Wyświetl temat - Mam pytanie, czysto teoretyczne..........

Ogłoszenie!

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Forum zablokowane Ten temat jest zamknięty. Nie można w nim pisać ani edytować postów.  [ Posty: 32 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostZamieszczono: 14 mar 2003 22:48 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 lut 2003 01:00
Posty: 307
Ewuś!Bardzo mnie poruszył Twój post!Sprawy o których piszesz dotyczyły kiedyś mnie i mojej drugiej połowy.Co prawda sprawa wieku u nas ma się dokładnie odwrotnie. Średnią wieku mamy co prawda taką samą, z tą różnicą,że ja jestam starsza w naszym związku. Ja też , w akcie desperacji,rok temu rzuciłam się na IN VITRO . Nie chcę Cię nie daj Bóg, do czegokolwiek nakłaniać , czy przekonywać, chcę Ci tylko powiedzieć , że razem z mężem żałujemy, że przez to straciliśmy następnych kilka miesięcy oczekiwania na nasze ukochane ( "adopcyjne") dzieciaczki!Najważniejsze jest podjęcie decyzji, u nas trwało to bardzo długo. Rozumiem Cię , bo przez to przeszłam. Wiem tylko,że nie trzeba urodzić,żeby kochać całym sercem i całym sobą.Ewuś, jeszcze jedno! Przeczytaj, proszę,JEŻA i WIEŻĘ Z KLOCKÓW KASI KOTOWSKIEJ.


Ostatnio zmieniony 15 mar 2003 00:01 przez masza, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 14 mar 2003 23:11 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 paź 2002 00:00
Posty: 40
Koniecznie!!!Przeczytaj Jeża i Wieżę z klocków Katarzyny Kotowskiej.

_________________
Elżbieta mama Zuzi.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 14 mar 2003 23:13 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 lut 2003 01:00
Posty: 307
Ela dzięki!!!! Chyba myślisz podobnie.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 14 mar 2003 23:15 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 mar 2002 01:00
Posty: 677
Hej Ewa :)

Miło mi Cię poznać. My wprawdzie jesteśmy sporo od Was młodsi, ale na początku naszej drogi adopcyjnej przeżywaliśmy podobne rozterki.
Pytasz:
Cytuj:
Chciałabym, żebyście obecni i przyszli rodzice adopcyjni powiedzieli mi jak w Was dojrzewała decyzja o adopcji.

Odpowiedz: po prostu dojrzewała. Im więcej wiedziałam o adopcji, tym mniej pokładałam nadziei w leczeniu i tym bardziej czekałam na nasze dziecko adopcyjne. Po prostu w pewnym momencie poczułam, że nasze dziecko trzeba szukać szerzej, nie tylko w klinikach, u lekarzy ale wszędzie, że trzeba poruszyć niebo i ziemię aby je odszukać. I tak po 9 miesiącach od kontaktu z ośrodkiem zostaliśmy rodzicami Mateuszka.
Cytuj:
A ja chcę jednego, chcę mieć dziecko, spełnić się jako matka, poczuć tą jedyną i niepowtarzalną więź, kochać maleńką istotkę, nauczyć ją świata, być z nią. Bez niej życie nie ma sensu. Już nie...

No właśnie!

Pozdrawiam cieplutko

Hasik


Ostatnio zmieniony 14 mar 2003 23:44 przez Hasik, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 14 mar 2003 23:23 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 lut 2003 01:00
Posty: 307
Ewuś! Odpowiedz!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 15 mar 2003 00:48 
Offline
Awatar użytkownika
Zarząd Stowarzyszenia
Administrator
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 maja 2002 00:00
Posty: 1674
Lokalizacja: Warszawa
Ewo, widzę że jesteś strasznie rozbita, wiec opowiem ci jak to było w naszym przypadku. Adopcja pojawiła się w naszych rozmowach jeszcze gdy się leczyliśmy, najpierw jako rezerwowa ścieżka na przyszłość, gdy kolejne IVF nie przyniosą rezultatu. Gdy poszliśmy pierwszy raz do ośrodka, byliśmy po 2 transferze, mieliśmy jeszcze w planach kolejne IVF. W ośrodku wypytaliśmy co i jak, opowiedzieliśmy też o swoich planach i umówiliśmy się że jeśli nasze próby medyczne zakończą się niepowodzeniem, wrócimy. W tak zwanym międzyczasie nasze podejście do adopcji powoli ewaluowało, od ostrożnego zainteresowania i rezerwowej drogi do decyzji że zarzucamy leczenie i rozpoczynamy spotkania w ośrodku. Nie bez znaczenia był też stan zdrowia Agnieszki, stymulacja spowodowała pojawienie się kolejnych torbieli na jajniku. No i oczywiście spory wpływ miał bocian i warsztaty Joli na które zaczęliśmy chodzić. Ze spotkania na spotkanie utwierdzaliśmy się w słuszności naszej decyzji.
Pewnie narażę się paru osobą, ale uważam że do adopcji nie można namawiać, decyzja jest zbyt poważna, żeby podejmować ją pod wpływem namowy czy chwilowych emocji lub strachu że za rok czy dwa będzie za późno. Jeśli nie czujesz jej jeszcze w sobie, spokojnie daj sobie czas, jeśli planujesz jeszcze IVF zrób je, przecież może się udać. A skoro adopcja pojawiły się w waszych rozmowach i zaczynacie ją rozważać jako ewentualność, idźcie do ośrodka, zadajcie te wszystkie pytania które już zadawaliście na forum i pewnie jeszcze z tuzin innych, pomoże to wam uporządkować myśli i ułożyć kolejność działań.

_________________
--
Pozdrawiam
Michał

Niepłodność boli. Porozmawiajmy.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 15 mar 2003 01:03 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 lut 2003 01:00
Posty: 307
Zgadzam się z tobą Michał w 100 procentach.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 15 mar 2003 13:12 
Offline
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 22 cze 2002 00:00
Posty: 11698
Masza, Ella, Hasik, Michał,
dziękuję, że się odezwaliście – dla mnie to teraz bardzo ważne, że ktoś mnie wysłucha.
Masza, w poniedziałek poszukam tej książki, może jak zajmę się czytaniem, przestanę czarno myśleć. Domyślam się, że jest to książka o adopcji.
Michał, zgadzam się z Tobą, że do adopcji nie można nikogo namawiać, że ta decyzja musi wykiełkować sama we mnie. Dlatego nieśmiało pytam tu na Bocianie, jak inni to przeżywali, czy też mieli tyle wątpliwości, tyle niewiadomych, jak dali sobie z tym radę. Decyzja o adopcji musi być przemyślana i wiem, że muszę być pewna, że tego właśnie chcę, inaczej nie miało by to sensu. Na dzień dzisiejszy nie jestem absolutnie pewna, wręcz jestem przerażona, bo to jest zbyt wielka odpowiedzialność, żeby tak ot „pstryknąć” i już. Wiem, że jakbym zdecydowała się na adopcję, to muszę być silniejsza niż gdybym sama bym urodziła dziecko, bo (tak mi się wydaje), że kobieta która sama urodzi, kocha je jakby „odgórnie”, a dziecko adopcyjne musi (nie w sensie przymusu, mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi) pokochać i to w taki sposób, żeby zapewnić mu pełnię szczęścia, żeby nigdy nie odczuło, że nie jest biologicznym dzieckiem swoich rodziców. Na pewno z czasem przychodzi to samo, ale na początku jest chyba jakaś różnica. Jak Wy to odczuwaliście? Czy ta więź zawiązała się od razu, czy przyszło to z czasem? We mnie każdy bobas wywołuje matczyne uczucia, jak widzę maluszka, nie ważne czy niemowlaczek, czy już drepczący przy boku mamusi czy tatusia, zawsze uśmiecham się do takiego malca, mam ochotę złapać go w ramiona, przytulić, boję się, że upadnie, staję się czujna – a przecież to nie moje dziecko. Pewnie jestem już jakąś paranoiczką, nie wiem.

Jeszcze raz dziękuję, że się odezwaliście. Napiszcie proszę, jak ta cała droga przebiegała u Was.

_________________
Ewka


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 15 mar 2003 13:44 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 sty 2003 01:00
Posty: 87
Lokalizacja: Choroń
Ewka - mam nadzieję na spotkanie w Kielcach i rozmowę :!: Absolutnie nie można nikogo namawiać do adopcji - nie wolno :!: Nie namawiałam ww do adocpji ( była cały czas na NIE) tylko po 4 latach zastanawiania się czy lepiej zbierać pieniądze lub brać kredyty na leczenie, zdecywodowałam, że wolę jednak wydać je na Maluszka. Oczywiście to jest indywidualna sprawa i nikogo nie potępiam (wręcz przeciwnie podziwiam) jeśli decyduje się na walkę. Więc w 4 rocznicę ślubu wziełam ww do OAO tłumacząc, że tylko porozmawiamy, przedstawimy swoje wątpliwości, pytania i przecież zawsze możemy zamknąć za sobą drzwi. Panie z OAO powiedziały nam, że zaczyna się kurs za miesiąc i możemy do niego przystąpić - i albo zdecydować, że adoptujemy, albo się wycofać, albo nawet zawiesić swoje starania gdyby się okazało, że jestem w ciąży, a potem w razie czego wrócić. To miała być nasza decyzja. Po wyjściu z OAO WW niewiele mówił ale zaczął zbierać dokumenty i po każdym kolejm spotkaniu była bardziej przekonany co do podjętej decyzji.
Ewka - może to nie była miłość od pierwszego wejrzenia - do naszych dziewczynek - ale na pewno od drugiego :!: :!: :!: Jeżeli kochasz dzieci to nie ma takiej możliwości żebyś nie pokochała tej istotki, którą dostaniesz pod opiekę - NIE MA TAKIEJ MOŻLIWOŚCI :!: A resztę opwiemy Ci na spotkaniu :!: :wink:


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 15 mar 2003 13:46 
Offline

Rejestracja: 08 gru 2002 01:00
Posty: 10965
Lokalizacja: Częstochowa
Ewka to ja pisałam WW był zalogowany :D


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 16 mar 2003 23:19 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 maja 2002 00:00
Posty: 699
Lokalizacja: Warszawa
Ewka... 19 marca będę świętować 3 rocznicę podjęcia decyzji .. bardzo dokładnie pamiętam ten moment ... niedzielny wieczór ... szpitalna salka z kilkorgiem maluszków chorych na serduszko... siedzę przy łózeczku jednego z nich ... dyżurująca siostra próbuje nakarmic maluchy ... oferuję jej swoja pomoc ..podaje mi dwutygodniowe maleństwo ze słowami: on jest niczyj... zmroziło mnie ... do tej pory tkwiłam w swoim bólu, cierpieniu .. . poza tym nie widziałam nic innego ... teraz spojrzałam na świat oczami "niczyjego" dziecka ... pomyslałam ,co ONO musi czuć ... i juz wiedziałam !!!! Od razu rozpoczeliśmy działanie ( mąż czekał na moją decyzję) ... kontakt z osrodkiem, zbieranie dokumentów i to straszliwe oczekiwanie, bo wtedy juz wiedziałam !!! Ale wcześniej targały mną przerózne mysli , skrajne odczucia ... a to skłaniałam sie ku adopcji,a to ją odrzucałam w ramach buntu ,gdy Ktos mi ją sugerował... po prostu musiałam do tego dojrzeć !!! Dziś ,gdy Piotruś chyta mnie za szyję z jednoczesnym uchwytem szyi tatusia przyciąga nas do siebie i całując mówi: kochamy sie , siści (wszyscy) sie kochamy - dziekuję temu dwutygodniowemu chłopcu (czesto myslę jak potoczyły sie jego losy?) i tej siostrze (za jej "brutalne" słowa) ... Nie bój sie,ze nie masz czasu ..wręcz odwrotnie daj sobie czas na podjęcie decyzji !! Pozdrawiam cieplutko ...


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 17 mar 2003 00:34 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 cze 2002 00:00
Posty: 770
Lokalizacja: Toruń
Ewka, przede wszystkim witamy i też chcielibyśmy spróbować odpowiedzieć na Twoje pytania. Nasza decyzja była raczej naturalna, oboje pragnęliśmy zostac rodzicami, to abym ja (Misiaczek) urodziła nie było takie istotne. Fakt, że najpierw po dyskusjach jaką drogę obrać, ze względu na łatwiejsze zaakceptowanie dziecka przez nas oboje, a w szczególności Bear'a spróbowalismy inseminacji. Już wtedy zastanawialiśmy się nad adopcją. Potem gdy po trzech podejściach ja nie wytrzymywałam tego psychicznie, wróciliśmy do tematu adopcji. Nie wiem czy uważamy tamte starania za stratę czasu. Ale teraz jesteśmy najszczęśliwszymi ludźmi, a podobnie jak u Was czas juz nam mocno uciekał (choć jesteśmy trochę młodsi mamy 33 i 34 lata).
A co do miłości do adoptowanego maleństwa, to musżę powiedzieć że u nas to była miłość od pierwszego wejrzenia, która po dziś dzień narasta (a jesteśmy juz z Przemusiem prawie pół roku). Mamy wiele wspólnego Ty Ewko i ja (Misiaczek). Ja też nie przepuszczałam żadnemu napotkanemu dziecku, choćby w autobusie, musiałam zagadać, pogłaskać itp. A w gronie znajomych i w rodzinie po prostu zajmować się dziećmi. Zawsze bardzo kochałam dzieci, wszystkie. To na pewno też pomogło bardzo pokochać to urodzone inaczej maleństwo. Masz duże i dobre serce, więc jeśli się zdecydujesz, na pewno pokochasz to maleństwo całym sercem, jeśli nie od pierwszego, to może od drugiego czy kolejnego wejrzenia. Jak ktos już to wcześniej powiedział, jak oddają Tobie pod opiekę takie maleństwo to po prostu nie da się go pokochać.
Pozdrawiamy serdecznie.
Misiaczek i Bear


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 17 mar 2003 03:38 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 kwie 2002 00:00
Posty: 103
Lokalizacja: Lublin
Witaj Ewuniu :P ,
pozwolę sobie zabrać głos, choć ja dopiero jestem na wstępnej drodze do adopcji - a nie tak jak szczęśliwi rodzice adopcyjni, juz po ...
Jak czytam Twoje wypowiedzi to jakbym słyszałą samą siebie... W głowie tyle pytań, tyle wątpliwości...
Nawet nie byłam jeszcze mężatką kiedy myślałam o tym, że kiedyś na pewno adoptuę mała istotkę. Tak po prostu... Jak już urodzę swoje dziecko, nauczę się co to jest pielęgnacja dziecka, wychowanie.. - to wtedy adoptuję, bo przecież tyle dzieciaczków potrzebuje miłości. Miałam szczęście trafić na mężczyznę który myślał podobnie do mnie. Ale nie miałąm na tyle szczęścia by móc tak po prostu zajść w ciążę. No i tu zaczęła się rewizja moich wzniosłych myśli o adopcji. Wyszły ze mnie wszystkie strachy świata 8O ! Dopiero po dwuletnim leczeniu udaliśmy się na rekonesans do Ośrodka. Pamiętam, że na to spotkanie poszłam uzbrojona w wiele pytań przygotowanych na podstawie właśnie lektury Boćka! To było rok temu. Podczas tej wizyty panie skutecznie starały się nas zniechęcić do adopcji (bo leczenie nie skończone, bo jeszcze młodzi - ja 29, maż 33 lata). Wyszliśmy z wypiekami na twarzy... Ale była nam ta wizyta bardzo potrzebna na naszej drodze dojrzewania do adopcji. Wtedy nie byliśmy jeszcze zdecydowani. Ale przez ten rok dużo myślałam o adopcji, śledziłam Bocianowe ciąże adopcyjne, przeczytałam Jeża i Wieżę z klocków... Dojrzewałam. Ostatnio stwierdziłam, że jeśli zawsze chciałam adoptować to co to za różnica czy będzie to pierwsze dziecko czy kolejne... (nadal leczymy się - tzn mamy zamiar podejść do kolejnej inseminacji)
Tak więc teraz jesteśmy na etapie przygotowań do kolejnych odwiedzin ośrodka. Ale myślę, że teraz to już wytrwamy.
Ewuniu, każdy dojrzewa inaczej, każdemu zabiera to jakiś czas - Daj sobie czas na oswojenie się z myślą o adopcji. Pozwól jej dojrzewać w Tobie: czytaj o adopcji, przeglądaj forum, zadawaj pytania...Może też wybierz się włąśnie do ośrodka na taką pierwszą wisytę. Nic na siłę. Przyjdzie czas, że będziesz po prostu wiedzieć co dalej. :!:
Serdecznie pozdrawiam i przepraszam, że tyle się rozpisałam, choć przecież jeszcze mam mało doświadczenia... :?


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 17 mar 2003 21:24 
Offline
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 22 cze 2002 00:00
Posty: 11698
Nata, Gosiek, Misiaczki, i Misia - wasze posty są bardzo budujące. Gosiek, rozumiem co czułaś, kiedy spotkałaś tamtego chłopczyka, ale ja jeszcze nie dojrzałam do poważnych decyzji. Tak jak piszesz, dam sobie czas.
Misiaczek – a ja myślałam już, że to zaczepianie dzieciaczków, że to objaw choroby „sierocej” matki, która nie ma dziecka, a to się okazuje, że nie tylko ja to mam. Na szczęście.
Misia – właśnie staram się to robić, czytam Wasze wypowiedzi na forum. I właśnie tak zrobię, dam sobie czas.
Kupiłam dziś „Jeża”, przeczytałam. Jedno co mogę na razie powiedzieć, to to, że mam ścisk w gardle i łzy cisną mi się do oczu. Jutro przeczytam jeszcze raz.
„Wieży z klocków” nie udało mi się kupić.
Dziękuję Wam wszystkim :cmok: :cmok: :cmok: :cmok: :cmok: :cmok: :cmok: :cmok: :cmok: :cmok: ,

_________________
Ewka


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
PostZamieszczono: 18 mar 2003 22:27 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 kwie 2002 00:00
Posty: 103
Lokalizacja: Lublin
Ewka, "Wieże" możesz sobie zamówić przez internet. Merlin.com czy coś w tym rodzaju dokładnie teraz nie pamiętam -zajrzyj na bocianową "listę lektur"
SErdecznie pozdrawiam :D


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Forum zablokowane Ten temat jest zamknięty. Nie można w nim pisać ani edytować postów.  [ Posty: 32 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group