Wyświetl temat - Problemy z nastolatkami

Ogłoszenie!

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 774 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37 ... 52  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 13 sty 2011 22:02 
Offline

Rejestracja: 09 sty 2011 03:08
Posty: 35
[quote="omilka"]Tola_68, moge podrzucić Ci rozdział ksiązki Beneath the mask, w roboczym tłumaczeniu, troche mówiący o problemach z którymi musi zmierzyć się adoptowany nastolatek.[quote="omilka"]

Omilka, podrzuć proszę, może na maila?
Nie wiem, jak inaczej się z tobą skontaktować.

Dziewczyny, nie mam zbyt wiele czasu na internet, długo jestem w pracy, a potem w domu staram sie spedzać czas z rodziną.
Syn teraz jest trochę chory, siedzi w domu, mam dla niego więcej czasu i nie marnuję go - dużo z nim rozmawiam, oglądamy zdjecia z jego dzieciństwa. Jest jakoś lepiej.
Ale wciąż czytam, co piszecie, jestem z Wami :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 15 sty 2011 19:35 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 cze 2002 00:00
Posty: 313
Lokalizacja: Szczecin
omilka pisze:
Ula76 pisze:
ona się nie zmienia tak szybko jak ja bym tego chciała

Ona będzie się pewnie zmieniać, ale raczej nigdy aż tak jak byś chciała.


Otóż to. :)
Ula, czy masz poczucie, że jesteś tak ukształtowana, jak chcieli Twoi rodzice? Czy jesteś przekonana, że wzorzec przekazywany przez rodziców jest najlepszy i jedyny?

A poza tym - obie macie wobec siebie oczekiwania, zwłaszcza, że to duża dziewczynka była - ona się zmienia trochę pod Twoje oczekiwania (wiem, wiem, tempo nie takie), a czy Ty się zmieniasz zgodnie z jej oczekiwaniami?


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 19 sty 2011 19:55 
Offline

Rejestracja: 20 wrz 2010 20:15
Posty: 178
[quote="dominika"]A poza tym - obie macie wobec siebie oczekiwania, zwłaszcza, że to duża dziewczynka była - ona się zmienia trochę pod Twoje oczekiwania (wiem, wiem, tempo nie takie), a czy Ty się zmieniasz zgodnie z jej oczekiwaniami?

Ula nie może się zmieniać zgodnie z oczekiwaniami córki, bo najprawdopodobniej córka oczekuje takiej matki, która jedynie kocha, ale niczego nie wymaga; chwali, ale nigdy nie krytykuje. Wiekszość dzieci chciałaby mieć takich rodziców. Ale gdyby dzieciom dać do rąk "czarodziejskie różdżki", którymi by zmieniły dorosłych wedle swoich oczekiwań, to PROCES WYCHOWAWCZY BYŁBY NIEMOŻLIWY. Bo charakter człowieka kształtuje się w bólach. Boli nauka pokonywania egoizmu, panowania nad zachciankami, nad emocjami, pokonywanie tchórzostwa. Moją córkę, którą bardzo kocham i podziwiam za postępy w "uczłowieczeniu" i w uczuciach, które poczyniła od momentu adopcji, też postrzegam czasem (ale tylko czasem) jako... mięczaka i tchórza, i w takich momentach te jej cechy drażnią mnie bardziej, niż cały RAD z niespełnianiem poleceń, krzykami, agresją, a nawet gryzieniem. Rozumiem Ulę. Ja też nie chciałabym, żeby moja córka wyrosła na człowieka bez charakteru.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 19 sty 2011 21:17 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 gru 2009 01:00
Posty: 198
Sorry, kobietki matki nastolatek, ale jak czytam co piszecie, to mnie brzuch boli ze strachu. Na serio. Ja nie jestem jakas straszna twardzielka, wrecz przeciwnie. Podchodze do zycia tak, ze staram sie duzo myslec nas swiatem wokol mnie, jeste czasami cholernie miekka i rozlazla. Zmieniam zdanie, zaczynam cos, nie koncze, bo to okazuje sie byc glupi pomysl. I cholera, jak Was czytam, to jestem strasznie szczesliwa, ze nie jestescie moimi matkami. Bo nie dalabym rady sprostac Waszym wymaganiom. Na pewno nie.
Coz, to ze jestem jaka jestem nie oznacza, ze jestem gorszym czlowiekiem. Moj charakter nie kszatltowal sie w bolach. Nie cierpie jazdy pod tytulem "procesy wychowawcze". Nie jestem przestepca, ani wykolejona kobieta. Jestem soba i dobrze mi sie z sama soba zyje (pomimo tego, ze czasami jestem miekka jak cholera i prawie nigdy nie jestem przebojowa). Jestem zadowolona z zycia. Jestem szczesliwa.
Wiec wrzuccie czasami Waszym nastolatkom na luz. Dajcie im zyc. Kazdy ma inny sposob na zycie. I nie zatruwajcie sobie nawzajem zycia potrzeba kontroli. Czy caly swiat wokol musi byc taki, jak Wy sobie go wyobrazacie? Czy czasami nie mozna sie dogadac, po prostu? Pojsc na kompromis?

Ja nie wiem, ale je sie cholernie zmienilam od momentu adopcji naszego syna. Nie jestem ta sama osoba, ja sie do niego pod pewnymi wzgledami dostosowalam, a on do mnie.
Nie zmienilam sie moze na zasadzie "masz jak chciales", ale na zasadzie, jak bedzie nam razem lepiej? Jak Ci moge pomoc?
Zapytalam jaka jest jego wymarzona mama i wysluchalam, co mial do powiedzenia. Przemyslalam. Jak uslyszal to pytanie, to i odpowiedz rozsadna dal, bo to "emocjonalne" podejscie, ze ma byc dobra, wszystko robic i dawac kase, weryfikuje sie, jak sie o tym rozmawia, dyskutuje. Wiec poszlam na jego kilka pomyslow. A on za to, zmienia sie, aby jemu latwiej bylo w przyszlosci. Powoli, z regresami, ale sie zmienia, pieknieje i dorosleje.
Ja go nie wychowuje, zeby byl taki jak ja chce i uwazam za dobre i rozsadne. Ja chce, aby byl szczesliwy, aby znalazl swoje miejsce w zyciu. A czy to bedzie na uniwersytecie, w warsztacie samochodowym, na pustyni czy na wojnie w Afganistanie, to juz nie ma znaczenia.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 19 sty 2011 23:58 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 cze 2002 00:00
Posty: 313
Lokalizacja: Szczecin
Zapytałam prowokująco, bo myślę sobie, że na tej wojnie o przyszłość dziecka bez kompromisu ani rusz. Oczywiście, mamy nie mają stać się uległymi bankomatami. Ale czy na pewno córki mają stać się dokładnie takie, jak wymarzyły sobie mamy? Ciepłe kluchy też są na tym świecie potrzebne, i lepiej być ciepłą kluchą o adekwatnej samoocenie, niż imitacją twardzielki o zaniżonej samoocenie. Oczywiście moim zdaniem.

Każdy z nas ma swoje predyspozycje i ograniczenia. A niemożność sprostania oczekiwaniom rodzica uwierać może przez całe życie. Czy na pewno o to chodzi?


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 25 sty 2011 00:05 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 lut 2010 01:00
Posty: 115
Alina_Katowice pisze:
Ula nie może się zmieniać zgodnie z oczekiwaniami córki, bo najprawdopodobniej córka oczekuje takiej matki, która jedynie kocha, ale niczego nie wymaga; chwali, ale nigdy nie krytykuje.


Alinka, Ula wyraźnie powiedziała, że podczas chwalenia wysyła podwójny komunikat ("to nie jest za darmo") i przynajmniej ja chciałam na to zwrócić uwagę.

Jak wymagać to wymagać, ale jak chwalić to już bez żadnych haczyków (masz mi być wdzięczna za to że dostałaś piątkę, bo masz ją dzięki nam!). Nie wnikam w wasz konkretny świat wartości, to indywidualna sprawa, ale jestem też zwolennikiem nie rzucania słów na wiatr. Jeżeli umawiasz się z nastolatkiem że za to i za to jest taka i taka kara i on się na to zgadza, a potem się wycofujesz (chyba że sensownie to uzasadnisz, wiadomo że sytuacje są rożne) to uważam że to tworzenie wrażenia, że w świecie społecznym nie ma żadnych reguł no i że nie ma się na czym oprzeć. Ale to moje osobiste refleksje ;)

Weźcie też poprawkę na to że celowo pewne zjawiska przejaskrawiam i pewnie tak nie jest w realu. Warto by dziecko pod pieczą rodzica nauczyło się własnej skuteczności - to czego zawsze mu brakowało od RB. Jeżeli mówisz mu, że ta piątka którą dostało to jest "dzięki rodzicowi" - to dorosły to rozumie i będzie wdzięczny, ale dziecko znowu straci jakąkolwiek kontrolę nad swoimi dokonaniami - i braknie motywacji, bo nie będzie miało poczucia że to jego zasługa.

Uleczka, jesteś supermamą i nikt w to nie wątpi! Już sam fakt, że tak bardzo się przejmujesz, piszesz o swoich trudnościach świadczy o tym że je dostrzegasz, więc możesz nad nimi skutecznie pracować.

Powtórzę jeszcze raz: wymagania rodzicielskie są okazaniem dziecku miłości, tego że nim się interesujesz, że ci zależy (przecież najprawdopodobniej zostało zabrane z RB, bo nikt się nim nie interesował...). To, że napotykasz na opór może mieć mnóstwo przyczyn, może być po prostu nieumiejętnością skutecznej nauki (banalne może to z mojej strony, pewnie dawno o tym pomyślałaś, ale dla mnie nauczenie się map myśli i robienia notatek było odkryciem na miarę Ameryki, może są problemy z czytaniem i stąd niechęć do siedzenia nad książką? Może młoda jest słuchowcem i potrzebuje odczytać sobie na głos, wreszcie - nauka może być fajną okazją do zawiązania więzi, gdy dobrze coś powtórzy do pochwalenia etc. - wiem że nie codziennie, nie wiem nawet czy przy tylu dzieciach miałabyś czas...).

ALE (do wymagań) - ja to znam z praktyki z dzieciakami w rodzinach biologicznych, więc może to zupełnie nie ma pokrycia, jak mówicie...


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 28 sty 2011 12:43 
Offline

Rejestracja: 07 sty 2004 01:00
Posty: 107
Witam. Jestem mamą 5 rodzeństwa. Mieszkamy od 8 lat razem. problemy naszych dzieci wynikają z zaniedbań wcześniejszych i patologi ciąży. Wychowuje ich pięcioro z czego troje jest chorych. jedna córka lat 20 upośledzenie lekkie, leczona psychiatrycznie hospitalizowana, druga lat 17katowana w dzieciństwie broni się poprzez destrukcję ,terapia z leczeniem farmakologicznym chodzące ADHD, chłopiec lat 14 uczeń pierwszej klasy integracyjnej gimnazjalnej ADHD silne zaburzenia emocjonalne ataki, leczony.
Kochani walka o każdy dzień dla naszych dzieci jest jak praca bez końca, ale warto ja to wiem. Widzę jak moje dzieci się zmieniają kim się stają, jaką ciężką walkę przechodzimy razem, rozmowy, terapie, hospitalizacje, konflikty wychowawcze i walka o przyszłość. Warto naprawdę warto choć łzy często płyną mi po twarzy. Pozdrawiam ciepło

_________________
R-pozdrawia


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 sty 2011 15:30 
Awatar użytkownika
Uffffffffff w końcu i ja tutaj dotarłam :) nie mogłam Was znaleźć, ale jakoś się udało :) nadrabiam zaległości..


Na górę
  
 
PostZamieszczono: 02 lut 2011 02:18 
Awatar użytkownika
ja jestem ciepłą kluchą, syn też. Czy nadajemy się do eliminacji? bo tak to odebrałam. Ula, przepraszam za to co powiem, ale tak, za dużo wymagasz. Te wymagania są dostosowane do ciebie a nie do córy. I nie wymagaj że będzie okazywac ci uczucia, bo czy ty jej okazujesz? A proces przemiany zawsze należy zacząc od siebie. Wiesz, niekiedy ciepłe kluchy są ledwo przepchane do następnej klasy, a potem grają na nosie "profesorom" i robią doktoraty... I nie traktuj swoich dzieci w ten sam sposób, każde jest inne, mają różne imiona.
Też spełniałam się zawodowo, teraz rzuciłam wszystko w diabły i jestem kurą domową, jestem szczęśliwsza od większości znajomych, wyzwolonych kobiet. To moja droga, bliscy mnie wspierali. Ty wspierasz córkę?
No a bałagan w pokoju, świat się zawali? jak się wstydu naje gdy zaprosi kolegę, to sama ze ścierą będzie latac. Nikt nie jest doskonały, ty też. Weź na to poprawkę. Zresztą sama o tym piszesz, więc czemu bronisz tego przywileju swojej nastolatce? Jak nie zmienisz trochę choc swego postępowania, to obawiam się że dopiero dowiesz się co to są kłopoty wychowawcze. Czego ci nie życzę. Bo widac że masz głowę na karku, tylko że patrzysz tylko w swoim kierunku.
Tak to widzę, chociaż może się mylę, bo słowo pisane a rzeczywistośc to dwa różne bieguny. A może coś przeanalizujesz, wyciągniesz wnioski?

Tak na marginesie, jestem mamą nastolatka, też robi numery, ale trzeba wiedziec co jest prawdziwym problemem, a co naszym widzimisię-problemem. No bo przestawione meble? To chyba jej pokój? (Ja dawno temu miałam porysowane całe ściany, wtedy mi się podobały, teraz inaczej na to patrzę. Dziękuję Bogu za cierpliwych i wyrozumiałych rodziców).

No i teraz zobaczymy jak ty znosisz ostrą krytykę, którą fundujesz swej córci. :D


Na górę
  
 
PostZamieszczono: 09 lut 2011 18:43 
Offline

Rejestracja: 20 wrz 2010 20:15
Posty: 178
Madhag napisała, że dla niej najważniejsze, aby syn był szczęśliwy. Nie dziwi mnie to, bo spotkałam się już z takim podejściem. Pewnie, każdy chciałby być szczęśliwy. Tylko mam wątpliwości (może raczej natury filozoficznej niż pedagogicznej), czy szczęście może być celem samym w sobie. Myślę, że ono jest raczej "efektem ubocznym" tego, jacy jesteśmy, jak postepujemy i co nas spotyka.

Jeżeli człowiek:
1) postępuje tak, że może sobie spojrzeć w lustro
2) ma na tyle charakteru, żeby nie odbierał otoczenia jako źródła nieustannych stresów
to nie ma powodu, żeby był nieszczęśliwy. No chyba, że spotka go prawdziwe nieszczęście (śmierć bliskiej osoby, utrata dachu nad głową, wojna itp.) - wtedy je odczuje I TO JEST ZDROWE I NORMALNE.

Tak więc nie mogę się zgodzić, że celem wychowania jest, żeby człowiek był szczęśliwy. Ma być uczciwy i z charakterem. Wtedy najprawdopodobniej będzie także szczęśliwy (z wyjatkiem okresów, kiedy spotkają go tragedie).


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 09 lut 2011 22:30 
Offline

Rejestracja: 20 wrz 2010 20:15
Posty: 178
omilka pisze:
Co do patrzenia w lustro, nie wiem do końca, co w nim widzi moja córka: atrakcyjną, inteligentną i interesującą dziewczynę, czy osobę, której nikt nie kocha, jak czasem się żali.


Pisząc, że człowiek może sobie spojrzeć w lustro, miałam na myśli, że nie wstydzi się swojego postępowania i że jest uczciwy. Raczej nie myslałam o ocenianiu swojego wyglądu ("atrakcyjna"), zasług ("interesująca") ani szczęścia w życiu (ktoś ją kocha lub nie).


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 09 lut 2011 23:52 
Offline

Rejestracja: 20 wrz 2010 20:15
Posty: 178
Oczywiście, wiem, że dziecko "po przejsciach" (czy też "kosmita" :wink: ) musi się przede wszystkim nauczyć budować więzi, nauczyć adekwatnej samooceny i oceny swojego postepowania - a może nigdy do końca nie opanuje tej sztuki (któż z nas, "zdrowych", jest zawsze obiektywny w stosunku do siebie ???) i jeszcze wieeelu, wielu rzeczy, dla nas naturalnych i oczywistych, musi się w trudzie nauczyć. Ale nie dajmy się zwariować - nie potrafię zrezygnować z podstawowej "ambicji" wychowawczej: ukształtowanie PORZĄDNEGO CZŁOWIEKA (wszyscy wiemy, co to oznacza).

Jeżeli efektem moich starań wychowawczych byłaby np. szczęśliwa złodziejka, przeurocza i pewna siebie kurtyzana albo zadowolona z życia, nieodpowiedzialna matka - to byłaby to dla mnie taka sama porażka wychowawcza, jak wykreowanie sfrustrowanego eks-RAD-owca nie radzącego sobie w kontaktach z ludźmi. Może życie kiedyś ostudzi moje zapędy, ale "... jeszcze nie, jeszcze długo nie" :) !


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 10 lut 2011 08:14 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 gru 2009 01:00
Posty: 198
Szczesliwa zlodziejka, czy kurtyzana??? Ja takich jeszcze nie spotkalam :) Ale coz, pewnie w innych swiatach zyjemy.
Niestety, to sfrustrowani ludzie z zaburzeniami przywiazania i po traumach zostaja zlodziejami czy nieodpowiedzialnymi matkami. Tylko, ze nie sa z tym szczesliwi.
Moim zdaniem nie ma ludzi "zlych", samych z siebie, ktorzy sa z tego zadowoleni.
A wszystko wiaze sie z tym, co Omilka napisala, ze dzieci zaburzone, to dzieci, ktore maja problem, z widzeniem co jest zle a co dobre. I ciezko je tego nauczyc zwyklymi metodami.
I jedno moge zagwarantowac, ze dzieci nie sa szczesliwe.

A to czy mozna sobie spojrzec w lustro i byc zadowolonym z tego, co sie zrobilo... jest bardzo subiektywne. Wine latwo zawsze zwalic na innych. Latwo sobie powiedziec, ze to nie moja wina.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 10 lut 2011 09:39 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 lip 2004 00:00
Posty: 3037
Alina_Katowice pisze:
Jeżeli efektem moich starań wychowawczych byłaby np. szczęśliwa złodziejka, przeurocza i pewna siebie kurtyzana albo zadowolona z życia, nieodpowiedzialna matka - to byłaby to dla mnie taka sama porażka wychowawcza, jak wykreowanie sfrustrowanego eks-RAD-owca nie radzącego sobie w kontaktach z ludźmi.

Te porownania sa sprzeczne same w sobie... cos w stylu biednego bogacza... :roll:

Alina_Katowice pisze:
Ale nie dajmy się zwariować - nie potrafię zrezygnować z podstawowej "ambicji" wychowawczej: ukształtowanie PORZĄDNEGO CZŁOWIEKA (wszyscy wiemy, co to oznacza).

Zgadzam sie, ja tez chcialabym wychowac moje dziecko na porzadnego czlowieka gdyz uwazam, ze tylko wowczas ma szanse na to aby byc szczesliwym.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 10 lut 2011 13:08 
Offline

Rejestracja: 20 wrz 2010 20:15
Posty: 178
HANULA napisała: "Zgadzam sie, ja tez chcialabym wychowac moje dziecko na porzadnego czlowieka gdyz uwazam, ze tylko wowczas ma szanse na to aby byc szczesliwym."

O to mi właśnie chodzi - szczęście nie może być celem (wychowawczym czy życiowym) samym w sobie, lecz raczej "efektem ubocznym" tego, jakim się jest (np. uczciwym człowiekiem). Jeżeli będzie, możemy wychować dziecko na zadowolonego z siebie egoistę. Ja raczej, zamiast przekazywać dziecku przesłanie "myśl i postępuj tak, abyś była szczęśliwa" wolałabym przekazywać "postępuj tak, aby INNI byli z tobą szczęśliwi" (czyli innymi słowy "kochaj bliźniego, jak siebie samego"). Wtedy jest szansa, że wychowam porządnego, uczciwego człowieka (który "przy okazji" będzie też szczęśliwy). Nie chciałabym rezygnować z tego celu, mimo, że moje dziecko jest "po przejściach". Wychowanie to przecież m.in. przekazywanie wartości, w które się wierzy.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 774 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37 ... 52  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group