starania

witam w nowym roku:)

No i mamy 2011 rok:D zycze wszystkim aby byl to rok spelnionych marzen i nadziei :) chce wierzyc i ufam ze wlasnie taki bedzie dla mnie:) z takim wlasnie nastawieniem go zaczynam :)

wredność ludzi

Wczoraj byłam na urodzinch u teściowej, zresztą nie lubianej przezemnie,bo uwielbia tylko brata mojego M. i jego dzieciaki a nas trakutuje obojętnie, ponieważ nie mamy dzieci. Nawet nie pyta jak idzie nam leczenie ale miajsza z tym. Była również rodzinka brata M. jego żona i dzieci. Mały ma 3 lata a mała 5 miesięcy, jak patrzyłam na nią to widziałam swoje wymarzone dziecko a wszystko dlatego że szwagerka zaszła w ciąże wtedy kiedy ja miałam HSG pamiętam jak się załamałam jak do nas zadzwonili. Na imprezie również była obecna matka szwagerki i to jej tekst zbił mnie z nóg.

załamanie

Witam was serdecznie po bardzo długiej przerwie. Jak wcześniej pisałam straciłam 2 aniołka i myślałam,że się po tej stracie podniosłam ale niestety nie.
Przeszłam siną depresję i wylądowałam u psychologa. Teraz jest już lepiej ale jeszcze cały czas płaczę na widok dziecka. Jest mi bardzo przykro. Najcięższe chwile przeszłam 9 listopada, ponieważ był to termin narodzin pierwszego aniołka :-( na razie nie ma przełomu w leczeniu, nie mam siły. Niech to wszystko toczy się swoim torem. Bardzo, ale to bardzo boję się tych Świąt. Będą smutne :-(

wyznanie

Muszę się do czegoś przyznać. Ciągle odwlekam mój telefon to kliniki, jakby samo umówienie się na wizytę było juz wyrokiem. Wynajduję tysiące powodów do przełożenia tego na przyszły cykl jednocześnie licząc na cud i samoistne rozwiązanie problemu. Jestem tchórzem, pieprzonym trzórzem, boję się tego co usłyszę więc siedzę na tyłku i ryczę, że znowu się nie udało. Jestem cyniczna. I tylko tyłek mi rośnie od nadmiaru węglowodanów zjadanych na pocieszenie. Kurcze czemu to wszystko jest takie trudne.

budzi się nadzieja...

Po kolejnej wizycie u gin.zmiana leczenia.
i nowa nadzieja....
boję się ją pochwycić....boje się rozczarowania-kolejnego.
Wiem trzeba byc dobrej myśli-ale chyba juz nie umiem wierzyć:(
poprostu przyjmę to co da nam los....

po przerwie

Pomału doszłam do siebie po stracie 2 aniołka, pierwszego straciłam po moich urodzinach a 2 po urodzinach mojego taty. Moi rodzice nic nie wiedzą, jedynie moja przyjaciółka i M wiedzą o tym co przeszłam. Nawet na razie nie poszłam odebrać wyników. Doszłam dziś do wniosku, że skoro dzidzi nie ma to idę dalej na studia podyplomowe. Akurat okazała się że w pracy mamy taki program i nam dofinansują :-) a wiec poniosę tylko koszty dojazdu i materiałów więc może z tys. złotych a firma dofinansuje mi czesne to prawie 4 tys. zaoszczędzę.

Wracam

Po długiej nieobecności spowodowanej brakiem czasu,wracam. Wracam na łono Bociana i poznaję jego nową odsłonę. Jeszcze się gubię ale mam nadzieję, że uda mi się szybko opanować nowy wygląd forum :)
Podjęliśmy decyzję, zaczynamy starania o rodzeństwo dla Amelki. Amelka ma juz 2lata i 7 miesiecy. Jest bardzo madrą i pogodną dziewczynką, a do tego rozgadaną :)
Jesteśmy na etapie pierwszego cyklu starań, ale po wcześniejszych doświadczeniach jest we mnie dużo strachu, obawy czy damy radę, jak pójdzie tym razem, czy uda sie tak po prostu, czy znowu będą hormony , leczenie. Czas pokaże.

i jedna kreska.....2 wizyty u ginki,a @dalej brak:(

nie było mnie przez chwilę-musiałam nabrac oddechu-pomyślęć chwilkę.
Jest mi trudno-myślalam ze castagnus da mi większą nadzieję-ustabilizuje mi choć troszkę cykl-ale nic z tego.
Jak zwylke test pokazał 1 kreskę:(
byłam już na 2 wizytach u mojej ginki-
kazała odstawić mi wszystkie leki i witaminy,i nawet nie wywoływała mi @-i wysłała na masę badań.
a mężusia do androloga-zmiejszona ruchliwość.
Będą wyniki-to podejmiemy decyzję co dalej.....
Czuję się jak jajko---które nie wie w jaką stronę się potoczy....

bezradanośc

Witam! miałam 3 nieudane inseminacje nigdy nie byłam w ciąży, nawet nigdy okres mi się nie spóźnił. Walczymy już około 4 lat, badania męża ok, moje przeciwciała przeciw witce plemnika ++,leczę się w Lublinie u dr Wdowiaka od stycznia tego roku, ale bezskutecznie odbieram wrażenie ze doktor nie wie czemu nie mogę zaciążyć i zaproponował mi leczenie tych przeciwciał sterydami- zgodziłam się bo bardzo chce mieć dziecko.

nadzieja umarła

Dziś rano obudziłam się w wielkiej kałuży krwi M. sie strasznie przestraszył, ale ja już przeczuwałam to wczoraj że z tej ciąży nic nie będzie niestety. Umyłam się i pojechaliśmy do szpitala tak jak myślałam zrobili mi USG i niestety było już po wszystkim. A więc Bóg zabrał nam 2 anioła do siebie, dokładnie pół roku temu zabrał pierwszego. Jestem załamana i chyba naprawdę muszę iść do psychologa. Cały dzień płaczem razem z M. ale się nie poddamy.

Subskrybuje zawartość