Wyświetl temat - PRAWDA WAS WYZWOLI...

www.nasz-bocian.pl
http://www.nasz-bocian.pl/phpbbforum/

PRAWDA WAS WYZWOLI...
http://www.nasz-bocian.pl/phpbbforum/viewtopic.php?f=81&t=61991
Strona 1 z 3

Autor:  mermaid [ 31 gru 2008 17:58 ]
Tytuł:  PRAWDA WAS WYZWOLI...

Witajcie,
Jestem nową osobą na forum. Chciałam podzielić się moją historią bycia dzieckiem adoptowanym.
Pewnego marcowego dnia, tego roku, pod drzwiami mojego domu stanęła młoda kobieta z parą starszych ludzi. Nie zastała mnie, więc u najbliższych sąsiadów zostawiła do mnie list i swoje zdjęcie. Po przeczytaniu listu dowiedziałam się, że jest moją bliżniaczą siostrą. Do momentu przeczytania listu nie wiedziałam, że jestem adopcyjnym dzieckiem moich Rodziców pomimo, że jestem po trzydziestce. Może to się wydać dziwne, ale nikt przez tyle lat nie powiedział mi o tym fakcie. Nie było ani "życzliwych" kolegów z klasy ani sąsiadów, którzy powiedzieliby mi o moim prawdziwym pochodzeniu.
Chowałam się w szczęśliwej kochającej Rodzinie, otoczona wielką miłością Rodziców i najbliższych.
Moją pierwszą reakcją na list była negacja - "nie, to niemożliwe, abym nie była biologicznym dzieckiem moich Rodziców...jestem do nich tak fizycznie i psychicznie podobna i tyle nas łączy"
Kolejnym szokiem był dla mnie fakt, że moi Rodzice biorąc mnie z Domu Dziecka, kiedy miałam około trzech lat, nic nie wiedzieli o istnieniu mojej bliźniaczej siostry. Dom Dziecka zataił fakt, że poszła ona do Rodziny Zastępczej półtora roku przede mną.
Noc, po dniu, kiedy się o wszystkim dowiedziałam w wyżej opisanych okolicznościach, była dla mnie najgorsza w życiu. Uczucia złości, żalu, niesprawiedliwości, bezradności, lęku i niepewności kłębiły się w moim sercu i głowie. Prosiłam Boga o to, aby dał mi siłę do dalszego życia. Czułam się tak jak ptak, któremu ktoś utrącił skrzydła. Bałam się również o zdrowie mojej Mamy, która ma ponad siedemdziesiąt lat i jest wątłego zdrowia. Widziałam jak martwi się o mnie i przeżywa fakt, że tak na prawdę mogła z Tatą mnie i siostrę adoptować. Rodzice mieli dużo miłości i starczyłoby jej dla nas obu.
W liście siostra napisała, że jest jeszcze kilka dni w Polsce( na stałe mieszka za granicą) i jak chcę się z nią skontaktować to podaje numer telefonu brata i bratowej w Polsce. Po przeczytaniu tych słów zamarłam. Czyżby był jeszcze jakiś brat?
W trakcie rozmowy telefonicznej okazało się, że ów brat to o kilka lat starszy mężczyzna od mojej siostry, adoptowany przez tą samą rodzinę, która ją przysposobiła. Jasnym, więc okazał się fakt, że nie jest on spokrewniony biologicznie z nami.
Rozmowa moja z siostrą trwała krótko. Byłam w zbyt wielkim szoku, aby dłużej z nią rozmawiać. Poprosiłam ją jednak, aby nie spodziewała się po mnie, że będę szukać biologicznej rodziny. Jestem tak emocjonalnie zżyta z moją Rodziną i wrośnięta w nią, że nie wyobrażam sobie innej. Na koniec rozmowy siostra poprosiła o mój numer telefonu. Niezbyt chętnie, ale go podałam.
Od tamtej pory zaczęły się psychologiczne manipulacje ze strony mojej siostry. Zaczęła wydzwaniać do mnie i godzinami rozprawiać, nie wiadomo Bóg wie, o czym, tylko po to, aby emocjonalnie podpiąć się pode mnie. Nie było rozmów o naszych emocjach tylko nawijanie o jej znajomych za granicą i wyciąganie ze mnie jak najwięcej informacji. Poczułam się, osaczona nachalnością siostry. Czarę goryczy przelał telefon, w którym zaczęła mnie informować o biologicznej matce, pomimo iż wcześnie wyraziłam stanowisko w tej sprawie. Chciała pisać do nie list, aby ta wyspowiadała jej się z "występku, jaki uczyniła względem nas." Moja odpowiedz brzmiała krótko-"rób, co zgodne z Twoim sumieniem, ja do tego ręki nie przyłożę, nie będę rozgrzeszać biologicznej matki z przeszłości".
Po tym telefonie posypałam się psychicznie. Rezultatem była depresja, z której jeszcze teraz do końca nie wyszłam pomimo zażywania leków od pół roku. Mam gorsze i lepsze dni, ale nie jestem już tym człowiekiem, co przed pamiętnym marcem. Pomimo ogromnego wsparcia najbliższych nie czuję się bezpieczna. Straciłam poczucie bezpieczeństwa, które jest tak dzieciom adopcyjnym potrzebne do "względnego szczęścia"
Pomimo natarczywych telefonów siostry, postanowiłam spotkać się z nią w maju. Była to dla mnie bardzo trudna decyzja. Postrzegałam siostrę przez pryzmat jej nachalności w stosunku do mojej osoby. Z drugiej zaś strony rozumiałam jej tęsknotę za siostrą, o której ponoć wiedziała od wczesnego dzieciństwa.
Spotkanie nasze było bardzo dziwne. Nie było łez. Wyczuwało się w powietrzu ogromne napięcie. Wszystko przebiegało w spokojnej, przychylnej atmosferze. Dziwnym dla mnie był fakt, że patrzyłam na moja siostrę jak na "koleżankę" a nie kogoś z najbliższej Rodziny. Nie czułam jakiegoś "pociągu" w sensie rodzinnym:-). Pomimo, że jesteśmy bliźniaczkami różnimy się fizycznie w dość znaczący sposób. Inny kolor i kształt oczu, dłonie, wysokość. Podobną mamy mimikę i ruchy.
Na dzień dzisiejszy nasze kontakty są "zawieszone". Napisałam list do siostry, w którym poprosiłam ją, aby nie dzwoniła do mnie i tym samym dała mi czas na nasze ewentualne poznawanie się. Uszanowała moją decyzje i nie dzwoni.
Ja........nie wiem jak potoczą się nasze drogi...czy się zejdą czy nie?..
Czas pokaże...............................
"PRAWDA WAS WYZWOLI"
Trzeba jednak pamiętać, że prawda przekazana w nieodpowiedni sposób może spowodować wiele ran w sercach....

Autor:  Madźka [ 31 gru 2008 21:30 ]
Tytuł: 

mermaid,
dobrze, że tu jesteś, dzięki za Twoje świadectwo.
Życzę spokoju na nadchodzący rok. :)
Pozdrawiam
Madźka

Autor:  mermaid [ 31 gru 2008 21:32 ]
Tytuł: 

Dziękuję Ci bardzo i Tobie również życzę wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku 2009.
Pozdrawiam serdecznie :-))).
Mermaid

Autor:  Nina2 [ 31 gru 2008 22:28 ]
Tytuł: 

hej, Marmaid :)
fajnie że napisałaś.
Dzięki osobom takim jak Ty, dzięki ich wypowiedziom, mam szansę trochę lepiej zrozumieć sytuację własnego dziecka (jestem mamą adopcyjną), wczuć się jak to jest.

Dla mnie zaskakujące jest, że (o ile dobrze zrozumiałam) problem zaczął się dla Ciebie z chwilą otrzymania informacji o przeszłości (nim ją otrzymałaś było OK). Bo zwykle podkreśla się znaczenie samego faktu bycia adoptowanym - że druga strona medalu (obok tej, że jest się wybranym, wyczekanym przez ra) jest ta, że ktoś kiedyś z dziecka z jakiegoś powodu "zrezygnował" - mówi się, że dziecko adopcyjne z tej racji ma poczucie odrzucenia, małej wartości..

I druga sprawa - wydawało mi się dotąd, że główną konsekwencją nieujawnienia dziecku przez ra prawdy o jego korzeniach może być (w sytuacji gdy ono skądś tę inorfmację jednak uzyska) utrata przez dziecko zaufania do bliskich. A Ty podkreślasz co innego: "straciłam poczucie bezpieczeństwa", jeśli dobrze zrozumiałam powodem jest to, że czujesz się w jakiś sposób zagrożona ze strony swej rb (głównie siostry).

pozdrawiam, wszystkiego dobrego w 2009 (i nie tylko) :flowers:

Autor:  mermaid [ 31 gru 2008 23:01 ]
Tytuł: 

Tak, straciłam poczucie bezpieczeństwa. Targa mną wiele emocji.
Sądzę, że pojawienie się siostry otworzyło moją ranę(bycia dzieckiem odrzuconym), która się przez te wszystkie lata zagoiła. Jej postać przypomniała mi o czymś co dawno schowałam głęboko w zakamarkach mojej podświadomości.
To dzięki moim Rodzicom adopcyjnym, ciężko mi tak o nich pisać, poznałam smak miłości. Obdarzyli mnie wielkim bezwarunkowym uczuciem. Od samego początku poczułam z nimi wielką więż duchową.
Z tego co wiem nie byłam dzieckiem "wybranym". Moi Rodzice zdali się na los.
Co do ich decyzji nie mówieni mi o moim pochodzeniu nie chcę ich oceniać. Nie mam do nich żalu, że nie powiedzieli mi o tym. Byłam bardzo wrażliwym dzieckiem. Nie wiem jakbym to przyjęła, nawet jakbym dowiedziała się o tym w bardzo "zalecany" przez specjalistów sposób.
Może to zabrzmi niedorzecznie, ale ja im jestem za to wdzięczna. Moje przekonanie o byciu z krwi kości z moich Rodziców wzmacniał fakt, że jestem do nich fizycznie podobna. Mam bardzo dużo wspólnych z nimi cech wrodzonych.
Tak więc wiadomość o tym, że jestem adoptowana i że mam siostrę bliżniaczkę była dla mnie wielkim szokiem.
Fakt, że zostałyśmy z siostrą rozdzielone tez był dla mnie wielkim ciosem. Tym bardziej, że dowiedziałam się, iż to jej Rodzice Zastępczy nas rozdzielili. Wybrali ją a
mnie zostawili w domu dziecka. Czekałam prawie dwa lata na swoich Rodziców.
Tak, obawiam się Rodziny Biologicznej, w szczególności po tym jak nachalna była moja siostra w stosunku do mnie. Dla mnie MOJĄ PRAWDZIWĄ RODZINĄ SĄ MOI OBECNI RODZICE.
Biologiczni dali ciało a Rodzice Adopcyjni serce.
Pozdrawiam serdecznie i życzę wspaniałego roku dla Twojej Rodziny.
Mermaid

Autor:  Nina2 [ 31 gru 2008 23:23 ]
Tytuł: 

Pisząc "wybranym" miałam na myśli przyjęcie propozycji OAO ("wybranie" w sensie jak to uczynili ra Twojej siostry - :oops: , to nie powinno mieć miejsca).
Odnośnie nieujawnienia Ci przez rodziców prawdy o korzeniach myślę jak Ty: nie ma powodu, by mieć do nich żal (chcieli najlepiej).

Ja planuję powiedzieć o przeszłości dziecku, gdy już będzie na to gotowe; zmorą jest dla mnie tylko myśl że dziecko (jak to dziecko) niepotrzebnie wypaple to kolegom, przez co narazi się na głupie, bezlitosne komentarze.

jeszcze raz - wszystkiego dobrego!

Autor:  mermaid [ 31 gru 2008 23:45 ]
Tytuł: 

Życzę wielkiej pociechy z Twojego synka !!!!!!!!!!!!!!!
Mam dla Was Mam Adopcyjny wielki szacunek. Nie każdy potrafi podzielić się miłością z niebiologicznym dzieckiem. Na szczęście geny to nie wszystko.

Autor:  Nina2 [ 31 gru 2008 23:55 ]
Tytuł: 

dzięki! :cmok:

a wiesz, że Twoje słowa:
"pojawienie się siostry otworzyło moją ranę(bycia dzieckiem odrzuconym), która się przez te wszystkie lata zagoiła"
brzmią b. optymistycznie? Bo tzn, że:
- ta "rana odrzucenia" jest do zagojenia (da się ją zagoić) - jeśli Twoim rodzicom się udało, tzn że się da;
- nadto, jeśli raz się im udało, to i teraz tak będzie. Czego Ci życzę!

ciach/moderator

Autor:  mermaid [ 31 gru 2008 23:59 ]
Tytuł: 

:cmok: dziękuję

Autor:  mermaid [ 01 sty 2009 16:16 ]
Tytuł: 

Brak zdjęć mnie nie dziwi, bo mój Tata naprawdę zgubił aparat fotograficzny gdzieś koło 1972 roku. Dawniej aparat to był luksus, nie tak jak dzisiaj.
Rodzice też nie mają zdjęć z tego okresu.
Co do siostry, rozumiem jej chęć odnalezienia mnie, ale zupełnie nie rozumiem jej nachalności w stosunku do mojej osoby. Uważam, że w tak delikatnej sprawie ważny jest takt i wyczucie sytuacji. Jej tego zabrakło.
Sądzę, że potrzeba czasu na nawiązanie wzajemnych relacji. Ona chciała wszystko za szybko.
Nie wiem która z nas miała gorzej czy lepiej. Ona została wzięta z domu dziecka około dwóch lat przede mną. Jej Rodzice Zastępczy nas rozdzielili. Kiedy moi Rodzice mnie brali, został zatajony przed nimi fakt, że mam siostrę bliżniaczkę. Bardzo to wszystko skomplikowane i zawiłe.
Pozdrawiam.
Mermaid

Autor:  kasialu [ 01 sty 2009 23:38 ]
Tytuł: 

Mermaid dzięki, że napisałaś...;)

Autor:  waniliaka [ 02 sty 2009 00:07 ]
Tytuł: 

i ja dziekuje Ci za Twoje słowa!

Autor:  mermaid [ 02 sty 2009 00:31 ]
Tytuł: 

:) Pozdrawiam Was dziewczyny(chyba mogę tak napisać) serdecznie.

Autor:  kasialu [ 02 sty 2009 11:18 ]
Tytuł: 

Mermaid Twoja historia daje dużo do myślenia...Najbardziej cieszy mnie Twój stosunek do Rodziców adocpyjnych....i miłość z jaką sie o nich wyrażasz. marze zeby mja córka za kilkanascie lat tak samo mówiła o nas...

Autor:  evcia81 [ 02 sty 2009 19:22 ]
Tytuł: 

mermaid pisze:
MOJĄ PRAWDZIWĄ RODZINĄ SĄ MOI OBECNI RODZICE.
Biologiczni dali ciało a Rodzice Adopcyjni serce.

To piękne słowa. Mermaid gdyby twoi rodzice wiedzieli, że tak myślisz to pękali by z dumy i ze szczęścia, że wychowali Cię na tak mądrą kobietę. Mam nadzieję, że w przyszłości moje dzieci będą takiego zdania jak Ty. Serdecznie pozdrawiam :)

Strona 1 z 3 Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
http://www.phpbb.com/