kończymy

Podsumowanie 7 miesięcy leczenia

Postanowiłam podsumować moje siedmiomiesięczne leczenie w jedynej na Podkarpaciu "Klinice leczenia niepłodności". Cudzysłów wstawiony specjalnie, bo według mnie klinika powinna mieć nazwę "Klinika odchudzania portfela i badania metodą prób i błędów". Ja wiem, że może akurat wybrałam nie tego lekarza w tej klinice, że może inni potrafią leczyć, ale przez okres 7 miesięcy i wizyty dwa do trzech razy w miesiącu nie widziałam ani jednej ciężarnej, a tylko jedno zdjęcie dziecka z podziękowaniami!
A teraz jak to się zaczęło?

Po pierwszej inseminacji

W sobotę miałam pierwszą inseminacje z nadzieją, że może to coś da, bo według ginekolog moje rozbuchane przeciwciała zwalczają plemniki. Przed tym oczywiście dowiedziałam się, że daje to nie 15% a tylko 10% szans, a w ogóle pierwsza to tylko wyrzucenie kasy. Ale to i tak nieważne. Najbardziej mam wyrzuty sumienia, że o inseminacji zdecydowałam sama, bez męża. A on bidak już o 4 rano nie spał, bo myślał, o tym co musi zrobić przed. A tam w tej całej klinice nastawionej na zysk - drzwi w pokoju zwierzeń przeszklone, jarzeniówy i tuptanie pod drzwiami.

Subskrybuje zawartość