Nieplodnosc

Klinika - stracony cykl

Kiedy byłam ostatnio u lekarza ustaliliśmy kiedy zaczynam brać leki przed AID itp.
Mówił,że w terminie usg klinika będzie zamknięta, ale nie wpadł na to by mi powiedzieć że w dniu zabiegu pewnie też. Zadzwoniłam do nich z innym pytaniem,a dowiedziałam się że na cały tydzień zamykają klinikę.
To nie w porządku że nie zostałam uprzedza o tym ani przez lekarza ani przez panie w recepcji.
Jestem zła, bo moje super pozytywne nastawienie szlak trafił.
Ja rozumiem że wolne w święta, ale np zabieg na 31 grudnia jest niemożliwy.
Mogli otworzyć choć na 2h na planowane zabiegi.Ciekawe ile kobiet w tym cyklu straci przez to swoje szanse.

Dawca

Zawsze marzyłam że będę w naszym dziecku doszukiwać się cech męża , oczy,uśmiech czy cechy harakteru.
To straszne, decydować się na dawce.
To okropne że trzeba było z tego wszystkiego zrezygnować.
Wybierając dawce czułam się jak zdrajczyni i chociaż to mąż mi już sam dawno to proponował, ja musiałam do tego dojrzeć,a zajęło mi to 3 lata.
Mimo tego dalej nie czuję się z tym komfortowo.Bardzo chcę mieć dziecko i mieliśmy wybór albo dawca albo życie tylko we dwoje.
Jak trudno jest wybrać dawce , zwłaszcza gdy do naszej grupy krwi pasują tylko ci bez zdjęcia i żadnych danych oprócz grupy krwi, koloru włosów i oczu, oraz wzrost , waga i zawód.
Jesteśmy teraz przed stymulacją i staram się myśleć pozytywnie, choć dopadają mnie złe myśli.
Najważniejsze żeby się udało.
Marzę o tym że mamy już dziecko , jesteśmy szczęśliwi i zapominamy o dawcy.Marzę o tym by mieć wreszcie pełną szczęśliwą rodzinę i zapomnieć o koszmarze niepłodności.

Boję się

Boję się, a nawet więcej, jestem przerażona,że znowu się nie uda.Kiedyś jakoś szybciej wychodziłam z dołków.
Teraz potrzebuję dużo czasu nawet miesiące. Boję się że w końcu tego nie wytrzymam i coś we mnie pęknie.
Jestem na skraju totalnego załamania, zaciskam zęby, mię śpię w nocy.Biorę jakieś tam ziołowe tabletli ale one średnio działają.
Boję że że nie będzie dziecka za to psychotropy będę jeść garściami.
Idą kolejne święta, a ja? A ja mam ochotę o nich nie pamiętać, przespać.
Nie chcę udawać że jest dobrze.
I tsk na codzień udaję przed wszystkimi, jak tylko widzę kogoś to jestem miła i uśmiechnięta, a potem wchodząc do domu wracam prawdziwa ja.
Czyli smutna zmęczona i samotna mimo wszystko osoba. Chowam się z tym moim bólem i łzami.
Nie umiem się poddać, dlatego jestem wilczycą, walczę do końca choć tyle mnie to kosztuje nerwów. Ciągle sobie powtarzam że teraz będzie już dobrze a za chwilę głos z tyłu głowy mi mówi taaaa......jasne czaruj się dalej.

refleksja urodzinowa po 30stce

Jutro koncze 32 lata. Przez ostatnie 2 lata nie udawalo mi sie zajsc w ciaze. Raz poronilam w 5 tygodniu. Czuje ze uciekaja mi lata. Moj maz chce jeszcze poprobowac naturalnie. Ja juz nie widze sensu. Chce juz invitro. Nie udaly mi sie insemilacje, nie udalo mi sie donosic ciazy. Nie wiem co robic. Mam metlik bo nie chce kolejnych straconych cykli....
Ale z drugiej strony in vitro to tez loteria..... Czekac jeszcze i probowac naturalnie?

Az się boję

Hejka dzisiaj odebrałam wyniki i wszystko jest ok . a
Ale boję się że za chwilę coś pójdzie nie tak, w sumie do startu In vitro zostało jeszcze 6 tyg. I mam takie wachania że Masakra jeden dzień się ciesz że już niedługo a za chwilę płacze że coś pójdzie nie tak.

I zaczyna się strach

Witajcie coraz bliżej do invitro tym bardziej zaczynam się bać co będzie jeżeli nic z tego nie wyjdzie, jak wytrzymam cała stymulację czy coś nie stanie na drodze . po prostu jakoś to wszytko mnie zaczyna przerastac. I też jak sobie później poradzę jeżeli się nie uda. Poprosztu duży strach.

Bilans

Wolna niedziela od dawna, ostatnio ciągle, albo w pracy, albo na szkoleniu, na zebraniu (uroki pracy w korpo), po drodze klinika leczenia niepłodności, a to wszytko w odległości od siebie 300 km. Wstałam, o której mi się zamarzyło, bez pośpiechu wypiłam kawę, oglądając ulubiony program o urządzaniu mieszkań (mąż zawału dostanie jak mu powiem, że chcę ścianę w salonie zmienić). Posprzątałam, upiekłam ciasto ehhh... ale gdzieś w głowie ciągle myślę tylko o jednym, jak my wszystkie tu o dziecku. Od ostatniego nieudanego transferu, ciągle je porównuje tzn. te dwa podejścia.

spokój

Dwa spotkania z psychiatrą, cztery z psychoterapeutą, drugi blister leków i..... święty spokój. Przestałam doszukiwać się przyczyn, przeszukiwać godzinami internet, czytać smutne blogi, oglądać internetowe filmiki o niepłodności. Przechodzi, ból mija, poczucie żalu i niespełnienia znika.

Samospełniające się życzenie?

Jak to jest, że od prawie samego początku naszych starań wiedziałam, że nie będzie się udawać? Już od drugiego cyklu starań zaczęłam szukać historii ludzi, którym się udało po pięciu czy po dziesięciu latach wiecznych potyczek z naturą, finansami leczenia i walki samych ze sobą. Chciałam się poczuć lepiej? Że moje problemy są niczym w porównaniu z czyimiś problemami? Upajałam się tym, że ktoś ma coś nie tak, że jest coś niedrożne, że wyniki badań nie dają szans, że to, że tamto... a ja na szczęście tak nie mam.Tak jakbym się cieszyła, że ktoś ma gorzej.

obserwacja cyklu

Dzisiaj 15 dzień cyklu. Śluzu płodnego ani widu, ani słychu. Nic kompletnie. Przeczytałam w mądrej książeczce, że stres prowadzi do wysychania szyjki macicy. Może dlatego nic się nie pojawia. Tymczasem testy owulacyjne z moczu faktycznie działają, była wczoraj ciemna krecha. Nawet test owulacyjny ze śliny pięknie wczoraj zadziałał, wyszła pod mikroskopem piękna paproć. Dzisiaj nie ma już nic. Pewnie już po zawodach. I tak się przytulaliśmy, więc nic straconego. No i skok temperatury o 0,4 stopnia też był dzisiaj. To chyba najlepszy dowód na to, że owulacja była.I się zmyła....

Subskrybuje zawartość