Po kontrowersyjnych wypowiedziach pani Kai Godek z Fundacji PRO – Prawo do życia w programie "Bez retuszu" nadanym w TVP info 22 marca 2015 napłynęło na skrzynkę mailową Stowarzyszenia "Nasz Bocian" wiele listów od zbulwersowanych i dotkniętych wypowiedziami pani Godek rodziców. W tym miejscu zebraliśmy je i opublikowaliśmy. Zrobiliśmy to by pokazać że nie zgadzamy się z językiem jakiego używają przeciwnicy leczenia niepłodności w mediach i że nie jesteśmy w tym sprzeciwie odosobnieni.

zgoda na ciasteczka

Tam gdzie zaczyna się ideologia kończy się nauka

Temat: 
Nasze historie

pełna skrzynkaOskarżam tak zwane środowiska "pro life" o świadome i celowe wprowadzanie opinii publicznej w błąd w kwestiach dotyczących in vitro. Ich ideologiczne przekonania nie mają nic wspólnego z naukową rzeczywistością. Są stekiem prymitywnych bzdur, przeinaczeń, manipulacji, niedopowiedzeń, wyolbrzymień. Epatują kompletnym brakiem zrozumienia nie tylko dla człowieka, o którego jakoby się troszczą, ale przede wszystkim brakiem elementarnej wiedzy na temat jego biologii. W swoim mniemaniu toczą wojnę, kłopot tylko w tym, że toczą ją z wrogiem, którego sami sobie wymyślili. A jak wojna, to i agresja, arogancja, wszystkie chwyty dozwolone, konieczne ofiary muszą być, najlepiej po tej drugiej stronie.

W dobie internetu nie ma fizycznej możliwości... Nie ma sposobu, by prezentować tak żenująco niski poziom wiedzy nie tylko na temat in vitro, ale również na tematy natury ogólniejszej, medycyny i psychologii człowieka. Ktoś, kto twierdzi, że naprotechnologia jest skuteczniejsza od in vitro i pomoże zajść w ciążę matce z niedrożnością jajowodów spełnia co najmniej jeden z trzech warunków. Albo jest załganym, zaślepionym swoją ideologią kłamcą, w swoim mniemaniu walczącym o tak zwane "wyższe dobro", albo cynicznym manipulantem klepiącym jakiś swój polityczny "interesik", albo ma problemy natury intelektualnej, tudzież psychologicznej i cudzym kosztem walczy ze swoimi "demonami" z przeszłości lub teraźniejszości.
Przypuszczam, że dowolna klinika in vitro, jeśliby się do niej w tej sprawie zwrócić, przedstawiłaby pełną informację na temat tej metody. Kłopot tylko w tym, że nie ma takiego zapotrzebowania. Nie o fakty tu przecież chodzi, tylko o wycięcie przeciwnika, zakrzyczenie go pseudonaukowym bełkotem wspartym bredniami o "przemyśle aborcyjnym".
To są ludzie, którym wiarę w Słowo już dawno zastąpiła wiara w ich własne słowa. Ich zachowanie ma tyle wspólnego z chrześcijańską miłością do bliźniego, którą to epatują w mediach, co karate z baletem.
Oskarżam media o celowe podsycanie niezdrowych zachowań wokół tematu in vitro. Działacie wyłącznie dla zysku, co samo w sobie nie dziwi i nie jest zarzutem, niemniej zapraszanie do tego samego programu ideologa tak zwanych ruchów "pro life" i specjalistów z dziedziny in vitro świadczy o Waszej motywacji. O chęci ordynarnego nabijania słupków oglądalności bez względu na koszty, jakie ktoś z tego tytułu poniesie. Tam gdzie zaczyna się ideologia kończy się nauka, a zmuszanie ludzi z dwóch kompletnie do siebie nie przystających światów do dyskusji jest co najmniej nie etyczne.
Jakiego "eksperta" zaprosicie do programu o problemie uzależnień od alkoholu? Pijanego dresa spod pobliskiej budy z piwem? Słupki na pewno skoczą, zwłaszcza, gdy "gość" zachowa się w sposób, jakiego się można po nim spodziewać.
Niestety do świadomości społecznej przedostają się najprostsze przekazy, najczęściej agresywne, nie wymagające własnej wiedzy. Wy, dziennikarskie hieny, o to dbacie. Pozwalacie, by ktoś z uśmiechem na ustach wycierał sobie twarz słowami, których nie rozumie, czyjąś godnością, szacunkiem, życiem. Na szczęście jest dla Was przeciwwaga, niemniej, jeśli porównywać siłę rażenia, są to media często niszowe.
Pokuszę się o stwierdzenie, iż problemem ludzi borykających się z problemami płodności jest brak reprezentacji w publicznym przekazie. Nie ma fajterów gotowych na dowolną niegodziwość, byleby tylko obronić swoje i wykazać niższość wroga. Nie ma żadnej "komisji bioetycznej", która zajmowałaby się wyłącznie propagandą nie mającą nic wspólnego ani z biologią, ani etyką. Wojna o polityczne wpływy i profity przesłania rzeczywisty problem i cierpiących ludzi. Milcząca większość może polec w tej wojnie ubita przez mało liczną, ale głośną ekstremę, z prozaicznej przyczyny – po jasnej stronie mocy nie ma nikogo, kto byłby gotów się zniżyć do metod tej ekstremy.
Przy tej okazji mam pytanie do kryjących się z tym faktem rodziców dzieci z in vitro. Jak się czujecie, gdy ktoś mówi na temat Wasz i Waszego dziecka farmazony? Jak się z tym czujecie, gdy jest to Wasz niczego nie świadomy znajomy, kolega, członek rodziny. Jak Wam wtedy smakuje rodzinny obiad, gdy ich słuchacie patrząc na swoje dziecko? Nie wzywam nikogo do jakiegoś "coming outu", wzywam do uczciwości wobec siebie. W kupie siła i zdziwilibyście się podejściem wyważonej części Waszego otoczenia, tej milczącej większości.
Swoją drogą, przykro jest patrzeć na tych wszystkich tak zwanych "pro lajfowców". Wasza wiara musi być niezwykle płytka i żałosna, skoro tak panicznie reagujecie na wszystko, co (Waszym zdaniem) w nią godzi. Chciałem napisać, że jest mi Was żal, ale nie mogę. Z prozaicznego powodu. Przecież jesteśmy na wojnie.
Maciej Różalski

0
Twoja ocena: Brak