Fakty na temat in vitro

1. In vitro jest metodą leczenia

Metodą leczenia jest każde działanie medyczne, które ma na celu wyeliminowanie przyczyny lub skutku choroby. Jeśli skutkiem niepłodności jest niemożność zajścia w ciążę, a in vitro ten skutek eliminuje, to procedurę tę w myśl przytoczonej definicji należy uznać za metodę leczenia. Bywa też czasem tak, że in vitro leczy. Istnieje wiele potwierdzonych przypadków naturalnego zajścia w ciążę po zabiegu in vitro, gdy całkowite wyleczenie pacjentek z niepłodności nastąpiło po uregulowaniu gospodarki hormonalnej organizmu podczas pierwszej ciąży.
Warto też z całą mocą podkreślić, że próba odmowy zakwalifikowania in vitro jako metody leczniczej przy użyciu argumentu związanego z brakiem całkowitego wyleczenia jest niespotykanym w praktyce lekarskiej przypadkiem dyskryminacji i nie znajduje pokrycia w definicji Światowej Organizacji Zdrowia. Chorób, które są nieuleczalne, jest bardzo wiele (cukrzyca, przewlekłe choroby serca, przewlekłe choroby nerek etc.), a nikt jak dotąd ani nie kwestionował metod ich leczenia, ani nie usunął tych metod z listy świadczeń medycznych.

2. W procedurach in vitro zarodek NIE JEST traktowany instrumentalnie przez rodziców i lekarzy

Dla większości niepłodnych par od lat pragnących zajść w ciążę, każdy zarodek jest dzieckiem. Wystarczy przejrzeć fora internetowe poświęcone niepłodności, by zweryfikować tę krzywdzącą opinię. Czy ktoś, kto wyraża się o swoich zarodkach: „kruszynki”, „maleństwa” i „dzieciaczki” traktuje je przedmiotowo? Nikt, kto osobiście nie zetknął się z problemem niepłodności i nie jest w stanie zrozumieć cierpienia niepłodnej pary, nie ma moralnego prawa do wypowiadania takich obraźliwych komentarzy. Warto także podkreślić, że każda procedura medyczna, w której ludzkie ciało poddawane jest leczeniu, może zostać nazwana instrumentalnym traktowaniem ludzkiego organizmu, ponieważ technicznie jest to instrumentalne traktowanie nerek, wątroby czy macicy. Nie oznacza to jednak, iż podmiot działania lekarza, a więc człowiek, jest traktowany instrumentalnie. Technika medyczna powinna służyć człowiekowi i, w przypadku zapłodnienia pozaustrojowego, służy zarówno rodzicom lecząc ich z niepłodności, jak również służy dziecku umożliwiając mu zaistnienie i przyjście na świat.

3. Zarodki przy in vitro NIE SĄ zabijane

Nikt nie uśmierca zarodków. Część z nich sama ginie z powodu wrodzonych wad i uszkodzeń genetycznych, tak jak dzieje się to w procesie naturalnym. W przypadku zapłodnienia naturalnego jedynie trzy ciąże na dziesięć zakończą się porodem. Siedem ciąż zostanie poronionych na bardzo wczesnym etapie, najczęściej jeszcze przed implantacją w macicy i na ogół bez świadomości kobiety wobec istnienia tego procesu. Każdy zarodek dla niepłodnej pary jest cenny. Jeśli zapłodni się więcej niż jedna komórka i powstaną tak zwane zarodki nadliczbowe para przyjmuje je wszystkie (w kilku transferach). W przypadku, gdy nie może ich przyjąć, może przekazać je innej parze do adopcji. Aktualnie czas oczekiwania na adopcję prenatalną wynosi w największych polskich ośrodkach leczenia niepłodności ok. 3-6 miesięcy, ponieważ zarodków nadliczbowych, których ich biologiczni rodzice nie chcą przyjąć, jest zbyt mało w stosunku do liczby oczekujących na adopcję par. Nie ma więc podstaw do mówienia o zjawisku „niechcianych nadliczbowych zarodków”.
Mrożenie zarodków jest bezpieczną dla zarodka, sprawdzoną przez lata procedurą. Mrożenie chroni zarodki nadliczbowe i daje im szansę na życie. Do tej pory na świecie urodziło się ponad czterysta tysięcy dzieci, które swoje życie zawdzięczają criotransferowi czyli transferowi zamrożonego zarodka. Nie byłoby ich, gdyby ich rodzice i lekarze nie dali im szansy w postaci zamrożenia i criotransferu.

4. Dzieci poczęte metodą in vitro NIE SĄ obciążone defektami, chorobami genetycznymi, lecz rozwijają się prawidłowo

Zdecydowana większość dzieci po in vitro – podobnie jak zdecydowana większość dzieci poczętych naturalnie – rodzi się zdrowa. Choć w Polsce w zasadzie nie prowadzi się statystyk dzieci czy ciąż po in vitro, to światowe badania udostępniane w postaci metaanaliz dowodzą, iż powikłania okołoporodowe u kobiet niepłodnych nie mają związku z metodą zapłodnienia, a wiążą się z chorobą, jaką jest niepłodność. Oznacza to, iż to sama niepłodność jest głównym czynnikiem ryzyka i pozostanie nim niezależnie od tego, czy niepłodna para skorzysta z metody in vitro, inseminacji, naprotechnologii czy też przydarzy jej się szczęśliwy przypadek naturalnego zajścia w ciążę.

5. Badania preimplantacyjne NIE służą poznaniu płci, kolorze włosów czy oczu przyszłego dziecka

Diagnostyka preimplantacyjna (Preimplantation Genetic Diagnosis – PGD) służy wykryciu wad genetycznych zarodka jeszcze przed podaniem go do macicy. Zbadać można m.in., czy w genach zarodka pochodzącego od osób, w których rodzinie były przypadki zachorowania na mukowiscydozę lub dystrofię mięśniową Duchenne'a, występuje mutacja charakterystyczna dla tej choroby.
PGD stosowana jest w wielu krajach europejskich, jako procedura dedykowana parom z obciążeniami genetycznymi, a więc parom chorym. Nie jest to procedura stosowana rutynowo przy zapłodnieniu in vitro, a ilość badań PGD wykonywanych rokrocznie w Polsce szacuje się na kilkanaście, kilkadziesiąt przypadków. Dopuszczenie diagnostyki preimplantacyjnej w Polsce powinno wynikać z konsekwencji prawnej ustawodawcy. Zgodnie z obowiązującymi w Polsce przepisami, kobieta ma prawo do badań prenatalnych, a w przypadku wykrycia wad genetycznych płodu – do przerwania ciąży. Możliwość wykonania tych badań przed implantacją i w razie wykrycia istotnych wad – podjęcie decyzji o nietransferowaniu embrionu (na zasadach identycznych do warunków przerywania ciąży z powodu wad genetycznych płodu) – jest jedynie konsekwencją już istniejących zapisów. Dlatego zupełnie niezrozumiałym jest niedopuszczalność diagnostyki preimplantacyjnej, ale dopuszczanie badań prenatalnych. PGD pozwala dodatkowo rodzicom uniknąć ogromnego bólu związanego z poronieniem – stratą dziecka z powodu wad genetycznych płodu.

6. In vitro zwiększa możliwość ciąży mnogiej

Ciąże po procedurze in vitro są często bliźniacze, podobnie dzieje się np. gdy kobieta przyjmuje leki stymulujące owulację (nie jest to więc cecha związana wyłącznie z in vitro). W zdecydowanej większości polskich klinik nie ma zwyczaju podawania więcej niż dwóch (w rzadkich przypadkach trzech) zarodków, przy czym tendencja europejska rekomendowana przez Europejskie Towarzystwo Ludzkiego Rozrodu i Embriologii dąży silnie w kierunku SET (transferu pojedynczego embrionu), aby wyeliminować ryzyko związane z donoszeniem ciąży mnogiej. Ciąża mnoga rodzi ryzyko powikłań, zarówno dla matki, jak i dla dzieci, i właśnie dlatego konieczne jest sprecyzowanie przepisami ustawy liczby zarodków, które mogą być podane kobiecie w jednym transferze. SET jest nieodłącznie związany z koniecznością zapewnienia niepłodnym parom możliwości mrożenia nadliczbowych zarodków, ponieważ umożliwia bezpieczny transfer wszystkich embrionów w kolejnych cyklach i chroni zdrowie kobiety przed ryzykiem wielokrotnej stymulacji hormonalnej.

7. Tworzenie nadliczbowych zarodków NIE MA na celu wykorzystania ich do eksperymentów oraz do handlu

Tworzenie dużej (ok. 5-10) liczby zarodków ma na celu zwiększenie szansy na ciążę u danej pary. Około 70% zarodków (zarówno tych powstałych w naturze, jak i tych utworzonych podczas procedury in vitro) ma wady genetyczne lub z innych przyczyn nie zagnieżdża się w macicy, podobnie jak ma to miejsce przy zapłodnieniu naturalnym. Dlatego aby zapłodnienie in vitro mogło zakończyć się porodem, potrzeba więcej niż jednego zarodka. Należy podkreślić, że pacjenci klinik niepłodności to ostatnie osoby, które byłyby zainteresowane eksperymentami na własnych dzieciach czy handlem nimi. Cenny jest dla nich każdy zarodek. Konieczne jest oczywiście wprowadzenie prawnej ochrony zarodków, jednak takiej, która nie przekreśli szans na skuteczność in vitro.

8. Statystyczna pacjentka podchodząca do in vitro ma około trzydziestu lat lub mniej

Jak wynika z badań, największą grupę pacjentek podchodzących do in vitro stanowią kobiety około 30 roku życia i młodsze. Wynika to prawdopodobnie z systematycznego obniżania się jakości męskiego nasienia i coraz większej ilości przypadków niepłodności męskiej, gdzie jedyną szansą na potomstwo staje się in vitro ICSI, ponieważ idiopatyczna niepłodność męska nie poddaje się leczeniu farmakologicznemu ani operacyjnemu. W przypadku zaawansowanej niepłodności męskiej sugestia leczenia metodą in vitro pada ze strony lekarza szybko, innych metod uzyskania ciąży po prostu nie ma. Z drugiej strony pełnopłatność procedury in vitro skłania wiele par do odkładania decyzji o leczeniu na przyszłość, więc nim para zgłosi się do kliniki specjalizującej się w leczeniu niepłodności może minąć wiele miesięcy, a nawet lat naturalnych starań i comiesięcznych nadziei oraz rozczarowań.
Jeśli problemem pary jest niepłodność czynnika żeńskiego to diagnostyka na ogół jest dłuższa, częściej daje niejednoznaczne odpowiedzi, może się także wiązać z bolesnością poszczególnych etapów diagnozowania. Obejmuje monitoring cyklu, badania hormonalne, badania nasienia, sprawdzanie drożności jajowodów, sprawdzanie stanu macicy i endometrium. Parom z niepłodnością lekką i średnio zaawansowaną zaleca się na początku zmianę sposobu życia, stymulację hormonalną, następnie cykl inseminacji. Takie postępowanie diagnostyczne może objąć nawet do dwóch lat prób. Zapłodnienie in vitro jest ostatnim z kroków.

9. Niepłodność jest chorobą niezawinioną

Przyczyny niepłodności mogą być różne. Mogą być to choroby zapalne miednicy mniejszej lub ich następstwa, może być to endometrioza, a także zaburzenia owulacji i zaburzenia hormonalne, zespół policystycznych jajników, torbiele jajników, podwyższony poziom prolaktyny, zaburzenia układu odpornościowego, mięśniaki macicy, wady anatomiczne oraz problemy chirurgiczne. Są to przyczyny obiektywne, na których wystąpienie pacjentka nie ma wpływu. Argumenty, iż niepłodne kobiety są same sobie winne ponieważ dokonywały ryzykownych wyborów seksualnych, dokonywały aborcji lub stosowały wkładkę domaciczną, są wyrazem niewiedzy obłudy lub braku szacunku wobec osób dotkniętych chorobą niepłodności. Więcej niż połowa przypadków niepłodności dotyczy czynnika męskiego, a zaliczanie do jednej grupy osób chorujących na niepłodność oraz osób dokonujących aborcji czy prowadzących nieodpowiedzialne życie seksualne, jest stosowaniem kłamliwej retoryki. Posługując się tą retoryką należałoby uznać, że męczyzn chorujących na nowotwór prostaty nie należy obejmować leczeniem ani refundacją leczenia, ponieważ sami są sobie winni: w przeszłości zapewne ulegli zakażeniu drogą płciową, z biegiem lat rozwijał się stan zapalny, który zaowocował nowotworem. Przerażająca jest łatwość, z jaką wiele osób krzywdzi ludzi chorych, już pokrzywdzonych przez los.

10. Naprotechnologia NIE jest alternatywą dla in vitro

Nie jest alternatywą, ponieważ nie zaradzi wielu rodzajom niepłodności – np. nie udrożni czy nie odbuduje jajowodów, nie zwiększy ilości plemników w ejakulacie. Naprotechnologia polega przede wszystkim na diagnozowaniu, często sprowadza się do obserwacji cyklu, a w zasadzie każda pacjentka, która zdecydowała się w końcu na in vitro, latami pod opieką ginekologów obserwowała swój cykl. Bezskutecznie.

11. Osoby poddające się zabiegowi in vitro NIE kierują się egoizmem

Pragnienie przedłużenia gatunku dzielimy z każdą istotą żywą występującą na naszej planecie. Cóż złego jest w pragnieniu bycia matką czy ojcem? Dlaczego rodzina, w której rodzi się dziecko, nie podlega żadnej ocenie, a osoby dotknięte chorobą niepłodności nazywane są egoistami? Czyż nie stoi to w sprzeczności z podstawowymi zasadami Konstytucji? Dlaczego niepłodni są dyskryminowani z uwagi na chorobę? Zdarzają się także sytuacje, że na in vitro decydują się pary płodne, ale obciążone chorobami dziedzicznymi, których ryzyko przekazania dzieciom jest bardzo duże. Rodzice, nie chcąc narażać swoich dzieci na te choroby, korzystają z diagnostyki preimplantacyjnej, czasem nawet z banku nasienia czy przekazanej anonimowo komórki jajowej. Czy to naprawdę egoizm ze strony rodziców?

12. Na in vitro NIE decydują się pary motywowane wygodą, pragnące zaplanować sobie np. moment porodu na odpowiednią porę roku albo „wstrzelić się” z ciążą we właściwy moment kariery

Kto twierdzi, że in vitro jest metodą „na skróty”, zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tego, na czym ta metoda polega. In vitro związane jest z dużym obciążeniem fizycznym, psychicznym i finansowym. Niejednokrotnie okupione jest bólem, zawsze wiąże się z silną stymulacją hormonalną, która w niewielkim procencie przypadków może zakończyć się leczeniem szpitalnym. Wybór in vitro jest traktowany przez przeważającą część niepłodnych par, jako ostateczność po tym, jak nie udało się przez wiele lat naturalnie zajść w ciążę i nie powiodły się próby zapłodnienia prostszymi i mniej inwazyjnymi metodami, takimi jak inseminacje. Marzeniem każdej niepłodnej pary jest naturalne poczęcie dziecka.
Zaplanowanie momentu porodu po ciąży z in vitro byłoby niezwykle trudne. Mężczyzna i kobieta muszą przejść wiele badań, aby zwiększyć prawdopodobieństwo przyjęcia się zarodka. Może się to wiązać z odłożeniem zabiegu nawet o kilka miesięcy. Wymówka dotycząca kariery bywa bardzo często obroną niepłodnej pary, którą ludzie pytają, dlaczego nie ma jeszcze dzieci.

13. Adopcja NIE jest alternatywą dla in vitro

Adopcja nie może być narzucana parom pragnącym począć własne dziecko – powinna być wyborem i świadomą decyzją. Desperacja, która ogarnia pacjentów leczących się wiele lat na niepłodność, nigdy nie będzie dobrą motywacją do adopcji. Nie każdy jest gotowy wychowywać dziecko niespokrewnione z nim genetycznie. Osoby te powinny mieć prawo do leczenia zaawansowanymi metodami, które mogą im dać możliwość posiadania biologicznego potomstwa.
Warto w tym kontekście zająć się popularnym mitem, iż domy dziecka pełne są dzieci do adopcji. Ilość sierot społecznych i biologicznych szacujemy w Polsce na około sto tysięcy dzieci, z czego sześćdziesiąt sześć tysięcy przebywa w różnych rodzajach rodzin zastępczych. Około trzydziestu tysięcy dzieci to dzieci przebywające w domach dziecka, pogotowiach opiekuńczych i rodzinnych domach dziecka, których sytuacja rodzinna nie jest uregulowana prawnie i które nie mogą zostać adoptowane (dane za akcją „Adopcja po polsku”, 2010 rok). Rocznie w Polsce przeprowadza się około trzech tysięcy adopcji, a średni czas oczekiwania na adoptowane dziecko wynosi dwa lata. Domy dziecka są więc pełne, ale większość wychowanków nie ma uregulowanej sytuacji prawnej, nie mogą więc zostać adoptowani. Sieroty biologiczne stanowią jedynie około 3% ogólnej liczby dzieci przebywających w domach dziecka. Niemowląt do adopcji jest bardzo mało, czeka się na nie najdłużej. Większość rodziców adopcyjnych stara się właśnie o przysposobienie dziecka poniżej dwunastego miesiąca życia. W wielu ośrodkach para, która przekroczyła wiek 35 lat, nie ma już na nie szans. Na dziecko czeka się latami, przechodzi ciężkie procedury, trzeba spełnić wiele warunków (np. staż małżeński, mieszkanie). W procedurze adopcyjnej pary muszą niejako udowodnić, że są gotowe mieć dziecko. Trzeba mieć wiele psychicznej siły, by to przejść. Z tych powodów o adopcję powinny się ubiegać osoby, które są wewnętrznie przekonane do takiej drogi rodzicielskiej i stanowi ona ich świadomy, dojrzały wybór.

14. Zapłodnienie nasieniem dawcy lub skorzystanie z komórki jajowej innej kobiety NIE jest zdradą małżeńską

Użycie nasienia dawcy do zapłodnienia jest obwarowane wieloma warunkami. W Polsce warunki te wynikają z polityki wewnętrznej ośrodków leczenia niepłodności opartej o zalecenia Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Europejskiego Towarzystwa Ludzkiego Rozrodu i Embriologii ESHRE, nie mają statusu przepisu, ponieważ od 24 lat wciąż nie mamy w Polsce prawa regulującego zasady wykonywania procedur wspomaganego rozrodu. Na mocy tych rekomendacji para biorców nie zna dawcy, dawca nie zna pary, pozostają dla siebie anonimowi. Zdrowie potencjalnych dawców i dawczyń jest badane, podobnie jak kondycja ich gamet. Biorstwo gamet jest procedurą medyczną, odbywa się w asyście lekarzy na drodze inseminacji lub zapłodnienia in vitro. Decyzja o adopcji prenatalnej, jaką jest przyjęcie cudzej gamety, jest decyzją trudną psychologicznie i powinna towarzyszyć jej świadomość możliwych konsekwencji, które są pod wieloma względami analogiczne do konsekwencji adopcji społecznej. Porównywanie podjęcia tej niezwykle trudnej decyzji do spłodzenia dziecka w wyniku zdrady współmałżonka jest obraźliwe dla pacjentów, którzy decydują się na adopcję prenatalną.
Warto przy okazji podkreślić, że jest bardzo mało prawdopodobne, by nieświadomie połączono materiał genetyczny pochodzący od osób blisko ze sobą spokrewnionych.
Argument o nieświadomym łączeniu się w pary osób spokrewnionych może dotyczyć także adopcji. Czy to powód, aby jej zakazać?

15. Leczenie niepłodności metodą in vitro NIE prowadzi do takich manipulacji, jak zapłodnienie między gametami ludzkimi i zwierzęcymi (tworzenie hybryd)

Kliniki niepłodności w Polsce nie prowadzą eksperymentów genetycznych. Nie leży to ani w ich kompetencjach (tego typu badaniami zajmują się wyspecjalizowane instytuty badawcze w kilku krajach na świecie, których prawodawstwo nie zakazuje naukowych badań na ludzkich embrionach), ani w możliwościach finansowych, ani w założonych celach. Kliniki niepłodności w Polsce zajmują się działalnością terapeutyczną w obrębie medycyny rozrodu i wykonują zabiegi in vitro wyłącznie u osób, które pragną mieć dzieci. Nie są ośrodkami naukowymi zajmującymi się działalnością eksperymentalną.

16. Metoda in vitro NIE jest wysublimowaną formą aborcji

Wiele zarodków nie przeżywa pierwszej fazy rozwoju, jednak nie jest to ani winą zastosowania procedury in vitro, ani cechą charakterystyczną dla tej metody. Szacuje się, że przy zapłodnieniu naturalnym dochodzi do 50–70% poronień – są to poronienia subkliniczne, czyli takie, gdzie ciąża nie była jeszcze zdiagnozowana. Kobieta traci więc zarodek, nie mając nawet świadomości jego istnienia. Dzieje się tak dlatego, że aż ok. 70% zarodków (i w naturze, i podczas procedury in vitro) jest obarczonych wadami genetycznymi, które uniemożliwiają ich dalszy rozwój. Statystyki w obu przypadkach są porównywalne, jednak gdy para stara się o dziecko naturalnie, nikt nie nazywa poronienia czy braku ciąży aborcją. Sugerowanie takich działań osobom dotkniętym niepłodnością to niegodziwość.

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (5 głosów )