logo Powiedzieć i rozmawiać Kampania jest finansowana z 1% podatku przekazywanego nam przez sympatyków i dzięki bezinteresowności naszych Partnerów oraz Ekspertów.
TY także możesz ją wesprzeć!

„Powiedzieć i Rozmawiać” - Diagnoza. I co dalej? Jak rozmawiać z dziećmi i jak tworzyć rodzinę czyli o adopcji prenatalnej z perspektywy rodzica.

PiR III PanelTrzeci pacjencki panel dyskusyjny.
Tematem panelu jest: "Diagnoza. I co dalej? Jak rozmawiać z dziećmi i jak tworzyć rodzinę czyli o adopcji prenatalnej z perspektywy rodzica.".
W panelu wzięli udział:
Bogda Pawelec, psychoterapeutka
Aurelia Kurczyńska, psycholog kliniki Invicta
Tatiana Ostaszewska Mosak, psycholog kliniki Invimed
Magdalena Kruk, psycholog Towarzystwa Przyjaciół Dzieci
przedstawiciele Stowarzyszenia.

oraz goście specjalni: rodzice i przyszli rodzice dzieci urodzonych dzięki adopcji prenatalnej

Prowadzenie Tomasz Słodki - Lemon Project


4.285715
Twoja ocena: Brak Średnia: 4.3 (7 głosów )
  • Rodzaj artykułu w kampanii:

Odpowiedzi

Portret użytkownika evika

I co dalej?

Dobrze, że temat się pojawił, ale czy tylko ja mam wrażenie, ze nie padły tak naprawdę odpowiedzi na pytania postawione w temacie (a panie psycholog maja juz przecież doświadczenie) tylko pojawiło sie coraz wiecej pytań i wątpliwości?
Diagnoza, myślenie, decyzja i ... co dalej? Moze doczekamy sie w następnym panelu ;)

Portret użytkownika PinkThink

Ilość zarodków vs podejście kliniki

Chciałam dwa słowa dodać od siebie w temacie adopcji prenatalnej oraz ilości zarodków tworzonych podczas procedury IVF.
Jak słusznie zauważyła Pani Bogna Pawelec - adopcja prenatalna zaczyna się od dawców, a o nich mówi się niewiele i są często pomijani w całej debacie dotyczącej tematu.

Moja sytuacja wygląda następująco:
podeszliśmy do IVF ze względu na bardzo słabe wyniki nasienia.
Zapłodniliśmy wszystkie pobrane komórki - mieliśmy 9 blastocyst. To świetny wynik od strony medycznej, co przyznał sam dyrektor kliniki podczas transferu.
Udało się za drugim razem - jestem obecnie w 26 tygodniu ciąży.
Oznacza to, że zostało nam 7 blastocyst w laboratorium a ja (głównie ja, mąż troszkę mniej) dręczę się myślą, co poczniemy z takim dobrodziejstwem inwentarza.
Chcemy mieć więcej dzieci i zdaję sobie sprawę, że natura jest nieprzewidywalna i że możliwa jest sytuacja, że z tych 7miu zarodków będziemy mieć np. jedno dziecko albo nawet i wcale. Czuję jednak, że bardziej prawdopodobna jest opcja, że nie będziemy w stanie przyjąć i wychować wszystkich.
Oczywiście biorę pod uwagę opcję adopcji prenatalnej (mąż jest zdecydowany), ale na ten moment jestem baaardzo daleko od wewnętrznej zgody na ten proceder.

Popełniliśmy ogromny błąd, że nie poświęciliśmy tematowi ilości komórek, jakie zamierzamy zapłodnić, więcej czasu i przemyśleń PRZED przystąpieniem do IVF. Mam do siebie pretensję i jeszcze nigdy w życiu nie marzyłam tak intensywnie, aby cofnąć czas. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, zupełnie nie rozumiem dlaczego moja głowa zadziałała w taki a nie inny sposób. Nie potrafię tego racjonalnie wytłumaczyć i jest mi wstyd.

Mam jednak również ogromny żal do kliniki (Salve Medica w Łodzi).
O to, że lekarz NIGDY podczas ponad roku regularnego leczenia u nich nie podjął tego tematu. Nawet wtedy, kiedy byliśmy tuż przed punkcją, kiedy było wiadomo ile mam komórek jajowych i jakiej wielkości. Nikt nas nawet nie naprowadził na ten temat. Nie dał ŻADNEGO zadania domowego. Żadnego kierunkowskazu, aby się zastanowić. Nie wspominając o oszacowaniu jakiś szans i daniu nam, już nawet nie sugestii, ale jakiejś wskazówki i danych, na podstawie których moglibyśmy podjąć decyzję.
Jedyne pytanie, to najważniejsze, padło ze strony Pani embriolog dopiero po punkcji, kiedy wybudzałam się z narkozy - "pobraliśmy tyle i tyle komórek jajowych, ile zapładniamy?" .
Patrząc na całość z perspektywy czasu uważam, że to nie jest odpowiedni moment, aby takie pytanie padało po raz pierwszy ze strony kliniki. Oczywiście, przed punkcją nie można być pewnym, ile tych komórek będzie, więc teoretyzujemy - ale była by to jednak już jakaś podstawa do rozważań w tym temacie.
Bo po punkcji, nie dość, że jesteśmy wszyscy wykończeni psychicznie, to jeszcze w dodatku pod narkozą.

Pani embriolog występuje w jednym z paneli dostępnych na stronie i oznajmia, że klinika zawsze rozmawia z pacjentami, uczula, ostrzega - no cóż... w moim przypadku to stwierdzenie to okazało się fałszywe.

Nie chciałabym wyjść na krzykacza-ignoranta, który całą winę zrzuca na klinikę a sobie nie ma nic do zarzucenia.
Zarzucam sobie wiele, jednak pretensja do kliniki jest chyba większa.
W końcu to klinika jest specjalistą w dziedzinie IVF, ma swoje standardy, wiedzę (o ileż większą niż te 26 tygodni temu miałam ja), doświadczenie, psychologów, kontakt z pacjentami.

Na koniec krótki apel:
Lekarzu - nie zapominaj proszę, że masz do czynienia z ludźmi, których pragnienie dziecka może zaślepić w tym kluczowym momencie, mogą nie myśleć jasno - naprowadź pacjenta na pomyślenie o sprawie wcześniej.

Fundacjo - nie pomijaj w debacie dawców zarodków do adopcji, bo oni często, mimo ciąży / dziecka, przeżywają dalsze trudności a ich niepłodność nie kończy się z chwilą zajścia w ciążę.

Maj 2014 - PICSI / stymulacja + transfer 1 zarodka
Maj 2014 - beta negatywna
Czerwiec 2014 - Criotransfer mrożonego zarodka
27 czerwiec 2014 - beta 160 :) czekamy na Bejbika

Portret użytkownika swiezamama

podzielam

Jestem mama wspanialych coreczek i wraz z mezem jestesmy przeszczesliwi ze dzieki klinice nasze coreczki mamy. Jednak ostatnio otrzymalam poczte od kliniki, aby uiscic oplate za cztery zarodki ktore w klinice przechowujemy. I tu szok!!!! Dopiero w danym momencie gdy przeczytalam list od kliniki, uswiadomilam sobie co to oznacza. Ja mam 35 lat a moj maz 48. Nie planowalismy i nadal nie planujemy kolejnych dzieci..... Od momentu otrzymania listu - a minelo juz kilka tygodni - zastanawiam sie jaka decyzje podjac. Patrze na moje teraz juz 4-miesieczne coreczki i jest dla mnie jasne, ze tych czterech "zarodkow/dzieciaczkow" nie moge oddac do adopcji, bo cale zycie bede sie zastanawiala czy, gdzie i jak zyja, jak wygladaja.... Piszac to lzy mi sie cisna na oczy.... Nie moge oddac tych zarodkow.... nie moge....

21.01.2015 najpiekniejszy dzien w naszym zyciu. Urodzily sie nasze kruszynki