Wczoraj odwiedzili nas znajomi z cztero miesięcznym synkiem Stasiem (cudowny szkrab). Po pewnym czasie rozmowa zeszła na temat pieniędzy. Dodam tylko tyle, że do biednych nie należą. I zaczęło się… narzekanie jak drogie jest utrzymanie malucha min. 2000 - wózek, 1000 - fotelik, 500 - szczepionki, 50/tyg. - pieluchy, ? - ubranka, kosmetyki, zabawki i inne gadżety. OK. zgodzę się, że to nie mało, ale trzeba mieć tupet żeby przy niepłodnych narzekać na takie wydatki. Czy to miało nas zniechęcić? Czy jak nie mam dziecka to mam być szczęśliwa, że pieniądze zostają w kieszeni?