Człowiek, również poczęty in vitro, stworzony na obraz Boga

Prof Stanisław Obirek

     Czesław Miłosz swoją rozrachunkową książkę Zniewolony umysł opatrzył, przypisanym staremu Żydowi z Podkarpacia, powiedzeniem. Jest ono powszechnie znane, ale dla przypomnienia je przywołam gdyż wydaje mi się bardzo trafne w kontekście toczonej w Polsce debaty na temat metody zapłodnienia in vitro. Oto co powiedział stary Żyd: „Jeśli dwóch kłóci się, a jeden ma rzetelnych 55 procent racji, to bardzo dobrze i nie ma się o co szarpać. A kto ma 60 procent racji? To ślicznie, to wielkie szczęście i niech Panu Bogu dziękuje! A co by powiedzieć o 75 procent racji? Mądrzy ludzie powiadają, że to bardzo podejrzane. No a co o 100 procent? Taki, co mówi, że ma 100 procent racji, to paskudny gwałtownik, straszny rabuśnik, największy łajdak”.

     Jestem zwolennikiem metody in vitro. Jestem przekonany, że wykorzystanie możliwości naukowych w budzeniu nowego życia stanowi jeden z cudów, który wpisuje się w przeświadczenie świętej Księgi Żydów i chrześcijan, że Bóg uczynił człowieka na swoje podobieństwo. Nie jestem jednak przekonany, że mam 100 procent racji. Dlatego wsłuchuję się z uwagą w argumenty strony przeciwnej. Oczekuję jednak tego samego od moich adwersarzy. Mam jednak poważne wątpliwości czy moi przeciwnicy dzielą moje zaciekawienie. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że robią wiele by racje dla mnie przekonujące w ogóle nie zaistniały w sferze publicznej.

     Moim przeciwnikiem nie jest ani chrześcijaństwo, ani Kościół katolicki. Jest nim natomiast bardzo szczególne rozumienie chrześcijaństwa i katolicyzmu, w którym nie ma miejsca ani na debatę, ani na racjonalne argumenty. Jest tylko ślepe zawierzenie dogmatowi i to niezależnie od społecznych kosztów jakie niesie za sobą jego bezkrytyczne stosowanie. Wydawało mi się, że na Soborze Watykańskim Drugim Kościół katolicki zrezygnował ze swoich stu procent, że zmienił stosunek do świata, innych wyznań i religii. Wydawało mi się nawet, że inaczej zaczął patrzeć na ludzi niewierzących. Miałem wrażenie, że zaczyna z uwagą wsłuchiwać się w ich racje i pod wpływem tych racji zmieniać swoje własne stanowisko. To nie była zmiana wywołana uległością wobec nacisków wrogich sił, ale wynikała ze zrozumienia, że uparte trwania przy własnej sztywnej doktrynie prowadzi do nieszczęść i cierpień wielu ludzi. Nie mam czasu by się wdawać w historyczny wywód na temat zmian w Kościele, chcę jednak zwrócić uwagę, że z dokumentów wspomnianego soboru wynika jednoznaczna życzliwość Kościoła katolickiego wobec świata, nauki i ludzi nie podzielających przekonania katolików. Jeśli jestem w stanie zrozumieć biskupów i księży, który z powodu dość szczególnie zresztą pojętej lojalności czy posłuszeństwa bezmyślnie powtarzają dogmatyczne ustalenia Watykańskich kongregacji i jednoznacznie wypowiadają się przeciwko stosowaniu metody zapłodnienia in vitro, to już znacznie trudniej mi zrozumieć polityków, dziennikarzy i lekarzy, którzy przyjmują te problematyczne ustalenia jak prawdy objawione. A przecież samo Pismo Święte nie jest ani jednoznaczne, ani nie we wszystkim uznawane przez Kościół katolicki. Wspomnę tylko przykładowo opis dokonany przez św. Pawła z pierwszego listu do Tymoteusza na temat tego kim powinien być biskup: „Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, sposobny do nauczania, nie przebierający miary w piciu wina, nieskłonny do bicia, ale opanowany, niekłótliwy, niechciwy na grosz, dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w uległości, z całą godnością. Jeśli ktoś bowiem nie umie stanąć na czele własnego domu, jakżeż będzie się troszczył o Kościół Boży?” (1Tym 3, 1-5). Nie wydaje mi się by było to wskazanie obowiązujące w Kościele katolickim.

     Obecny papież Benedykt XVI, organizując spotkanie w Asyżu 27 października 2011 roku, w 25 rocznicę słynnego spotkanie międzyreligijnego zwołanego do tego miasta przez Jana Pawła II w 1986, zaprosił na nie intelektualistów – agnostyków i tak uzasadnił swoje zaproszenie: „Za ich niezdolność znalezienia Boga po części ponoszą odpowiedzialność ludzie wierzący z ich ograniczonym, a nawet fałszywym obrazem Boga. Tak więc i walka i kwestionowanie jest po części wezwaniem dla wierzących do oczyszczenia ich wiary, tak by prawdziwy Bóg stał się przystępny. Tak więc świadomie zaprosiłem ich tutaj na to spotkanie do Asyżu”. I Papież dodawał: ”Powinniśmy być razem w drodze do prawdy, powinniśmy podejmować decyzje w obronie ludzkiej godności i wspólnie angażować się na rzecz pokoju i przeciw każdej destrukcyjnej sile”.1 Mam wrażenie, że po raz pierwszy ludzie niewierzący i ich duchowe poszukiwania zostały potraktowane jako wspólna droga przez głowę Kościoła katolickiego. Czy taka postawa nie powinna określać naszej debaty na temat stosowania metody zapłodnienia in vitro? Czy nie jest rzeczą zastanawiającą, że tylko Kościół katolicki, ze wszystkich wyznań chrześcijańskich odrzuca ją jako niezgodną z zamysłem Stwórcy? Czy nie powinno nam dać do myślenia, że wielu teologów żydowskich (np. Elliot N. Dorff), chrześcijańscy (w tym wielu katolickich np. Charles Curran, Richard McCormick, Bernhard Haering) i muzułmańscy (np. Abduzazis Sachedina) dostrzegają w niej przejaw wierności człowieka Bożemu przykazaniu?

     Może warto przypomnieć tekstu Księgi Rodzaju, gdzie mamy dwie wersje stworzenia człowieka, jakby jedna była niewystarczająca, a może po prostu Autor biblijny uznał, że trzeba zachować obie wersje gdyż w każdej z nich skrywa się tylko część prawdy. Może dzisiejsza nauka umożliwiając pozaustrojowe zapłodnienie ludzkich komórek dopisuje swój własny, równie fascynujący rozdział do księgi Rodzaju? Najpierw: ”A wreszcie rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się” (Rdz 26-28) i następnie: „Wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą „ (Rz 2, 17). Oba obrazy są piękne, ale tylko przybliżają do tajemnicy narodzin. Podobnie metoda in vitro, jest jeszcze jednym obrazem przybliżającym do tajemnicy początku życia. Pełna prawda jest nam bowiem i zapewne nigdy nie będzie dostępna. Warto o tym w naszej debacie pamiętać.

1 http://www.vatican.va/holy_father/benedict_xvi/speeches/2011/october/doc... (dostęp 23 1 2012).

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (2 votes)