Kolejna próba

Na Wasze pytania z zakresu psychologicznych aspektów niepłodności odpowiadają członkinie Polskiego Stowarzyszenia Psychologów Niepłodności:
Aleksandra Gozdek-Piekarska - ukończyła studia psychologiczne o specjalności psychologia kliniczna i osobowości. Jest certyfikowanym psychoterapeutą poznawczo-behawioralny. Prowadzi terapię indywidualną osób cierpiących na depresję, zaburzenia lękowe oraz osób doświadczających problemów osobistych. Na co dzień pracuje w Klinice Leczenia Niepłodności gdzie prowadzi konsultacje oraz terapię dla osób zmagających się z problemem niepłodności.
Dorota Gawlikowska - psycholog, certyfikowany psychoterapeuta par PTP. Prowadzi konsultacje, terapię indywidualną oraz terapię par, warsztaty i grupy wsparcia dla osób cierpiących z powodu niepłodności. Możecie ją znaleźć na www.psycholognieplodnosci.com

Moderator: Osoby zatwierdzające - psycholog2

ODPOWIEDZ
mysiuniaa86
Posty: 14
Rejestracja: 09 sty 2012 20:27

Kolejna próba

Post autor: mysiuniaa86 »

Dzień dobry,
Nie wiem już do kogo się zwrócić, moje małżeństwo się rozpadło dawno temu, żyjemy w tym samym domu, ale obok siebie, wychowujemy syna, którego cudem udało mi się urodzić w trakcie 1 in vitro. Dziś jestem po 5 transferze z drugiego in vitro, mąż podpisuje dokumenty, ale jestem w tym sama. W sumie nie przeszkadza mi to, bo wiem, że Go nie potrzebuję, utrzymuje się sama, jestem niezależna, samodzielna. Ale tak bardzo mam w głowie to, że znowu chce być matką, że nie mogę normalnie żyć. Wszystko kręci się wokół tego, że chce mieć kolejne dziecko. Jestem dobrą pacjentką, przyjmuje tryliard leków posłusznie, pieniądze po prostu rozchodzą się z prędkością światła, pomimo tych dziesiątek tysięcy nie żałuję. Mogę wydać kolejne tyle, tylko dlaczego nie może mi wyjść.
Pisałam, że moje małżeństwo jest już tylko na kartce. Nie mówię, że mąż jest złym człowiekiem, po prostu nam nie wyszło. Jest wspaniałym ojcem, dobrym zięciem, dobrym człowiekiem, ale nie dla mnie. W pewnym momencie każdy z nas poszedł w inną stronę. Nie mam mu tego za złe. Ale dla innych jestem dobra, pomagam jak tylko mogę, ale coś nie daje mi być szczęśliwą, spełnioną, być kolejny raz matką. Każdy mówi, że nie wie, dlaczego życie mnie każe brakiem kolejnych dzieci Jestem wrakiem, nie wiem ile jestem w stanie przeżyć i ile razy się podnieść. Ostatnio kryzys za kryzysem. Życie stoi w miejscu, wręcz się cofa.

Wiem, że to wszystko chaotyczne, ale mam tyle myśli naraz, nie wiem jak to ogarnąć. Chciałabym, żeby ktoś mi powiedział co robić, przytulił, powiedział, że będzie dobrze. Ale nie wierzę w bajki... Może ktoś mógłby mi ułożyć życie, bo pomimo najszczerszych chęci ja nie potrafię go sobie ułożyć :cry2:

Starania od 2008r.

Laparotomia w 2009r. - endometrioza

3 X IUI - bez skutku

IVF - 26 luty 2013 synek Nikodem <3

24 lipiec 2014 - transfer

16 wrzesien 2014 Aniolku czuwaj

07.01.2015 - transfer

23.01.2015

Dzis nie ma juz nas. Nastal koniec.



Dorota Gawlikowska
Ekspert Bociana
Posty: 29
Rejestracja: 07 lip 2013 13:42

Kolejna próba

Post autor: Dorota Gawlikowska »

Dzień dobry Pani,

To musi być bardzo trudne czuć, że nie potrafi się ułożyć swojego życia. Wyobrażam sobie, jak Pani musi cierpieć. Nie wiem, dlaczego wyciągnęła Pani ten wniosek, ale warto byłoby przyjrzeć się wraz z terapeutą Pani życiu, przeszłości i teraźniejszości, aby wspólnie zastanowić się, co utrudnia Pani czerpanie z życia satysfakcji i jak można tu Pani pomóc. To wymagałoby jednak podjęcia terapii i systematycznej pracy. Bardzo Panią zachęcam do spróbowania.

Rozumiem, że problemy jakie Pani zauważa w swoim życiu, są dzisiaj dwa. Pierwszym wydaje się nieudany związek, w którym jednak zdecydowała się Pani pozostać, pomimo iż nie łączy Państwa realna więź. Jest Pani niezależna, ale jednocześnie żyje w małżeństwie, które Pani zdaniem jest fikcją. Ważne byłoby sprawdzenie, czy tak samo czuje to Pani mąż i dlaczego on chce nadal pozostawać w relacji z Panią. Czy jego ten układ satysfakcjonuje? Dlaczego chce mieć z Panią drugie dziecko, skoro nie macie Państwo ze sobą wiele wspólnego? Czy i mąż, i Pani, chcecie jednak dać szansę temu związkowi, ponieważ nikt z Państwa nie zdecydował się dotychczas go zakończyć (pomimo braku przeszkód natury np. finansowej)? Z zewnątrz mogłoby to tak wyglądać. Jeżeli ma Pani potrzebę pozostania w tym układzie, może warto jednak pomyśleć o wspólnej terapii? Terapia pary jest dobrym sposobem zarówno na zrozumienie tego, co w związku poszło nie tak, jak i podjęcie decyzji co chcemy z tym zrobić dalej: czy pracujemy nad relacją, czy postanawiamy ją zakończyć (i w tym także może pomóc terapeuta, zwłaszcza, że macie Państwo syna, który także jest przecież bardzo ważny w tym układzie). Terapia pełni także funkcję miejsca, w którym możemy sprawdzić, co z tego związku chcemy zabrać na dalsze życie, a jakie błędy popełniliśmy i nie chcemy powtórzyć ich w przyszłości, w ewentualnej kolejnej relacji. To, co wydaje się najbardziej raniącym i trudnym rozwiązaniem, to pozostanie w sytuacji takiej, w jakiej są Państwo obecnie: w pozornym, nie dającym szczęścia związku. Ta sytuacja jest trudna nie tylko dla Państwa, ale też dla Waszego dziecka, które widzi brak więzi łączącej rodziców i taki obraz relacji między kobietą a mężczyzną pozostanie w jego pamięci.

Drugi problem, który Pani opisuje, to brak drugiego dziecka, który przeżywa Pani jako karę, zabranie Pani prawa do szczęścia. To prawda, że niepłodność wtórna nie boli mniej niż pragnienie pierwszego dziecka. Prawdą jest także, że każdy, Pani oczywiście także, ma prawo do swoich marzeń o liczbie dzieci w rodzinie i jeżeli wyobrażała sobie Pani swoje szczęście z dwojgiem dzieci, to bardzo trudno jest poczuć się spełnioną z jednym dzieckiem. Nie świadczy to także w żadnym razie o braku miłości do synka. Rozumiem, że dziś nie wyobraża sobie Pani szczęśliwego życia bez drugiego dziecka tak, jak nie wyobrażała go sobie pani bez synka, który jest już na świecie. To pokazuje, jak względne jest to, czego pragniemy i że nie zawsze finalnie uszczęśliwia nas w pełni spełnienie naszych pragnień. Może bliżej szczęścia są ci, którzy widzą jego źródło w sobie, a nie w tym, co można dostać lub nie dostać od losu? Bardzo, bardzo trudno czyta mi się Pani zdanie o braku dziecka jako karze. Za co miałaby Pani być karana? W czym jest Pani gorsza od osób, które mają dzieci? Jakich zbrodni miałaby się Pani dopuścić, by być tak okrutnie ukaraną?! Nie wierzę w los, jako inteligencję, która sprawiedliwie rozdziela ludziom dobra doczesne według ich zasług, bo gdyby tak było, wielu ludzi powinno być ich pozbawionych a jak widzimy tak się nie dzieje. Dlaczego Pani te wiarę w sobie pielęgnuje? Czy może z takiej wizji siebie i życia wyniknąć dla Pani coś dobrego?

Obawiam się, że wizja konieczności zasłużenia na drugie dziecko może być tym, co zarówno czyni Panią tak bardzo nieszczęśliwą (jak długo można starać się na coś zapracować i doznawać niepowodzeń?!) jak i napędzać mechanizm podporządkowywania wszystkiego staraniom o ciążę (skoro mi się nie udaje, to widocznie za mało się starałam, muszę się poprawić, dać z siebie jeszcze więcej). Tym bardziej cenne wydaje się podjęcie pracy terapeutycznej nad tą sytuacją, aby pomóc Pani wrócić do życia i czucia się dobrze.


Pozdrawiam serdecznie,
Dorota Gawlikowska

mysiuniaa86
Posty: 14
Rejestracja: 09 sty 2012 20:27

Kolejna próba

Post autor: mysiuniaa86 »

Dziękuję za odpowiedź. Szczerze to sama się zastanawiam, dlaczego nie odeszłam. Jedyne co przychodzi mi do głowy to to, że syn nie chce żebyśmy się rozstali. Chce mieć obydwu rodziców przy sobie, a my chyba po prostu chcemy mu dać wszystko czego potrzebuje. Myślę, że mąż tak na prawdę nie chce żebym odeszła, na pewno mu wygodnie, bo ma posprzątane, zakupy zrobione, obiad ugotowany, syn ogarnięty, ale za dużo oskarżeń i złych słów padło, żeby można było cokolwiek naprawić. Braku uczuć się nie wskrzesi. Ale z drugiej strony patrząc na niego widzę syna, chciałabym żeby kolejne dzieci były podobne do niego. Podchodzę do kolejnych transferów, chociaż wiem, że nic nie dadzą... Ale nie mogę tego nie robić, pomimo że umieram od środka z bólu.

A dlaczego uważam, że to kara, że nie mam dziecka. Po pierwsze dlatego, że od dawna słyszę od męża że to moja wina. I nie mogę mu nie przyznać racji. Wiem, że nigdy nie powinien tak powiedzieć, ani pomyśleć, ale mówił nie raz. Że nie umiem dziecka urodzić, że inne kobiety to potrafią, że przeze mnie syn ma chorobę trzewną. Jest podły, nigdy nie umiał mnie wspierać, zawsze był dla siebie najważniejszy i nad sobą się rozczulał. Z czasem zaczęłam wierzyć w to, że faktycznie moje ciało to przekleństwo. Przecież tyle kobiet rodzi dzieci, jedno, drugie, piąte. Po pijaku nawet robione. A moje ciało odmawia. Lekarze robią wszystko, podają wszystko, stosują wszystkie chyba możliwe techniki. A mój organizm nie chce zaskoczyć. Nienawidzę się za to, że nie mogę dać synowi rodzeństwa, że nie mogę dać moim rodzicom kolejnych wnuków, że ze wszystkim sobie radzę, a tego nie umiem przeskoczyć. Nawet lekarz nie wie, dlaczego nie wychodzi.

Nie umiem się cieszyć z życia, oczywiście nie chodzę w ciężkiej depresji, chodzę do pracy, z synem aktywnie spędzam czas, wykonuje domowe obowiązki, uśmiecham się. Ale gdy zostaje sama to nie mogę przeboleć tego co mnie spotyka. Dziś już wiem, że prawdziwe szczęście nie zależy od pieniędzy. Że najważniejszych rzeczy się nie kupi. Że mogę robić wszystko co w mojej mocy, ale to i tak wciąż za mało. To zawsze było za mało.

:cry2:

Starania od 2008r.

Laparotomia w 2009r. - endometrioza

3 X IUI - bez skutku

IVF - 26 luty 2013 synek Nikodem <3

24 lipiec 2014 - transfer

16 wrzesien 2014 Aniolku czuwaj

07.01.2015 - transfer

23.01.2015

Dzis nie ma juz nas. Nastal koniec.



Dorota Gawlikowska
Ekspert Bociana
Posty: 29
Rejestracja: 07 lip 2013 13:42

Kolejna próba

Post autor: Dorota Gawlikowska »

Rozumiem, że chcą Państwo dać synowi to, czego pragnie, ale warto wziąć pod uwagę, że Państwa syn cały czas obserwuje Państwa relacje, widzi, że Pani nie jest szczęśliwa, że jest źle traktowana przez męża, że mąż obwinia i oskarża Panią o brak drugiego dziecka. To nie jest tak, że jeśli coś nie odbywa się w obecności dziecka, ono tego nie czuje i nie widzi. Państwa syn uczy się, że godzenie się w związku na złe traktowanie jest w porządku, że normalnością jest wspólne życie ojca i matki bez ciepłych uczuć wobec siebie i taki przekaz wyniesie z domu rodzinnego. Myślę, że to nie jest to, co chciałaby Pani zapisać mu w pamięci jako przesłanie na resztę jego życia.

Obwinianie Pani o brak dziecka jest okrutne i niesprawiedliwe. Nie, to nie jest prawdą, że Pani ciało jest złe, gorsze, bo w takim razie co piąta kobieta w Polsce jest taką złą i gorszą, gdyż jej ciało nie jest w stanie (a nie odmawia) urodzić dziecka. Lekarze robią co mogą, ale wcale nie znaczy to, że są w stanie pomóc każdej parze stać się rodzicami i jest to uwarunkowane nie tylko niedoskonałością naszej ludzkiej natury, ale także niedoskonałością medycyny, która wcale nie w każdym wypadku potrafi znaleźć skuteczne rozwiązanie. Równie dobrze może być tak, że to jakieś niemożliwe do zdiagnozowania przyczyny po stronie Pani męża, wobec których medycyna jest na razie bezradna, odpowiadają za brak drugiego dziecka. Ma Pani ogromną gotowość do brania na siebie odpowiedzialności za trudności, jakie Państwa spotykają, podczas gdy niepłodność to zawsze problem pary i obie strony powinny wziąć tę odpowiedzialność na siebie, troszcząc się o siebie nawzajem.

Pozdrawiam i życzę wiele siły do postawienia granic złemu traktowaniu i spróbowania wyjścia naprzeciw swojemu szczęściu.
Dorota Gawlikowska

ODPOWIEDZ

Wróć do „Pytania do psychologa”