Poród

MATKA DWOJGA

Ta ciąża była zupełnie inna. Mimo że z ivf, to po prostu fizjologiczna. Zakończona krótkim i lekkim porodem naturalnym.
Wszystko jest idealnie. Nasz syn jest już z nami. Zdrowy, duży dzidziuś.
Jesteśmy w domu i próbujemy odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

Czuję, że wszystko się udało.
Cztery lata temu w styczniu rozpoczęliśmy diagnostykę "na poważnie" - wtedy mój ginekolog powiedział, że muszę przynieść wyniki badań M. zanim zaczniemy kolejne kroki. Nie od razu się zgodził, ale jak tylko mieliśmy diagnozę to od razu zaczęliśmy działać.

OSTATNIA PROSTA

Jesteśmy na ostatniej prostej.. To jest ten czas, kiedy wiem, że to już niedługo.
W pierwszej ciąży ten czas to był szpital, stres, w końcu nagłe wyciąganie Kruszynki.

Niedługo przyjdzie na świat kolejne dziecko z IMSI a ja...

A ja nie wiem czy bardziej się cieszę czy boję. Te 9 miesięcy minęło na spokojnych przygotowaniach. Od pierwszych dni po transferze na zwolnieniu lekarskim,by nawet najmniejszy stres w pracy nie wpłynął na moją upragnioną ciążę. Za 5 dni termin CC a ja chyba nie jestem gotowa. Czyżby przez tyle czasu nie dotarło do mnie , że to się dzieje i ,że zaraz wszystko wywróci się do góry nogami. Najważniejsze, to czy dziecko będzie zdrowe? Czy dziecko z IMSI może być zdrowe? Może będzie nawet silniejsze od innych dzieci, skoro dało radę 2 razy zmieniać swoje środowisko życia.

Jak przeżyć stratę. . .

Przedwczoraj miałam rozmowę z przyjaciółką. Dziwnie skomentowała zdjęcie mojego synka, który bawił się mąką. Napisała, że jej córeczka nie miała tyle szczęścia. Nie zrozumiałam tej wypowiedzi. Ale przeczuwałam, że coś się dzieje. W czasie rozmowy dowiedziałam się, że jej brzuszkowa córeczka zmarła na tydzień przed porodem. Udusiła się pępowiną. Nie wiedziałam co powiedzieć. To jej powiedziałam, że nie wiem co powiedzieć. Że pewnie nie ma takich słów, które by ją pocieszyły. Opowiedziałam jej o mojej stracie, i że domyślam się jej bólu. To była długa i trudna rozmowa.

PRZEDPORODOWA PANIKA

Jesteśmy w 8 miesiącu ciąży i zbliża się to co nieuchronne, czyli poród.. nie sądziłam, że tak będę przeżywać, ale powoli zaczynam wpadać w panikę..

Nie, nie boję się bólu, jest dla mnie oczywisty, a najważniejsze, że określony w czasie (bo się skończy w końcu) i zakończony cudowną nagrodą.

Boję się publicznej służby zdrowia..
Boję się, że nie będę miała szczęścia trafić na miła położną i cierpliwego lekarza.
Że zabiorą dziecko na oddział noworodkowy.
Że nie będzie kontaktu skóra do skóry.

Morelkowa Tosia <3

W środę 21.10.2015 o 16:14 przyszła na świat nasza morelkowa Tosia :D Tego dnia miałam mieć tylko KTG, pierwszy raz pojechałam sama, a mąż do pracy. Do tej pory towarzyszył mi na każdej wizycie czy badaniu, ale tym razem postanowiliśmy, że pojadę sama, bo przecież nic się nie dzieje...ale jednak coś się działo, bo zaraz po badaniu profesor wysłał mnie na porodówkę. To było rano, a do cesarskiego cięcia miałam jeszcze trochę czasu. Na szczęście mąż zdążył przyjechać z walizką i mnie przytulić.

zawitało do nas Słońce

27 marca 2015 roku urodził się siłami natury nasz synek. Waży 3800 i ma 59 cm długości.
Zadał mi wiele bólu, wiele ran ale jest już na świecie. Bezpieczny, donoszony i zdrowy. Jest bardzo grzeczniutki i cichutki. Aż się z mężem zastanawialiśmy skąd tyle szczęścia u nas? Małpka taki cudowny i kochany a teraz nasz biologiczny synek jest równie grzeczniutki. Czy to możliwe żebyśmy mieli tyle szczęścia.
Nie mogę się na Niego napatrzeć. Jest taki.kruchutki. Mam spore problemy przy obsłudze bo poprostu się boje. Ale pomału poznajemy się nawzajem.

wiosenne porządki

Wczoraj uznałam, że należy mi się chwila dla siebie i uciekłam z domu od dzieci. Pojechaliśmy z mężem na kawę. Takie dwie godzinki tylko dla siebie. Odpoczęłam od dzieci, od wiecznego mamo... za to dostałam skurczy. Liczyłam, że to już poród się zaczyna ale niestety wyciszyło się wszystko. Czekamy więc dalej...

byle do świąt

Jesteśmy u progu 38 tc. Maleńki jest już sporym dzieckiem waży ok 3600g. Jest ruchliwy i brzuch czasem wygląda jakby za moment miał się obcy wykluć. Ciesze się tymi jeszcze wspólnymi chwilami bo to jest pewnie moja ostatnia ciąża, zapewne nie poczuje juz więcej ruchów dzieciątka. Oczekiwanie na poród nam się duży, z jednej strony to już bym chciała poznać tą Kruszynkę, dotknąć jej i nacieszyć się jej widokiem. A z drugiej mam lęki jak to będzie, czy podołam, jak chłopcy przyjmą kolejnego braciszka. Czy Małpka zaakceptuje obecność innego dziecka w moim pobliżu?

Dom pełen dzieci

Dotarliśmy do 34 tc. Nasz synek ma już 3100 gramów. Jest duży, zdrowy i silny. Uff... jest już bezpiecznie. Więc stres nas puścił. Jestem olbrzymia, nie zgrabna, ociężała. Tygodnie leżenia zrobiły swoje, zero sił. Teraz wolno mi już wznowić aktywność, mogę iść na spacer, na zakupy. Nareszcie bo czułam się jak w klatce.
Dostaliśmy zdjęcie z usg, z buźką maluszka. Mąż twierdzi, że podobny jest do mnie :-)

Subskrybuje zawartość