tak przerażała Cię wizja przekazania choroby dziecku, że bez wahań zdecydowaliscie się na takie rozwiązanie :?:
Bo starsze dziecko jest chyba zdrowe :?:

Zauważyłam,że paradoksalnie,z wiekszą determinacją walczą o kolejne dziecko biologiczne kobiety, które już doswiadzcyły naturalnego macierzyństwa, ciekawe dlaczego...

Ja mam świadomość,że może nigdy nie urodzę dziecka, ale pogodziłam sie z tym, jak mi bedzie pisane, to może się to stanie, ale nie dążę do tego na siłę. Zresztą cokolwiek by się stało ja mam silną i nieprzymuszoną wolę,żeby adoptować :D
Nie ulegam " instynktowi zachowania gatunku" widocznie jestem " sztuką selekcyjną" :hihi: w przyrodzie tak bywa, nie wszystkie stworzenia się rozmnażają,na szczęscie jestem człowiekiem.

Pozdrawiam i życzę szczęścia :!:

anonymouse019
Posty: 4723
Rejestracja: 12 sie 2006 00:00

Post autor: anonymouse019 »

treść postu usunięta na
prośbę użytkownika

Awatar użytkownika
kasiavirag
Mateczka
Mateczka
Posty: 4121
Rejestracja: 24 lip 2002 00:00

Post autor: kasiavirag »

hefalump pisze: Zastanawialiśmy się nawet nad adopcją. Niestety, jak ktoś już ma "swoje" dziecko, to nie jest sprawa prosta. OAO preferują pary bezdzietne.
ja bardzo przepraszam, ale to, to nie jest prawda! Albo prawda nie dokońca prawdziwa w większości znanych mi przypadków. Vide-ja :) i jeszcze z 5-6 innych rodzin :) Nam, chyba było nawet łatwiej. A i sąd zadowolony, że wiemy co to rodzicielstwo, to i rozczarowani nie będziemy.
Powiadam,że dla nas to bło proste, ale moze dlatego, że akurat taki oao mamy a nie inny.-
Kasia, mama (z)mieszana, ale się porobiło...

lapis-lazuli
Posty: 436
Rejestracja: 24 lut 2004 01:00

Post autor: lapis-lazuli »

hefalump pisze:
abejot pisze:Czy aż tak przerażała Cię wizja przekazania choroby dziecku, że bez wahań zdecydowaliscie się na takie rozwiązanie
Bo starsze dziecko jest chyba zdrowe
Wizja choroby pełnoobjawowej wręcz mnie paralizuje - poważnie. Ja mam bardzo łagodne objawych choroby - guzki tylko na skórze (niedługo zmienię się w kalafiora :wink: ). Genetyk stwierdził, ze dziecko najprawdopodobniej będzie miało dużo poważniejsze objawy.
Jeden z synów mojego męża (z pierwszego małżeństwa) ma tę chorobę, o której pisze Hefalump (sądząc po tym co napisała). Niestety, pełnoobjawową, łącznie z głębokim upośledzeniem umysłowym. A ponieważ byliśmy na spotkaniach rodzin mających dzieci z tym problemem, wiemy, że może być jeszcze DUŻO gorzej.

Drugi syn jest 100% zdrowy. Choroba starszego to niestety statystyka, chore dziecko zdrowych rodziców.

A że obaj chłopcy spędzają u nas bardzo dużo czasu, miałam przez kilka lat okazję dobrze obu poznać. Nigdy w życiu świadomie nie zdecydowałabym się na ciążę, jeśli istniałoby ryzyko przekazania choroby dziecku. Nie chciałabym czuć się odpowiedzialna, że dla mojej chęci posiadania biologicznego dziecka, to dziecko musi tak cierpieć.

W każdym razie, my jesteśmy od 2 lat w procesie adopcji (zagranicznej), który, niestety, najprawdopodobniej nie skończy się pozytywnie. No cóż, od początku nam mówiono, że adopcja nie daje pewności, że będzie dziecko. Co dalej - być może wrócimy do leczenia (IVF). I muszę przyznać, że jest to dla mnie wielka ulga, że mój M. nie nosi w sobie tej choroby.

A wracając do głównego tematu, ponieważ do adopcji zagranicznej idą głównie dzieci, których w ich krajach nikt nie chciał adoptować, przerobiliśmy temat chorób dokładnie - i jesteśmy dość elastyczni - ale i my mamy pewne granice. Na pewno nie przyjęlibyśmy dziecka upośledzonego umysłowo. Bo to zupełnie inna bajka, kiedy się wie, co to znaczy w życiu codziennym. I jest to ZUPEŁNIE inna bajka, kiedy takie dziecko się rodzi (nieoczekiwanie) niż kiedy (jak przy adopcji) jest to świadoma decyzja (mówię tu o przypadku, kiedy od początku wiadomo, że dziecko jest chore). Inna sprawa, kiedy choroba rozwija się po pewnym czasie. Syn mojego M. urodził się jako "zdrowy", a choroba ujawniła się, kiedy miał 7 miesięcy. Tak więc zwłaszcza przy adopcji niemowlaka nigdy nic nie wiadomo.
[url=http://zpo.ath.cx/zp/i.php?ik=43][img]http://zpo.ath.cx/b/43.png[/img][/url]

Awatar użytkownika
Aga44
Posty: 38
Rejestracja: 12 lis 2006 01:00

Post autor: Aga44 »

Ostro jest :lol:
Ja mysle tak: w sprawie rodzicow - sa oczywiscie odpowiedzialni za poczecie dziecka. Nie sa odpowiedzialni za chorobe (z wyjatkiem zatrucia alkoholowego plodu itp). Nie mozna racjonalnie oczekiwac, ze kazdy rodzic przejmie za swoje dziecko odpowiedzialnosc. Dlatego wlasnie, ze 'ludzie sa rozni' jak pisze slusznie Kasiavirag. Gdyby wszyscy przejmowali odpowiedzialnosc, nie byloby tego forum. Zadna z nas nie mialaby szanse na bycie mama (no, oprocz Kasi zmieszanej ;-)
W sprawie bohaterstwa: moim zdaniem nie mozna oczekiwac heroicznych decyzji od ludzi. To super, jak ktos jest heroiczny. Ale nasza rasa ludzka, z natury, heroiczna nie jest. I jak ktos oczekuje heroizmu od wszystkich, to sie srodze zawiedzie. Chyba racjonalne jest oczekiwac od ludzi, ze beda starac sie dokonywac najlepszych decyzji, na jakie ich stac. I czasem, najwiecej, na co ich stac, to donosic ciaze, z ktorej rodzi sie niepelnosprawne dziecko. I tyle. I na wychowanie tego dziecka ich nie stac. Mysle, ze to smutne. I szkoda, ze ich nie stac. Ale nie mozna takimi ludzmi gardzic - bo nigdy nie znamy do konca ich motywow.
Tak to jest z tymi nieszczesnikami, ktorzy oddali dziecko, ktore najpierw przyjeli (trissmerigold, zgadzam sie, ze to nie to samo co powiedzenie 'nie' na propozycje adopcyjna). Na szczescie mam komfort, ze nie musze oceniac ich czlowieczenstwa. Jest mi ich po prostu szkoda. To bylo straszne doswiadcznie.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Adopcyjne dylematy”