punkcja

wizyta, punkcja w poniedziałek.

Witam Was, kochane !
Do in vitro podchodzę na własnym cyklu, troszkę jedynie stymulowanym clostilbegyt x5. Dwa pęcherzyki. W poniedziałek 10mm i 12mm. Dzisiaj 12mm i 14mm. Małe, ale wyniki hormonów dobre także jeśli utrzymają się pęcherzyki w poniedziałek jedziemy do Warszawy na punkcję.
Dostałam zastrzyki: menopur600j.m, orgalutran0,25mg.
Bardzo wzrósł mi estradiol (12.01 był poniżej 5) 508,3. Wszystko wskazuje na to,że mimo to,że jajeczka małe to może coś tam się skrywa.

Po punkcji, czekam na transfer

Punkcja minęła mi szybko, już jestem chyba uzalezniona od narkozy ;) brzuch już w miare, chyba mi sie rozciagnal po laparoskopiach i wczesniejszym ivf ;) ale nie mogę spać ostatnio... stresuje mnie to ze zarodki sa gdzies daleko ode mnie.. wiem, że mają cieplutko w inkubatorze, ciągle o nich mysle, ale jakos mi z tym nieswojo.. kazali czekać do piątku.. oby się zdrowo tam rozwijaly. Czekam na was i jadę po was już pojutrze maluchy, trzymajcie się!

Po punkcji

I po bólu. Pierwszy raz było mi nie dobrze i słabo po zabiegu. Byliśmy pierwsi dzisiaj. Szybko poszło.Pobrano 13 komórek, zapładniamy wszystkie. Poczułam ulgę pomieszaną z paniką, bo z jednej strony cieszę się, że ta cała stymulacja za mną, a z drugiej strony uświadomiłam sobie, że to koniec in vitrowej przygody. Słabo mi się robi jak pomyślę, że trzeba będzie zrobić test ciążowy, z całego serca ich nienawidzę. Jedyne, które regularnie oblewam nie tylko moczem.

Za dwa dni punkcja

Dzień punkcji zbliża się wielkimi krokami. Ostatnia na 90 % punkcja w moim życiu. Emocje są, ale bez porównania do tych poprzednich. Jestem bardzo spokojna, zastrzyki mogłam robić na śpiąco zero emocji, jak mycie zębów. Pierwsze podglądanie po 6 dniach a tam estradiol 221, pomyślałam, że się nie wystymuluje na tym długim protokole. Bardzo się zaskoczyłam, gdy na kolejnych wizytach było, 800, 1800, a kończymy stymulacje na 3600. To prawie dwa razy tyle co na krótkim. Endometrium prawie 12 mm. Lekarz zadowolony, ja ze zmiany lekarza też. Czułam się zaopiekowana, wszystko było jasne i czytelne.

W oczekiwaniu na Wtorek

Sobotnia punkcja była trudna, sam doktor mówił,że szału nie było. Wystymulowałam się słabiutko przez tą endometriozę. Pobrano 2 komórki. Dziś przemiła pani embriolog zadzwoniła z wiadomością, że zapłodniona jest jedna komórka.
1.
To mało, ale przecież to więcej niż do tej pory. Transfer we wtorek, aczkolwiek po punkcji czuję się fatalnie,brzuch jak balon, kłucie w dole bzucha (pęcherz??), wczoraj zgięta w pół. O hiperce raczej nie ma mowy, lekko plamię też (Widzę na patyczku od luteiny).

Po punkcji

Jesteśmy w zdalnej ciąży :).
Tak szybko minęła mi ta stymulacja. Nie zaczytywałam się całe dnie co i jak, tylko zastrzyk leki i do przodu. Jedna wizyta, druga, zastrzyk ovitrell i punkcja. Jechałam nastawiona, że będzie jak ostatnio, czyli krótkie uczucie jak po imprezie. Po wejściu do kliniki miałam wrażenie dnia świstaka, heloł, ale to już było, nawet łóżko dostałam to samo. Później zakładanie wenflonu, siup na łóżko, coś podał bardzo sympatyczny pan anestezjolog, zrobiło się miło, embriolog zapytał o dane coś tam wydukałam, miły pan po prawej stronie życzył miłych snów. Obudziłam się po 15 min. i już nie było miło. Ledwo zeszłam z tego ustrojstwa, i na sali nie mogłam się dobudzić. Kręciło mi się w głowie, brzuch bolał, nie było tak lekko jak ostatnio. Okazało się, że udało się pobrać 17 komórek. No i co z tego jak mogą zapłodnić 6. Resztę oddałam, ja mogę mieć swoje komórki, żal mi kobiet które, zmagają się z niepłodnością i jeszcze muszą liczyć na komórkę dawczyni. Niech na coś ta moja walka z wiatrakami się przyda. Czekamy na telefon w piątek z labu i zobaczymy. Powiedziałam lekarzowi, że teraz to już muszą zrobić same ładne blastki :) Jestem ciągle dziwnie spokojna, teraz w klinice dzieje się magia i proszę o iskrę życia od Boga dla naszych dzieci, które już kocham całym sercem.

Jutro druga punkcja

Jutro druga punkcja a ja w kompletnym proszku. Na pierwszą ciuchy i plan działania miałam przygotowane 3 miesiące przed. Teraz - przegrzebuję szafki zastanawiając się co mi się jeszcze może przydać. Brzuch trochę ciągnie i stresu trochę jest ale w ogóle nie czuję, ze zabieg już za kilkanaście godzin.

największy stres - żeby komórki były dobrej jakości - z tym jest u mnie problem. Zobaczymy... Chcę to mieć za sobą.

Pierwsze pobranie

Dziś rano wstaliśmy z M bardzo wcześnie i w Pierwszy Dzień Wiosny udaliśmy sie do naszej kliniki na pobranie.
Jako, że to był moj najpierwsiejszy raz, strasznie sie denerwowałam. A gdy człowiek sie denerwuje a do tego jest glodny to najgłupsze myśli przychodzą do głowy. Czy w ogóle bedzie co pobierać. Czy na pewno wzięłam zastrzyk o dobrej godzinie a moze pominęłam jakies leki po drodze. Na szczęście cudowny zespół w naszej klinice załatwił wszystko szybko i sprawnie.

Punkcja

I już po punkcji, pobrali osiem jajeczek, ale Profesor powiedział, że są różnej jakości. Czekam na telefon jutro, które z nich okazały się dobre i oby takowe były.
Wszystko trwało krótko, narkoza przyjemna i w sumie spałam z 15 minut. Szpital w Białymstoku czyściutki. Jedyne co mogłoby być lepiej, to bardziej sympatyczne niektóre salowe, bo jak mnie jedna pogoniła po przebudzeniu żeby zwalniać łóżko, to prawie zasłabłam i musiałam znowu do niego wracać.

Jutro punkcja.

Za 12 godzin będę może już po? Jutro punkcja, kilkanaście jajek wyhodowanych. Co spakowałam?

dowód
wyniki badań
dokumenty invitrowe
koszula
naładowana mp3
naładowany telefon
puchate skarpetki
buteleczkę z wodą, ciastka zbożowe, jogurt do picia - na później
bluza dresowa rozpinana - szlafroka nie biorę, w nim się czuję taka... chora.

Kciuki mile widziane :)

Subskrybuje zawartość