10 sposobów na zły dzień

Pamiętaj że nie jesteś sam w walce z niepłodnoscią! Na tym podforum piszemy o targajacych nami uczuciach. O naszych największych radościach i ogromnych smutkach. Staramy się sobie wzajemnie pomóc, a przez to pomagamy także samemu sobie.

Moderator: Moderatorzy Muszę o tym porozmawić

Awatar użytkownika
Pysia1
Posty: 3438
Rejestracja: 01 lip 2002 00:00

10 sposobów na zły dzień

Post autor: Pysia1 »

Mam propozycje taki watek offtopowy.
Macie zly dzien, idziecie z kolejnego monitoringu gdy pecherzyk po raz kolejny nie pekl. Idziecie do mieszkania swego po schodach a po policzku plyna lzy lub jeszcze nie doszlyscie do domu. Robicie kolejny test na ktorym zlowrogo miga jedna kreska lub wykonujecie telefon do laboratorium i pani po raz kolejny mowi ze bhcg ponizej 1.
Wiele z nas zna to z autopsji i w takich chwilach probujemy zrobic cos co na chwile nam ulzy, pomoze, placzemy glosno krzyczac lub mamy inne sposoby na ta zla chwile.
Jakie macie sposoby na chwilowe odreagowanie, cos co pomaga chocby na chwile??

Ja moze malo edukacyjnie, ale ostatnio bylo to ptasie mleczko waniliowe i kieliszek lub dwa czerwonego wina.
Czasem ulge przynosi spazmatyczny placz polaczony z krzykiem.

Jak jest u Was???
Mama Antosia- 24.05.2006 najwspanialszy dzień w życiu oraz:
2002- Aniołka Groszka- 8 tc, cp
2004- Aniołka Biedroneczki- 10 tc
2009- Aniolek Maluszek- 9 tc

Awatar użytkownika
Martula1982
Posty: 4597
Rejestracja: 28 wrz 2007 00:00

Post autor: Martula1982 »

Pysia1ptasie mleczko waniliowe :lick: o tak pomaga bardzo , na chwile .
Moim sposobem w najtrudniejszych chwilach jest placz . Gdy jest mi na prawde ciezko to potrafie caly dzien przelezec wyjac w poduszke . Potem zmeczona zasypiam i na drugi dzien jest ok :wink:
Starania od 2004 roku
Diagnoza; Azoospermia
4 ICSI
Transfer 2 okruszków: 9dpt beta 57, 11dpt beta 169
Dziękujemy Provito!
28.11.2014 przyszła na świat wyczekana córeczka Sophie.
28.07.2018 Crio 1A czekamy ...

korsa
Posty: 4122
Rejestracja: 12 paź 2008 00:00

Post autor: korsa »

U mnie w chwilach totalnego załamania były i słodkości ( ale później waga okazywała sie bezlitosna...) i alkohol ( ból głowy jest jednak tez makabryczny :mur: ) i wyładowywanie złości na mężu.
Do tej pory "pomagały" mi zakupy- jakis nowy kosmetyk, ewentualnie ciuch :lol: Ale odkąd jesteśmy po pierwszej wizycie w klinice, gdzie zostawiliśmy 250 zł chyba będę musiała zrezygnować z tego sposobu i poszukać lepszego rozwiązania...
29.10.09-synek :-)
18.09.14-córeczka :-)

Awatar użytkownika
Wajcha
Posty: 57
Rejestracja: 21 sty 2009 01:00

Post autor: Wajcha »

Witam! U mnie najlepszym sposobem jest rozmowa z moją kochaną kuzynką, której bezgranicznie ufam i która o wszystkim wie. Zawsze mogę jej wyżalić się i wykrzyczeć co mi leży na sercu... Ona wysłucha, najważniejsze, aby ktoś potrafił słuchać, ona potrafi i cieszę się, że ją mam...

Awatar użytkownika
Mamamija
Posty: 65
Rejestracja: 29 sty 2009 01:00

Post autor: Mamamija »

O nie. Żadne ryki, żadne ptasie mleczka, które idą w tyłek :). Ja po prostu dzwonię do przyjaciółki i opowiadam jej co się stało, o swoich myślach i dylematach. Więcej mi za bardzo nie trzeba. Poza tym przypominam sobie rózne dobre rzeczy, jakie się w moim życiu dzieją, i że tak wiele rzeczy mi się już udało, tyle już osiągnęłam, że ta tez musi się udać. Słucham też muzyki, czasem sobie sama poskaczę ot tak. I już się lepiej czuję.
Ja może nie mam takich dołów bo staram się od niedawna a iui miałam dopiero jedną, nie mam za sobą wieloletniego leczenia, wtedy to może było by o wiele gorzej.
1 IUI nieudana - 29.12.2008
2 IUI - 20.02.2009 nieudana :(
HSG 16 kwietnia - jajowody drożne :)

Awatar użytkownika
Malinka77
Posty: 1602
Rejestracja: 09 sty 2009 01:00

Post autor: Malinka77 »

A ja na doła czytam Bociana. Wybieram stare wątki, osoby, których już na forum nie ma, dziewczyny, którym się udało. I lubię też sekcję: Jestem w ciąży. Generalnie staram się wybierać tylko dobre wiadomości 8). Większy problem mam z tym, jak przetrwać 2 tyg. do @ i próbować w kolejnym cyklu. Te "martwe" dni póki co bardziej mnie martwią niż niepowodzenia. To czekanie jest wkurzające i na to nie mam sposobu...

Awatar użytkownika
Klaudia29
Posty: 419
Rejestracja: 21 paź 2008 00:00

Post autor: Klaudia29 »

Ja w trudnych chwilach najpierw idę w kącik się wypłakać, żeby zrzucić smutek i przykre emocje.
Ostatnio dobrym sposobem na ubarwienie smutnego życia jest dla mnie okazywanie mnóstwa czułości mężowi. Non stop się do niego przytulam, całuję go, staram się nie kłócić o bzdury jak dawniej i jest mi lepiej. Bardziej czuję naszą miłość i brak dziecka trochę mniej boli.
Poprawia mi też humor wypad sam na sam z mężem do knajpki na jakieś dobre jedzenie lub na spacer, czy na zwykłe zakupy do marketu.
Też wyżalenie się przyjaciółce daje ulgę. Ale ile można marudzić komuś o niepłodności ?

Ignis
Posty: 247
Rejestracja: 29 lut 2004 01:00

Post autor: Ignis »

1. bocian - bo dobrze wiedzieć, że są osoby, które rozumieją, co czuję
2. muzyka - bo po prostu lubię

Właśnie teraz zaliczam pierwszy poważny dół, siedzę i ryczę od rana, bo test znów negatywny. I stosuję obie metody naraz, trochę pomagają.

Ale najbardziej pewnie pomogło by mi wyjście gdzieś ze znajomymi, żeby choć na chwilę zapomnieć, pośmiać się, powygłupiać, to na pewno poprawiło by mi samopoczucie.

Dzięki za ten wątek, będę śledzić uważnie pomysły na radzenie sobie z "dołem".

Pozdrawiam!

Awatar użytkownika
Cukierczek
Posty: 2678
Rejestracja: 25 paź 2006 00:00

Post autor: Cukierczek »

mnie pomaga wyjazd gdzies w plener- pobyt z natura pomaga.
Czasem płacz, czasem krzyk :cry:
start od V.06;I,II-08- 2 IUI;IVF 04.08:
12 dpt beta 28,71;15 dpt beta 279,03;21 dpt beta 166 - dlaczego :(;22 dpt beta 241 ??
23 beta 130 :(; II ivf- 7 beta. Mrozaczek II.09 :( histeroskopia,kariotypy oki juz po laparo :))31.03.2010 coreczka :)
Plan:

Awatar użytkownika
kasia86
Posty: 1
Rejestracja: 16 mar 2009 01:00

Post autor: kasia86 »

a mnie pomaga moj maz ktory niepozwala mi wtedy zostac samej,
dziekuje mu za to

Awatar użytkownika
quassi
Posty: 4591
Rejestracja: 04 kwie 2009 00:00

Post autor: quassi »

Plan "codzienny" to muzyka i czas z M. - poranne przytulaski i wieczorne pogaduchy.
Plan "na chwilę" to kąpiel i spacer lub wypad do kina, o ile mam siłę wywlec się z domu.
Plan "na dłużej" to wypad gdzieś, najchętniej w góry, żeby naładować akumulatory.
Nad krzykiem i płaczem na razie nie panuję, więc zdarza się ciągle... Niestety :(

Awatar użytkownika
sziwka
Posty: 8
Rejestracja: 23 kwie 2009 00:00

Post autor: sziwka »

A ja gdy wyłapię wielkigo doła to pochlipuje w poduszke. A tak poza tym to moim pocieszycielem są zwierzęta. W domu mam psa a raczej sunie przecudną labradorke która mnie pociesza i rozśmiesza. I jak jest mi żle to bjore ją do samochodu i jedziemy gdzieś na łono natury i łaczymy się z nia poprzez śpiew ptaków szum wody wiatr drzewa. I już jest lepiej. Dobrze tak czasem naładowa się pozytywną energią :D

Awatar użytkownika
sania
Posty: 5938
Rejestracja: 02 lip 2008 00:00

Post autor: sania »

a co zrobić jeśli nie ma sie przyjaciółki? (została 200km stad :() jeśli ma sie ciche dni z mężem? jeśli ma sie do tego problemy w pracy? jak wtedy sie uspokoic? nie stresowac :(

Ignis
Posty: 247
Rejestracja: 29 lut 2004 01:00

Post autor: Ignis »

sania jeśli nie ma przyjaciółki "pod ręką", to może pomoże rozmowa z nią np. przez telefon? albo wygadanie się na bocianie? albo pamiętnik? ja prowadzę i polecam, bo można wyrzucić z siebie wszystko i nie ma się poczucia winy, że za bardzo obarczam innych swoimi problemami.
Pamiętnik pozwala mi także poukładać wiele spraw, zapanować nad emocjami.
Ciche dni z mężem? hmmm ja zamieniłabym je na wspólny wyjazd, gdzie w jakimś spokojnym miejscu moglibyśmy poświecić czas na wyjaśnienie sobie co komu "leży na wątrobie" :)
Pozdrawiam!

kaskada
Posty: 281
Rejestracja: 29 sie 2005 00:00

Post autor: kaskada »

U mnie od zawsze działa- "zmęczenie się "czymś, wręcz skatowanie się.
Jakiś ruch, sport- ale taki wyczerpujący fizycznie- długa jazda na rolkach, na rowerze pod górę, wyjazd na narty jak zima, chodzenie po górach, chociaż na jeden dzień albo np mycie okien
itp. W każdym razie zajęcie po którym pot spływa po plecach a ubrania można wyciskać.

Najtrudniej się za to zabrać, często jeszcze ze łzami w oczach pakowałam manatki ale już w trakcie takiego wysiłku zawsze przychodziło ukojenie.

Generalnie, po wszystkich diagnozach i w pewnym momencie wręcz pewności, że dzieci nie będzie, przy życiu trzymał mnie sport i ruch. Nigdy nie spróbowałam tylu nowych rzeczy jak wtedy.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Muszę o tym porozmawiać”