Po kontrowersyjnych wypowiedziach pani Kai Godek z Fundacji PRO – Prawo do życia w programie "Bez retuszu" nadanym w TVP info 22 marca 2015 napłynęło na skrzynkę mailową Stowarzyszenia "Nasz Bocian" wiele listów od zbulwersowanych i dotkniętych wypowiedziami pani Godek rodziców. W tym miejscu zebraliśmy je i opublikowaliśmy. Zrobiliśmy to by pokazać że nie zgadzamy się z językiem jakiego używają przeciwnicy leczenia niepłodności w mediach i że nie jesteśmy w tym sprzeciwie odosobnieni.

zgoda na ciasteczka

List od Julii

Temat: 
Nasze historie

pełna skrzynkalist od Julii

Witam
Jako osoba od lat starająca się o dziecko i mająca właśnie rozpocząć procedurę invitro, śledzę losy ustawy o invitro. Wcześniej wstrząsnęły mną wypowiedzi bp Pieronka, że dzieci z invitro to dzieci Frankensteina, oraz słowa Franciszek Longchamps de Bérier na temat tego, że mają one bruzdy na czole.  Teraz Pani Godek twierdzi, że dziecko w trakcie całej tej procedury jest traktowane przedmiotowo, a ludzie są wylewani do zlewu. Słyszę i czytam, że invitro to nie leczenie, że to zabijanie i dojście do szczęścia po trupach swoich dzieci, że to ingerencja w plan Boży i powinno być zakazane.

Wypowiadałam się już częściowo na forum gazety, ale pragnę jeszcze raz odnieść się do tego tematu.
Jako człowiek, jako kobieta, jako pacjentka, jako -mam nadzieję- przyszła mama nie zgadzam się na takie insynuacje. Czuję się obrażana i zastraszana. Przeraża mnie, że niejeden polityk chciałby mnie wsadzić do więzienia.

Niektórzy uważają, że powinno się leczyć tylko metodą naprotechnologii. Oczywiście jest wiele metod leczenie niepłodności. Jeśli jest szansa na naturalne poczęcie (nasienie jest ok i jajowody są drożne) nikt sobie na dzień dobry nie robi invitro. Abstrahując od wszystkich kwestii ideologicznych to po prostu za dużo kosztuje i jest zbyt wyczerpujące dla pary. Każda normalna para, każdy normalny lekarz najpierw monitoruje cykl, bada hormony, leczy tarczycę, obniża prolaktynę, czatuje na dni zowulacją żeby się wtedy „starać” zaleca schudnąć jeśli jest nadwaga, odstawić nadmiar alkoholu, dać sobie trochę czasu i najlepiej wyjechać na dwa tygodnie na wakacje "żeby się Państwo rozluźnili".  Jeśli się uda to wszyscy są szczęśliwi. Ci którym tak się nie uda, a chcą mieć dzieci próbują dalej : stymulacja owulacji. Powtarzana do znudzenia. Dalej inseminacja. Najczęściej kilka razy. W międzyczasie wizyty u immunologa, badanie kariotypów, histerosalpingografia, histeroskopia itp. itd. Na końcu - dla tych, którzy ciągle walczą o prawo do własnego dziecka (i jeszcze mają pieniądze)-invitro. To jest tak  jak z chorym sercem- nikt od razu nie robi przeszczepu. Ale jak to jest jedyne wyjście a jesteś zdeterminowanym pacjentem- to je bierzesz, z wszystkimi zaletami i wadami.

Nikt nie każe robić invitro. Nikt też jednak nie powinien go zabraniać innym. Jedna para poprzestanie leczenie na symulacji. Druga na inseminacji. Jedni zdecydują się na adopcję. Inni w ogóle zejdą z ringu. Szanujmy wszystkie wybory.

Nie rozumiem, skąd przekonanie, że invitro to jest ingerencja w plan Boży, bawienie się w Boga itp. Jeśli tak podchodzimy do medycyny, to proszę o konsekwencję i przyjęcie, że każda działalność medyczna ingeruje w plan Boży. Leczenie nowotworów- ingerencja, cesarkie ciecia i inkubatory dla noworodków- ingerencja, insulina dla cukrzyków, szczepionki, antybiotyki, paracetamol- wszystko ingerencja. Jeśli ktoś nosi okulary to również ingeruje w plan Boży, bo może wyznaczono mu/jej drogę jako osobie niedowidzącej... A możne by tak przyjąć że to Boża Opatrzność albo Duch Święty albo Matka Natura albo jakkolwiek ktoś życzy sobie nazywać tę siłę, możemy nawet na nią mówić przypadek, kieruje pacjentem i lekarzem, również wtedy, gdy są w klinice niepłodności? To nie pacjent ani nie lekarz decyduje, które komórki jajowe dojrzeją w tym konkretnym cyklu ani które plemniki dojrzeją w tej konkretnej partii nasienia. Decyduje o tym no właściwie co? Albo kto? Zdarza się że przy słabych rokowaniach in vitro się udaje. Zdarza się też, że przy dobrych rokowaniach  i wielu powtórkach nie udaje się ani razu. Lekarz tylko zgodnie ze swoim najlepszym doświadczeniem i wiedzą medyczną dobiera leki, przeprowadza zabieg. Jeśli się uda to czemu katolicy nie mogliby dziękować Bogu, tak samo jak dziękują gdy czyjeś życie zostanie uratowane po zawale przez lekarza?

Więc osobom wierzącym proponuję uczciwie postawić sprawę: albo zawsze, niezależnie czy mamy biegunkę, guza mózgu czy słabe nasienie pozostaje -jak ostatnio zaproponował szef Rady do spraw Rodziny episkopatu osobom chorym na niepłodność - modlitwa,  szczera modlitwa, albo przyjmijmy, że to dobry Pan Bóg kieruje rękoma naszego ginekologa i embriologa, tak samo jak kierował by rękoma onkologa walczącego o nasze życie i jego jakość czy pediatry próbującego zbić gorączkę u dziecka lekami.

Jestem przeciwna powoływaniu się, zwłaszcza w pewnych kwestiach dotyczących prawa mającego obowiązywać wszystkich obywateli państwa, na naukę Kościoła Katolickiego. Czym jest nauka Kościoła? Kiedyś było nią twierdzenie, że ziemia jest płaska, a kobiety znające się na ziołolecznictwie to wiedźmy, które trzeba spalić na stosie. Obecnie nauka Kościoła Katolickiego dopuszcza globusy na lekcji geografii i kupowanie mięty na niestrawność i melisy na uspokojenie. Podobnie było z operacjami, szczepionkami czy przeszczepami.

Dalej: invitro to zabijanie. Nieprawda, invitro to życie. Invitro na przykład umożliwia, żeby urodziły się dzieci z zarodków, które w warunkach „naturalnych”; utknęły by i obumarły jako ciąża pozamaciczna u kobiet z niedrożnymi jajowodami.  Żeby mężczyzna, który ma słabe nasienie, mógł usłyszeć „tato”;, Ktoś na forum napisał, że invitro to "dojścia do szczęścia po trupach".  To nie in vitro, to natura. W przypadku tradycyjnego powstania zarodków, ich przeżywalność jest bardzo słaba. Samoistne poronienia na bardzo wczesnym etapie zdarzają się tak często, że potencjalna mama nawet nie zdąży się zorientować, że była w ciąży. Myśli że ma okres. Po prostu niektóre komórki jajowe i plemniki po połączeniu się (niezależnie czy dojdzie do tego w jajowodzie czy w laboratorium) nie mają potencjału życiowego. In vitro jako metoda nie jest za to odpowiedzialne.

Pani Godek, biskupi, chrześcijanie owszem mają prawo głosu, tak samo jak ateiści, muzułmanie, rudzi, wysocy czy górale. Jednak nikomu nie wolno obrażać innych ludzi. A zwłaszcza szerzyć nienawiści, a już zwłaszcza do dzieci, które są podatne na wpływy i bardzo przeżywają wykluczenie z grupy rówieśników. Jak ma się czuć 6 -10 latek, który w telewizji słyszy że jest dzieckiem Frankensteina? Że ma bruzdy na czole? Że jego mama zabiła jego rodzeństwo i jest morderczynią? Czy wpuszczając tą mowę nienawiści do debaty publicznej, do naszych mieszkań i naszych głów, chcecie żeby jedna sąsiadka zaczęła wytykać drugą i jej dziecko? Żeby w przedszkolu, w szkole jedna grupa dzieci szczuła inne, szukając u niego bruzd na czole? Przywoływany Rzecznik Praw Dziecka powinien zareagować, ale właśnie na tą mowę nienawiści i to zanim jakiś przestraszony chłopiec czy bezbronna dziewczynka dostanie traumy albo (odpukać) popełni samobójstwo, nie wskutek tego że jest z invitro i ma jakieś „defekty” ;, tylko wskutek tego, że otoczenie mu wmówiło, że jest niewłaściwy, nienormalny, że nie miał prawa się urodzić, że pójdzie do piekła.

Wiecie że przeciwnicy in-vitro mówią o tej metodzie in-wiadro? Że za jedyne właściwe, godne i ludzkie uważają poczęcie w jajowodzie?  Dla mnie jest to po pierwsze odbieranie godności zarówno rodzicom korzystającym z invitro jak i ich dzieciom. Stomia też nie jest najfajniejszą rzeczą na świecie, ale jak trzeba- to się ją robi. Dzieci urodzone z invitro to najbardziej chciane dzieci na świecie. Są nieraz wyczekiwane latami, ich rodzice świadomie myślą o rodzicielstwie, są gotowi poświęcić wszystko, swój czas, pieniądze, pracę aby urodził się maluszek. A po drugie jest to zwyczajnie nieprawda. Być może tradycyjny seks jest bardziej naturalny niż poczekalnia lekarska, pobrania krwi, zastrzyki, punkcja, transfery zarodków, ale czy jest  bardziej godnie powstać tylko dlatego, że rodzicom chciało się pobzykać, albo byli pijani (była taka impreza, że ciesz się że nie szczekasz). Że nie wspomnę o gwałtach, w tym gwałtach małżeńskich. Wiec przeciwniku invitro, zanim zajrzysz komuś do jego probówki, proponuję zajrzyj do sypialni własnych rodziców i ustal w jakich warunkach i z jaką intencją ciebie poczęto;. Być może miałbyś przydomek Pęknięta Guma;. To ja wolałabym się dowiedzieć, że jestem Śnieżynką z zimowiska.

Ostatnia rzecz która mnie irytuje to mówienie, że invitro nie leczy. No cóż, marskości wątroby czy urwanej ręki też się nie leczy. Wady wzroku się nie cofają. Insulina podawana cukrzykowi też nie wyleczy cukrzycy. Ale do lekarza  z tymi sprawami chodzimy.

Uff, to by było na tyle.
Pozdrawiam i życzę wszystkim, którzy tego pragną- dzieci

0
Twoja ocena: Brak