ICSI

nieudane ICSI

Nie mam juz sily....trasfer sie nie przyjal. Odstawaim leki czekam na okres.
Dlaczego sie nie przyjął ?Czy moglam cos wiecej zrobic ?Moze akuputura, moze nacięcie otoczki przejrzystej zarodka? Dlaczego nic z tego !!!!!!!!!!:(

Życie po in vitro

Trzy programy, 5 transferów, 6 zarodków, trzy ciąże, dzieci zero. Ostatni czerwcowy transfer był pełen nadziei, taki spokojny. Wystawiałam brzuch do słońca, jadłam słodkie ( bo przecież dzieci lubią :) , pokazywałam świat, śpiewałam piosenki, nawet pokusiłam się o zaczarowanie losu czerwoną bransoletką z małym srebrnym wózeczkiem "na szczęście". 6 dpt nie wytrzymałam zrobiłam test ciążowy. Jak wyjdzie to super, a jak nie to nic skomplikowanego. Nasikałam i przerażona uciekłam do sypialni hehehe.... Leżę i rozkminiam zobaczyć czy nie.

Transfer nr 4

Z 13 pobranych komórek 10 było dojrzałych, a 8 się zapłodniło. Na transfer jechałam w dobrym nastroju i przekonywałam samą siebie, że będzie dobrze. Powtarzałam se będzie 5 zarodków (lubię strzelać :) trafiłam w cyfrę zapłodnionych komórek ). Przed transferem, szybkie badanie czy nie mam zbyt dużej kurczliwości macicy, wręcz wcisnęłam się na siłę pomiędzy innym pacjentkami rozebrałam się w locie, bo do transferu zostało 10 min, wyszło ok. Biegiem na dół, znowu się rozebrałam, szybki zastrzyk w tyłek.

Po punkcji

I po bólu. Pierwszy raz było mi nie dobrze i słabo po zabiegu. Byliśmy pierwsi dzisiaj. Szybko poszło.Pobrano 13 komórek, zapładniamy wszystkie. Poczułam ulgę pomieszaną z paniką, bo z jednej strony cieszę się, że ta cała stymulacja za mną, a z drugiej strony uświadomiłam sobie, że to koniec in vitrowej przygody. Słabo mi się robi jak pomyślę, że trzeba będzie zrobić test ciążowy, z całego serca ich nienawidzę. Jedyne, które regularnie oblewam nie tylko moczem.

Za dwa dni punkcja

Dzień punkcji zbliża się wielkimi krokami. Ostatnia na 90 % punkcja w moim życiu. Emocje są, ale bez porównania do tych poprzednich. Jestem bardzo spokojna, zastrzyki mogłam robić na śpiąco zero emocji, jak mycie zębów. Pierwsze podglądanie po 6 dniach a tam estradiol 221, pomyślałam, że się nie wystymuluje na tym długim protokole. Bardzo się zaskoczyłam, gdy na kolejnych wizytach było, 800, 1800, a kończymy stymulacje na 3600. To prawie dwa razy tyle co na krótkim. Endometrium prawie 12 mm. Lekarz zadowolony, ja ze zmiany lekarza też. Czułam się zaopiekowana, wszystko było jasne i czytelne.

Długi protkół

Długi protokół jest naprawdę długi :). Poprzednio przy krótkich, to było rach ciach i po wszystkim. Średnio stymulacja trwała około 10 dni. Teraz 21 dni brania tabletek antykoncepcyjnych, bałam się jak zareaguje, ale było super nic mnie nie bolało, jakby endometrioza poszła precz. Zastrzyku z diphereline nie mogłam się doczekać, troche masochistyczna jestem :). Dostałam dawkę która wystarcza na 4 tygodnie i tu się zaczęło, uderzenia gorąca, mdłości i okropny ból głowy męczy cały czas, do tego cały czas plamię. Okres dostałam w zeszłą niedzielę, a od czwartku plamienia.

Po przeczytaniu skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą :)

Kobiety, które chorują na endometriozę, wiedzą, jak to jest, jak co miesiąc wybucha granat w brzuchu, robi się on dwa razy większy niż normalnie, jest wzdęty i bolesny. Milion leków przeciwbólowych, a ulga na 1 godzinę. Pomogła mi laparoskopia, przyniosła dużą ulgę, zaczęłam funkcjonować normalnie. Niestety dwie stymulacje, wysoki etsradiol, zrobił swoje i zaczęłam znowu źle się czuć. Ważę około 54 kg, a mój brzuch, żył, własnym życiem. O kolejnej laparoskopii na razie nie myślę i zaczęłam szukać, co może mi pomóc, bez użycia skalpela.

Do trzech razy sztuka

W sumie to nawet nie wiem od czego zacząć, ale wiem, że muszę to z siebie wyrzucić bo się uduszę. Dwa nieudane protokoły, trzy transfery i d...pa. Oczywiście, że jest mi żal, że się nie udało, żal moich blastek, moich kuleczek kochanych, ale najbardziej, teraz z perspektywy czasu, żal mi nas. Tyle jeżdżenia, zastrzyków, tyle stresu na NIC. Rzygam już od ciągłego zadręczania się pytaniem "Dlaczego ?" ,może warto by było zacząć pytać siebie "Po co ?", niestety jeszcze nie ten etap sorry....

Bilans

Wolna niedziela od dawna, ostatnio ciągle, albo w pracy, albo na szkoleniu, na zebraniu (uroki pracy w korpo), po drodze klinika leczenia niepłodności, a to wszytko w odległości od siebie 300 km. Wstałam, o której mi się zamarzyło, bez pośpiechu wypiłam kawę, oglądając ulubiony program o urządzaniu mieszkań (mąż zawału dostanie jak mu powiem, że chcę ścianę w salonie zmienić). Posprzątałam, upiekłam ciasto ehhh... ale gdzieś w głowie ciągle myślę tylko o jednym, jak my wszystkie tu o dziecku. Od ostatniego nieudanego transferu, ciągle je porównuje tzn. te dwa podejścia.

Co robić ?

Siedzę, czytam o różnych dietach, suplementach, co zrobić, co może zbadać jeszcze aby w końcu się udało. I wiem, że nic nie wiem. Nie mam siły na to, a jednak czuję, że powinnam COŚ zrobić. Tylko no właśnie co ? Proszę o radę, czy stosowałyście przed transferem ? przed stymulacją ? jak radzicie sobie z bólem, endometriozą ? Z góry dziękuję za odpowiedź.

Subskrybuje zawartość