"TAKIEGO" dziecka nie przyjmiemy...

O adopcji na poważnie. Czy adopcja jest lekarstwem na nasze problemy? Dlaczego adoptujemy? Czego się boimy? Może ktoś ma już gotową odpowiedź?

Moderator: Moderatorzy adopcyjne dylematy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
abejot
Posty: 3017
Rejestracja: 03 lis 2004 01:00

Post autor: abejot »

trissmerigold pisze:
W przypadku rodziców adopcyjnych jest o tyle dobrze że nie ponosza odpowiedzialnosci za splodzenie tego dziecka wiec osąd moze byc lagodniejszy...
Wiesz co...to chyba nie o to chodzi,żeby tą kwestię rozważać w kategoriach"winy", "odpowiedzialności", to rodzi jedno POCZUCIE WINY, a to jest zgubne uczucie...
Przecież rodzice biologiczni nie są odpowiedzialni za to,ze dziecko jest chore, no chyba że piją , ćpają,itp.itd.
Choroby i wady są po prostu częścią przyrody, tak już jest...
Nigdy by mi nie przyszło do głowy obwiniać swoją mamę za to,ze mam wrodzoną wadę nerek i macicy i nie mogę przez to donosić ciąży...

Z osądami też się wstrzymuję, od tego jest Ten na górze :wink:

Awatar użytkownika
trissmerigold
Posty: 64
Rejestracja: 16 wrz 2006 00:00

Post autor: trissmerigold »

Nie, nie chodzi mi o odpowiedzialnośc za schorzenie, tylko o odpowiedzialnosc za powołanie tego dziecka do życia.
Dzieci jednak bocian nie przynosi tylko są one skutkiem współżycia seksualnego bez zabezpieczeń. Uwazam że własnie wtedy nalezy mysleć o tym czy uniesiemy ewentualne schorzenia. Para chce mieć dziecko, więc decyduje się na poczęcie , a potem po diagnozie stwierdza ze tak cięzko chorego nie da rady wychować. I dziecko reszte zycia spędza w DPS... No, chyba trudno powstrzymać się od osądów w takiej sytuacji? Dziecko nie prosiło się na świat, przecież...

Awatar użytkownika
Aga44
Posty: 38
Rejestracja: 12 lis 2006 01:00

Post autor: Aga44 »

Strasznie smutna ta historia - o odwozeniu dziecka, bo chore...
Z kategorii tych wyborow, ktorych modle sie, zeby nie musiec podejmowac.
Zgadzam sie z abejot, ze odrzucenie dziecka, ktore sie przyjelo - a powiedzenie 'nie' na adopcyjna propozycje - to jednak cos innego. Nie rozumiem tez koncepcji Trissmerigold obarczania rodzicow odpowiedzialnoscia za poczecie chorego dziecka. Raczej watpie, zeby zrobili to celowo...

Jeszcze sprawie chodzenia - to fakt, czasy sa takie, ze osoba poruszajaca sie na wozku moze skonczyc studia. Ale czy to jest nienormalne, ze srednia matka potencjalna (znaczy ja) chce doczekac sie zdrowego dziecka? I chce widziec, jak to dziecko ugania sie po lace, skacze, chodzi po gorach? Mowiac potocznie "zdrowo rosnie'? Otoz ja tego wlasnie pragne! Zeby byc zwykla matka zwyklego dziecka. Przemyslalam to od wczoraj i nadal mysle, ze to nie jest z mojej strony ekstrawaganckie :lol:
Porownujemy tutaj swoja sytuacje z kobietami, ktore odrzucaja biologiczne dzieci chore.
No ale przeciez (totalnie teoretycznie) raczej powinnysmy porownywac sie z kobietami w ciazy, ktore moga zdecydowac, jakie to ich dziecko bedzie: mysle, ze postawione przed wyborem kobiety raczej wybieralyby, aby ich dziecko bylo zdrowe, silne i sliczne, a nie chore. Skoro to normalne, ze biologiczne matki marza o zdrowych dzieciach, dlaczego adopcyjne gani sie za takie marzenia?
Jest mi nieswojo, ze oczekuje sie od adopcyjnych matek bohaterstwa. Niech kazdy sam sobie wybiera bohaterstwo, na jakie go stac - mysle, ze dla dzieci tak tez jest zdecydowanie lepiej.

Sciskam Was serdecznie, matki obecne i przyszle!!

Awatar użytkownika
kasiavirag
Mateczka
Mateczka
Posty: 4121
Rejestracja: 24 lip 2002 00:00

Post autor: kasiavirag »

Dzieci nie potrzebują perfekcyjnych matek, tylko wystarczająco dobrych.
Amen.
Kasia, mama (z)mieszana, ale się porobiło...

Awatar użytkownika
Sasetka
Posty: 1975
Rejestracja: 22 lis 2005 01:00

Post autor: Sasetka »

trissmerigold pisze:Adoptujecie dziecko, a za jakiś czas telefon ze urodzil mu sie biologiczne rodzenstwo, ale niepelnosprawne I co?
Od jakiegos czasu się nad tym zastanawiam.
Na dzień dzisiejszy myślę ze przyjęłabym chore rodzeństwo mojego synka. tłumacze to sobie ze przecież mogłabym takie urodzić i przecież nie zrezygnowałabym z niego. Do tego zastamnawiam się jeszcze nad jednym co pomyslałby Juniorek o nas gdybysmy zrezygnowali z jego chorego brata czy siostry.
Podkreślam na dzień dzisiajszy czyli obecnie taka decyzja jest czysto teoretyczna.
Mężyk jest bardziej sceptyczny i powiedział ze to zależałoby od stopnia rodzaju choroby i czy poradzilibyśmy sobie finansowo i dostepem do specjalistów.
Adoptuś Juniorek - lat 7
Brzuszkowa Niespodzianka - lat 3
Kropek - 10 tc [*]
Bączek- tp 23.11.2012

Awatar użytkownika
Aga44
Posty: 38
Rejestracja: 12 lis 2006 01:00

Post autor: Aga44 »

Ech, mezyki widac to maja do siebie, ze bardziej sceptyczne...

Awatar użytkownika
trissmerigold
Posty: 64
Rejestracja: 16 wrz 2006 00:00

Post autor: trissmerigold »

Aga44 pisze:Zgadzam sie z abejot, ze odrzucenie dziecka, ktore sie przyjelo - a powiedzenie 'nie' na adopcyjna propozycje - to jednak cos innego
A sytuacja "Onych" ? To chyba jednak nie bylo powiedzenie nie na propozycje. Oni przyjeli, dziecko i czekali tylko na zakonczenie formalnosci, a potem dziecko oddali bo chore. Jesli uzywacie tu pojęcia "ciąży adopcyjnej" to znaczy ze to była "aborcja" tuż przed porodem :cry:

Aga44 pisze:Nie rozumiem tez koncepcji Trissmerigold obarczania rodzicow odpowiedzialnoscia za poczecie chorego dziecka. Raczej watpie, zeby zrobili to celowo...
A ja nie rozumiem, czego nie rozumiesz? A taka wersję :" Rodzice są odpowiedzialni za poczęcie dziecka" Uznajesz za pradziwą?
Chcieli mieć dziecko, poczęli je więc, a gdy okazało się chore wbrew ich oczekiwaniom , to ( jak to wyrozumiale określa abejot) "sytuacja ich przerosła" więc je odrzucili.
Oczywiscie choroba to najczesciej nie wina rodzicow, ale zdarzenie losowe.
Wszyscy jednak wiemy ze takie wypadki losowe sie zdarzają, więc o tym co nas przeraasta nalezy myślec przed decyzją o poczęciu. Nie mozna porzucic dziecka, ktore sie samemu, wlasną decyzją powołalo do istnienia

Dziewczyny, rozumiecie o czym mowie?

Aga44 pisze: Porownujemy tutaj swoja sytuacje z kobietami, ktore odrzucaja biologiczne dzieci chore.
No ale przeciez (totalnie teoretycznie) raczej powinnysmy porownywac sie z kobietami w ciazy, ktore moga zdecydowac, jakie to ich dziecko bedzie: mysle, ze postawione przed wyborem kobiety raczej wybieralyby, aby ich dziecko bylo zdrowe, silne i sliczne, a nie chore. Skoro to normalne, ze biologiczne matki marza o zdrowych dzieciach, dlaczego adopcyjne gani sie za takie marzenia?


Masz w pewnym sensie rację. Ale pozwól że jako potencjalna mama adopcyjna przedstawie moje rozterki w tej kwestii:
Przecież to dziecko przeznaczone do adopcji już istnieje Nie masz władzy zdecydowania czy będzie zdrowe i śliczne czy chore i brzydkie. Decydujesz jedynie o tym czy będzie twoim dzieckiem, czy dzieckiem z domu dziecka.
Zdaje sobie sprawę że takie podejscie przytłacza, mnie rowniez, bo jak pisalam przeraza mnie uposledzenie umyslowe.


Dziecko w rzeczywistej ciąży dopiero się kształtuje. I napewno bylo by cudownie gdyby matka mocą życzeń mogła sprawić prawidlowy podzial chromosonow, ksztaltowanie się poszczegolnych narządow, prawidlowy przebieg porodu itd. Zyczenia te w rzeczywistoscinie maja mocy sprawczej , ale jednak są powtarzane.

Zgadzam sie ze jest to wyzwanie heroiczne, ale bez niego powstaje powazny problem.
Dzieci adopcyjne mogą potem mysleć "aha mama wybrała mnie bo byłem zdrowy" i opowiesci z dziecinstwa o pomyleniu brzuchów uznac za kłamstwa. A jak,odpukac, okaze sie ze ma niepelnosprawne rodzenstwo biologiczne, odrzucone przez rodzicow adopcyjnych? 8O

Przepraszam, że sołuje ale martwi mnie to naprawde.

Muszę konczyc bo inaczej chyba będe musiała pytac Panią Dorotę Dominik czy uzaleznienie od internetu stanowi problem :lol:

PS apropos, a jak często pani ekspert się pojawia na forum? Bo czekamy z niecierpliwoscią na odpowiedz

Awatar użytkownika
kasiavirag
Mateczka
Mateczka
Posty: 4121
Rejestracja: 24 lip 2002 00:00

Post autor: kasiavirag »

trissmerigold pisze: Wszyscy jednak wiemy ze takie wypadki losowe sie zdarzają, więc o tym co nas przeraasta nalezy myślec przed decyzją o poczęciu. Nie mozna porzucic dziecka, ktore sie samemu, wlasną decyzją powołalo do istnienia
nie zgadzam sie. zupełnie. Są rózni ludzi, jedni przyjmą każdą ewentualnośc inni nie. Bo ludzie się różnią.
I mam taką refleksję: im dłużej żyję, im więcej za mną tym mniej radykalna jestem. Nie dzielę świata na czarno-biały. Dostrzegam całą gamę szarości pomniedzy skrajnymi przypadkami.
trissmerigold pisze: Decydujesz jedynie o tym czy będzie twoim dzieckiem, czy dzieckiem z domu dziecka.
A tu już stosujesz uproszczenie, któe dla mnie świadczy o twojej niezupełnie pełnej znajomości tematu. znakomita część dzieci, któe są proponowane rodzicom znajduje ich za2,3 propozycją. I tyle. A ja nie mam prawa obarczać kogokolwiek odpowiedzialnosćią za życie ciężko chorego dziecka. Bo mogę przekreślić nie tylko życie tego dziecka, ale też życie całej rodziny. 3 ludzi.
Dzieci adopcyjne mogą potem mysleć "aha mama wybrała mnie bo byłem zdrowy" i opowiesci z dziecinstwa o pomyleniu brzuchów uznac za kłamstwa. A jak,odpukac, okaze sie ze ma niepelnosprawne rodzenstwo biologiczne, odrzucone przez rodzicow adopcyjnych? 8O
Dzieci biologiczne tez mogą o tym myśleć: mama ciażę donosiła bo byłem zdrowy, gdybym miał nieuleczalną chorobę to by mogła ciążę usunąć. oj, naprawdę, czasem twórczośc powala. Zaręczam ci, że żadne z moich dzieci tak o sobie nie myśli.
p.s. moje trzecie mogłoby pomyśleć: no tak, miała nie mieć dzieci, jestem "wpadką". Bo jest. Ale, na Boga, to nie tragedia! ani dla nas a tym bardziej dla niego.
Ciekawe, że większość dorosłych, znanych mi "wpadek" przedmałżeńskich mysli o sobie jako o dzieciach miłości a nie tych, co komplikują życie rodzicom :)

Miejmy jakiś umiar, bo zwariujemy sami od swoich idei.
Kasia, mama (z)mieszana, ale się porobiło...

Awatar użytkownika
trissmerigold
Posty: 64
Rejestracja: 16 wrz 2006 00:00

Post autor: trissmerigold »

kasiavirag pisze:nie zgadzam sie. zupełnie. Są rózni ludzi, jedni przyjmą każdą ewentualnośc inni nie. Bo ludzie się różnią.
I mam taką refleksję: im dłużej żyję, im więcej za mną tym mniej radykalna jestem. Nie dzielę świata na czarno-biały. Dostrzegam całą gamę szarości pomniedzy skrajnymi przypadkami.
Ale z czym się nie zgadzasz? Z tym że nalezy myslec o najgorszym przed poczeciem czy moze z tym ze nie wolno porzucać dziecka? Jeśli z tym drugim też to jestem w szoku 8O Zdaje sobie sprawę, że ludzie ktorzy sie z niepelnosprawnoscią nie zetknelo nie myslą o takiej ewentualności, Ale i tak mają moralny obowiązek zając sie dzieckiem, które poczeli i kochać je, jesli tego nie zrobią to w moich oczach są patologią choćby mieli doktoraty.

Pamiętaj że ja mam podwójny ogląd tej sprawy i jako przyszła matka i jako niepełnosprawne dziecko. Wiesz, zdarzało mi się widzieć w osrodkach rehabilitacyjnych dzieci z domów dziecka. Kolezankę Olę lgnącą do moich rodziców (I mój szok, gdy Ola zwierzyła mi się ze jej mama ją zostawiła, bo poco komu kaleka 8O )
Spróbuj wyobrazić sobie cierpienie dziecka, ktoremu do trudnej sytuacji jaką jest niepelnosprawnosc dodano jeszcze traume porzucenia.
A sprawców tej traumy rozgrzeszasz słowami : "ze ludzie są rozni"
kasiavirag pisze:moje trzecie mogłoby pomyśleć: no tak, miała nie mieć dzieci, jestem "wpadką". Bo jest. Ale, na Boga, to nie tragedia! ani dla nas a tym bardziej dla niego.
Ciekawe, że większość dorosłych, znanych mi "wpadek" przedmałżeńskich mysli o sobie jako o dzieciach miłości a nie tych, co komplikują życie rodzicom Smile
Oczywiscie z ebycie wpadka, to nie tragedia. Pod warunkiem ze jest sie dzieckiem kochanym jak "Twojw trzecie" i Twoi znajomi, a nie dzieckiem porzuconym
kasiavirag pisze:Dzieci biologiczne tez mogą o tym myśleć: mama ciażę donosiła bo byłem zdrowy, gdybym miał nieuleczalną chorobę to by mogła ciążę usunąć. oj, naprawdę, czasem twórczośc powala. Zaręczam ci, że żadne z moich dzieci tak o sobie nie myśli.
A ja nie wiem czy potrafiłabym rozmawiac z moją wspaniałą zresztą Mamą gdybym dowiedziała sie ze usuneła ciąze bo dziecko było chore...
A tu już stosujesz uproszczenie, któe dla mnie świadczy o twojej niezupełnie pełnej znajomości tematu.
Bardzo mozliwe, dopiero zaczynam myslec o adopcji, wiec powiedz prosze, gdzie tkwi błąd.

Dodane po: 41 minutach:
kasiavirag pisze:znakomita część dzieci, któe są proponowane rodzicom znajduje ich za2,3 propozycją.
No, tak bo chorych się nie proponuje :cry:
kasiavirag pisze:A ja nie mam prawa obarczać kogokolwiek odpowiedzialnosćią za życie ciężko chorego dziecka. Bo mogę przekreślić nie tylko życie tego dziecka, ale też życie całej rodziny. 3 ludzi.
Zycie diziecka i tak jest przekreslone. Niby masz rację, ale wtedy cięzko porownac adopcje z rodzicielstewm. Bo dziecka urodzonego się nie wybiera

Awatar użytkownika
kasiavirag
Mateczka
Mateczka
Posty: 4121
Rejestracja: 24 lip 2002 00:00

Post autor: kasiavirag »

trissmerigold nie mam ochoty więcej z toba sę wdawac w dyskusję. Myślę,że jesteś tak zamknięta na innośc rozwiązań, bo masz takie a nie inne doświadczenia.
I uważam, że więksozść twoich argumentów to czysta demagogia.
A z takową jako niedyskusyjną nie dyskutuję.
Daję prawo kandydatom na rodziców adopcyjnych ODMOWY przyjęcia dziecka. Tak po prostu bo rozumiem,że zycie bywa rózne. Bo ja rozumiem.
jak dla mnie eot.
Kasia, mama (z)mieszana, ale się porobiło...

Awatar użytkownika
trissmerigold
Posty: 64
Rejestracja: 16 wrz 2006 00:00

Post autor: trissmerigold »

Daję prawo kandydatom na rodziców adopcyjnych ODMOWY przyjęcia dziecka. Tak po prostu bo rozumiem,że zycie bywa rózne. Bo ja rozumiem.
jak dla mnie eot.
Wcześniej argumentu , że ludzie są różni używałaś w kontekscie prawa rodzicow biologicznych do odrzucenia dziecka... A ja uważam że takiego prawa nie mają, bo sami dziecko powołali do istnienia. Przyszli Rodzice adopcyjni mają prawo odmowic przyjęcia dziecka, (chociaż rodzi to szereg etycznych wątpliwosci) ale nie mają prawa zwrotu dziecka ktore już przyjeli

. Oskazenie kogos o demagogie to jest też demagogia
Bye

Awatar użytkownika
abejot
Posty: 3017
Rejestracja: 03 lis 2004 01:00

Post autor: abejot »

trissmerigold pisze:
A taka wersję :" Rodzice są odpowiedzialni za poczęcie dziecka" Uznajesz za pradziwą?
Chcieli mieć dziecko, poczęli je więc, a gdy okazało się chore wbrew ich oczekiwaniom , to ( jak to wyrozumiale określa abejot) "sytuacja ich przerosła" więc je odrzucili.
Oczywiscie choroba to najczesciej nie wina rodzicow, ale zdarzenie losowe.
Wszyscy jednak wiemy ze takie wypadki losowe sie zdarzają, więc o tym co nas przeraasta nalezy myślec przed decyzją o poczęciu. Nie mozna porzucic dziecka, ktore sie samemu, wlasną decyzją powołalo do istnienia

Dziewczyny, rozumiecie o czym mowie?

No właśnie, nie bardzo...Trimessgold , zapętliłas się w swoich radykalnych poglądach...

Gdyby cały rodziaj ludzki myslał przed poczęciem o ewentualnych zagrożeniach, pewnie przestalibysmy się w ogóle rozmnażać :wink: ...

Niestety można porzucić dziecko, " które się własną decyzją( :?: ) powołało do istnienia"...Dzięki takim własnie " porzuceniom byc może ja sama bedę miała szanse być przybraną matką...

Nie mogę ziać niechęcią do takich ludzi, bo nie mogę nienawidzić rodziców biologicznych swojego przyszłego dziecka, do niczego dobrego to nie prowadzi :!:

A propos rzekomej odpowiedzialnosci rodziców chorego dziecka, to winą można obarczać jedynie pulę gentyczną rodzaju ludzkiego, i błędy Matki Natury :roll:

Dodane po: 7 minutach:

trissmerigold pisze:
A ja uważam że takiego prawa nie mają, bo sami dziecko powołali do istnienia. Przyszli Rodzice adopcyjni mają prawo odmowic przyjęcia dziecka, (chociaż rodzi to szereg etycznych wątpliwosci) ale nie mają prawa zwrotu dziecka ktore juz przyjeli


No niestety mają prawa i jedni i drudzy, choć " wyrodni"...

Zarówno rodzice biologiczni mają prawo zrzec się dziecka, stąd dzieci do adopcji z uregulowaną sytuacją prawną :)

I rodzice adopcyjni też mają prawo rozwiązać adopcję...przykre to ale prawdziwe... :cry:

To tak w kwestii prawodawstwa :wink:

Awatar użytkownika
Onaja
Posty: 2314
Rejestracja: 14 mar 2006 01:00

Post autor: Onaja »

abejot pisze:Niestety można porzucić dziecko, " które się własną decyzją( ) powołało do istnienia"... Dzięki takim własnie " porzuceniom byc może ja sama bedę miała szanse być przybraną matką...
Być może, dzięki takiej decyzji ja będę mamą . Nie wiem czemu abejot użyła określenia "przybraną" w stosunku do rodziców adopcyjnych.

Awatar użytkownika
abejot
Posty: 3017
Rejestracja: 03 lis 2004 01:00

Post autor: abejot »

Onaja pisze: Nie wiem czemu abejot użyła określenia "przybraną" w stosunku do rodziców adopcyjnych.
a co w tym złego? To jest stary termin na okreslenie matki adopcyjnej, ale mi się podoba :wink:
Mniej więcej podobnie mówiła o tym pani Katarzyna Kotowska, autorka " Wieży z klocków"...że nie jest matką adoptowanego dziecka, tylko ma " BYĆ" mu Matką :wink:

Onaja, nie czepiasz Ty się troszkę moich słów :?: Pozdrawiam :D

Awatar użytkownika
Onaja
Posty: 2314
Rejestracja: 14 mar 2006 01:00

Post autor: Onaja »

abejot pisze:Onaja , nie czepiasz Ty się troszkę moich słów Pozdrawiam
Wcale a wcale :D

ODPOWIEDZ

Wróć do „Adopcyjne dylematy”