Wyświetl temat - Bezdzietnosc wbrew woli

Ogłoszenie!

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 278 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 14, 15, 16, 17, 18, 19  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 05 sie 2016 18:48 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 mar 2007 01:00
Posty: 1188
Dana6 :( właśnie, nigdy ne wiadomo jak bedzie i potem można siebie nawzajem zacząć obwiniać i nikomu to na dobre nie wyjdzie...

tulam

_________________
marzenia się nie spełniają
a nadzieja umiera


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 05 sie 2016 22:10 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 lip 2009 00:00
Posty: 510
azika pisze:
Dana6 :( właśnie, nigdy ne wiadomo jak bedzie i potem można siebie nawzajem zacząć obwiniać i nikomu to na dobre nie wyjdzie...

Powiem, że niestety ale masz rację. My w sumie oboje chcieliśmy by trafiło do nas dziecko, ale tylu łez jak w minionym roku nie wylałam nigdy... i nie były to łzy radości. Moje małżeństwo przechodzi teraz kryzys, bo mieliśmy rozdźwięk co do tego jaką decyzję podjąć i do tego przechodzimy teraz okres żałoby. Tak brzmi to dziwnie, bo przecież mogliśmy podjąć inną decyzję i nie byłoby sprawy, ale wiem, że nie uratowałabym ani dziecka, ani nas...


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 13 sie 2016 18:08 
Offline

Rejestracja: 16 lut 2015 23:28
Posty: 31
Przepraszam, ale musze sie wygadac. jestem po kolejnej "awanturce" z mezem.
Zawsze zaczyna sie niewinnie. Tym razem poszlo o jakis durny medal na Igrzyskach. Wiem smieszne. Moj maz nie rozumie jak mozna bylo nie zdobyc medalu i z pasja przedstawia argumenty. Ja jak to ja, zawsze bronie biedaka co mu sie nie udalo. Ten scenariusz mozna przelozyc na sprzeczki na rozne tematy. On oskarza, ja bronie. Niestety konczy sie zawsze moimi lzami i tym, ze zarzucam jemu, ze nigdy nie mial az tak silnej reakcji na nasze niepowodzenia z in vitro. Wiem, ze nie powinnam, ale mnie ciagle ta porazka bardzo boli. W glebi duszy obwiniam jego, ze nie dal z siebie wszystkiego. Nie uprawial sportu, jak bylo zalecane, nie zrezygnowal zupelnie z picia alkoholu, nie chodzil ze mna na wszystkie spotkania.... Nigdy na spokojnie nie rozmawialismy o tym, mam odwage tylko to z siebie wyrzucic przy okazji klotni. Dla niego sprawa jest prosta, po ostatnim nieudanym transferze przyjal do wiadomosci, ze to juz koniec, bylo minelo, zycie toczy sie dalej. Ja jednak ciagle rozpamietuje...
Wiem, ze nie powinnam, bo w koncu doprowadze do tego, ze sie rozejdziemy, albo zrobie sie totalnie zgorzkniala i posepna istota. Drazni mnie jednak, ze on tak "lekko"podszedl do tej naszej porazki a innym nie moze wybaczyc, ze cos sie im nie udalo.
Nie wiem, czy to co napisalam ma sens. Chcialam sie tylko wygadac, bo nie mam nikogo z kim moglabym porozmawiac na te tematy. Dzieki i chyba pojde przeprosic, bo w koncu jest sobota a atmosfera w chacie jest wisielcza.... Oj ta cholerna roznica charakterow.
Macie podobne sytuacje?


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 13 sie 2016 22:02 
Offline
Mateczka
Awatar użytkownika
Mateczka

Rejestracja: 29 gru 2009 01:00
Posty: 517
Doskonale Cię rozumiem. Bardzo pragnę drugiego dziecka. Po prostu nie mogę o niczym innym myśleć, cieszyć się synkiem. Jest we mnie taka tęsknota...straszna. A nie będziemy mieć dziecka bo mąż nie chce. On czuje się spełniony i po prostu nie chce przechodzić przez kolejną procedurę adopcyjną. Nie umiem tego zrozumieć. Podczas spięć wyrzucam mu to i jego obwiniam o całą tą sytuację. Też nie powinnam, a jednak. Faceci nigdy nie zrozumieją naszych potrzeb i pragnień. Nigdy się nie dogadamy na tej płaszczyźnie...

_________________
Mama cudnego chłopczyka.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 14 sie 2016 18:29 
Offline

Rejestracja: 16 lut 2015 23:28
Posty: 31
Fakt, mezczyzni chyba inaczej podchodza do kwestii maciezynstwa. Moj maz nigdy nie zrozumie jak ja sie czuje, gdy jestem pomiedzy innymi kobietami, ktore sa matkami. Te rozmowy o przebiegu ciazy, zapachu noworodka, uczuciach. Moze sie myle, ale nie wyobrazam sobie jak faceci opowiadaja miedzy soba o takich sprawach.
Diar, ale czy to nie jest tak, ze druga adopcja powinna byc dla was bardziej uproszczona? W koncu zrobiliscie kursy i macie juz jedno dziecko.

Szczerze powiedziawszy to balabym sie przystepowac do adopcji z moim mezem. On jest bardzo konkretny i gdyby to zrobil, to glownie dla mnie. Ja z kolei chyba bym ciagle plakala. To dziwne, bo nigdy nie bylam emocjonalna osoba, cale lata nie plakalam, az do czasu in vitro, wtedy sie zaczelo. Mysle, ze niezla bysmy dostali ocene od psychologa ... ;-)


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 18 sie 2016 12:23 
Offline
Mateczka
Awatar użytkownika
Mateczka

Rejestracja: 29 gru 2009 01:00
Posty: 517
Piatek mąż zgodziłbysię na adopcję tylko dla Ciebie, a Ty...rezygnujesz ze względu na niego...
Mam bezdzietną przyjaciółkę. Ma już 56lat więc wiadomo że w ich bezdzietności nic się nie zmieni. Ku mojemu zdziwieniu wczoraj zaczęła mi mówić jak to żałuje że swego czasu nie przycisnęła męża nie postawiła pod ścianą by zgodził się na adopcję. Ona taką opcję brała pod uwagę, on niestety nie. No i są bezdzietni. Ciągle tego żałuje. Nie miałam odwagi zapytać czy on również, czy nadal podtrzymuje opcję że decyzja jego była słuszna... Ja wiem że też nigdy nie pogodzę się z brakiem drugiego dziecka, wiem że zawsze będę miała o to pretensje do męża...

_________________
Mama cudnego chłopczyka.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 23 sie 2016 01:23 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 wrz 2008 00:00
Posty: 1849
Dobry wieczór
Nie udzielałam się na tym wątku nigdy ale podczytywałam wątek gdy czułam że nasza droga w staraniach o dziecko skończy się właśnie BEZDZIETNOŚCIĄ.
Wchodzę by podzielić się moją historią. My staraliśmy się 8 lat o dziecko, nasze starania skończyły się szczęśliwie- TERAZ TO UWAŻAM TO JAKO CUD ŻE SIĘ UDAŁO.
Przez ten czas starań przeszłam piekło. W rodzinie i wśród znajomych przez ten czas 8 lat urodziło się aż 8O 78 dzieci.Żyłam każdą ciążą po każdym porodzie czy w rodzinie czy wśród znajomych wpadałam w stan przygnębienia i zazdrości ale nigdy nikomu nie życzyłam źle . Zadawałam cały czas pytanie "CZEMU NAM SIĘ NIE UDAJE"
Byliśmy jedyną parą która nie miała dzieci- to bardzo bolało. Bardziej mnie bolało brak zrozumienia ze strony ludzi co przeżywamy. Teksty które słyszeliśmy w ciągu tych lat podrostu były poniżej pasa. Dla niektórych nie tworzyliśmy rodziny z mężem bo nie mieliśmy dzieci.Dla mnie odskocznią od starań była budowa domu wtedy myśli nie krążyły wokół dziecka. Poczciwa rodzina jednak musiała szpile wbić i komentarze typu po co budujemy skoro dzieci nie mamy. Święta Bożonarodzeniowe i życzenia dla mnie były katorgą a spendy rodzinne u teściów katorgą. Leczenie przez te lata było dla mnie dużym obciążeniem psychicznym a nie wspomnę o kwestii finansowej.Czułam się jak człowiek drugiej kategorii przez teściów- mieliśmy nakaz od nich przychodzić wtedy kiedy nie ma u nich szwagierek z wnukami(bo teściowie twierdzili że muszą poświęcić czas tylko wnukom wtedy i ustawili grafik). Myśleliśmy o adopcji z mężem. Moi rodzice nie mieli nic przeciwko adopcji natomiast teściowie twierdzili że dzieci z domów dziecka to największa patologia. Jeśli chodzi o teściów to nie będę komentować ich poglądów. Miałam taki krótki okres że wydawało mi się że dobrze mi z tą bezdzietnością żadnych obowiązków widziałam też plusy tej bezdzietności zaczęłam cieszyć się życiem ale po pól roku znowu jak bumerang wróciły nieustanne myśli o niespełnionym macierzyństwie.Przeszłam cała diagnostykę 2 razy hsg, 2 razy laparoskopie, multum stymulacji rożnymi lekami. Mąż z początku był przeciwny in vitro a ja czułam że tylko dzięki in vitro się uda zajść. Jedynie wchodził program rządowy bo na prywatne nie było nas stać. Po diagnozie że mam oba jajowody niedrożne rozsypałam się dosłownie psychicznie. Lekarz zasugerował kuracje zoladex-em żeby udrożnić jajowody i powtórna laparoskopię. Ja podczas tego leczenia nie dość że dostałam strasznej depresji to do pakietu jeszcze nerwicę lękową. Balam się jak będzie wyglądało nasze życie bez dzieci, nasza starość. Nie mogłam się pogodzić z tym że nie mamy dzieci. Sama zapisałam się do psychologa bo nie mogłam poradzić sobie z emocjami. Po laparoskopii miałam poddać się góra trzem iui a jak nie to tylko ivf. Mąż się zgodził na ivf ale ze względu na duże ryzyko hiper-stymulacji zagrażającej życiu które mi groziło oboje zdecydowaliśmy że się nie poddamy ivf. Pierwsza iui się nie udała. Byłam psychicznie na dnie i podeszłam do drugiej iui tylko z tego względu że miałam wykupione leki do stymulacji nie liczyłam że się uda bo w to nie wierzyłam po prostu.Mąż widząc mój stan psychiczny nie chciał żebym do drugiej iui podchodziła.Mężowi powiedziałam że jestem u kresu wytrzymałości i koniec ze staraniami a na adopcję też nie mam siły przechodzić przez te procedury kwalifikacyjne - będziemy żyli sami. Po 2 tygodniach poszłam na betę i nie mogłam uwierzyć że jest pozytywna. Ciąże przechodziłam straszne ale nie narzekałam. Przez 8 lat zastanawiałam się jak to jest czuć ruchy dziecka w brzuchu i w końcu mogłam to doświadczyć to było piękne uczucie . Dziś tulę swoją sześciomiesięczną córeczkę w ramionach jest dla nas największym szczęściem jakie nas w życiu spotkało. Odkąd urodziła się córka wstąpiło we mnie drugie życie jestem w końcu szczęśliwa. Bardzo chciałabym mieć drugie dziecko ale na naturalną ciąże nikle szanse. Nachodzą mnie coraz częściej myśli o adopcji. Wczoraj zadałam pytanie mojemu mężowi czy adoptowane dziecko kochałby i traktowałby tak samo jak naszą córkę. On się zdziwił i stwierdził że nigdy nie zadawał sobie takiego pytania i nie myślał o tym.

_________________
8 lat starań
2014- hsg oba jajowody niedrożne i zoladex
2014-laparoskopia (usunięcie zrostów, ognisk endo, udrożnione jajowody)
VI- 2 IUI... udana :)
Luty 2016- Nasza córeczka już jest z nami


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 28 sie 2016 22:42 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 gru 2010 23:10
Posty: 306
sunshine157 straszna nadzieje daje Twoj wpis ze udalo sie udroznic jajowody, bo IUI to prawie jak naturals. Ja tez pragne drugiego dziecka, wiem ze do in vitro nie podejde, a pragnienie jest tak ogromne ze az meczace, nie wiem czy to normalne ale przychodza takie chwile ze mam mega dola, maksymalny pesymizm i wyje jak bobr, modle sie o to bym potrafila pogodzic sie z tym ale nie potrafie

-- 28 sie 2016 21:45 --

diar rozumiem Cie doskonale, ja mam syna biologicznego ale pragnienie drugiego jest tak ogromne ze momentami jest naprawde bardzo ciezko. Oboje z mezem pragniemy ale nie wychodzi:(

-- 28 sie 2016 21:46 --

diar rozumiem Cie doskonale, ja mam syna biologicznego ale pragnienie drugiego jest tak ogromne ze momentami jest naprawde bardzo ciezko. Oboje z mezem pragniemy ale nie wychodzi:(

-- 28 sie 2016 21:46 --

diar rozumiem Cie doskonale, ja mam syna biologicznego ale pragnienie drugiego jest tak ogromne ze momentami jest naprawde bardzo ciezko. Oboje z mezem pragniemy ale nie wychodzi:(

_________________
2 lata starań, klinika, leczenie, zabiegi, IUI, (bez rezultatów)
V 2011 laparoskopia II/II stopień endomtriozy
VII 2011 starania w OAO o adopcje maluszka
VIII 2011 zamieszkało u mnie SERDUSZKO:)
V 2012 urodził się SYNUŚ:)nasz Wielki Mały CUD
XI 2013 kolejne starania czas zacząć
5 cykli na clo, niestety:(
III/IV laparoskopia - oby powtórzył się scenariusz z 2011 roku


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 29 sie 2016 01:41 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00
Posty: 10085
iui to prawie jak naturals z punktu widzenia przeciętnego człowieka, ale z punktu widzenia Kk nie ma żadnej różnicy moralnej pomiędzy iui i ivf.
Myślę, że jeśli pragnienie dziecka jest olbrzymie, a doktryna religijna nie pozwala nam się zdecydować na leczenie, rozsądniej jest pomyśleć nad zmianą azymutu na adopcję aniżeli modlić się o wygaśnięcie pragnienia macierzyństwa - to drugie niemal nigdy nie jest możliwe, chyba że faktycznie podejmiemy w głębi siebie decyzję o świadomej bezdzietności. Wtedy jednak jest ona skutkiem naszej wewnętrznej pracy, a terapia czy modlitwa mogą ten proces wspomoc. Nie- wykreować.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 31 sie 2016 23:50 
Offline

Rejestracja: 09 lis 2015 23:13
Posty: 4
Z in vitro radzę się zastanowić,ale nawet jak podejdziesz to nie znaczy ,że się uda.Ja nie mogłam się zdecydować ze względów religijnych, ale pomyślałam że jeżeli za 20 lat Kościół zmieni zdanie w tej sprawie to będę żałować.Próbowałam 4 razy niestety nie udało się.Ale mam córkę 16 lat,ciąża naturalna.Nie żałuję że próbowałam.
Te


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 01 wrz 2016 00:18 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00
Posty: 10085
ja też się radzę zastanowić nad ivf, ale ostrożnie. IMO jeśli dla kogoś argumenty religijne są tak ważne, że jest w stanie cierpieć z powodu bezdzietności i składać ją w ofierze, to IVF jest słabym pomysłem.
W staraniach o dziecko tak naprawdę nie chodzi o ciążę/dziecko, a o to, aby móc w stanie żyć ze swoją decyzją i nie obwiniać ani siebie, ani potencjalnego dziecka. Wiem, że wielu osobom się wydaje, że poród albo adopcja kończą sprawę i odtąd jest różowo oraz radośnie, ale znam wiele historii, gdzie tak się nie stało: począwszy od zadręczania się przebytym in vitro i spowiedzią raz w tygodniu przez cały okres ciąży aż po historię adopcyjną, gdzie adopcja wynikła ze światopoglądu (ivf niemoralne, więc nie- zamiast tego adoptujemy ku chwale Pana, nawet z zaciśniętymi zębami) i skończyło się to kiepsko dla rodziny, a najgorzej dla dziecka.

Tak więc moim zdaniem ivf ma sens wtedy, kiedy jesteśmy w stanie wyważyć swój światopogląd i pozwolić sobie na szansę medyczną (argument o tym,że za 20 lat Kk zmieni zdanie jest dobrym przykładem). Jeśli sama myśl o tym rodzi w nas poczucie winy i niepokój - lepiej odpuścić.
Poradzenie sobie z in vitro ma szansę wtedy (cały czas piszę o katolikach), kiedy ludzie w ogóle dopuszczają krytycyzm wobec doktryny i są w stanie przyjąć, że podejmują swoją decyzję w miłości i z akceptacją Boga. Jeśli nie są krytyczni - to się nie uda, resztę życia spędzą zadręczając się, nawet jeśli urodzi się dziecko.

i jasne, że ivf nie jest gwarancją ciąży. Ale dla wielu ludzi staje się drogą do dziecka, czego tysiące świadectw są na forum. Czasem też przejście nieudanego in vitro otwiera drogę adopcyjną, bo pacjenci mają wtedy poczucie, że zrobili wszystko co w ich mocy, i dopiero wtedy czują się gotowi na rodzicielstwo niebiologiczne.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 06 wrz 2016 14:45 
Offline

Rejestracja: 23 wrz 2013 14:09
Posty: 23
Chciałam zgłębić "grzeszność" IUI i przypadkiem trafiłam na ciekawą dyskusję http://mateusz.pl/pow/011119.htm Fragment wypowiedzi księdza: "Płodność i dziecko są darem od Boga i niezależnie od tego jak bardzo pragniemy być rodzicami w ostateczności to On decyduje o nowym życiu. Niestety wszelkie inne sposoby doprowadzenia do stanu błogosławionego poza współżyciem małżonków są niemoralne, niezależnie od tego jak szlachetne intencje temu przyświecają." Jeżeli pierwsze zdanie jest prawdziwe, to udane in vitro wyklucza zdanie drugie. Jeżeli dar życia pochodzi od Boga, to bez Jego udziału nie jest ono w stanie powstać. Także każde dziecko z in vitro jest darem Boga. Aśka 36 może 20 lat to mało, ale na pewno kiedyś KK zmieni zdanie, tak jak zmienił co do transfuzji i przeszczepów. Rozumiem etyczne wątpliwości co do produkowania nieskończonej liczby zarodków i ich mrożenia, ale IUI? phi


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 06 wrz 2016 18:34 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00
Posty: 10085
keramika pisze:
Jeżeli dar życia pochodzi od Boga, to bez Jego udziału nie jest ono w stanie powstać. Także każde dziecko z in vitro jest darem Boga.



Ach, gdybyż tylko doktryna Kk opierała się na logice ;)

keramika pisze:
Rozumiem etyczne wątpliwości co do produkowania nieskończonej liczby zarodków i ich mrożenia, ale IUI? phi


"nieskończona liczba" wynosi w polskim porzadku prawnym 6, słownie: 6 komórek jajowych poddanych zapłodnieniu, z których MOGĄ, ale nie muszą powstać zarodki. Jeśli się tak fortunnie zdarzy, będzie to sześć zarodków, z których urodzi się co najwyżej dwoje dzieci.
Jest to dość dalekie od nieskończoności 8)
W doktrynie Kk dotyczącej metod wspomaganego rozrodu i płodności nie chodzi akurat ani o logikę, ani obiektywną troskę o życie (w rozrodzie naturalnym skala utrat zarodków jest dokładnie taka sama), chodzi o kontrolę ludzkiej seksualności. Dlatego też z punktu widzenia osób, które nie są katolikami, fenomen polskiej sceny publicznej wokół in vitro jest tak fascynujący i absurdalny zarazem, zaś dramaty duchowe par zasługują na wielkie współczucie i zarazem niemożność ich głębokiego pojęcia, ponieważ jest to stawianie na szali własnego życia przeciwko doktrynie, która jest jedynie interpretacją ludzką. Stanowisko Boga nie jest wszak znane.

Zupełnie czym innym jest zrozumienie pary, która mówi: nie mamy kasy, nie mamy ochoty, nie będziemy się szprycować hormonami (ok, niby nie są szkodliwe, ale nie chcemy poddawać własnego ciała ich rygorowi) bądź "sorry, to nie dla nas, adopcja nas bardziej pociąga" bądź "chcemy być rodzicami, ale bez napinki, jak się nie trafi to trudno". Blokowanie potrzeby bycia rodzicem na poziomie "religia mi zabrania" jest jedną z najtrudniejszych imo decyzji.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 02 paź 2016 19:19 
Offline

Rejestracja: 02 paź 2016 18:56
Posty: 3
[size=150]Hej, przeczytałam całą dyskusję, całe 17 stron...bardzo mi to pomogło, nie wiem dlaczego wcześniej nie weszłam na to forum :( jestem bezdzietna, nie mam macicy od kilku lat. Byłam z kimś, z tym jedynym, bardzo długo.Oboje zdrowi, na dziecko cierpliwie czekaliśmy, tak sobie wmówiłam.Potem był wielki mięśniak, który chyba trochę przegapiłam, a problemy w pracy sprawiły ,że urósł w siłę. Potem operacja i niestety, macicę trzeba było usunąć....mojego jedynego już nie ma, odszedł rok temu do młodszej, do dwudziestolatki. Ja mam 39 lat. Jestem sama, bez dzieci, bez męża. Udaję przed całym światem,że da się żyć, że można...ale ostatnio brak sił...zazdroszczę Pani, która pisze powyżej,że jest mąż,że kocha, że wspiera....mój uciekł. Proszę mi wierzyć, inaczej to wszystko wygląda, gdy ktoś jest obok, ta druga kochana połowa...tęsknota za posiadaniem dziecka jest tak wielka,że nie da się tego opisać.U mnie jest to wysiadywanie na placu zabaw godzinami, to płacz na chrzcinach synka siostry, to izolowanie i odrzucenie wszystkich koleżanek z dziećmi, to weekendy z butelką wina, to umieranie każdego dnia...i pytanie , czy warto wstawać rano i iść do przodu? I jak?

_________________
Monia007


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 02 paź 2016 19:25 
Offline
Mateczka
Awatar użytkownika
Mateczka

Rejestracja: 29 gru 2009 01:00
Posty: 517
Monika007 a nie myślałaś o adopcji jako osoba samotna? Droga na pewno nie prosta ale są na tym forum dziewczyny które tego dokonały. Może to byłoby wyjście z sytuacji?

_________________
Mama cudnego chłopczyka.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 278 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 14, 15, 16, 17, 18, 19  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group