logo Powiedzieć i rozmawiać Kampania jest finansowana z 1% podatku przekazywanego nam przez sympatyków i dzięki bezinteresowności naszych Partnerów oraz Ekspertów.
TY także możesz ją wesprzeć!

zgoda na ciasteczka

  • Adopcja prenatalna to jedyne, co mi zostało.

    PiR nasze historieMoja historia z in vitro jest pewnie zwyczajna. Jakiś czas temu myślałam, że jestem poszkodowana przez życie, ale od momentu, w którym zaczęłam czytać blogi i korzystać z forum zrozumiałam, że moje życie nie różni się bardzo od innych.
    Mam 29 lat. 4 lata temu dowiedziałam się że mam torbiel wielkości pomarańczy. Zgłosiłam się do szpitala, operacja, wycięcie jednego jajnika i jajowodu, wyłuszczenie drugiego. Oczywiście jak to w moim przypadku nie bez komplikacji - krwawienie do otrzewnej, zagrożenie życia, kolejna operacja w drugiej dobie po pierwszej. Udało się. Opinia lekarzy- proszę się nie martwić kobiety z 1/12 jajnika maja dzieci. Ok, to się nie martwię. Potem ślub i staranie się o dzidziusia. Ach, ten cudowny seks na siłę dokładnie z zegarkiem i kalendarzem- suuuper!

  • Adopcja... prenatalna czy tradycyjna uczy pokory i cierpliwości.

    PiR nasze historieJestem osobą która zastanawiała się nad tą formą leczenia niepłodności. Uważam że każdy starający się o dziecko powinien wybrać metodę zgodną ze swoimi przekonaniami, sumieniem czy wiarą (jak kto woli). Zdecydowaliśmy się z mężem na tradycyjną adopcję. Dziś otrzymaliśmy z OA telefon z propozycją dzieci - jednak propozycja nas przerosła :(
    Życzę wszystkim adoptującym pociechy, komórki jajowe czy plemniki :) wytrwałości i sił w drodze do rodzicielstwa.
    Anka

  • Nigdy nie powiemy

    PiR nasze historieMiało być tak normalnie: ślub a później dzieci.
    Dziecko pojawia się 2 lata po ślubie po roku leczenia: 4 nieudane IUI (inseminacje) i w końcu, po trudnej drodze leczenia i związanym z tym stresem, podjęta decyzja o in vitro. Podjęliśmy decyzję, że w przypadku niepowodzenia nie będziemy już próbować. Ale 10 dni później na teście widać dwie kreski. 8 miesięcy później rodzi się NASZ SYN.
    Dziś ma 5 lat

    2 lata temu urodził się NASZ drugi syn.
    My z mężem podjęliśmy decyzję, że nasze dzieci się nigdy nie dowiedzą o in vitro ani o tym, że korzystaliśmy z dawcy. To są nasze dzieci. My jesteśmy ich rodzicami.

  • Historia nie zupełnie jak z romansu.

    PiR nasze historieNasza historia, chociaż zaczęła się jak scenariusz taniego romansu, nie do końca nim jest. Znaliśmy się „od zawsze”, gdyż nasi ojcowie byli przyjaciółmi z podwórka. Spotkaliśmy się ponownie jako maturzyści. Wspólne przygotowania do matury, studia w innych miastach i częsta rozłąka - z tym wszystkim poradził sobie nasz związek bez trudu. Już w czasie przygotowań do ślubu i snucia planów na przyszłość mój narzeczony wyznał, że w dzieciństwie przeszedł zabieg chirurgiczny z powodu wnętrostwa. Zapewnił, że zabieg się powiódł i nie będzie żadnych problemów z dzieckiem. Przyszłość pokazała coś zupełnie innego.

  • W trakcie drogi ...

    PiR nasze historieWitam. Oboje z mężem mamy po 35 lat, 7 lat jesteśmy po ślubie i tyle samo staramy się o dziecko. Wiemy, że mało czasu nam zostało. W swoim życiu przeszłam wiele, jeśli chodzi o starania o dziecko:( Mamy za sobą ok. 12 zabiegów inseminacji i 3 podejścia do in vitro, oczywiście nieudane. Jednak zawsze marzyliśmy o własnym dziecku, żeby rozświetliło nasze życie:) Zawsze bardzo wspieraliśmy się w naszej walce o dzidziusia:) Niedawno zastanawialiśmy się na adopcją prenatalną w formie dawcy nasienia. Mój mąż ma bardzo słabe nasienie. Rozważaliśmy wszystkie za i przeciw. Chciałabym bardzo, ale nie chcę naciskać na męża, bo wiem, że to bardzo trudna decyzja. Czas ucieka a my nadal stoimy w miejscu, czasem myślę, że chciałabym cofnąć czas, żeby to wszystko się inaczej potoczyło...

  • Nasza historia

    PiR nasze historieNasza historia zaczyna się trochę inaczej niż zazwyczaj, a więc ominęliśmy etap jak to wszystko cudownie się nam układa, mamy pracę, samochody, mieszkanie, czekamy tylko na dziecko... Ominął nas także etap naturalnych starań, testów owulacyjnych, ciążowych i niekończących się wizyt u beznadziejnych ginekologów.
    Poznałam swojego męża w wieku 20 lat. On 8 lat starszy ode mnie. Chyba na trzeciej randce wyznał mi, że nie może mieć dzieci i z tego powodu zostawiła go poprzednia żona. Jakoś w ogóle się tym nie przejęłam bo kto w wieku 20 lat myśli o dzieciach? Trzy lata później zaczęłam się interesować tematem badań męża. Byłam przekonana, że wyniki można poprawić i trafiłam na forum Nasz Bocian. Niestety nie znalazłam tam nic, co mogłoby nam pomóc, a wręcz przeciwnie: dowiedziałam się, że przy braku plemników niewiele można zrobić.

  • Nie cofnęłabym czasu

    PiR nasze historieJestem dawczynią komórek i mamą 2,5 letniej dziewczynki urodzonej dzięki zabiegowi IUI (inseminacji).
    Decyzja o dawstwie była prosta. Oddaję oocyty przy okazji mojego zabiegu In Vitro i zostawiam swoje dane, gdyby dziecko powstałe dzięki temu zabiegowi potrzebowało informacji medycznej lub czegokolwiek związanego z zagrożeniem jego zdrowia lub życia. Tak się stało. Moje In Vitro się nie powiodło, ale otrzymałam informacje z kliniki, że biorcom się udało. Dziwne uczucie: wzruszenie, radość i łzy pomieszane ze smutkiem...do dziś nie umiem powiedzieć co w zasadzie czułam. Jedno jest pewne: NIE COFNĘŁABYM CZASU.

  • Jak posklejać świat?

    PiR nasze historieProblem niepłodności dotknął mnie i mojego męża, kiedy oboje nie mieliśmy jeszcze 25 lat. Byliśmy młodzi i pełni wiary w to, że możemy żyć tak, jak to sobie zaplanowaliśmy. Do czasu ślubu wszystko układało się według planu. Po ślubie wyjechaliśmy w podróż, która była pełna romantycznych uniesień - byłam pewna, że z wakacji wrócimy już w trójkę. Moja wiedza na temat płodności była na poziomie podstawowym, a my przecież byliśmy młodzi i zdrowi – cóż mogłoby nam stanąć na przeszkodzie? W myślach obliczałam kiedy byłby termin porodu, wyobrażałam sobie jak obwieszczę mężowi radosną nowinę.
    Kiedy po powrocie z podróży przyszła miesiączka był to dla mnie prawdziwy cios. Dziecko „przywiezione” z romantycznego wyjazdu było szczytem moich naiwnych marzeń. Przepłakałam swoje rozczarowanie, a następnie, rozpoczęłam planowanie działań, które miałyby pomóc nam stać się rodzicami.