Wyświetl temat - Wyparcie traumy(?)

Ogłoszenie!

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 11 ] 
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 10 paź 2017 21:48 
Offline

Rejestracja: 10 paź 2017 20:56
Posty: 4
Witam. Miałem właściwie tylko zapytać o coś, ale gdy znalazłem ten dział poczułem coś i pomyślałem, że jest to dobre miejsce na podzielenie się (streszczając się, na ile tylko się da) swoją historią. Nie jest ona wyjątkowa, ale być może ktoś zechce odpowiedzieć i skorzystam w kwestii samopoznania (którego obecnie tak silnie poszukuję). Miałem bowiem zapytać, czy wiadomość o byciu adoptowanym może wstrząsnąć psychiką? Moje pytanie pochodzi z tego, że kiedy jako siedemnastolatek dowiedziałem się o tym, to przyjąłem to z zupełnym spokojem i nawet brakiem większego zainteresowania, co nie zmieniało się przez następne lata. Dopiero dziś, po tych kilku latach, zacząłem zadawać sobie pytania.

Natknąłem się w swoim życiu na kilku specjalistów. Wszyscy oni twierdzili, że wiadomość o adopcji miała na moje problemy fundamentalny wpływ. Lekceważyłem to jednak, bo po prostu "nie czułem tego". Dopiero podczas jednej z wielu terapii (które były w różnych nurtach) pewna psychoanalityk powiedziała mi, że przeżyłem szok, co trochę otworzyło mi oczy. Ale niedługo potem wróciłem do przekonania, że cali ci specjaliści jednak przesadzają i bycie adoptowanym to nic takiego. Dopiero głębokie cierpienie spowodowane szeregiem następujących po sobie odrzuceń miłosnych kazało mi przewartościować swoje myślenie. Tak trafiłem na teorię RAD i na to forum. Przeczytałem, że osoby odrzucone mogą szukać uczuć u obcych dorosłych i zapaliło mi się światełko. Rzeczywiście tak u mnie jest, co tłumaczę tym, że szukam zaspokojenia w sferach, w których owego zaspokojenia nie dostarczają mi rodzice, wobec których jestem uczuciowo bardzo chłodny i szukam zastępstwa właśnie u ludzi obcych. Praktycznie rok trwała moja psychoterapia w nurcie psychoanalitycznym. Za jej sprawą jeszcze bardziej nabrałem przekonania, że problem adopcji nie istnieje, trochę pod wpływem rodziców skłaniając się ku twierdzeniu, że terapeutka moja zarabia na tym, aby mi wmawiać, że winni wszystkiemu są rodzice, a ja jestem pokrzywdzony i mój stan wymaga intensywnej psychoterapii. Obecnie zaczynam patrzeć na to wszystko z szerszej perspektywy i chciałbym się wreszcie dowiedzieć, czy rzeczywiście moja głęboka melancholia ma swoje źródło w tym najodleglejszym przeżyciu odrzucenia przez biologiczną matkę.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 11 paź 2017 08:53 
Offline
Awatar użytkownika
Dokarmiam bociana ;)

Rejestracja: 13 gru 2004 01:00
Posty: 14667
Lokalizacja: Dokładnie tam gdzie trzeba
Miałabym kilka pytań jeśli można. W jakim wieku zostałeś adoptowany? Jak z czułością wobec Ciebie ze strony rodziców ? Czy lubisz taką fizyczną bliskość z ich strony ? Na jakiej podstawie terapeuta obwinia rodziców adopcyjnych ?

_________________
Synku, nie mógłbyś być bardziej mój :love:

:telefon: :domek: 01.2005

W każdym z nas tkwi talent. Ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 11 paź 2017 13:35 
Offline

Rejestracja: 10 paź 2017 20:56
Posty: 4
Adoptowany zostałem równo miesiąc po urodzeniu. Na tej podstawie terapeutka uważała, że wszystkie problemy biorą się z tego najwcześniejszego odrzucenia. <Trudno było mi się z tym zgodzić, bo do 16ego roku życia nie dawały o sobie znać żadne poważniejsze problemy, poza kłopotami w nauce i natury wychowawczej, ale takie rzeczy raczej moim zdaniem nie mają związku z pierwotnym brakiem miłości. Kłopoty te zresztą wystąpiły dopiero w czasie nauki w gimnazjum, wcześniej nie sprawiałem problemów pod tym względem.> Co do czułości i bliskości fizycznej, to tylko w dzieciństwie i tylko ze strony mamy, w stopniu nadmiernym. Dzisiaj coś takiego nie przeszłoby i to zarówno jeśli chodzi o moje odczucia, jak i odczucia rodziców. Odpowiadając na ostatnie pytanie. Według opinii terapeuty rodzice przymykali oczy na fakt, że jestem w poważnym stanie wymagającym leczenia, wypierali to. Nie widzieli, nie widzą problemu. Wiedzą, że coś jest nie tak, bo nie naciskają, żebym poszedł do pracy, ale nie rozmawiamy na te tematy.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 11 paź 2017 14:26 
Offline
Awatar użytkownika
Dokarmiam bociana ;)

Rejestracja: 13 gru 2004 01:00
Posty: 14667
Lokalizacja: Dokładnie tam gdzie trzeba
TadeuszK z autopsji niestety nie pomogę. Mój syn nie ma jeszcze 13 lat. Nie obserwuje aktualnie u niego jakiś posttraumatycznych zaburzeń. Ma problemy, tylko ich źródłem jest OUN.

_________________
Synku, nie mógłbyś być bardziej mój :love:

:telefon: :domek: 01.2005

W każdym z nas tkwi talent. Ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 11 paź 2017 15:54 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00
Posty: 10252
wiesz co, zadałabym to pytanie na forum eksperckim, ktore prowadzi psycholożka Magdalena Kruk. Znajdziesz je na stronie głównej w spisie for.
To co napiszę niżej jest moją opinią, w dodatku nie jestem psycholożką, nie jestem adoptowana i nie jestem rodzicem adopcyjnym. Pracuję jednak z literaturą okołoadopcyjną, w tym tożsamościową, bo zajmuję się tym naukowo, głównie jednak chciałabym wyrazić swoje własne odczucia/opinie po tym, co napisałeś. I też jestem po różnych terapiach :)

przede wszystkim nie jestem przekonana do nurtu psychoanalitycznego w terapii, głównie dlatego, że ma - moim zdaniem- tendencję do szukania przyczyn w dzieciństwie, podczas gdy wiele trudności ma swoje źródła w późniejszych biograficznie węzłach. Powiedzenie o adopcji może być trochę prezentem dla psychoanalityka, który wreszcie ma poczucie złapania róznych wątków swojego klienta, no bo, och, został adoptowany, to dlatego.
Może faktycznie dlatego, a może jednak niekoniecznie, bo sam fakt adopcji zupełnie nie musi oznaczać dla konkretnej osoby odczuwania straty i odrzucenia przez rodziców biologicznych, i wynikającej z tego potrzeby przezycia swojego rodzaju żałoby po rodzinie pochodzenia. Owszem, są ludzie, którzy tak to czują, ale są też tacy, którzy zupełnie nie odczuwają takiego stanu - mogą jednak zacząć, jeśli dostają regularny wcisk, że jest to tak ważne.
Odniosę się do trochę innej grupy młodych dorosłych, tj. osób urodzonych dzięki dawstwu gamet (nasienia lub komórek jajowych), które nie mają połączenia genetycznego ze swoimi rodzicami, bo ich geny pochodzą od anonimowych dawców. W tej grupie są ludzie totalnie zafiksowani na tym, aby znaleźć dawcę i odczuwający wiele bardzo trudnych emocji związanych z faktem przerwania ciągłości ich tożsamości etc., ale są też tacy, którzy nie dają temu, za przeproszeniem, faka. Dla nich rodzicami są ich rodzice społeczni, i to nie znaczy, ze te młode osoby są mało refleksyjne i jeszcze nie odkryły, jak wielką wagę mają geny oraz odnalezienie dawcy - nie, oni zdają sobie sprawę, ze dla innych to może mieć znaczenie, ale dla nich konkretnie nie jest to big deal, i nie wiążą aktualnych trudności (a ma je każdy) z faktem, że 28 lat temu miły pan oddał nasienie w banku spermy, zaś jego rodzice skorzystali z takiego zabiegu, dzięki któremu on/ona przyszli na świat.

Odnosząc to do osób adoptowanych: osobą, która nadaje wazność własnej biografii Jesteś jedynie Ty. Jeśli czujesz w sobie przestrzeń na przeżycie odrzucenia przez matkę biologiczną - ok, możesz iść tym tropem. Jesli jednak jest to interpretacja Twojej terapeutki, która aż do teraz nie odgrywała dla Ciebie większej roli- zastanów się nad tym, co jest w tym procesie Twoją emocją, a co nie jest Twoją emocją. Byłoby bowiem dość słabo, gdyby do trudności, które obecnie przeżywasz, dołożył sobie jeszcze bagaż, który nie jest Twój i który został Ci włożony dzięki cudzej nadinterpretacji.

Równocześnie Twoi rodzice mogli zawieść na wielu różnych polach, co nie musi się wiązać z tym, że są rodzicami adopcyjnymi (ergo: doswiadczyli traumy niepłodności, ergo: doświadczyłeś traumy odrzucenia przez rodzinę pochodzenia i zostałeś później adoptowany, itd. itp.), a moze wynikać po prostu z tego, że są na przykład chłodni emocjonalnie i taką mają konstrukcję, lub w ich życiu wydarzyło się COŚ, lub nie mają zasobów społecznych aby sobie poradzić z czymś tam, albo nie są refleksyjni, albo z miliona różnych powodów nie byli w stanie/nie potrafili odpowiedzieć na Twoje potrzeby. Co się generalnie zdarza każdemu dziecku i osobie dorosłej, jak świat długi i szeroki.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 11 paź 2017 20:26 
Offline

Rejestracja: 10 paź 2017 20:56
Posty: 4
Bobetka, dziękuję za udzielenie się w mym wątku.

Bloo, ho, spory post! i pomocny!

Traktuję psychoanalizę jako duży autorytet, ale nie chodzi o to, że tego chcę. Wręcz przeciwnie, chodzi o to, że nie umiem "im" powiedzieć: "nie, nie macie racji", bo wydaje mi się, że ludzie ci, przecież zawsze mający na koncie odbytą długotrwałą, gruntownie przeczyszczającą terapię, mają z tego względu większe kompetencje w ocenianiu prawdy. Ale zaczyna psychoanaliza tracić u mnie ten autorytet i Twój post jest jakby odpowiedzią na te moje myśli, które już wcześniej zaczęły w związku z tym procesem się rodzić. Myślę, że masz rację, miałem i mam mocne przekonanie co do tego, że źródło moich aktualnych trudności leży w doświadczeniach z okresu dojrzewania.
Dziękuję za post.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 12 paź 2017 01:40 
Offline
Awatar użytkownika
Moderator

Rejestracja: 29 gru 2015 22:11
Posty: 370
Przedstawię moją bardzo subiektywną opinię, być może nie mającą zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością, ale w końcu również temu mają służyć tego rodzaju fora.
Odnoszę w ostatnim czasie wrażenie, że wszelkiego rodzaju terapie, głównie służą poszukiwaniu usprawiedliwienia we wczesnym dzieciństwie, w rodzinie.
Oprę się może na konkretnym przypadku. Jest to osoba z jednej strony bardo mi bliska, a z drugiej daleka. Krótko mówiąc, jest to jeden z moich szwagrów, ale najchętniej kopnąłbym go w d... i kazał zastanowić się nad samym sobą. Chłopak miewa stany depresyjne, poszukuje przyczyn swojego nie do końca udanego życia. Po odbytych terapiach, doszedł do wniosku, że wszystkiemu winni są jego rodzice. To oni przyczynili się do tego, że nie zdał matury, że nie znalazł satysfakcjonującej pracy, że nie założył rodziny na miarę swoich marzeń. Wszystko udało się łatwo wytłumaczyć i usprawiedliwić samego siebie. Tyle tylko, że nie jest jedynakiem. Ma rodzeństwo, które twardo stąpa po ziemi, dla którego rodzice byli autorytetem, kimś na kogo mogli liczyć i nigdy się nie zawiedli.
Łatwo jest powiedzieć, że przyczyna niepowodzeń tkwi w przeszłości, w tym że ktoś został odrzucony.
Zastanawiam się jednak, czy konsekwencje dla miesięcznego dziecka (nawet jeżeli cały miesiąc spędziło w szpitalu i nikt się nim nie interesował) mogą być aż tak daleko idące?

TadeuszK, nie jestem psychologiem, psychiatrą, nie jestem nawet lekarzem ani pedagogiem. Jestem obserwatorem. Widzę szczęśliwe dzieci przebywające w rodzinach adopcyjnych. Bywa, że losy toczą się rozmaicie. Bywa, że szuka się przyczyn niepowodzeń.
Jednak w Twoim przypadku, niech to (opinie terapeutów) nie będzie usprawiedliwieniem. Niech to będzie motywacją do tego, aby porozmawiać z rodzicami adopcyjnymi (nie jest to proste). Jeżeli trzeba, niech to będzie próbą odszukania rodziców biologicznych.
Jednak ja zacząłbym się zastanawiać podobnie jak Ty. O czym oni mówią? To ja jestem „sterem, żeglarzem, okrętem”.
To jest moje motto. Inaczej dawno bym już poległ.

_________________
Nie pytaj "dlaczego?". I tak nie uzyskasz odpowiedzi.

Adres bloga o naszym pogotowiu:
http://pikusincognito.blogspot.com


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 12 paź 2017 11:54 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 kwie 2012 19:38
Posty: 756
Przychylę się do zdania, że adopcja jest swoistym prezentem dla terapeuty. Oto jest "praprzyczyna", nie trzeba już myśleć, zgłębiać spraw. Wystarczy międlić do upadłego "odrzucenie" et voila.
Ludzie mają tendencję do tego, by znajdować sobie alibi dla wszelkiego rodzaju ułomności własnych. Adopcja to alibi pierwszoklaśne ;)
Miałam kiedyś koleżankę, która chciała być adoptowana lub z rozbitej rodziny, bo, jak mówiła, wszystko uchodziłoby jej płazem.
Nie twierdzę, że adopcja nie może być źródłem traumy i cierpienia. Na pewno jest w bardzo wielu przypadkach. Ale nie zawsze.
I jak napisała Bloo, trzeba się wsłuchać w siebie, sprawdzić co jest emocją własną, a co projekcją terapeuty.
I należy pamiętać, że terapeuci to też tylko ludzie, tacy, którzy mają swoje uprzedzenia, fiksacje, ograniczenia. Nie są wszechwiedzący, nie mają nadprzyrodzonych mocy. Często sami są nieźle pokręceni i filtrują historie pacjentów przez własne traumy, lęki.
Przeszłam kilka terapii, w większości pomogły, ale bywały osoby, które opowiadały mi takie brednie, że zastanawiałam się kto im dał uprawnienia :roll:
A już wypowiadanie się terapeuty na temat osób, z którymi nie miał bezpośredniego kontaktu (
Cytuj:
Według opinii terapeuty rodzice przymykali oczy na fakt, że jestem w poważnym stanie wymagającym leczenia, wypierali to.
) zapaliłoby mi w głowie czerwone światełko. Zasadą jest nie ocenianie i nie wypowiadanie się na temat osób postronnych

Zastanawia mnie stwierdzenie
Cytuj:
Co do czułości i bliskości fizycznej, to tylko w dzieciństwie i tylko ze strony mamy, w stopniu nadmiernym.

Co to znaczy nadmierny stopień czułości? W stosunku do dziecka?

I podpisuję się pod słowami Pikusia
Cytuj:
niech to (opinie terapeutów) nie będzie usprawiedliwieniem. Niech to będzie motywacją do tego, aby porozmawiać z rodzicami adopcyjnymi (nie jest to proste). Jeżeli trzeba, niech to będzie próbą odszukania rodziców biologicznych.
Jednak ja zacząłbym się zastanawiać podobnie jak Ty. O czym oni mówią? To ja jestem „sterem, żeglarzem, okrętem”.

_________________
Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
Nela81 :bigok:


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 14 paź 2017 21:29 
Offline

Rejestracja: 16 lip 2013 16:10
Posty: 376
TadeuszK Twoja historia nie zaczęła sie w momencie adopcji, ani nawet po urodzeniu. Nie urodziłeś się jako niezapisana karta, lecz juz w okresie ciązy oddziaływały na Ciebie przezycia matki biologicznej, sygnały jakie Ci wysyłała kochala lub zaniedbywała. To wszystko mogło skutkować trauma prenatalną.

Kolejna możliwa trauma mogła wystapic po oderwaniu od matki biologicznej, bo maleńkie dziecko odczuwa matkę jako cżęść samego siebie.

W polskiej literaturze adopcyjnej istnieje przekonanie, że dziecko adoptowane do trzeciego roku życia na ogól wychowuje się z sukcesem, i przypuszczam. ze i tobie się to udało.

Ciekawa jestem, dlaczego rodzice powiedzieli Ci o adopcji akurat w wieku 17 lat. Moim zdaniem jest to zbyt późno i znałam osoby dla których wiadomość taka w wieku młodzieńczego rozchwiania emocjonalnego okazała się wstrząsem z tragicznymi skutkami. Swojej córce mówilam o tym wcześnie, choć czułam sie z tym nieszczególnie, bo on nie chciała być adoptowana.

Melancholia może jednak pochodzić rownież z innych źródeł, biologicznych, uwarunkowań dziedzicznych; pewnie nie wiesz dlaczego zostałeś oddany do adopcji?

Nie napisałeś, jak czułeś sie między rówieśnikami: lepszy, gorszy, a może taki sam. Nie napisałeś też, dlaczego nie podejmujesz pracy.

TERAZ jednak, rozpamiętywanie sytuacji jest dla Ciebie szkodliwe. Powinieneś się skupic na tym, co Ci sie w życiu udało, co było dobre i na czym warto zogniskować działania. Może dlatego działania terapeutów nie sa dla Ciebie skuteczne.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 16 paź 2017 20:34 
Offline

Rejestracja: 10 paź 2017 20:56
Posty: 4
Matula, czułem się normalnie w stosunku do rówieśników właśnie tak do 17ego roku życia, zmieniło się to i zacząłem czuć się gorszy, jednak wydaje mi się, że to za sprawą innych doświadczeń. Bo właśnie w tym okresie podjąłem pierwszą swoją pracę i po dwóch godzinach wymówiono mi ją, a ja bardzo to przeżyłem. Emocje, które wtedy czułem, powtarzały się w kolejnych pracach, w wyniku czego najdłużej przepracowałem 2 tygodnie. Moje poczucie bycia gorszym od rówieśników nasilało się, gdy obserwowałem ich życie, to, że normalnie chodzili do pracy, z czasem z tego powodu zacząłem zupełnie ich unikać.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 16 paź 2017 22:52 
Offline

Rejestracja: 16 lip 2013 16:10
Posty: 376
TadeuszK
Nie jestem psychologiem, tylko matką adopcyjna dorosłej córki. ale poszukującej wiedzy płynącej z doświadczeń rodziców adopcyjnych i literatury (niekoniecznie w jezyku polskim).

Nie sądzę, ze warto iść w kierunku rozgrzebywania traumy, ponownego przeżywania przykrych stanów, sam widzisz, ze to nie jest dla Ciebie dobra droga, skoro zaliczyłeś juz kilku specjalistów - bez sukcesu.

Twoja uwaga powinna być skierowana na pozytywne doświadczenia, przyjemne wspomnienia, na własne zasoby (mocne strony), nie na to, co nie działa w Twoim życiu. Może jakiś psycholog zechce pójść w tym kierunku?

Te wnioski opieram na książce "Healing developmental trauma".


Dopiero po przejrzeniu tej ksiązki zrozumiałam, dlaczego moja córka nie chce, ze by jej przypominać niektóre sytuacje (chcialam, żeby uczyła sie na własnych błędach). To przypominanie nic jej nie dawało oprócz nieprzyjemnych skojarzeń.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 11 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group