codzienność

:)

M: Bo takie adoptowane dziecko nie będzie ze mną spokrewnione. Jak ja go nie pokocham?

Ja: A ja też nie jestem z Tobą spokrewniona a mnie kochasz, a Twoja ciocia Irka jest a Jej nie kochasz...

M: A jak to będzie dziecko PIJAKA?
Ja: Ja też jestem dzieckiem pijaka
M: Nie mów tak
Ja: Ale to prawda...

M: Nie będzie miało ze mną więzów krwi!
Ja: Mój ojciec ma ze mną więzy krwi a jest dla mnie zupełnie obcym człowiekiem

M: Bo Tobie jest łatwiej, bo Cię ojciec w dzieciństwie porzucił!

Życie jest bardziej niesamowite niż nasze najdziwniejsze o nim wyobrażenia...

Dobranoc ;)

Mój synek

Od pewnego czasu Małpka bardzo potrzebuje miłości. Tak bardzo, bardzo, że czasem nie mam już siły by Go zapewniać, że kocham. Zasypiając tysiąc razy wyznaje, że nas kocha. I czeka na wyznanie z mojej strony. Wisi ciągle na mnie i domaga się uwagi i obecności. Śpi spokojnie tylko gdy przy Nim jestem. Patrzę na Niego i zastanawiam się co w tej małej główce siedzi. Jak to serduszko obawia się kochać, jak obawia się zaufać. Jak bardzo pragnie wierzyć, że to co ma to ma na zawsze. Mama, która kocha. Tata, który spełnia zachcianki.

Sama i czasem samotna...

Jestem przybita, dzieci mają dzień wyjca. Wiszą mi na nogawkach spodni i wyją, jęczą albo dla odmiany drą się w niebo głosy. Mam dość na dzisiaj, trudno mi nawet skupić myśli i sklecić sensowną myśl. Nie mogę się dogadać z mężem, w zasadzie wcale nie rozmawiamy. On albo gra albo śpi po pracy.

Plany na przyszłość

Ostatnio było mi bardzo ciężko. Może to zmęczenie bo Małpka miał okres buntu, wrzaski i wycie niemal non stop. Głowa pękała. Zupełnie nie wiedziałam o co chodzi. Któregoś dnia instynktownie Go przytuliła i powiedziałam, że Go kocham. Przestał płakać. Zaczęliśmy rozmawiać i tak o to znalazłam remedium na Jego wycia. Nagle uświadomiłam sobie, że On te kryzysy ma zawsze w tych terminach gdy zmieniał opiekunów. Trafił do nas na stałe w czerwcu. A w styczniu do PO. I tak dwa razy do roku mamy okres wzmożonego napięcia u Małpki. Wtedy źle śpi, całą noc pilnuje czy jestem obok.

Trudy, troski i tęsknoty. . .

Każdego dnia mierze się z własnym macierzyństwem, nie jest to proste. Nigdy nie planowałam wielodzietnej rodziny. Wszystkiego jednak się zmienia. Dzieci są moją największą radością. Bywa ciężko, maluchy chorują, wtedy są głośne, stękające, wciąż któryś siedzi u mnie na rękach. Bywam zła, niewyspana. I zawsze gdy patrzę na maluchy serce mi mięknie, słyszę słodkie oddechy podczas snu, śmiech gdy wspólnie się bawią, rozmowy które rozumieją tylko oni. Wspólna zabawa, wzajemne bójki. Rodzeństwo. Małpka i Ślimaczek. Dwa słodziaki, dwa trudne charaktery. Dwa wyzwania. Dwie radości.

Kolejny rok...

Przeglądając swoje stare wpisy zauważyłam, jedna prawidłowość. Dwa lata temu pojawił się w naszym życiu Małpka, rok temu nasz Maluszek. Teraz powinna być córeczka. Tak sobie myślę, że czas tak pędzi. Te wszystkie wspaniałe chwile, które dzisiaj są odległym wspomnieniami. Warto żyć dniem dzisiejszym. Trochę tak egoistyczne, nie oglądając się na innych. Bo w życiu ważne są tylko chwile...

Pod górkę. ..

Od czasu pobytu na oddziale nasz codzienny rytm został zburzony. Całkowicie. Przedtem dzieci spały i jadły w określonych godzinach. Teraz niczego nie jestem w stanie przewidzieć. Panuje totalny chaos. U Małpki pojawiła się agresja. Nie jest jakoś strasznie. No ale leje młodszego brata, który nie jest mu dłużny i wciąż mamy płacz. Niekoniecznie faktycznie poszkodowanego. Małpka stał się bardzo złośliwy, wciąż krzyczy. Czasem mam Go dosyć. Gdy się dołoży płacz Malca to mam wrażenie, że zaraz zwariuję. Małpka ma też problem z higieną, przed szpitalem juz nawet ładnie wołał.

Dwa lata i pół roku

Dwa lata temu weszliśmy na drogę rodzicielstwa adopcyjnego, było różnie. Czasem euforycznie, bo przecież adopcja to cud, nieprawdaż?
Czasem była to droga przez mękę. Bo procedury się dłużyły. Bo Małpka poraniony bardzo. Przez ostatnie półtora roku walczyła dla Małpki i o Małpkę. Dzisiaj nie mam wzlotów, tylko jakby swobodne opadanie. Są dni jak dziś gdy mam ochotę usiąść i płakać. Bo brak mi sił. Nie jestem zmęczona dziećmi, które dokazują na całego. Jestem zmęczona wizytami u lekarzy, ich ignorancją, dyletanctwem i pełnego samouwielbienia poczucia wyższości.

Subskrybuje zawartość