dziecko

Udało się !

Kochane !
Boję się o tym głośno mówić bo jeszcze ktoś usłyszy i wszystko pęknie jak bańka mydlana...
Ale muszę się z Wami podzielić swoim szczęściem !
Jestem w ciąży ! In vitro się udało. Beta badana wczoraj. W poniedziałek idę jeszcze raz na badanie.
Wczoraj przed wynikiem strasznie się denerwowaliśmy, ale nie posiadałam się z radości. Mąż się popłakał.
Biorę jeszcze sporą dawkę hormonów, ale zniosę wszystko. Nie wierzę we własne szczęście!
Mam nadzieje,że wszystko pójdzie dobrze i za parę miesięcy będę trzymać największy dla mnie cud na rękach !
Życzę Wam tego samego !

syzyfowa praca...

Jesteśmy w zawieszeniu, nasza sprawa utknęła pomiędzy dwoma sądami, jeden się nie zajmie lecz trzeba odczekać trzy tygodnie, aby przesłać dokumenty do drugiego sądu. Trzy tygodnie, gdzie Ostryga mogłaby być z nami. Pogodziłam się z tym, jeździmy do córeczki tak często jak możemy. Przynosi to efekt, Ostryga zaczyna się cieszyć z naszych odwiedzin, wie, że przyjedziemy, czeka na nas. Przeżywa rozstania. Coraz trudniej tak jeździć, coraz trudniej wracać bez Niej. Dziś dowiedziałam się, że Ostryga została zapisana na turnus rehabilitacyjny. Prawie 200km od nas, ręce mi opadły.

Czasem aż się boje..

Czasem się boje jak wiele szczęścia mnie spotkało i że kiedyś mnie opuści. Urodziłam synka dzięki 4 podejsciu do in vitro. Przebyta depresja, problemy z pokarmem i problemy zdrowotne, kolki u maluszka i płacz nie wiadomo dlaczego. A teraz? Cudowny, najpiękniejszy, wiecznie roześmiany chłopczyk. Wszystkie problemy odeszły w dal. Nie potrafie wyobrazić sobie życia bez niego. Bez żadnego zastanowienia oddałbym za niego życie. Nie potrafie znieść myśli że cokolwiek mogłoby się coś mu stać. Na szczepieniach płacze razem z nim.

jak zadra na sercu

Nie jest lekko, u nas wszystko rodzi się w bólach. Dwa tygodnie temu złożyliśmy wniosek do sądu, miało być szybko, jak zapewniała nas pani z sekretariatu, no i było.. dwa dni później zapadł wyrok... bardzo dla nas nieprzychylny!

znów malujemy ściany...

Ostatni mój wpis był dawno temu, liczyłam, że po tamtej akcji będzie lepiej, jednak nie było. Kolejna wizyta i szok, Mała na nasz widok nie chciała wstać z łóżka, udawała, że śpi. Staraliśmy się jak mogliśmy ale nic nie pomagało!

droga do szczęścia

W końcu podjęliśmy decyzję o adopcji i byliśmy na pierwszym spotkaniu..... trochę przeraża mnie cała procedura...... i tak długi okres przebrnięcia przez wszystkie wymogi..... a ja bym chciała już, jak najszybciej, w nowym roku...... na razie zebraliśmy część dokumentów i czekamy na następną wizytę...... najwięcej problemów sprawił mi mój życiorys...... a i w podaniu nie wpisałam jakiej płci dziecko byśmy chcieli........ chciałabym adoptować dziewczynkę.... nie wiem jednak czy "wybieranie płci" będzie pozytywnie, czy negatywnie odebrane.....

NASZ CZAS

Nie przestaje być pięknie.

Wokół wszyscy udzielają dobrych rad, że za dużo nosimy, tulimy, że za bardzo rozpieszczamy.. nie wiedzą.

A my łapiemy każdą chwilę, każdy uśmiech. Nasze życie jest tu i teraz. Na to czekaliśmy, o to walczyliśmy i nie oddamy z naszego szczęścia ani minuty, ani sekundy!

Nasza Kruszynka pięknie się rozwija, jest wesoła, energiczna, może trochę mniejsza niż rówieśnicy, ale nasza, najukochańsza.

Czas mija, a mój M. wciąż śpiewa naszej córeczce na dobranoc "kocham cię najbardziej na świecie", a ja nieustająco wzruszam się, gdy to słyszę.

To jest moja mama!

Ostatnia wizyta u Małej była pełna emocji. Tych trudnych, złych jak i bardziej pozytywnych.

Moja słabość. ..

Dawno już nie cierpiała na bezsenność, od dawna sen przychodzi gdy tylko przyłoże policzek do poduszki...albo gdziekolwiek...
Jednak dzisiaj sen nie przyszedł. Mętlik w głowie nie pozwala spać, nadmiar emocji (niekoniecznie tych dobrych)nosi mnie, wysprzatałam kuchnie, łazienkę, nastawiłam pranie. Teraz pakuje resztę rzeczy do przewiezienia jutro. Do nowego domu. Nie to jest moim zmartwieniem. Nie wiem co się ze mną dzieje.

Jutro jest ten dzień..

Jutro mamy pierwsze spotkanie z dziewczynką, o której nie umiem myśleć ani z radością ani ze smutkiem. Czuję się dziwnie, nijak. Powinnam chyba coś czuć? Radość, albo obawę, cokolwiek. A tu nic? I sama nie wiem czy to dobrze? Czy spotkanie z Małą coś zmieni?
Czuję tylko presję z oa. Nie dlatego, że ktoś nas naciska, ale tak bardzo nam kibicują. Gdybym odmówiła to mam poczucie, że zawodzę i dziecko i nasze Wróżki.
Czuję się słaba, wystraszona, tym bezruchem w sercu. Po raz pierwszy raz w życiu nie potrafię odczytać własnych emocji.

Subskrybuje zawartość