Wyświetl temat - Rodzice, których adoptowane dzieci są już dorosłe

Ogłoszenie!

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 52 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 10 kwie 2015 13:02 
Offline

Rejestracja: 12 paź 2014 19:54
Posty: 353
matula pisze:
większość problemów powstaje PRZED adopcją

To bardzo wygodna pułapka myślowa - problemy powstają przed i PO adopcji. Rodzice adopcyjni nie są wolni od popełniania błędów. Przypisywanie problemów dziecka adoptowanego li tylko rodzinie biologicznej, placówce czy faktowi adopcji jest nadużyciem.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 10 kwie 2015 13:54 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 kwie 2012 19:38
Posty: 772
Matula, nie zrozumiałyśmy się. Nie chodziło mi o to, że adopcja sama w sobie jest katalizatorem problemów.
Adopcja jest ratunkiem dla zranionych dzieci i ludzi, którzy nie mogą mieć dziecka biologicznego, to oczywiste.
Chodzi o fakt tego, że przy adopcji dziecko nie wychowuje się w rodzinie biologicznej, a rodzice wychowują dziecko, które nie jest ich biologicznym - jedno i drugie jest sprawą trudną.
Oraz o to, co doprowadziło do zaistnienia adopcji, czyli wszelkie traumy wynikające z losu dziecka adoptowanego oraz rodziców adopcyjnych.
Ale to jest tylko część większej całości, ponieważ:

wako pisze:
matula pisze:
większość problemów powstaje PRZED adopcją

To bardzo wygodna pułapka myślowa - problemy powstają przed i PO adopcji. Rodzice adopcyjni nie są wolni od popełniania błędów. Przypisywanie problemów dziecka adoptowanego li tylko rodzinie biologicznej, placówce czy faktowi adopcji jest nadużyciem.


Dokładnie tak też myślę. To, że jako RA przeszłam szkolenie, badania, itd. nie oznacza, że jestem matką idealną, że nie popełniam błędów wychowawczych, że moje problemy nie odbijają się na dziecku. Owszem, jestem bardziej świadoma pewnych spraw, lepiej przygotowana.
Ale to od tego jak ja się będę zachowywała, jak będę postępowała, bardziej niż od faktu adopcji, będzie kiedyś zależało nastawienie mojego dziecka do mnie.
Pytanie Asi było o odrzucenie. Czy ono wynika z faktu adopcji. I ja uważam, że nie. Adopcja z odrzuceniem nie ma nic wspólnego lub ma niewiele w przypadku takim, jak Jej, kiedy do adopcji doszło kiedy dziecko było malutkie. Ma natomiast z późniejszą postawą rodziców, otoczenia. Z cechami charakterologicznymi każdego członka rodziny.
Takie jest moje zdanie.

_________________
Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
Nela81 :bigok:


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 10 kwie 2015 14:12 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 cze 2002 00:00
Posty: 352
Lokalizacja: Szczecin
Miniula pisze:
Ale to od tego jak ja się będę zachowywała, jak będę postępowała, bardziej niż od faktu adopcji, będzie kiedyś zależało nastawienie mojego dziecka do mnie.


Powiedz to Magdzie_G...


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 10 kwie 2015 14:28 
Offline

Rejestracja: 16 lip 2013 16:10
Posty: 376
wako pisze:
matula pisze:
większość problemów powstaje PRZED adopcją

To bardzo wygodna pułapka myślowa - problemy powstają przed i PO adopcji. Rodzice adopcyjni nie są wolni od popełniania błędów. Przypisywanie problemów dziecka adoptowanego li tylko rodzinie biologicznej, placówce czy faktowi adopcji jest nadużyciem.


Czy Twoje adoptowane dziecko już dorosło? Wypowiadasz się z taka pewnością.

Może warto, zebyś napisała, jakie błędy popełniają rodzice adopcyjni w stosunku do zranionych dzieci?


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 10 kwie 2015 19:44 
Offline

Rejestracja: 12 paź 2014 19:54
Posty: 353
matula pisze:
Może warto, zebyś napisała, jakie błędy popełniają rodzice adopcyjni w stosunku do zranionych dzieci?

Nie ma takiej możliwości - każde dziecko jest inne, każdy rodzic. Uważasz, że nie popełniłaś żadnych błędów wobec dziecka? Ja nie, ba, z czasem widzę gdzie popełniałam błędy i staram się je korygować, co nie przeszkadza mi popełniać nowych ;) Dzieci po traumie są trudne, co nie znaczy, że rodzice ado nie mieli/nie mają wpływu na to jakimi te dzieci są obecnie.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 10 kwie 2015 21:35 
Offline

Rejestracja: 16 lip 2013 16:10
Posty: 376
Na pewno popełniłam błędy, ale nie było nikogo, kto by mi powiedział jakie. Nieskromnie powiem, że moje dziecko jest nie najgorsze, więc i mój wpływ był nie taki zły. Pewnych rzeczy przeskoczyć nie jestem w stanie.

Nie napisałaś w jakim wieku masz dzieci, nie pytam o ich przeszłość. Czy minęłyjuż okres dojrzewania?

Oczekiwałabym, ze na tym wątku napiszą rodzice dorosłych dzieci o własnych doświadczeniach. Przekonania to jednak za mało.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 11 kwie 2015 12:48 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00
Posty: 10336
Pockahontas pisze:
Zastanawiam się dlaczego ten wątek jest nieaktywny. I jeszcze jedno pytanie za mną chodzi - na ile problemy z dorastaniem (traumą) dzieci adoptowanych społecznie mogą wystąpić w rodzinach po adopcji prenatalnej? Ciekawe czy ktoś się tym zajmował, penetrował temat?


to zalezy, o jakiego rodzaju traumie mówisz- traumie porzucenia? Traumie odcięcia od korzeni? Może być też trauma zatajania przed dzieckiem prawdy.
W zalezności od uściślenia pytania będą różne odpowiedzi :)


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 11 kwie 2015 13:23 
Offline

Rejestracja: 06 wrz 2012 15:13
Posty: 2500
Traumy porzucenia być nie powinno, tak mi się wydaje, bo skąd? Przecież w okresie ciązy to dziecko już jest bardzo oczekiwane i kochane, więc trudne zachowania charakterystyczne dla dzieci po porzuceniu i przemocy nie powinny wystąpić. Trauma odcięcia od korzeni i zatajenia prawdy - to chyba tak samo jak w klasycznej adopcji - powinno to zależec od postawy i odpowiedzialności rodziców. Tak to widzę na zasadzie logiki, ale badań żadnych nie znam.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 12 kwie 2015 22:48 
Offline

Rejestracja: 12 kwie 2015 22:24
Posty: 1
matula pisze:

Oczekiwałabym, ze na tym wątku napiszą rodzice dorosłych dzieci o własnych doświadczeniach. Przekonania to jednak za mało.


Przychylam się do tej opinii i prośby.
Chodzi zwłaszcza o doświadczenia z okresu dojrzewania, poszukiwania tożsamości, rodziny biologicznej.

Domyślam się, że rodzice, którzy adoptowali niemowlęta i nie sa one jeszcze nastolatkami nie mają takich zmartwień, wydaje się że takie problemy nigdy ich nie dotkną.
Życzę Wam aby tak było.

Mama 12-latka, który ciągle zmaga się z porzuceniem przez MB


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 13 kwie 2015 10:36 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 kwie 2012 19:38
Posty: 772
Dominika i Matula , jedno wyjaśnienie :
wypowiedź moja dotyczyła sytuacji, w której dziecko jest adoptowane w wieku niemowlęcym, tak jak założycielka wątku, której adopcja miała miejsce w momencie, kiedy ona miała miesiąc.
W tym i tylko w tym kontekście piszę, że doszukiwanie się powodów odrzucenia rodziców adopcyjnych przez dziecko w fakcie adopcji nie ma, moim zdaniem, sensu.
Zupełnie inna jest sytuacja w przypadku dzieci starszych, które doświadczyły np. przemocy ze strony RB, pobytu długotrwałego (6-7 tygodni dla małego dziecka to też pobyt długotrwały) w placówkach, itd.
Tego tematu nawet nie ośmielę się poruszyć, bo go zupełnie nie znam.
Ale jeśli mowa o adopcji dziecka 4-tygodniowego, na Boga, coś musiało pójść źle PO adopcji.
Nie wiem co. Jedynie stwierdzam, że w takim przypadku sama adopcja to za mało żeby rozbić rodzinę.
To mogą być postawy RA, to może być problem tkwiący w dziecku (FAS? FAE? choroby psychiczne, o których nie wiedziano?), to może być cały szereg drobnych błędów prowadzący do utraty więzi tak, jak dzieje się to w rodzinach biologicznych.
Moje wypowiedzi są, ponieważ wydaje mi się (mogę się oczywiście mylić), że autorka tematu uczepiła się najbardziej "oczywistego" powodu, czyli adopcji, pomijając całą resztę. A to nie pomoże jej dojść do ładu ze swoim życiem i swoimi emocjami.
O nic więcej mi nie chodziło.

_________________
Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
Nela81 :bigok:


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 13 kwie 2015 11:50 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 cze 2002 00:00
Posty: 352
Lokalizacja: Szczecin
Miniula pisze:
Ale jeśli mowa o adopcji dziecka 4-tygodniowego, na Boga, coś musiało pójść źle PO adopcji.


Ja wiem, że to, co PO adopcji ma ogromne znaczenie.
Ale nie wiem, czy 4 tygodnie, czy 2 miesiące, a może ciąża albo 3 dni bez bezpiecznej relacji to może być wyznacznik czegokolwiek. To indywidualna kwestia i ciężko mierzyć jedną miarą wszystkie przypadki.

I z jednej strony jestem daleka od wmawiania RA bezradności, a z drugiej zaś - nie mam śmiałości wciskać RA (i RB właściwie, w bardzo wielu przecież sytuacjach, też) pełnej odpowiedzialności.
Znaczenie ma przecież to, co działo się podczas ciąży i w pierwszych tygodniach życia, cechy osobnicze pewnie też mają wpływ na to, jak dziecko radzi sobie z traumą.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 14 kwie 2015 08:11 
Offline

Rejestracja: 16 lip 2013 16:10
Posty: 376
Wracając do pytania Asi_a, która nie doczekała się satysfakcjonującej dla siebie odpowiedzi, to ja nie znam rodziców (adopcyjnych), którzy nie chcieli by oglądać swojego dziecka. Mimo, że relacje nieraz były trudne, dzieci uciekały, lub sprawiały inne problemy. Ale te dzieci były pewne, że moga się zwrócić do rodziców z prośbą o pomoc.

Może więc pojednanie jest w zasięgu ręki.

A może macie (jedna lub druga strona) barierę emocjonalną, która nie pozwala wybaczać.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 12 cze 2015 12:10 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 lip 2014 13:37
Posty: 9
Nie chcę się w tym wątku skupiać na traumie dziecka adoptowanego, bo na ten temat napisano już bardzo dużo.
Niestety mało co wiem o uczuciach i doświadczeniach rodziców, którzy adoptowali kilkadziesiąt lat temu, których dzieci są już dorosłe i mają własne rodziny. Jak to odczuliście, czy syndrom pustego gniazda jest silniejszy? Czy, w takim wypadku, chęć usamodzielnienia się dzieci bardziej można traktować jako formę porzucenia?
Bo jak czuje się rodzić, którego największe marzenie, okupione latami starań i porażek, się spełniło a teraz odchodzi i woli "inną-swoją już" rodzinę?
Niby normalna sprawa ale...?

_________________
http://www.nasz-bocian.pl/blog/582982


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 12 cze 2015 18:24 
Offline

Rejestracja: 16 lip 2013 16:10
Posty: 376
Mam kontakt z kilkoma rodzinami adopcyjnymi: wszystkie nasze córki przeżyly traumę, nawet ta zabrana ze szpitala 3 dni po urodzeniu.

One nie odchodzą tak naprawdę. Mogą nawet uciekać w złości, niechęci, ale i tak wracają, po kilku miesiącach, po roku, z bagażem trudnych doświadczeń, wracają po pomoc, do jedynego miejsca, które jest dla nich bezpieczne.

Moja córka "odgrażała się", że jak skończy 18 lat to odejdzie, a nawet czasem, że nigdy więcej jej nie zobaczymy. :)

Wyprowadzała się 2 razy, ale bez złości i zrywania kontaktów, pomagaliśmy jej finansowo. Teraz już nie chce się wyprowadzać, chociaż mnie by się przydalo trochę wolności. :-D Malo tego, narzeczony namawia ją do wyjazdu z nim za granicę, ale to jest dla niej bariera, którą trudno pokonać.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 21 cze 2015 08:55 
Offline

Rejestracja: 16 lip 2013 16:10
Posty: 376
Córka własnie wyszła za mąż a na jesieni urodzi dziecko, więc ja będę ;-) babcią. Bałam się trochę tego dnia, gdyż córka nie zawsze odpowiednio kontroluje emocje. Pan młody następnego dnia wyjechał za granicę do pracy, a córka ma własnie sesję. Życie stawia przed nimi trudne zadania; do ukończenia studiów inzynierskich brak jej 1,5 roku, a tak młoda rodzina powinna być razem. Niestety, córka nie chce pozostać za granicą, a małżonek nie ma mozliwości urządzenia się w kraju.

Wszelkie moje poszukiwania dot. pracy z ciałem zawieszone, ponieważ w tej sytuacji córka nie czuje potrzeby pracy nad sobą. Natomiast bardzo dba o przebieg ciąży, czyta odpowiednie ksiązki i artykuły w internecie. Myślę, że jej córka będzie miała wystarczająco dobrą matkę inie będzie dziedziczyć skutków jej traumy. :-D


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 52 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group