in vitro

Damy sobie trochę czasu

Już emocje uspokojone.Po miesiączce mam się stawić do kliniki, nie wiem czy doktor będzie chciał już teraz zaczyna kolejną stymulację.Ja wolałabym się wstrzymać do stycznia.Grudzień nie jest dobrym miesiącem,pracuję w handlu.W handlu z tych cięższych,tych gdzie zawsze jest mnóstwo pracy i dźwigania.

Wczoraj zaparłam się wyszłam z domu i poszłam biegać.Okazuje się że choć pupka przytyła sporo bo aż 6 kg, to biegać jeszcze potrafię.
W wakacje byłam na diecie Dukana, udało mi się schudnąć 8 kg.W momencie jak zaczęliśmy planować in vitro, odpuściłam dietę.

Brak podziału

Dziś o 9 miał się odbyć transfer jednej , jedynej zapłodnionej komórki.Godzinę przed wizytą zadzwoniła embriolog, że komórka nie podzieliła się.Transferu nie będzie.
Serce mi pękło, pierwsza próba, pierwsze rozczarowanie,pierwsze łzy.

Ale to nie koniec drogi, nie poddamy się tak prędko.
Choć w sercu smutek,będę walczyć ze zdwojoną mocą.

Jutro transfer

Wczoraj była punkcja, pobrano 7 jajeczek.Dziś otrzymaliśmy telefon że do zapłodnienia nadawały się 3, a przyjęło się 1.Jutro o 9 transfer.Oby to jedno było tym na które czekaliśmy tyle lat.Oby to jedno dało nam szczęście i spełniło marzenia.

Od wczoraj przyjmuję luteinę dopochwowo i pod język.Mam wrażenie że ta dopochwowa się nie wchłania.Gdy aplikuję kolejne tabletki to w środku są jeszcze te z wcześniejszej aplikacji.

Już jutro! OBY!

Nasza droga do dziecka.

Jeszcze miesiąc temu szukałam w pamiętnikach historii par, którym się udało zajść w ciążę w wyniku przeprowadzenia procedury in vitro. Nie wierzyłam, że będę kiedyś należeć do tego szczęśliwego grona, ale odnajdywałam w nich pocieszenie.

Jutro punkcja

Wszystkie zastrzyki zaaplikowane.Dziś o 20:00 tabletka, a jutro rano o 7 punkcja.Nie ukrywam że się denerwuję.Chciałabym mieć już to za sobą.Zastrzyki przyjęłam dobrze, żadnych zmian nastroi, hormony nie szalały.Dziś za to skumulowało się wszystko z wcześniejszych dni,że bez kija nie podchodź.Jeśli ktoś to przeczyta to może doradzi, co powinnam zabrać ze sobą na punkcję.I jak Wy to zniosłyście.Jakieś boleści,plamienia? czy inne objawy? będę wdzięczna

Nasz Dzien Dziecka

Mimo, ze Nastusia jest z nami juz 9,5 miesiaca, to nie zmienia sie nic.
Nic w mojej glowie.
Nadal jestem nieplodna.
Nadal nie moge zajsc w ciaze.
Nadal jestem matka 3 Aniolkow w niebie i jednego na ziemi.
Nadal mysle o tym, ze nasza Coreczka Matylda konczylaby w tym roku 6 lat.
Dzis przypomnialam sobie jak pojechalismy ją zarejestrowac USC...
Wywarlo to na mnie tak sile wrazenie ze nie bylam w stanie zrobic tego juz ani razu wiecej.
Nastusie rejestrowal Maz...
Tak dzien jak dzis. Nasz Dzien Dziecka wzmaga we mnie te wszystkie mysli emocje i wspomnienia.

Teraz wiemy że będzie dobrze :)

Witam się po przerwie :) Co się u na działo?

A no zostaliśmy małżeństwem <3 Wyszłam za najlepszego faceta na świecie, za mojego przyjaciela i obrońcę. Za faceta który zrobi wszytko żebym była szczęśliwa <3 Ślub wyszedł cudownie i magicznie. Wszytko wyszło idealnie <3
Byliśmy na Rodos w podróży poślubnej. Było nieziemsko <3 To był jak do tej pory najpiękniejszy lipiec naszego życia <3

A teraz czas na spełnienie kolejnego marzenia <3

28 sierpnia stawiamy się w klinice na pierwszej wizycie dotyczącej in vitro <3 Teraz wiem że będzie dobrze. I zajdę w ciążę.

11 TC

Ma 4 cm długości, macha rączkami i nóżkami. Chyba mu się podoba ;-)

Wróciliśmy z urlopu. Czuję się już dobrze, tydzień temu skończyły się nudności i zaczął wilczy apetyt. Waga idzie w górę i brzuch już się zaokrąglił. Trochę mnie to przeraża, bo wcześnie, bo rodzina jeszcze nie wie. Ale jak mnie zobaczą, to pewnie się domyślą :-)

Ostatnia droga...

Czy można powiedzieć, ze jestem nieszczęśliwa? Raczej nie. Mam swoje dziecko, mam córeczkę za która dziękuje każdego dnia. Ale czuje się zagubiona w tym wszystkim. Machina znowu ruszyła. Jak stanęliśmy znowu w klinice, to zaczął bolec mnie z nerwów brzuch. Mam z tamtąd i dobre i złe wspomnienia. Ale robimy to dla naszego jedynego mrozaczka. Mamy już rozpisane badania. Niestety koszty znowu są bardzo duże. Lekko wydamy około 3 tysięcy. Lipiec mamy jeszcze wolny. W sierpniu po niego wracamy. Ostatnia w nim nadzieja na rodzeństwo dla córeczki. Mój M.

In vitro

Tyle lat staran o dziecko.
Tyle wzlotow i upadkow.
Tyle strat i zniszczonych nadzieji.
Tyle zniszczonej samooceny.

W koncu sukces. Jest Maluch.

Czy to mozliwe, ze te wszystkie lata i przezycia zmienily nas na tyle, ze jestesmy sobie obcy?
Czy to mozliwe, ze teraz gdy powolalismy na swiat te Mala Istotke ona dozna krzywdy?
Czy to mozliwe, ze jak patrze na mojego meza to widze kogos innego? Czuje do niego nic innego jak tylko nienawisc.

A moze te lata zamglily mi oczy? Moze moim celem bylo dziecko bez wzgledu na wszystko?
A moze nie chcialam widziec tego jak bylo na prawde?

Subskrybuje zawartość