Niepłodność boli. Porozmawiajmy.

Kim jesteśmy?

Jesteśmy grupą wolontariuszy, złożoną z ekspacjentów. Każdego z nas dotknęła niepłodność. Zakończyliśmy już swoje leczenie, wciąż jednak pamiętamy jak to jest czuć się bezsilnym i samotnym. Przeszliśmy wiele trudnych dróg. Chcemy Ci pomóc przejść przez Twoje. Jeśli chcesz poznać nas bliżej zapoznaj się z naszymi wizytówkami:

Ania- koordynatorka
Mam na imię Ania, mam dwoje dzieci.
Dotknęła mnie niepłodność wtórna, o drugiego syna starałam się ponad cztery lata upadając i wstając, łykając witaminy i zalewając się łzami przy każdej ciąży wśród przyjaciół. Mój młodszy syn urodził się dzięki in vitro, po nieudanych inseminacjach, lekceważeniu nas początkowo przez lekarzy, nakazach "wyluzowania", niezliczonych zabiegach lekarskich, górach i dolinach, które pokonywaliśmy razem z mężem.
Ale tak naprawdę urodził się dzięki sile i miłości mojej rodziny.
Dziś jestem koordynatorką linii "pacjent dla pacjenta" Stowarzyszenia Nasz Bocian, sama nie prowadzę już rozmów, a tylko pomagam w funkcjonowaniu linii i kontaktach między wolontariuszami i pacjentami.
Nie wyobrażam sobie życia bez czarnej herbaty, psów i książek. Jestem nieuleczalną fanką "Teorii Wielkiego Podrywu" i filmów Disneya. Zawsze płaczę na „Zaczarowanej” ;)

Tatiana - psycholog
Jestem mamą trójki cudownych dzieci, o których mówią czasem „trójka jedynaków” gdyż rodziły się w dużych odstępach czasu. Taka jednak była nasza – wspólna z mężem świadoma decyzja, choć wiedzieliśmy z jakimi kosztami – czasowymi, emocjonalnymi, logistycznymi będziemy musieli się liczyć. Bo choć kiedyś myślałam, że chyba na mamę niezbyt się nadaję teraz uważam, że nie ma nic równie pięknego i emocjonującego jak macierzyństwo. Dlatego staram się jak tylko mogę pomagać tym dla których starania są trudne, obciążające i wyczerpujące. Pracuję z kobietami i parami od dziesięciu lat i wiem jak boli „chcieć i nie móc”. Z wykształcenia i pasji życiowej jestem psychologiem i staram sie aby psychologia była zwykłym ludziom jak najbardziej podporządkowana i przydatna. W Linii opiekuję się szkoleniem i rozwojem wolontariuszy oraz dbam o to aby oni dbali o siebie.
Uwielbiam spać i śnić, czytać (choć nie znoszę kolorowych „babskich” pism) i śmiać się z żartów rodem z Monty Pythona. Długo walczyłam o swoje szczęście i radość życia ale myślę, że wreszcie jestem na właściwej drodze.

Marta- wolontariuszka
Mam na imię Marta, jestem mamą najwspanialszej na świecie dziewczynki, żoną fantastycznego faceta i żywicielką leniwego labradora :)
Zostałam mamą dzięki in vitro IMSI. Droga do naszego szczęścia nie była łatwa, dwa programy ivf, dwa poronienia... Ta najtrudniejsza w życiu walka warta była każdej wylanej łzy.
Leczeniu zawdzięczam nie tylko córeczkę, dzięki niemu zbliżyłam się jeszcze bardziej do mojego męża, poznałam wielu fantastycznych ludzi, otrzymałam mnóstwo wsparcia - zarówno od moich bliskich, jak niemal zupełnie obcych mi ludzi. Dzisiaj jako wolontariusz linii chciałabym móc wesprzeć tych, którzy swoją walkę dopiero toczą.
Nie potrafiłabym żyć bez moich bliskich - rodziny i przyjaciół, uwielbiam dobre książki, dobre jedzenie, leniwe wakacje na wsi i swoje łóżko.

Kasia- wolontariuszka
Mam na imię Kasia. Cieszę się, że mogę w tym miejscu napisać coś o sobie :) Moje życie dzielę dziś na dwa: na "przed macierzyństwem" i na "wszystko co później". Moja córka wypełniła nam świat, uczymy się się przy Niej wszystkiego na nowo: kochania, patrzenia, słuchania, mówienia...
Leczenie było trudne. Diagnostyka, inseminacje, trzy programy in vitro, poronienie. Czas chaosu, niepewności, osamotnienia, rozbicia, upadania.
Dziś jestem silniejsza. Są sprawy ważne i ważniejsze. Wolontariat i linia to jedna z tych ważniejszych.

Sylwia- wolontariuszka
Mam na imię Sylwia. Lubię kino, muzykę, książki, słoneczne popołudnia, morze, świeżo zerwane z krzaka maliny. Niepłodność jest moją towarzyszką od wielu lat. Jej istnienie uświadomiłam sobie pewnego dnia, w pewnym gabinecie, w którym z ust lekarza usłyszałam, że „nie będzie lekko”. I nie było. Leczyłam się przez 7 lat, zmieniając lekarzy, kliniki, diagnozy. Upadałam i znów się podnosiłam. Brałam urlopy od starań nie potrafiąc znieść presji i wybuchowej mieszanki emocji. I był pewien wieczór, my we dwoje na kanapie, poważna i długa rozmowa zakończona decyzją, że próbujemy raz jeszcze, po raz ostatni. Chłopcy pojawili się w naszym życiu w momencie, w którym byłam już pogodzona z ewentualnym życiem we dwoje; poukładali nasz świat od nowa, wypełniając każdy dzień swą obecnością i niekończącym się szczebiotem.

Nasza niepłodność wiele nas nauczyła – pozwoliła inaczej spojrzeć na samych siebie, pokazała czym jest cierpliwość i pokora, uwypukliła w nas to, kim jesteśmy, na co nas stać. Dzięki niej poznałam wielu wspaniałych ludzi, nabrałam dystansu do wielu spraw, dowiedziałam się co jest dla mnie naprawdę ważne.
Wolontariat w linii „Pacjent dla pacjenta” to dla mnie naturalny wybór wynikający z chęci towarzyszenia tym, którzy wciąż są w drodze, którzy czasem nie mają siły się podnieść, którzy są pełni emocji, które wciąż doskonale pamiętam i które już na zawsze pozostaną częścią mnie.

Iwona- wolontariuszka
Mam na imię Iwona.
Do pewnego momentu w moim życiu wszystko było przemyślane i zaplanowane. Były studia na renomowanej uczelni, był mężczyzna mojego życia i była praca, właśnie taka jaką sobie wymarzyłam. Do pewnego momentu to ja rozdawałam karty... potem to się zmieniło...
Inni dalej planowali, zachodzili w ciąże, rodzili dzieci... ale u nas ciąży nie było. Po roku bezowocnych starań, doszły częstsze wizyty u lekarzy, monitoringi cyklu, potem inseminacje, jedna, druga, trzecia... bez skutku, czas mijał. Potem było ICSI, z którego pamiętam te niesamowite emocje, nawet bardziej niż zastrzyki i ból jajników. I pamiętam te nie dzielące się komórki i ta jedna, uparta, konsekwentna... nasz synek...
O drugiego maluszka było jeszcze trudniej... znowu przeszliśmy trzy inseminacje, potem pierwsze ICSI, cryotransfer, drugie ICSI (zupełnie bez transferu) i dopiero trzecie ICSI zoowocowało maluszkiem w moim brzuchu... drugim synkiem...
Niepłodność otworzyła przede mną drogę, której istnienia nie podejrzewałam, uczuliła mnie na krzywdę innych. To śmieszne ale dzięki niepłodności jestem wewnętrznie bogatszym człowiekiem i tym bogactwem chcę się dzielić pracując w wolontariacie.

Ania- wolontariuszka
Mam na imię Ania.
Swoje życie zaplanowałam już bardzo dawno temu. Miałam mieć długie kasztanowe włosy związane w koński ogon, śpiewać w "Gawędzie", grać na pianinie, skończyć szkołę, potem fajne studia, kilka języków obcych i podróże po świecie. Miałam zakochać się w przystojnym wysokim brunecie, mieć romantyczny ślub w pięknej sukience a potem domek pod lasem a w nim siódemkę dzieci...
Tak właśnie miała wyglądać ta bajka...
Więc jeszcze raz: Mam na imię Ania. Uwielbiam śpiewać i tańczyć, choć słoń nadepnął mi na ucho. Dlatego właśnie zbieram słonie i mam ich setki. Kocham bieszczadzkie Połoniny, szum morza i zapach San Francisco.
Nie mam dzieci. Jestem niepłodna.
Jestem szczęśliwą spełnioną kobietą, cieszącą się życiem i światem. Kochającą męża i przyjaciół. 
Wiem jak boli niepłodność. Wiem jaką ulgę przynosi uwolnienie się od tego bólu. Teraz, po latach walki umiem z tym żyć i nie uznawać tego za najważniejszą sprawę w moim życiu.
Zapraszam do rozmowy jak znaleźć się po drugiej stronie.

Misia- wolontariuszka
Mam na imię Misia.
Moja córeczka jest najpiękniejszym człowiekiem jakiego znam. Urodziła się dzięki ICSI i dawstwu komórki anonimowej Dawczyni. Gdy zobaczyłam córkę po raz pierwszy, jak wiele innych matek korzystających z dawstwa, poczułam, że takiego cudu nigdy nie zamieniłabym na dziecko z moich genów. Przez kilkanaście lat leczono mnie nieadekwatnie, bez postawienia właściwej diagnozy, wieloma terapiami hormonalnymi i alternatywnymi. Straciłam czas i wielkie pieniądze. Gdy w końcu padła diagnoza: choroba autoimmunologiczna, brak własnych komórek, załamałam się. Płakałam i przerwałam starania. Po upływie długiego czasu dotarło do mnie, że przecież mam macicę i kilka lat do czterdziestki, ujrzałam w dawstwie wielką i wzruszającą szansę. Walczyłam o szczęście bez wsparcia bliskiej rodziny, ledwo ciągnąc na pożyczkach. Dzięki komórce dobrej osoby - anonimowej kobiety, mojej miłości do przyszłego dziecka a może i pomocy "z góry", wygrałam.
Dzięki Linii mogę dawać innym możliwość rozmowy bez tabu, takiej jakiej pragnęłam gdy płakałam i zbierałam siły by wytrzymać.

Darek- wolontariusz
Mam na imię Darek.
Jestem ojcem wspaniałego dwulatka, dzięki ICSI.
Zostałem wolontariuszem, bo chcę i staram się pomóc.
Bo Ci, którzy walczą potrzebują cierpliwych i jasnych komunikatów: miłość do dziecka nie jest wstydem, determinacja nie jest wstydem, pragnienie zostania rodzicem nie jest wstydem. Niepłodność trzeba odkłamać, bo doświadczają jej ludzie bez względu na pochodzenie, wyznanie, płeć i światopogląd. Biedni i bogaci, bezrobotni i zatrudnieni, katolicy i ateiści.
Zabrzmi to przewrotnie, ale niepłodności zawdzięczam wiele.
Dzięki niej, poznałem wszystkie odcienie czerni i bólu, zdefiniowałem swoje życie od nowa i poznałem smak czegoś więcej niż największa miłość i szczęście.
Dostałem od losu blondwłosego smarka, cudownego syna. Gdzieś głęboko czuję, że muszę coś losowi dać od siebie.
Jeśli chcesz porozmawiać o niepłodności z mężczyzną, jestem do Twojej dyspozycji.

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować i porozmawiać, kliknij TUTAJ.