logo Powiedzieć i rozmawiać Kampania jest finansowana z 1% podatku przekazywanego nam przez sympatyków i dzięki bezinteresowności naszych Partnerów oraz Ekspertów.
TY także możesz ją wesprzeć!

Nasza historia

PiR nasze historieNasza historia zaczyna się trochę inaczej niż zazwyczaj, a więc ominęliśmy etap jak to wszystko cudownie się nam układa, mamy pracę, samochody, mieszkanie, czekamy tylko na dziecko... Ominął nas także etap naturalnych starań, testów owulacyjnych, ciążowych i niekończących się wizyt u beznadziejnych ginekologów.
Poznałam swojego męża w wieku 20 lat. On 8 lat starszy ode mnie. Chyba na trzeciej randce wyznał mi, że nie może mieć dzieci i z tego powodu zostawiła go poprzednia żona. Jakoś w ogóle się tym nie przejęłam bo kto w wieku 20 lat myśli o dzieciach? Trzy lata później zaczęłam się interesować tematem badań męża. Byłam przekonana, że wyniki można poprawić i trafiłam na forum Nasz Bocian. Niestety nie znalazłam tam nic, co mogłoby nam pomóc, a wręcz przeciwnie: dowiedziałam się, że przy braku plemników niewiele można zrobić.

Udaliśmy się więc do lekarza. Mężowi zrobiono usg i pakiet badań. Fsh powyżej 60 sprawiło, że wyzbyliśmy się resztek nadziei na genetyczne potomstwo. Nawet nie zrobiliśmy biopsji ani badań genetycznych. Jednak etap rozpaczy nas ominął, wiedzieliśmy że jedynym ratunkiem jest dla nas inseminacja nasieniem dawcy. Od razu się zgodziłam. Wybraliśmy Invictę jako miejsce naszego leczenia. Opieka lekarska, otoczenie i lekarz prowadzący bardzo nam się spodobali. O wszystkim od samego początku wiedzieli rodzice męża i para znajomych i bardzo nas wspierali.
Udało się nam za czwartym razem.
Nigdy nie zapomnę tej radości kiedy odbierałam za pomocą internetu wyniki potwierdzające ciążę. Od razu zadzwoniłam do męża a on natychmiast przyjechał do mnie z pracy żeby mnie przytulić. Ciąża była idealna, dobrze się czułam i praktycznie do dnia porodu byłam aktywna (wyobraźcie sobie minę właściciela klubu bilardowego jak w 42 tc przyszliśmy sobie z mężem pograć ;)). Poród był koszmarny, pełen komplikacji nie byłam nawet się w stanie cieszyć kiedy położyli mi na piersi mój mały cud. Dwa miesiące męczyła mnie depresja poporodowa i dopiero po tym czasie zaczęłam w pełni cieszyć się macierzyństwem i doceniać cud jaki się nam wydarzył.
Dodam jeszcze że od początku naszych starań byliśmy przekonani, że nikt się nie dowie o sposobie poczęcia naszego dziecka. Pod wpływem forum Naszego Bociana dostrzegliśmy drugą stronę medalu, jak ważna jest szczerość wobec dziecka. Poinformowaliśmy więc najbliższą rodzinę i byliśmy pozytywnie zaskoczeni sposobem w jaki przyjęli tę informację. Mówili, że to przecież NASZE DZIECKO, nieważne w jaki sposób się poczęło. Mówiąc to poczułam jak wielki kamień spada mi z serca, że nie muszę okłamywać najbliższych. Mąż jeszcze nie jest do końca przekonany o tym czy mówienie dziecku to dobra decyzja, ja jestem. Nasze dziecko jest jeszcze małe i nie wiem jak to będzie. Czy nadal będzie nas kochało, zaakceptuje sposób w jaki pojawiło się na świecie czy będzie miało do nas żal. Nie wiem ale mam nadzieję, że droga jaką obraliśmy okaże się tą najlepszą...


To jest historia napisana i nadesłana w ramach kampanii "Powiedzieć i Rozmawiać". Na autorów historii związanych z adopcją prenatalną czekają bransoletki ufundowane przez By Ilo. Więcej informacji TU.

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (3 votes)