Bezplodnosc niepłodność ból niepłodności

Niedługo poród

Jesteśmy już w 33 tc <3 Bedzie córeczka Blanka. Jesteśmy szczęśliwi.
O tych latach walki zapomnieliśmy. Cieszymy sie tym co mamy :) Do porodu jakieś półtorej miesiąca. Boja się jak cholera ale dla niej jestemw stanie znieść wszystko :)

Uczę się

Każdego dnia uczę się, uczę się pokory, tego jak cieszyć się każdą małą rzeczą na nowo, jak być szczęśliwą bez dzieci, uczę się że posiadanie dzieci nie jest gwarancją szczęścia. Uczę się że bezdzietna też mogę być spełniona, chcę w to wierzyć...to jest taki pierwszy krok do przodu. Być moze jutro będą dwa do tyłu ale będzie łatwiej. Nie muszę mieć dzieci, bez nich też mogę być radosna, mogę żyć pełnią życia, mogę tworzyć rodzinę, mogę...

Diagnoza

Moje początki dawno temu
Posted czw., 18/10/2018 - 18:54 by Biała wilczyca
Postanowiłam pisać bo już sobie nie radzę, taka forma terapi dla mnie i dla was byście wiedzieli że są też inni którzy walczą o upragnione dziecko.
Podjęliśmy decyzję o dziecku 15 lat temu.Przez pierwszy rok jakoś było bez stresu(u was na pewno też tak było ).
Pod koniec 2 roku już

się nieciepliwiliśmy.Kolejne lata były jeszcze gorsze.Znacie to nie?l

×××××××××××××
Ból- tak bym nazwała kolejne lata.

Pod górkę

Gdyby istniał taki przycisk po ktòrego wciśnięciu przestałabym pragnąć dzieci dziś świadomie bym go wcisnęła. Czuję jakby pękało mi serce...Nie mogę przestać płakać, łzy same się cisną do oczu, nie mogę spać -mam koszmary. Żyję ale żyję tak jakbym zmuszała się żeby oddychać. Z jednej strony myślę że szaleję a z drugiej przecież wiem że to normalne, przechodzę przez żałobę. Czuję jakby moje życie toczyło się wkoło żałoby i nie jestem w stanie tego zmienić. Chcę przestać pragnąć dzieci...Boże może grzeszę ale już nie daję rady. Ta strata jest tak ciężka że boję się że naprawdę oszaleję.

smutek

3 lata po ślubie, 3 lata prób, czekania... dookoła wysyp ciaż... a ja? dlaczego nic? tak bardzo chce miec dziecko... po prostu musze je miec... teraz... już... niby wszystko ok badania dobre moje meza i dalej nic... wszedzie małe dzieci a ja nie potrafie nawet komus pogratulowac dziecka tak bardzo zazdroszcze....

Druga inseminacja

A wiec jesteśmy po 2 inseminacji. Miałam dwa pecherzyki na prawym jajniku. Inseminacja wykonana na peknietych pecherzykach. Nasienie idealne. Może dadzą radę.

Teraz luteina, acard i odpoczywamy... Dzisiaj jest 2dpi. Na bete jadę za 11 dni...

Tabletki anty na wyciszenie.

Pani dr kazała mi brać tabletki anty na wyciszenie. Tak wiec biorę od 5 dni. Jeszcze 2 tygodnie czekamy na @ i startujemy. Iui bedzie pewnie na początku lutego. Teraz spokój, dieta, medytacja... Muszę sie wyciszyć przed procedurą.

Maluszku mamusia i tatuś tu na Ciebie czekają <3 <3 <3

Ta niepewność.....

ta niepewność co dalej.

Jeszcze jeden miesiąc na CLO+ ZASTRZYK i starania naturalne, jak się nie uda to IUI..... a ja się poprostu boje. W głowie pojawia mi się niebezpieczna myśl- " a co zrobisz jeśli Ci sie nie uda? przecież życie Cię nie rozpieszcza - zawsze dostajesz po dupie". Boje się myśleć.

ale musze , musze się zmusić do myślenia pozytywnego :) przecież tak naprawdę powinnam dziękować Bogu za każdy dzień życia.

No nic :) będę tu zaglądać. To jedyne miejsce gdzie mogę sie wygadać.

Spojrzenie w przeszłość...

Pamiętam jak parę lat temu dowiadując się o pierwszych problemach z moją płodnością podchodziłam do tego tematu jakoś bardziej na luzie, na zasadzie – co ma być to będzie. Wymyślałam sobie historie że widocznie mój organizm się jeszcze nie przygotował na ciążę, że najpierw musi oswoić się mózg a dopiero później ciało. Że to musi chwilę potrwać. Pamiętam jak dziś kiedy ta "chwila" dłużyła się niesamowicie mocno... .Po jakimś czasie postanowiłam skupić myśli wokół innych ważnych spraw a mianowicie ślubu. Kilka miesięcy po nim – stwierdziliśmy, że zabieramy się do pracy, bo nie ma na co czekać. Zaczęło nam się wydawać że coś za długo to wszystko trwa a przecież nie zabezpieczaliśmy się więc nie rozumiałam jak to możliwe że tyle dziewczyn ma nieplanowaną ciążę po jednej nie przyjętej tabletce anty, a ja nie zabezpieczam się w ogóle i jakoś nic się nie dzieje... Pamiętam że kolejne nieudane próby powodowały u mnie frustrację, każda miesiączka była porażką, którą opłakiwałam w samotności zastanawiając się co się dzieje ze mną... Wiem, że jest wiele kobiet, które starają się o dziecko od wielu lat – sama takie znam. Mimo wszystko uważałam, że mnie to nie spotka, bo zajście w ciążę nie może być trudne przecież to takie "naturalne"... Najtrudniejsza do zniesienia była reakcja otoczenia, a dokładniej ,,koleżanek” z pracy. Pamiętam jak na początku mimochodem rzucałam żarty że już niedługo i ja będę chodziła z dużym brzuchem i będę wyjadać wszystkie zapasy w pracy ;). Lecz niestety to "niedługo" zaczęło się zbyt przedłużać i głupio było mi cokolwiek mówić...nigdy nie byłam otwarta przy nich a one też nie dopytywały bo widziały coś dziwnego w moim zachowaniu...Pamiętam jak szczęśliwe pokazywały po każdej wizycie usg zdjęcia. Z powietrza wydobywała się coraz cięższa atmosfera bo one czuły że ze mną dzieje się coś złego, wiedziały żeby w moim towarzystwie nie okazywać szczęścia za bardzo a ja czułam się wtedy coraz gorzej, dziwnie i "wyobcowanie" jak bym psuła im całą radość... a to przecież nie moja wina na prawdę cieszyłam się ich szczęściem ale to bardzo boli...Przepraszam...Czasem słyszę komentarze – jak to możliwe, by przez tyle czasu nie zajść w ciążę? Jak widać, jest to możliwe. Na początku, kiedy słyszałam te komentarze, było mi bardzo przykro. Teraz już się trochę uodporniłam. Na szczęście mam wsparcie w mojej rodzinie, w mamie i siostrze . One też to przeżywają na swój sposób, ale rozumieją mnie i moje obawy. I tu jest chyba problem ze mną, bo mam poczucie, że zawiodę moich rodziców, jeśli nie będę miała dzieci. Wiem, że marzą o wnukach. Moja siostra nie ma dzieci z wyboru, więc ja jestem jedyną nadzieją. To moje myślenie jest bez sensu, bo to są tylko moje wymysły. Oni po prostu chcą szczęścia dla swojej córki i normalnie, jak rodzice, przeżywają wszystkie niepowodzenia. Bardzo chcę dziecka. Czasem sobie wyobrażam jak chodzę z nim na spacer, kupuję ubranka. Kolejne niepowodzenia powodują u mnie lęk, że to się nigdy nie spełni, że w moim życiu będzie pustka, której nie będę potrafiła niczym zapełnić.

Nadzieja....

A więc, byłam w klinice we wtorek. I 22 grudnia stawiam sie na polną na histeroskopię :) I tu zaskoczenie bo to było jedyne wolne miejsce w tym roku które zwolniło się parę dni wcześniej :)

I w styczniu 2 IUI. Dajemy sobie jeszcze 3 szanse Inseminacji i ruszamy z invitro. W kwietniu minie 4 lata starań juz czas na ta decyzję.

Od laparoskopii minęło 5 miesięcy i cykle mam regularne!!!! Wszytkie 5 cykli owulacyjne. No szok jednak laparo cos tam dała:)

Subskrybuje zawartość