Po kontrowersyjnych wypowiedziach pani Kai Godek z Fundacji PRO – Prawo do życia w programie "Bez retuszu" nadanym w TVP info 22 marca 2015 napłynęło na skrzynkę mailową Stowarzyszenia "Nasz Bocian" wiele listów od zbulwersowanych i dotkniętych wypowiedziami pani Godek rodziców. W tym miejscu zebraliśmy je i opublikowaliśmy. Zrobiliśmy to by pokazać że nie zgadzamy się z językiem jakiego używają przeciwnicy leczenia niepłodności w mediach i że nie jesteśmy w tym sprzeciwie odosobnieni.

Kolejan porcja pieciu listów

Temat: 
Nasze historie

pełna skrzynkaKolejna porcja listów które są reakcją na język nienawiści w mediach. Ponieważ napłynęło ich bardzo dużo, publikujemy tym razem aż 5.
List od Magdaleny.

"Chciałam przemilczeć, przejść obok, jak zawsze, ale pani Godek zmusiła mnie do napisania tego listu. Od 2004 roku walczyliśmy o dziecko, w 2009 zostaliśmy szczęśliwymi rodzicami trzech synów. Jeden z nich począł się w sposób niegodny, na szkle. Niestety począł się w kochającej rodzinie, która nie traktuje go przedmiotowo, nie jest on też zabawką którą zamówiliśmy. Wbrew
powszechnie głoszonym opiniom przez osoby przeciwne ivf urodził się w terminie z wagą 4 kilogramów i otrzymał 10 pkt apgar. Niestety nie chciał urodzić się wcześniej z małą wagą urodzeniową i na przekór wszystkim nie umarł zaraz po porodzie. Nadal na przekór badaniom przeciwników ivf nie ma bruzdy dotykowej, nie musi korzystać z ośrodków psychiatrycznych ani innych instytucji tego typu. Rozwija się jak najbardziej prawidłowo. Jego rodzeństwo nie zostało wylane do zlewu ani zamordowane w inny wyrafinowany sposób.
Pozostała dwójka dzieci poczęła się jak najbardziej godnie poprzez włożenie penisa do pochwy i pozostawienie tam nasienia z którego po 9 miesiącach narodził się syn. Ich matka w sposób specyficzny okazywała im miłość pozostawiając dzieci same na wiele godzin bez opieki. Czasami podrzucała je babci by zniknąć na tydzień lub dwa. Babcia wbrew, ogólnie przyjętym zasadom, nie pochyliła się nad dziateczkami, ale ignorowała je nie zajmując się nimi. Całymi dniami malutkie dzieci błąkały się po mieście, spały na klatkach schodowych lub piwnicach, szukając jedzenia w śmietnikach. Zdarzało się że babcia spojrzała na dziecko po to by je uderzyć" lub przegonić. Gdy w drzwiach pojawiła się opieka by dzieci odebrać, matka odetchnęła z ulgą,
zabierajcie ich w końcu będę miała święty spokój.
Chłopcy trafili do nas gdy mieli odpowiednio 6 lat i 4,5 roku. Starszy rozwija się prawidłowo z małymi wadami postawy, które są wynikiem złego odżywiania w pierwszych miesiącach życia. Drugi syn ma problemy z nauką, działa zbyt impulsywnie, reaguje
nieadekwatnie do sytuacji, nie potrafi myśleć abstrakcyjnie. Powodem tego jest pity przez matkę alkohol w ciąży.
Mam pytanie jakie znaczenie ma poczęcie dziecka które wychowuje się w kochającej rodzinie, kto je urodził i w jaki sposób w tej rodzinie się znalazło. Dla mnie żadnego. Wieczorem przechodząc przez pokój chłopców, widząc jak spokojnie śpią, dziękuję Bogu za in vitro, dziękuję mu również za kobietę która urodziła mi synów, amen.

Magdalena spełniona matka."

List od Elżbiety.

"Piszę w imieniu swoich dzieci. 9-cio letnich, kochanych, rozumiejących wszystko, małych obywateli tego kraju. Staram się je chronić przed osobami pokroju Kai Godek. Dlaczego? Bo nikt nie dał tej pani prawa do obrażania w najbardziej ohydny sposób. Uderzania w dzieci, odzierania ich ze szczęścia i radości. Czy zamiarem tej pani jest doprowadzenie dzieci do płaczu? Czy zamiarem tej pani jest wpędzenie dzieci w poczucie winy z tego powodu, że istnieją? Jak one mają się czuć w obliczu słów ciężkiego kalibru skierowanych w ich stronę? (Nie poruszam w tym liście merytorycznej zawartości pani wypowiedzi, tak niskiej, że mi osobiście wstyd byłoby zabierać głos przy takiej ignorancji.) Czy stanie pani przed moimi dziećmi i powie im prosto w oczy, że nie powinny istnieć? Robi to pani publicznie, czy twarzą w twarz przyjdzie pani równie łatwo?

Miarą człowieka jest jego stosunek do słabszych od siebie.
Jak małym człowiekiem jest pani?"

List od Moniki.

"Jestem mamą dzięki in vitro. W trakcie oglądania jednego z odcinków „Bez retuszu”, którego prowadzącym jest Marek Czyż ciśnienie mi się podniosło, a na usta cisnęły się same niecenzuralne słowa. Minęło już kilka dni, a ja dalej nie mogę przejść nad tym, co jedna z uczestniczek (Kaja Godek) mówiła na temat in vitro i dzieci urodzonych dzięki tej metodzie, do porządku dziennego. Pozwolę sobie zacytować niektóre wypowiedzi: „Ta ustawa, która jest dzisiaj, nie jest do zaakceptowania. Z wielu przyczyn, ona powinna zostać odrzucona, bo jest tu szereg nadużyć. A skąd biorą się te nadużycia. (…) Te nadużycia wynikają z istoty in vitro”, ”Chce zakazu in vitro”, „Przy tym jest jeszcze kwestia tego dziecka, które się rodzi, kwestia przedmiotowości tego dziecka. Dziecko w trakcie całej tej procedury jest traktowane przedmiotowo.”, ”Kwestia dziecka które rodzi się z in vitro, myślę, ze mało mamy wiedzy na temat tego jak odbywa się in vitro. Ono się odbywa w taki sposób, że w momencie kiedy są pobrane komórki jajowe od kobiety, mężczyzna wchodzi do pokoju wypełnionego gazetami pornograficznymi (…) Po 20 minutach ma przynieść nasienie i tak powstaje człowiek”, ”Niektórzy ludzie są wylewani do zlewu.”, ”Biznes in vitro i zwolennicy tej ustawy, gardzą dziećmi z in vitro, handlują nimi, poczynają je w sposób który uwłacza człowiekowi”
Już dawno nie słyszałam w jednym programie tylu wypowiedzi zawierających takie ilości kłamstw , jadu i nienawiści. Jaki los jest przewrotny, że wyszły one wszystkie od osoby, której wiara charakteryzuje się miłością do bliźniego. Rzeczywiście z powyższych słów Pani Godek promieniuje miłość. Najważniejsze dla mnie jest to, aby Pani Godek nigdy nie wypowiadała się na temat godności dzieci poczętych metodą in vitro, na temat godności mojego dziecka. Wg Sądu Najwyższego RP „godnością osobistą jest własne wewnętrzne przekonanie danego człowieka o jego etycznym i moralnym nieposzlakowaniu oraz oczekiwanie czci wobec siebie rozumianej jako pozytywne nastawienia innych osób wobec niego ze względu na społeczne i osobiste wartości, które reprezentuje. Tak rozumiana godność nie podlega wartościowaniu, a jej naruszenie występuje, gdy bez uzasadnionych podstaw, zwłaszcza w obecności osób trzecich, traktuje się kogoś negatywnie i wyraża się o nim w sposób poniżający.” Niech Pani może zastanowi się nad tym, czy nie uwłacza godności ludzi starających się o dziecko metodą in vitro, czy nie uwłacza Pani godności dzieci poczętych dzięki in vitro. Moje dziecko ma dopiero 3,5 roku, ale już teraz zastanawiam się co mu powiem jak dorośnie i przeczyta te wszystkie powtarzane przez Panią i Pani podobnych bzdury. Zastanawiam się co muszą czuć starsze dzieci, które rozumieją co Pani mówi. I w imię czego to Pani mówi? W imię miłości do bliźniego? Do „nienarodzonych”? Czy ‘nienarodzeni” są dla Pani większą wartością niż dzieci, które się urodziły i dorastają? Zapewniam Panią, że mój Syn ma się świetnie, rośnie zdrowo i jest szczęśliwy (tak mi mówi). Jest moim światem, od początku nim był. Nigdy nie zapomnę momentu, kiedy do pokoju transferowego wszedł embriolog i niósł w rękach słomkę. Jak dławiąc się łzami ściskałam rękę męża. Jak zamarłam w trakcie wizyty tzw. „ serduszkowej”, kiedy lekarz nie mógł znaleźć serduszka. Jak wybuchłam płaczem, kiedy w końcu je znalazł. To były łzy szczęścia, które do tej pory nam towarzyszą, gdy patrzymy razem z mężem jak NASZ SYN rośnie, gdy mówi, że nas kocha, gdy słyszymy słowa: mamuś i tatuś. Mamy siebie nawzajem, dziecko rodziców, rodzice dziecko. Jak w tysiącach rodzin w Polsce. Dzięki metodzie in vitro."

List od Marty.

"Od niemal sześciu lat, każdego wieczora zanim położę się spać, okrywam kołdrą i całuję najwspanialszą istotę na Ziemi – moją córkę. Każdego wieczora, od niespełna roku mam przeogromne szczęście powtarzać ten rytuał dwukrotnie. Każdego dnia przepełnia mnie miłość i wzruszenie, których nie jestem w stanie opisać słowami. Każdego dnia czuję wdzięczność i niedowierzanie – bo przecież miało ich nie być...

Jakie są? Piękne na zewnątrz, ale przede wszystkim piękne w środku. Pełne radości, miłości i zachwytu nad wszystkim co je otacza. Są doskonałe.

Narodziły się z ogromniej miłości - takiej jak w bajkach - miłości, która pokonuje wszystkie przeszkody. Urodziły się po latach trudnej walki z niepłodnością, dzięki fantastycznym lekarzom, wbrew woli rzekomych obrońców życia i zakłamanych hierarchów społeczności, której częścią kiedyś się czułam...

Moje dzieci nie są dziećmi Frankensteina. Moje dzieci nie mają bruzd dotykowych. Ich narodziny nie zostały okupione niczyją śmiercią a podczas leczenia, któremu się poddaliśmy nie wylano do zlewu żadnego zarodka. Porównywanie zabiegu medycznego, dzięki któremu są na świecie do aborcji jest szczytem głupoty. Insynuowanie, że moje córki są towarem, który można kupić jest szczytem bezczelności. 

Nie zgadzam się na napiętnowanie i odzieranie z godności mojej rodziny. Nie zgadzam się na przyzwolenie mediów i wymiaru sprawiedliwości na jawną dyskryminację, kłamstwo i nienawiść skierowane przeciwko nam i naszym dzieciom. Nie zgadzam się na łamanie Konstytucji RP, według której: „Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”. Nie zgadzam się.

Wierzę gorąco, że w końcu ktoś się otrząśnie. Może marni redaktorzy, może sami pseudoeksperci w postaci państwa Terlikowskich, biskupa Pieronka czy Kai Godek, którzy zorientują się, że jedyną ich rolą jest podnoszenie słupków oglądalności kiepskich programów publicystycznych. Mam nadzieję, że stanie się to na tyle szybko, że moje córki nie będą musiały zanurzyć się w bagnie narodowej dyskusji o in vitro. Nie przestaję wierzyć, że zanim dorosną dyskusji o in vitro nie będzie. Bo o czym tu dyskutować?"

List od Iwony

"To dzięki in vitro jestem mamą, to dzięki in vitro mam w domu dwoje najbardziej ukochanych chłopców. Chłopców roześmianych, choć bywa, że i smutnych, czasami bardzo słodkich, czasami niegrzecznych. Chłopców z których bywam dumna i na których czasami jestem zła, chłopców normalnych, zwykłych, nie rożniących się w żaden sposób od rówieśników. Chłopców moich i mojego męża, naszych .....
Przeszłam 4 pełne procedury, wiele bólu, cierpienia i rozczarowań o których nikt nie mówi ale są niestety nieodłącznym elementem dłuższych starań o dziecko. ale warto było tyle cierpieć bo chłopcy pojawiając się w naszym życiu zmienili go na bardziej wartościowe, pełne. Już nie jesteśmy tylko MY, jesteśmy rodziną, pełną rodziną. I jesteśmy bardzo wdzięczni współczesnej medycynie za umożliwienie nam tego.

Mieszkamy na stałe poza granicami Polski więc mój 8 letni syn nie słyszy tego co dzieje się w mediach a dotyczy procedury in vitro, nie słyszy tych bzdur wypowiadanych przez osoby typu Kaia Godek co bardzo mnie cieszy. Cieszy bo uczę moich synów tolerancji, akceptacji i otwartości, której mam wrażenie tak brakuje niektórym ludziom w naszym kraju. I przykro mi z tego powodu, bo jednak w tym kraju czasami bywamy i docierają do moich dzieci strzępki informacji, które tak trudno zrozumieć, wytłumaczyć, nawet dorosłym a co dopiero dzieciom. A mój syn jest dociekliwy, wie że jest z in vitro i dużo pyta ....... Przykro mi także bo w tym kraju mamy rodziny, które muszą tych wszystkich bredni wysłuchiwać i potem się z nimi zmagać i tłumaczyć w rozmowach ze znajomymi, sąsiadami, bliskimi. Nie wszyscy to lubią, nie wszyscy potrafią z tym walczyć. 

Mama dwóch najwspanialszych chłopców na świecie"

Zdjęcie Stephen G. Barr (CC BY-SA 2.0)

0
Twoja ocena: Brak