invitro

ODLICZANIE

Zaczęliśmy odliczanie.. po kwietniowym falstarcie (przygotowania do crio przerwane w ostatniej chwili), tym razem na pewno się uda. Uda się zabrać maleństwo, ale czy ono zostanie z nami?

Nie myślę o przygotowaniach, nie czekam na transfer, robię to automatycznie, bezemocjonalnie, wplatam między codzienne obowiązki.

To na co czekam, to wynik bHCG.Jeszcze trochę tego czekania zostało, prawie 3 tygodnie. Ale już czekam.

I znowu się boję.

NIE MA NUDY

Ledwo co podjęliśmy decyzję o powrocie po jednego z naszych mrożaczków, myśląc o tym, że może gdzieś w okolicach Wielkanocy.. a wydarzenia szybko nabrały tempa.

WRACAMY DO WALKI

Klamka zapadła, badania zrobione, przed nami criotransfer. Chcemy mieć więcej dzieci, więc nie można tego odkładać. Czekają na nas trzy mrożaczki - mam nadzieję, że któryś z nich zdecyduje się z nami zostać. A może więcej niż jeden?..

A więc wracamy...
Hej, przygodo!

TRANSFERUJEMY :) już jutro ....!!!!

Dawno nie ucieszył mnie tak żaden telefon z żadnej kliniki :)
zadzwonił dziś embriolog
Mamy 5 komórek zapłodnionych z 6 sztuk ( tyle tylko można)
W dniu jutrzejszym podadzą mi dwa zarodki - 3 dniowe. Tak zadecydowałam.
Była opcja czekania do 5 doby i wtedy podaliby 1 zarodka.
Ale sugerują jutro przyjąć dwa.
Nigdzie im tak nie będzie dobrze jak w mym łonie :)))) w naturalnym środowisku :)))
Cieszę się ogromnie - chociaż wiem, że przede mną najtrudniejszy czas
NIE WAŻNE !!

CIARY, emocje, podekscytowanie.... MAŁPO przybywaj !

Już odliczam.
Już chwila.
Jeszcze nigdy z taką niecierpliwością nie czekałam na okres.
Decyzja o podejściu procedury jeszcze w tym miesiącu przewróciła całe moje życie.
Jeszcze ta odległość :) 400 km dojazdu do kliniki - no lepiej sobie tego nie mogłam wymyślić
Ale warto. Na pewno będzie warto.
Staram się myśleć pozytywnie.
Nie zwracać uwagi na statystki, badania, procenty. Zdecydowałam się na procedurę, która zaoowocuje u mnie upragnioną ciążą. Koniec KROPKA :)
Za miesiąc będę już w ciąży !!!
Innej myśli nie dopuszczam !

Teraz wszystko w naszych rękach
1. DIETA

NASZ CZAS

Nie przestaje być pięknie.

Wokół wszyscy udzielają dobrych rad, że za dużo nosimy, tulimy, że za bardzo rozpieszczamy.. nie wiedzą.

A my łapiemy każdą chwilę, każdy uśmiech. Nasze życie jest tu i teraz. Na to czekaliśmy, o to walczyliśmy i nie oddamy z naszego szczęścia ani minuty, ani sekundy!

Nasza Kruszynka pięknie się rozwija, jest wesoła, energiczna, może trochę mniejsza niż rówieśnicy, ale nasza, najukochańsza.

Czas mija, a mój M. wciąż śpiewa naszej córeczce na dobranoc "kocham cię najbardziej na świecie", a ja nieustająco wzruszam się, gdy to słyszę.

RADOŚĆ

Jeszcze jest dużo czasu, jeszcze wszystko się może zdarzyć, ale ta mała istotka już sprawiła tyle radości tak wielu osobom.

Trzymaliśmy w tajemnicy do końca pierwszego trymestru. Potem rajd po rodzinie. Najpierw moi rodzice, uradowani, ale niezbyt wylewni, radość widać w oczach i gestach. Mama wyznała mi, że bała się, że nigdy nie będziemy mieć dzieci.

Potem rodzice M. Dla nich jeszcze większa niespodzianka, gratulacjom nie było końca, z wrażenia nie mogli spać całą noc. Następnego dnia zasypali nas przepełnionymi radością smsami.

JAK TO BYŁO

Jako że kończę właśnie pierwszy trymestr, postanowiłam przygotować wpis w którym podsumuję początek mojej ciąży. Był przepełniony lękiem, ciągłą obawą, że ten cud nagle się skończy. Mam nadzieję, że tym wpisem dodam otuchy dziewczynom w podobnej sytuacji - bo wiem jak bardzo potrzebowałam wówczas tej otuchy i przekopywałam internet w poszukiwaniu informacji.

A więc tak - był transfer, piąty, świeżej blastocysty. Było relanium i odpoczywanie.

OBAWY

Pan doktor uspokoił mnie tak skutecznie, że nawet pojawiające się od tygodnia plamienia nie są w stanie mnie przestraszyć.. Owszem, byłam na wizycie kontrolnej, owszem, odpoczywam więcej..

Dziś od rana siedzę w pracy, trochę porządkuję biurko, podsumowuję różne sprawy. Jutro mam wizytę - może na niej okaże się, że kolejne dni spędzę na zwolnieniu lekarskim?.. W pracy przyjemnie - chłodno i spokojnie.

ZAWSZE MOŻNA ZNALEŹĆ POWÓD DO ZMARTWIEŃ..

Byłam na wizycie u ginekologa - pan doktor obejrzał fasolkę, pomierzył, pogratulował ciąży, zapewnił, że wszystko wygląda wzorowo i nie ma się czym martwić. Że mam natychmiast iść do księgarni, kupić wciągające książki NIE O CIĄŻY, jechać na urlop, wrócić za dwa tygodnie na kolejną wizytę..

Tymczasem ja porównuję zdjęcia usg z dwóch wizyt i zamartwiam się, że zarodek rośnie ładnie, ale przyrost ma w dolnych granicach normy...

Oczywiści nic nie mogę. Jedyne to się nie martwić. Łatwo powiedzieć...

Subskrybuje zawartość