Wyświetl temat - Dużo nadprogramowych zarodków

Ogłoszenie!

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 70 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 07 sty 2013 10:59 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 maja 2003 00:00
Posty: 3145
Lokalizacja: Warszawa
Powstrzymuje sie poniewaz nie ma zadnych praktycznych przeslanek aby traktowac zarodki jak czlowieka (zarodki tego nie potrzebuja a moze byc to dla nich wrecz zagrozeniem ich zycia) i to chulada ukierunkowala rozmowe na kwestie swiatopogladowe. A o swiatopogladzie mamy nie rozmawiac ;)

Wracajac do meritum cos mi sie kolacze, ze mozna zamrozic zarodki jeszcze przed polaczeniem sie jader (przyznaje, ze wypadlam troche z tematu), moze to jest rozwiazaniem dla niektorych?
Asza: mrozenie oocytow jest ciagle uwazane jako mniej skuteczne: moim zdaniem tylko swiatopoglad moze skierowac pacjenta na wybranie tej drogi.

_________________
IVF/ISCI Novum :
Łucja Zofia
Lusia


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 07 sty 2013 11:17 
Awatar użytkownika
hmm ja zrozumiałam, że chulada jedynie wyraziła swój osobisty stosunek do zarodków. Bez narzucania komukolwiek konieczności postępowania podobnie.

Sama kiedyś pytałam lekarza nt. mrożenia komórek. Potwierdził, że mrożą, i mają coraz lepsze wyniki. I tak sobie pomyślałam, że te coraz lepsze wyniki i doświadczenie nabywają za nasze pieniądze :mur:


Na górę
  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 07 sty 2013 11:56 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00
Posty: 10338
przepraszam, nie czytałam drugiej i trzeciej strony dyskusji, wiec odniosę się tylko do strony pierwszej i konkretnych pytań autorki:

1. ad zniszczenia. Nie bardzo wiem, co mogłabym tu napisać, co nie byłoby w jakimś sensie osobiste, a przynajmniej naznaczone moim podejściem do sprawy, niemniej spisałabym sobie wszystkie opcje postąpienia z zarodkami po odebraniu ich z kliniki i rozważyła w ciągu kolejnych dni/tygodni/miesięcy, która z nich jest mi najbliższa: wylanie, zakopanie, może wylanie na nagrobku kogoś bliskiego, może podejście zupełnie beznamiętne, nie wiem, nie chcę tu dywagowac, każdy sam powinien sobie spisać taką listę.
Sądzę, że to są kwestie, które powinny sobie poleżeć w głowie przez jakiś czas i przynieść własne rozwiązania.

2. ad adopcji prenatalnej
Nie będę pisać, jakie jest moje własne stanowisko, natomiast uważam, że również ten temat warto sobie wrzucić na wewnętrzny warsztat myślowy i odłożyć na jakiś czas sprawdzając, co tam się wykluwa.

Jedną z niewielu dobrych stron związanych z nadmiarową ilością zamrożonych zarodków jest ta, że nie ma presji czasu. Dla zarodków w ciekłym azocie nie ma znaczenia, czy spędzą w nim 5 lat czy 10 czy 15. Dla osób decydujących o ich dalszym losie czas może mieć znaczenie podstawowe. Ważne jest to, że w tym przypadku decyzji cofnąć się nie da (jaka by nie była), więc w naszym interesie jest jej najgłębsze przemyślenie.

Jesli idzie o mnie- zaczynałam od stanowiska, że adopcja prenatalna nie wchodzi w rachubę. W tzw. międzyczasie mój problem rozwiązał sie samoistnie, ponieważ transferowano mi wszystkie zarodki i żaden nei dał ciąży, niemniej mogę powiedzieć, że o ile na samym początku rozważań byłam całkowicie i absolutnie przeciwna oddaniu zarodków do adopcji, to po paru latach zaczynałam nabywać jakichś 5% wątpliwości odnośnie ewentualnej adopcji ze wskazaniem: znanej biorczyni, przy warunku wspólnej konsultacji z psychologiem i ustaleniu zasad (adopcja zamknięta/ otwarta, kiedy odtajnienie, zakresy naszych odpowiedzialności, ustalenie ról).
Na zmianę mojego stanowiska (nie całkowitą zmianę, ale pękanie monolitu) wpłynęła obserwacja jednej z rodzin dzięki dawstwu, która kultywuje jawność adopcji prenatalnej i ma adopcję półotwartą, tzn. dawca gamet męskich jest znany dziecku i znajduje się w dalekim kręgu znajomych.
Widząc to i słuchając relacji zaczęłam rozumieć, że w zasadzie każda opcja jest możliwa pod warunkiem, że obie strony procesu się porozumieją i ustalą zasady pod okiem psychologa sprawdzającego emocjonalną gotowość obu stron do sprostania ich ustaleniom. Nie jestem skazana na anonimową adopcję ani na wieczny lęk, że moje dziecko byłoby wychowywane przez 50letnią matkę (w odróżnieniu od Ciebie para gejowska kompletnie mnie nie rusza ;), ale późne rodzicielstwo- owszem, tak).

moim zdaniem to może pokazywać, że punkt, od którego zaczynamy rozważania nie musi być tym samym punktem, w którym te rozważania zakończymy. Dlatego warto dawać sobie czas i myśleć, myśleć, co jakiś czas sprawdzać czy wymyślilo się coś nowego, znów odkładać temat ad acta, aż uznamy, że nasza decyzja została już emocjonalnie zweryfikowana. I dopiero wtedy działać.
To, czy ostatecznie zniszczysz zarodki, oddasz je do adopcji czy przyjmiesz, będzie decyzją dobrą o tyle, o ile będzie w pełni Twoją i przemyślaną decyzją.

-- 07.01.2013, 11:00 --

i jedna rzecz mi się nasunęła- w zasadzie dopóki używamy określeń "moje dziecko" wydaje mi się, że nie jesteśmy wewnętrznie gotowi na adopcję prenatalną. Jak długo rozpoznajemy zarodek jako swoje dziecko (a nie "dziecko spokrewnione genetycznie ze mną"- może się wydawać, że to jest różnica nominalna, ale to gigantyczna różnica emocjonalna) tak długo prawdopodobne jest, że decyzja o oddaniu go do adopcji prenatalnej będzie dla nas niszcząca emocjonalnie.
Ale to tak na marginesie.
Ja nigdy nie doszłam do etapu "dziecko spokrewnione ze mną genetycznie", zawsze było to dla mnie "moje dziecko". Niemniej zaczynałam proces łamania się.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 07 sty 2013 15:15 
Offline
Mateczka
Awatar użytkownika
Mateczka
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 sty 2010 01:00
Posty: 16926
Lokalizacja: Giżycko
bloo pisze:
Ja nigdy nie doszłam do etapu "dziecko spokrewnione ze mną genetycznie", zawsze było to dla mnie "moje dziecko". Niemniej zaczynałam proces łamania się.
oo ja jestem właśnie na podobnym etapie. Ale jak tak czytam o Waszych crio to myślę, że sytuacja rozwiąze się podobnie.
Startowałam z 12 zarodkami do blastocysty dotrwało 5. Jest synuś i 4 mrozaki i może z tego ciąży już nie być

_________________
niedrożne jajowody
I ICSI 29.01.2011.- SET- IGNAŚ :loving:


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 07 sty 2013 15:26 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 maja 2003 00:00
Posty: 3145
Lokalizacja: Warszawa
MonikaGCK pisze:
i może z tego ciąży już nie być

No wlasnie jest to nieprzewidywalne, ja mialam taka ogromna nadzieje i ....

_________________
IVF/ISCI Novum :
Łucja Zofia
Lusia


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 07 sty 2013 19:43 
Offline
Mateczka
Awatar użytkownika
Mateczka

Rejestracja: 20 lip 2006 00:00
Posty: 5192
Ita pisze:
Asza: mrozenie oocytow jest ciagle uwazane jako mniej skuteczne: moim zdaniem tylko swiatopoglad moze skierowac pacjenta na wybranie tej drogi.
Nie prawda. Co z kobietami, ktore sa okolo np trzydziestki i dalej nie maja partnera 'na stale', a chcialyby w przyszlosci miec dzieci? Co z osobami, ktore przechodza ciezkie, uposledzajace plodnosc leczenie (np chemioterapia)? Dla nich mrozenie oocystow to opcja do rozwazenia. Tzw bank plodnosci, zapas na przyszlosc. To samo dzieje sie po stronie meskiej; jest mozliwosci mrozenia nasienia, a nawet trwaja proby mrozenia czesci nasieniotworczej masy jadra (nie wiem, jak to po polsku nazwac, sorry), jeszcze przed osiagnieciem dojrzalosci plciowej. Mrozenie oocystow to kolejny etap w poszerzaniu naszych mozliwosci ad plodnosci.
A ad skutecznosci - kiedys kazda z metod wspomaganego rozrodu byla na etapie eksperymentalnym prawda?

_________________
Synus - 25.X.2008
17.XI.2010 ['] ['] moje dwa Aniolki
Synus i corcia - 16.XI.2011


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 07 sty 2013 21:38 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 maja 2003 00:00
Posty: 3145
Lokalizacja: Warszawa
Asza zgoda dla wielu mrozenie oocytow, nawet jezeli niedoskonale, jest jakims rozwiazaniem. W mojej wypowiedzi skupilam na przypadkach, ktore maja inne wyjscie niz mrozenie oocytow
chulada proponowala mrozenie oocytow wszystkim a nie tylko osobom, ktore innego wyjscia nie maja ?

Asza34 pisze:
A ad skutecznosci - kiedys kazda z metod wspomaganego rozrodu byla na etapie eksperymentalnym prawda?
byla tez kiedys refundowana. Teraz nie jest, a jej ogromny koszt w porownaniu do przecietnych zarobkow w Polsce, sprawia, ze szukamy najbardziej skutecznych rozwiazan a nie rozwiazan eksperymentalnych

_________________
IVF/ISCI Novum :
Łucja Zofia
Lusia


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 08 sty 2013 11:34 
Offline
Awatar użytkownika
Zarząd Stowarzyszenia
Dokarmiam bociana ;)
Administrator
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 05 wrz 2004 00:00
Posty: 35724
Lokalizacja: KL
Wiecie, ja mysle, ze tej dyskusji jednak nie da sie prowadzic w calkowitym oderwaniu od swiatopogladu. To w koncu on wyznacza nasz stosunek do zarodkow i tym samym warunkuje nasze ewentualne decyzje w sprawie tych juz istniejacych, a nawet nieistniejacych, czyli tych, ktorych z powodow etycznych w ogole nie planujemy tworzyc, jak w przypadku chulady.
Piszecie o przewidywalnosci/nieprzewidywalnosci pewnych wydarzen losowych. Wydaje mi sie, ze nie da sie przewidziec wszystkich mozliwych ewentualnosci, a nawet jesli sie da, chyba nie sposob zagwarantowac komukolwiek, ze samo ich przewidzenie, chroni nas przed ich zaistnieniem. Jesli jednak ta okolicznosc mialaby byc argumentem przeciwko tworzeniu i mrozeniu zarodkow, to chyba tym bardziej przeciwko rodzeniu dzieci w ogole?
W tym zdaniu chyba zawarlam swoj poglad na to, kim/czym jest dla mnie zarodek, prawda? Chociaz on ewoluowal. Na poczatku moje zarodki byly dla mnie moimi dziecmi. Moze dlatego, ze innych nie mialam? I tak o nich wlasnie mowilam: "moje dzieci". Nigdy nie nazywalam ich ludzmi. Nie czas i miejsce ku temu, zeby dochodzic przyczyn, zastanowie sie nad tym we wlasnym zakresie.
Potem zaszlam w ciaze, ktora od poczatku zle rokowala. W czasie, kiedy powinna byc juz akcja serca, nie bylo nawet echa zarodka. Probujac to jakos racjonalizowac, powtarzalam sobie, ze nie placze za kims, bo tego kogos tam nie ma, placze za ciaza, ktora wlasnie najprawdopodobniej trace... Ale potem ten ktos sie pojawil, bilo mu serce... I kiedy jednak odszedl bylo to cos zupelnie, zupelnie innego. I nijak sie to mialo do zalu po nieudanym programie IVF... Przyszedl tez czas, ze doczekalam sie dziecka, realnego, namacalnego dziecka, a pozniej kolejnych dzieci. W tym czasie zarodki staly sie dla mnie moimi potencjalnymi dziecmi. Ale gdybym miala poswiecic byt moich potencjalnych dzieci dla tych realnych, naprawde nie zawahałabym nawet przez chwile. Z drugiej strony absolutnie nie jestem i najprawdopodobniej nigdy nie bede gotowa na przekazanie moich zarodkow do adopcji prenatalnej. Swiadomosc, ze jesli z zarodka rozwinalby sie i urodzil realny czlowiek, dziecko, moje dziecko, chyba by mnie wykonczyla. Moze to dla niektorych paradoks, ale chyba (chyba!) bylabym raczej sklonna zarodki zniszczyc, albo przekazac nauce, o ktorym to rozwiazaniu wspominala Asza. Przy okazji pozdrawiam redaktora T. :mrgreen:
Ita pisze:
cos mi sie kolacze, ze mozna zamrozic zarodki jeszcze przed polaczeniem sie jader (przyznaje, ze wypadlam troche z tematu), moze to jest rozwiazaniem dla niektorych?

Mrozenie na etapie przedjadrzy bylo (a moze nadal jest?) praktyka w Niemczech, ale i tam budzilo kontrowersje, bo wiazalo sie z mniejsza skutecznoscia niz w przypadku mrozenia zarodkow 2-3 dniowych i starszych. Echhh, dla mnie to jakies nieporozumienie, ze o takich sprawach na etapie regulacji prawnych decyduja wzgledy inne niz medyczne.
bloo pisze:
Jedną z niewielu dobrych stron związanych z nadmiarową ilością zamrożonych zarodków jest ta, że nie ma presji czasu. Dla zarodków w ciekłym azocie nie ma znaczenia, czy spędzą w nim 5 lat czy 10 czy 15. Dla osób decydujących o ich dalszym losie czas może mieć znaczenie podstawowe. Ważne jest to, że w tym przypadku decyzji cofnąć się nie da (jaka by nie była), więc w naszym interesie jest jej najgłębsze przemyślenie.

I to jest bardzo, bardzo istotna kwestia, moim zdaniem. Nieodwracalnosc to duze obciazenie przy podejmowaniu decyzji. Dzisiaj jestem mama trojga dzieci i nagle doszlam do wniosku, ze trzy to nie jest najlepsza liczba, ze cztery jest lepsza. :wink: Co prawda moj maz malo co nie zamdlal, jak to uslyszal, wyraz jego twarzy naprawde bezcenny, ale mysle, ze gdyby byla to po prostu kwesti podejscia do kolejnego criotransferu, to bym go jednak przekonala so swojej wizji. Natomiast podejscie do kolejnego programu to nawet dla mnie juz zbyt wiele.
Ita pisze:
Teraz nie jest, a jej ogromny koszt w porownaniu do przecietnych zarobkow w Polsce, sprawia, ze szukamy najbardziej skutecznych rozwiazan a nie rozwiazan eksperymentalnych

To prawda, chociaz koszt to tylko jeden z czynnikow. Czesto jest tak, ze po wieloletnim leczeniu nie ma juz najzwyczajniej czasu na eksperymenty.

_________________
1.06.07. - pożegnałam mojego Aniołka
9dpt zobaczyłam dwie krechy.
26.03.09. o 13:06 urodził sie mój sliczny synek.
10dpt w chmurach zobaczyłam dwie krechy.
25.09.11. o 4:36 i 4:37 urodziły sie moje sliczne, malutkie córeczki.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 09 sty 2013 20:24 
Offline
Awatar użytkownika
Moderator
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 23 lut 2010 01:00
Posty: 5607
Asza34 pisze:
Staramy sie tu omawiac problem od strony merytorycznej, nie etycznej.
tym razem ja nie moge sie zgodzic
wg mnie problem nadprogramowych zarodkow, regulacji prawnych, procedur ART, etc., nalezy rozpatrywac w obu kontekstach, a tym rowniez etycznym. a to dlatego, ze sila rzeczy dotycza one sedna etyki - zycia czy tez potencjalnego zycia

jednak, wg mnie dyskusja "kiedy zaczyna sie zycie?" lub "czy zarodek to juz czlowiek?" ma charakter czysto akademicki, bo zalezy od naszych osobistych przekonan. chyba nie jest to miejsce na tego typu rozmowy (ten watek)

i dalej, jak napisalam wczesniej: wszystkie chyba zgadzamy sie ze regulacje prawne sa niezbedne. jednak wg mnie odpowiedzialnosc za to co zrobimy/planujemy ze zrobimy ze swoim materialem genetycznym lezy po naszej stronie - rodzicow, przyszlych rodzicow, potencjalnych i niedoszlych tez.
do wszystkiego nalezy podchodzic z glowa :)

-- 09.01.2013, 19:42 --

inez_rubia pisze:
pomyślałaś może o tych osobach, które całkowicie świadomie zamroziły zarodki i w chwili ich mrożenia byli zdecydowani je odebrać ale nie przewidzieli sytuacji losowych
co prawda wypowiedz skierowana byla nie do mnie, ale odniose sie, jako ze uczestniczymy w dyskusji publicznej :) inez_rubia, masz racje. wypadki losowe zdarzaja sie. ale ... wiele par podchodzi ryzykownie do tematu. ludzie ryzykuja zaplodnienie "n" zarodkow, z nadzieja, ze wszystko jakos samo sie ulozy. jednym sie uklada innym nie. nie jest moja intencja i nigdy nie bylo ocenianie takich czy innych postaw. kazdy robi tak jak uwaza w danych okolicznosciach za najbardziej wlasciwe. i - tak - zgodnie z moimi przekonaniami osobistymi - uwazam, ze kazda - taka czy inna decyzje nalezy przemyslec i podejmowac ja posiadajac nieco wiedzy i rozeznania w temacie. czesto jednak pary maja nikle pojecie na temat leczenia jakie na nich podejmuja lekarze. na prawde, bardzo nikle pojecie ... jak czytam o osobach ktore podchodzily do in vitro i nie wiedzialy o opcjo mrozenia zarodkow to ... eufemistycznie sie wyraze: zalamuje rece

_________________
Kiedy Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 09 sty 2013 23:39 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00
Posty: 10338
yennefer23 pisze:
jak czytam o osobach ktore podchodzily do in vitro i nie wiedzialy o opcjo mrozenia zarodkow to ... eufemistycznie sie wyraze: zalamuje rece


znam historie ludzi, ktorzy wiedzieli, ale nie skorzystali, ponieważ nie wierzyli w skuteczność criotransferu. Co nie przeszkodziło im później lać łez nad "dziećmi, które nie chciały zamieszkać w brzuszku", podczas gdy dwa tygodnie wcześniej resztę tych "dzieci" bez żalu dysponowali do zlewu.
Piszę te słowa przekornie, bo tak naprawdę i uczciwie to nie mam potrzeby oceniania cudzej moralności, podobnie jak sama nie lubię być tak oceniana.
To, co chciałabym przekazać to to, że ostatnie lata przypatrywania się debacie o ivf w Polsce, postawom pacjenckim i wielu innym rzeczom, nauczyły mnie m.in. dwóch rzeczy:

1. człowiek (zwłaszcza kobieta) zdeterminowany, aby mieć dziecko, będzie mieć to dziecko. O kosztach pomyśli później;

2. dyskusja na poziomie głowy z tymi, którzy są ze jeszcze na poziomie brzuch-serce nie ma na ogół sensu i często prowadzi do wzajemnej frustracji.

jeśli to brzmi cynicznie to zastanówcie się, proszę, (piszę do tych, które są już matkami), czy gdyby ktoś Wam powiedział, że ceną za Stasia/Kasię/Józia będzie pięć lat odjętych z życiorysu, amputacja nogi <wstaw dowolną okropność> nie poszłybyście na ten deal?
Ja bym poszła.
I zapewniam, że jestem do bólu racjonalna i sceptyczna. Po prostu potrzeba rodzicielstwa nie bierze się z eteru, rodzi się w nas i to jest pragnienie, które wygasnąć może jedynie wtedy, jeśli sami tak zdecydujemy (vide świadoma bezdzietność), a nigdy wtedy, jeśli świat nam spróbuje tego zakazać.
To się łączy z punktem drugim: możemy sobie mówić o moralności i etyce, sama to bardzo lubię robić, ale wiem też, że bardzo dużo ludzi niepłodnych myśli po prostu macicą- bo też i o kobietach piszę przede wszystkim. I tego się zagłuszyć w nich nie da.
Można co najwyżej wzbudzać w nich poczucie winy za to, że nie płaczą nad zarodkiem, ale oni i tak nie będą za tym zarodkiem płakać, jeśli ich mechanizmy obronne zdecydowały, że do czegoś jest im taka strategia potrzebna.

A najgłupsze i najśmieszniejsze jest to, że nie jesteśmy tu żadnymi wyjątkami. Każdy człowiek chcący być ojcem/matką czuje dokładnie te same imperatywy, ten sam dyktat macicy, tę samą determinację plemników.
Różnica jest tylko taka, że większa część grupy realizuje sobie tę determinację w sypialni, a mniejsza część grupy musi iść do lekarza.
I własnie dlatego tę drugą grupę rozlicza się z moralności, bierze pod lupę intencje i stosuje cały skomplikowany system weryfikacyjny dla czegoś, co jest wspólnym doświadczeniem całego gatunku.
Ale tylko 10% tego gatunku ma paskudnego pecha bycia traktowanymi nierówno.

aha, i nie mówię, że wszyscy zachowują się tak jak w punktach 1 i 2. Ale uważam, że to są jednak zachowania większościowe. I dlatego edukacja pacjencka ma swoje ograniczenia, co bardzo dobrze pokazuje SET.


Ostatnio zmieniony 10 sty 2013 00:50 przez bloo, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 10 sty 2013 00:12 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 cze 2007 00:00
Posty: 2617
Lokalizacja: Łódź
bloo pisze:
nie poszłybyście na ten deal?
Ja bym poszła.
poszłabym na koniec świata po moją córkę...

_________________
7 IUI, IVF
ICSI i jest :
Córeczka
Au naturel : Syneczek
crio - jedna krecha


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 10 sty 2013 06:17 
Offline
Awatar użytkownika
Zarząd Stowarzyszenia
Dokarmiam bociana ;)
Administrator
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 05 wrz 2004 00:00
Posty: 35724
Lokalizacja: KL
bloo pisze:
nie poszłybyście na ten deal?

Ja bym poszla. I wrecz przeraza mnie wspomnienie tamtej mnie....

_________________
1.06.07. - pożegnałam mojego Aniołka
9dpt zobaczyłam dwie krechy.
26.03.09. o 13:06 urodził sie mój sliczny synek.
10dpt w chmurach zobaczyłam dwie krechy.
25.09.11. o 4:36 i 4:37 urodziły sie moje sliczne, malutkie córeczki.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 10 sty 2013 08:26 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 maja 2003 00:00
Posty: 3145
Lokalizacja: Warszawa
Ja bym poszla i wtedy i teraz !

-- 10.01.2013, 07:31 --

bloo pisze:
Można co najwyżej wzbudzać w nich poczucie winy za to, że nie płaczą nad zarodkiem, ale oni i tak nie będą za tym zarodkiem płakać, jeśli ich mechanizmy obronne zdecydowały, że do czegoś jest im taka strategia potrzebna.

ha, ja uwazam, ze nie nalezy traktowac zarodka jak czlowieka (bo jest zarodkiem czlowieka a nie czlowiekiem i dla mnie to nie jest gra slow), ale za kazdym zarodkiem plakalam bo kazdy byl nadzieja.
Natomiast jak lekarze "zajmowali" sie moja ciaza pozamacziczna to w pierwszych etapach los zarodka w ogole mnie nie interesowal, plakalam nad soba a nie na utraconym zarodkiem, wtedy owszem byl to mechanizm jak najbardziej obronny.

_________________
IVF/ISCI Novum :
Łucja Zofia
Lusia


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 20 sty 2013 23:07 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 wrz 2011 11:25
Posty: 92
Lokalizacja: ziemia dobrzyńska
bloo pisze:
człowiek (zwłaszcza kobieta) zdeterminowany, aby mieć dziecko, będzie mieć to dziecko. O kosztach pomyśli później

To prawda, z chwilą postawienia diagnozy zaczęłam dążyć do celu bez oglądania się do tyłu i zważania na konsekwencje.
Pobrano mi 18 komórek, 13 było dojrzałych z czego zapłodniło się 10, po podaniu jednego zarodka urodził się mój synek :) zostało 9 zarodków, o których nie ma dnia żebym nie myślała. Na moje żądanie zapłodniono wszystkie komórki, bo chciałam mieć dziecko/dzieci, a nie liczyłam zbytnio na udany pierwszy transfer. Obecnie chyba nie będziemy mogli sobie pozwolić na kolejne dziecko, co więc z zarodkami?
Czasami oglądam podarowane mi w Novum zdjęcie zarodka, z którego urodził się Adaś... wybranego przeze mnie - "ten najdorodniejszy" - i wiem, że te pozostałe 9 to także moje dzieci. Adopcja prenatalna ani zniszczenie nie wchodzą w grę, tak jak nie oddałabym Adasia, tak nie oddam ich. Nie mogłabym chyba oddać zarodków nawet rodzonej siostrze. To dręczący problem :(
Nie zgadzam się, że nie nalezy traktowac zarodka jak człowieka, ten zarodek na zdjęciu z moim nazwiskiem i datą umieściłam w albumie obok pierwszego zdjęcia synka... są jednym i tym samym.
Może regulacja prawna coś zmieni, ale pójście w ograniczenie liczby zapładnianych komórek pewnie utrudni drogę do rodzicielstwa wielu parom. Może witryfikacja oocytów w miarę rozwoju tej metody rozwiąże problem, ale dla nas jest już za późno i trzeba teraz z tym żyć :cry:

-- 20 sty 2013 23:10 --

Monek pisze:
zarodki staly sie dla mnie moimi potencjalnymi dziecmi. Ale gdybym miala poswiecic byt moich potencjalnych dzieci dla tych realnych, naprawde nie zawahałabym nawet przez chwile. Z drugiej strony absolutnie nie jestem i najprawdopodobniej nigdy nie bede gotowa na przekazanie moich zarodkow do adopcji prenatalnej. Swiadomosc, ze jesli z zarodka rozwinalby sie i urodzil realny czlowiek, dziecko, moje dziecko, chyba by mnie wykonczyla.

całkowicie się zgadzam się z Tobą

_________________
starania od II 2010
II 2011 - pierwsza wizyta w Novum
oligoasthenoteratozoospermia
VIII 2011 I IUI :(
12 XI 2011 ICSI transfer 1 zarodka
27 VII 2012 o 10:15 urodził się Adaś
4160 g i 58 cm szczęścia


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 20 sty 2013 23:56 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00
Posty: 10338
ropuszka pisze:
Obecnie chyba nie będziemy mogli sobie pozwolić na kolejne dziecko, co więc z zarodkami?
Czasami oglądam podarowane mi w Novum zdjęcie zarodka, z którego urodził się Adaś... wybranego przeze mnie - "ten najdorodniejszy" - i wiem, że te pozostałe 9 to także moje dzieci. Adopcja prenatalna ani zniszczenie nie wchodzą w grę, tak jak nie oddałabym Adasia, tak nie oddam ich. Nie mogłabym chyba oddać zarodków nawet rodzonej siostrze. To dręczący problem :(
(...). Może witryfikacja oocytów w miarę rozwoju tej metody rozwiąże problem, ale dla nas jest już za późno i trzeba teraz z tym żyć :cry:


moja rada:
1. zabezpieczajcie się przed ciążą naturalną
2. dajcie sobie czas w kwestii tych 9 zarodków

Czas przynosi odpowiedzi, tu się nie trzeba z niczym spieszyć. Życie potrafi napisać przedziwne scenariusze. W jednym z innych wątków pisałam o dohodowaniu zarodków do stadium blastocysty- to też jest rozwiązanie do rozważenia w takiej sytuacji.
Dziś nie stać Was na drugie dziecko, za pięć lat może być Was stać i syndrom pustych ramion odezwie się ze zdwojoną siłą. Albo nie. Tego nie wiesz.
To, co wydaje mi się być ważne to to, aby w takiej sytuacji (przypominam, że piszę tylko o sytuacji, w ktorej nadliczbowe zarodki są realnym problemem emocjonalnym/etycznym) nie dopuścić do ciąży naturalnej i nie dać się zwieść mitowi, że jesteśmy po wsze czasy niepłodni. Jeśli ulegniemy temu mitowi możemy wyjść z ciężarnym brzuchem i złamanym sercem z powodu zarodków, ktorych już na pewno nie odbierzemy.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 70 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group