Wyświetl temat - Dużo nadprogramowych zarodków

Ogłoszenie!

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 70 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 26 gru 2012 16:54 
Offline

Rejestracja: 26 gru 2012 15:01
Posty: 6
Czy są tu osoby, które mają/miały nadprogramowe zarodki?

Ja mam osiem zarodków, dwójkę dzieci i więcej dzieci nie planuję.
Moje zarodki mają już 5 lat. Nie widzę sensu dłużej ich trzymać.
Klinika daje mi 3 opcje: oddać do adopcji, utrzymywać dalej, czyli płacić co roku, lub mogą mi je dać, żebym zrobiła z nimi co zechcę...
Rozważam tę trzecią opcję, bo z wielu przyczyn i po latach przemyśleń nie chcę, by ktoś urodził moje dziecko, więc proszę o uszanowanie tego i nieprzekonywanie mnie. Zbyt dużo we mnie lęku, że dziecko urodzi niewłaściwa osoba, jakaś psychopatka, itp. Co innego, jakbym mogła sobie sama wybrać rodzinę, ale to jest niemożliwe.

Klinika nie niszczy zarodków, problem więc spada na mnie i męża.

Czy ktoś z Was odebrał sam zarodki? I co potem z nimi zrobić? Zakopać? Zawsze uważałam, że zarodek to dopiero coś, z czego może rozwinąć się dziecko, że ciąża zaczyna się po zagnieżdżeniu się zarodka w macicy, że sam zarodek to jeszcze nie człowiek...Jednakże chciałabym potraktować je z szacunkiem, nie wyobrażam sobie ot tak, wyrzucić ich do kosza za rogiem kliniki :?

Czy ktoś z Was sobie z tym poradził w jakiś sposób? Czy Wszyscy na tym forum pooddawali swoje nadprogramowe zarodki do adopcji, a tylko ja mam takie dylematy?


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 27 gru 2012 11:06 
Offline
Awatar użytkownika
Moderator
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 23 lut 2010 01:00
Posty: 5611
gwiazdka1 pisze:
Czy ktoś z Was sobie z tym poradził w jakiś sposób? Czy Wszyscy na tym forum pooddawali swoje nadprogramowe zarodki do adopcji, a tylko ja mam takie dylematy?
wiele osob na bocianie ma lub mialo duza liczbe zarodkow. wiele jest tez rozwiazan, ale nie do konca rozumiem co konkretnie jest dylematem w Twoim przypadku (a raczej co jest dylematem dla Ciebie)? z tego co piszesz, juz zadecydowalas, nie chcesz dyskutowac na temat podjetej decyzji, wiec o co dokladnie Ci chodzi? o upewnienie sie w swojej decyzji? bo jezeli tak to nikt poza Toba sama tego nie powinien robic.

_________________
Kiedy Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 27 gru 2012 17:37 
Offline

Rejestracja: 26 gru 2012 15:01
Posty: 6
yennefer23 pisze:
gwiazdka1 pisze:
Czy ktoś z Was sobie z tym poradził w jakiś sposób? Czy Wszyscy na tym forum pooddawali swoje nadprogramowe zarodki do adopcji, a tylko ja mam takie dylematy?
wiele osob na bocianie ma lub mialo duza liczbe zarodkow. wiele jest tez rozwiazan, ale nie do konca rozumiem co konkretnie jest dylematem w Twoim przypadku (a raczej co jest dylematem dla Ciebie)? z tego co piszesz, juz zadecydowalas, nie chcesz dyskutowac na temat podjetej decyzji, wiec o co dokladnie Ci chodzi? o upewnienie sie w swojej decyzji? bo jezeli tak to nikt poza Toba sama tego nie powinien robic.


Dziękuję za odpowiedź i próbę zrozumienia mnie.
Myślę, że wcale nie ma aż tak wielu opcji. Z tego co wiem, są tylko 3:

1) urodzić kolejne dziecko (odpada, mam już 2 dzieci, za sobą 2 cesarki i nie chcę już więcej, bo zbliżam się do 40tki, a młodszy syn ma 5 miesięcy)
I tak nie mam pewności, że kolejna ciąża rozwiąże problem, bo co, jak uda się za pierwszym razem? No i nie stać mnie, żeby zapewnić trójce godne życie.

2) oddać do adopcji.

To mnie przerasta. Gdzieś tam w świecie miałby żyć brat/siostra bliźniaczka mojego starszego syna? (drugi jest z naturalnej ciąży, los dał nam niespodziankę). Czego się boję?

- że moje dziecko urodzi się w rodzinie, gdzie będzie mu źle,

- że zarodek zaadoptuje samotna kobieta, albo gej, który wynajmie surogatkę, tak jak Elton John, albo Ricky Martin (tak, wiem to brzmi jakby pisała jakaś kretynka, ale naprawdę się tego boję). Chcę, żeby dziecko, które jest jakąś częścią mnie, wychowywało się w pełnej rodzinie,

- zmieniają się ciągle przepisy - boję się, że za 18 lat stanie przede mną "moje" - "niemoje" dziecko, bo klinika udostępni mu moje dane. I co ja mu wtedy powiem? No i serce by mi wtedy pękło, że nie byłam z nim przez te 18 lat. A jeżeli będzie miało do mnie żal, bo źle trafiło???

- boję się, że kolejne dziecko z moich zarodków będzie miało trudny charakter, tak jak mój pierwszy syn. Od początku był bardzo płaczliwy, histeryczny, nerwowy, uparty, krnąbrny, zawzięty.
Poza tym ma milion zalet - niezwykle ładny, kontaktowy, zdolny, inteligentny. Ma niespełna 4 lata, ale dał nam już tak do wiwatu, że chyba tylko to, że jest moim rodzonym synem sprawia, że mam do niego cierpliwość. W innym przypadku pewnie zastanawiałabym się, w kogo wdał się ten mały potworek i winiłabym "złe" geny. Na porządku dziennym jest kładzenie się na podłodze w sklepie, bicie innych, itp. Potem przeprasza, jest mu przykro, ale nerwów wszystkim napsuje.
My jesteśmy jeszcze cierpliwi - ale obawiam się, że jakby mojego syna urodziła inna kobieta, to mogła by się do niego zniechęcić, a już na pewno ojciec dziecka, który przecież nie nosił małego 9 miesięcy pod sercem i nie byłby tak związany z dzieckiem. Miłość ojcowska jest chyba trochę inna.

Drugie dziecko, chociaż ma dopiero 5 miesięcy jest zupełnie inne, to widać od początku. Nigdy nie płakało dłużej niż parę chwil, jest zawsze uśmiechnięte i zadowolone. Nie można więc zarzucić nam błędów wychowawczych - charakter jest wrodzony, my, rodzice możemy jedynie próbować kierować zachowaniem dziecka i poskramiać jego "niegrzecznoć", agresję, wychowywać, ale nie wszystko da się zmienić,

- boję się, że moi synowie poznają swoje siostry i się zakochają w nich...brzmi jak z filmu, ale jest to możliwe.

- boję się, że moi synowie, jak dowiedzą się, że oddałam zarodki do adopcji będę mieli pretensję, że przez to nie znają swojego biologicznego rodzeństwa...

- boję się, że dziecko urodzi osoba niezrównoważona psychicznie, przecież nikt tego nie weryfikuje.

Dużo we mnie jest tego strachu...

3) Trzecia opcja, o której poinformowała mnie klinika, to jeżeli nie chcę utrzymywać już zarodków, bo nie chcę rodzić, to mogę je sobie odebrać. I zrobić z nimi co chcę.

No i własnie tę opcję rozważam...
Chciałabym poznać historie osób, które skorzystały z tej opcji, bo chyba niemożliwe, że tylko mi to chodzi po głowie. Co zrobiliście ze swoimi zarodkami? Ja myślałam, że je zakopię w jakimś pięknym miejscu, nie chcę ich ot tak spuścić do zlewu, nie umiem...
Mam parę dni na decyzję.
Możliwe, że zapłacę za kolejny rok.
Chciałabym, żeby zmieniły się przepisy, wtedy podarowałabym zarodki mojej niepłodnej koleżance i jej mężowi, którym nie udało się INF. Wiem, że dzieciaczki były by u nich szczęśliwe. Nie wiem tylko, czy oni by chcięli je przyjąć...

Proszę o odpowiedź pary, które skorzystały z trzeciej opcji.

Wiem, że kiedyś w niektórych klinikach po kilku lat niszczono po prostu zarodki i nie było z tym problemu. Teraz pewnie kliniki boją się afery, że kościół się przyczepi o zabijanie nienarodzonych...i wolą ten problem scedować na rodziców - niech sobie zrobią co chcą z zarodkami.


Ostatnio zmieniony 27 gru 2012 23:17 przez gwiazdka1, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 27 gru 2012 22:05 
Offline
Awatar użytkownika
Moderator
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 23 lut 2010 01:00
Posty: 5611
poruszylas temat zwiazany poniekad z aktualna kampania Stowarzyszenia, co prawda jest ona poswiecona stricte dawstwu (a to jest rozwiazanie dla Ciebie niedopuszczalne), ale moze warto poczytac historie rodzicow ktorzy maja dzieci z dawstwa ... pogladowo, nie w celu zmiany decyzji.

prosisz by wypowiedzialy sie osoby, ktore wybraly inna opcje niz:
- powrot po wszystkie zarodki
- adopcje prenatralna
wiec sytuacja nie dotyczy mnie, lecz szczerze mowiac, ciekawosc wziela gore ;-) bo o ile zgodze sie ze calkowity brak regulacji kwestii prawnych doprowadza i bedzie nadal doprowadzac do naduzyc, a w konsekwencji moze i do tragedii (np. malo prawdopodobne ale jednak spotkanie dzieci o ktorym piszesz) , to kompletnie nie rozumiem, dlaczego zakladasz, ze dziecko poczete przy wykorzystaniu metody in vitro, bedzie niegrzeczne a to poczete naturalnie (sic!) grzeczne 8O

i nie wiem czy dobrze zrozumialam: to dopuszczasz oddanie do adopcji "ze wskazaniem" ale juz nie do osoby ktorej nie znasz, czy tak?

a tak poza tym mam nadzieje, ze dyskusja sie rozwinie, bo jest wiele dziewczyn z podobnymi dylematami, tylko albo o tym "teraz nie mysla" albo mysla lecz nie pisza ;-)

_________________
Kiedy Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 27 gru 2012 22:50 
Offline
Zarząd Stowarzyszenia
Awatar użytkownika
Zarząd Stowarzyszenia
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 16 lut 2008 01:00
Posty: 18697
Lokalizacja: śląsk
yennefer23 pisze:
dlaczego zakladasz, ze dziecko poczete przy wykorzystaniu metody in vitro, bedzie niegrzeczne a to poczete naturalnie (sic!) grzeczne

zrozumiałam sens wypowiedzi gwiazdki całkiem inaczej

gwiazdka poruszyłaś bardzo trudny i ważny temat. Rozmiem Twoje rozterki i choć nie utożsamiam się ze wszystkimi Twoimi obawami, część mogłaby mnie dotyczyć.
Nie potrafię odpowiedzieć na Twoje pytania, wiem tylko, że adopcja prenatalna ze wskazaniem nie byłaby dla mnie dobrym rozwiązaniem.

Podobnie jak yennyfer ciekawa jestem rozwoju tej dyskusji i cieszę się, że założyłaś ten wątek.

_________________
II IMSI Nasza Jula kochana :love:
III IMSI Zośka :love:



Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 27 gru 2012 23:13 
Offline

Rejestracja: 26 gru 2012 15:01
Posty: 6
yennefer23 pisze:
to kompletnie nie rozumiem, dlaczego zakladasz, ze dziecko poczete przy wykorzystaniu metody in vitro, bedzie niegrzeczne a to poczete naturalnie (sic!) grzeczne 8O



Zostałam źle zrozumiana, czego zresztą się obawiałam. Absolutnie nie łączę metody poczęcia z charakterem, usposobieniem dziecka. Myślę, że to czysty przypadek, że pierwsze dziecko mam trudne, a drugie prostsze w obsłudze ;) Bardziej wiążę to z porodem - pierwszy był ciężki, zakończony cesarką. Myślę, że mogło dojść do lekkiego niedotlenienia i stąd dziecko jest takie nadpobudliwe, nerwowe, niespokojne. To tylko takie domysły.
Poza tym, moje dziecko jest bardzo bystre, inteligentne, wrażliwe, ale raczej na swoim punkcie;) Miał niewiele ponad 1,5 roku, a zaczął mówić zdaniami. Panie w przedszkolu, gdzie bardzo rozrabia, mówią, że on tyle wie i umie, że się po prostu tam nudzi i że powinien być w starszej grupie.

Mam jednak obawy, że gdyby taki gagatek trafił się np. jakiejś dojrzałej, ambitnej parze 40-latków, którzy cenią sobie spokój i wierzą, że jak oni są cisi i spokojni to dziecko będzie takie jak oni (jak tak myślałam, zanim zostałam mamą), to by się bardzo rozczarowali moim synem. On jest jak dynamit - biega, nie chodzi, nie mówi, ale krzyczy, bije, jak się wnerwi, nie przebiera w słowach. Urządza sceny na podwórku, jak nie chce wracać do domu, to go wlokę wyrywającego się i drącego na całe osiedle. Jestem konsekwentna, ale walczę z nim już od 2 lat. Tłumaczę, proszę, karzę, nagradzam...i nic. Taki charakterek i nie wiadomo, po kim, bo ani ja, ani mąż tacy nie byliśmy. Aż korci, żeby przełożyć przez kolano ;)

Drugi syn natomiast - istny kwiat lotosu :) Może dlatego, że wymusiłam na ginekologu planowaną cesarkę i nie doznał żadnych uszkodzeń przy próbie porodu SN (to temat na inną dyskusję, pewnie zaraz się odezwą obrończynie porodów SN).

yennefer23 pisze:
nie wiem czy dobrze zrozumialam: to dopuszczasz oddanie do adopcji "ze wskazaniem" ale juz nie do osoby ktorej nie znasz, czy tak?


Myślę, że z dwojga złego łatwiej było by mi oddać zarodki parze, którą znam, szanuję i lubię. Jak leczyłam się kilka lat na niepłodność, czytałam wiele forów, na gazecie.pl i Naszego bociana. O dzieci starają się przeróżni ludzie - fajni, mądrzy, tacy jak większość z Was, ale też osoby, którym bym chomika nie oddała...Nie mam pojęcia, w jakiej rodzinie/rodzinach urodziło by się moje dziecko, a może cała ósemka?


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 27 gru 2012 23:23 
Offline
Awatar użytkownika
Moderator
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 23 lut 2010 01:00
Posty: 5611
gwiazdka1 pisze:
Zostałam źle zrozumiana, czego zresztą się obawiałam.

gwiazdko, nie obawiaj sie i pisz, bo piszesz o naprawde waznych rzeczach. zle zrozumialam Twoja wypowiedz, lecz nie wynika to ze zlej woli, lecz z natury slowa pisanego ;-)
my od poczatku bylismy zdecydowani wrocic po wszystkie zarodki (jezeli zdrowie pozwoli rzecz jasna). z tymże my mielismy ich tylko (lub "aż") 5. decyzje taka podjelismy przed in vitro, po punkcji (pobrano mi 18 oocytow) bylismy zdecydowani na dawstwo komorek. jednak z tych 18 tylko 6 bylo dojrzalych, zaplodnilo sie 5. wiec dylemat poniekad "sam" sie rozwiazal

_________________
Kiedy Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 27 gru 2012 23:32 
Offline

Rejestracja: 26 gru 2012 15:01
Posty: 6
yennefer23 pisze:
gwiazdka1 pisze:
Zostałam źle zrozumiana, czego zresztą się obawiałam.

gwiazdko, nie obawiaj sie i pisz, bo piszesz o naprawde waznych rzeczach. zle zrozumialam Twoja wypowiedz, lecz nie wynika to ze zlej woli, lecz z natury slowa pisanego ;-)
my od poczatku bylismy zdecydowani wrocic po wszystkie zarodki (jezeli zdrowie pozwoli rzecz jasna). z tymże my mielismy ich tylko (lub "aż") 5. decyzje taka podjelismy przed in vitro, po punkcji (pobrano mi 18 oocytow) bylismy zdecydowani na dawstwo komorek. jednak z tych 18 tylko 6 bylo dojrzalych, zaplodnilo sie 5. wiec dylemat poniekad "sam" sie rozwiazal


Ja też miałam chyba z 18 komórek, a może i więcej. Nie pamiętam, bo to było 5 lat temu prawie... Z tego zapłodniło się 12 komórek. Już na etapie, jak pobrano mi komórki zapytano, czy chcę część oddać. Jakoś nie umiałam, nie przez egoizm, ale miałam podobne obawy jak teraz.
Zapytano mnie, ile chcę poddać zapłodnieniu. Trudno było się zdecydować, bo przecież mogły się zapłodnić wszystkie, a mogły się zapłodnić tylko dwie. To loteria. Dlatego zgodziłam się zapłodnić wszystkie.

Pierwsza ciąża, pojedyncza (wszczepiono 2 zarodki) obumarła w 6 t.c.
Druga, po pół roku z mrozaczków - też wszczepiono 2 zarodki - przyjęła się, urodził się syn.

Zostało osiem. Zwlekałam z powrotem po nie, bo jak pisałam, pierwszy syn jest dość męczący, chociaż też mocno kochany, to jednak całkowicie nam wypełniał czas, myśli, że nie czuliśmy jakoś potrzeby, żeby przeżyć to jeszcze raz, teraz, zaraz...
Co roku mówiłam sobie, że za rok, że jeszcze zdążę.
I stało się - w listopadzie zeszłego roku jakimś dziwnym trafem zaszłam w ciążę, po jednym przypadkowym seksiku...Prezerwatywy, które tak na wszelki wypadek używaliśmy leżały za daleko, więc zaryzykowaliśmy...Potem opóźniał mi się okres z 9 dni, ale co tam, przy moim lekkim PCO to norma...w Wigilię zrobiłam test i pokazał 2 kreski.
Teraz mamy prawie 5 miesięczną, cudowną pociechę, jednak ona zabrała szansę moim mrozaczkom. Trudno mi...


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 27 gru 2012 23:53 
Offline
Mateczka
Awatar użytkownika
Mateczka
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 sty 2010 01:00
Posty: 16926
Lokalizacja: Giżycko
gwiazdka1 mam 4 mrozaki. Póki co jedno dziecko z pierwszego transferu. Na pewno chcę mieć jeszcze jedno dziecko. Zastanawiam się co będzie jeżeli kolejny transfer (pojedynczy) się uda i zostaną 3 mrozaki. W chwili obecnej raczej na 3 dzieci nas nie stać... chociaż gdyby pominąć kwestię materialną mogłabym mieć więcej dzieci niż 2. Do niedawna nie dopuszczałam w ogóle mozliwości adopcji prenatalnej - było mi bliżej do opcji którą rozważasz. Patrzyłam na syna i myślałam "jak mogłabym oddać komuś swoje dziecko, no jak? Przecież ten zarodek to moje dziecko! Jak trzeba będę miała pięcioro dzieci, ale nie oddam żadnego zarodka" Im dłużej zastanawiam się nad ewentualnym zniszczeniem robi mi się bliżej jednak do oddania do adopcji. Może zabrzmi to strasznie z mojej strony, ale myślę czasem, że może problem rozwiąże się sam...

_________________
niedrożne jajowody
I ICSI 29.01.2011.- SET- IGNAŚ :loving:


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 28 gru 2012 00:02 
Offline

Rejestracja: 26 gru 2012 15:01
Posty: 6
MonikaGCK pisze:
, ale myślę czasem, że może problem rozwiąże się sam...


Też na to liczyłam...Ty masz szansę, że Ci się samo rozwiąże. Nie wiadomo, ile zarodków przeżyje rozmrożenie.
Ja nie podejdę już do transferu. Mam skończone 37 lat, mąż 40 lat. Czasy są ciężkie, co jak któreś z nas straci pracę? No i po cesarce powinnam ze 2 lata odczekać. Mój organizm też ma swoje granice. Dwie cesarki to i tak dużo, chociaż mam znajome po 3 cesarkach.

Czy jest tu ktoś, kto skorzystał z opcji zniszczenia zarodków?
No tak. Rozumiem. Pewnie trudno o tym pisać.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 29 gru 2012 23:53 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 maja 2003 00:00
Posty: 3145
Lokalizacja: Warszawa
Nam sie udal pierwszy transfer i zostalo 7 zarodkow, transferowalismy wszystkie ale juz bez sukcesu. Nie wiem co bym zrobila gdyby i drugi transfer okazal sie sukcesem (oprocz cieszenia sie :)).
Dla mnie zarodek to zarodek a nie dziecko ale tez nie wyobrazam sobie wyrzucenia do smieci/zlewu zarodka. Potencjalny nowy ktos. Łatwo mi mowic, ale chyba transferowalabym wszystkie zarodki az do konca albo pozostawilabym je tam gdzie sa: w azocie. Ale to tylko moje gdybanie.

Bez cieklego azotu zarodki nie przezyja, obumra. Mozesz wiec np. je "pochowac na morzu", tak jak rozsypuje sie prochy. Bedzie to w jakims sensie ich pogrzeb bo jakos nie wierze aby jakikolwiek ksiadz zgodzil sie na pogrzeb zarodkow, swiecki pogrzeb chyba tez nie do zalatwienia...

_________________
IVF/ISCI Novum :
Łucja Zofia
Lusia


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 30 gru 2012 13:29 
Offline

Rejestracja: 04 lip 2012 19:44
Posty: 1233
Jak tak czytam wasze rozważania, to utwierdzam się w przekonaniu, że żeby uniknąć takich dylematów, problem nadprogramowych zarodków powinien być uregulowany prawnie i każda para, która podchodzi do programu ifv powinna zakładać taki możliwy scenariusz,a jeżeli światopoglądowo nie zgadza się na przekazywanie zarodków do adopcji to nie zapładniać wszystkich komórek, tylko zamrozić same komórki, a nie liczyć na to, że " wszystko samo się jakoś ułoży i nie będzie problemu". Dla mnie osobiście ciężko byłoby żyć ze świadomością, że zniszczyłam zarodki, kiedy mój dar serca mógl uszczęśliwić inne osoby. Wydaje mi się, że osoby, które podchodzą do az nie robią tego bez namysłu, na zasadzie "chodźmy do kliniki kupmy sobie dzieciaka". Tylko droga jest długa i usianna wieloma porażkami posiadania biologicznego dzieciątka, a do decyzji się dojrzewa, tak jak dojrzewa się do decyzji o adopcji w OA. I myśle, że historie o "gejach i surogatkach" to jakieś mrzonki i lekarze, którzy proponują parze taką opcję znają sytuację i wiedzą, że to jedyny sposób na urodzenie upragnionego bobasa. A jeśli chodzi o sytuację jak z filmu o zakochaniu się rodzeństwa, to myślę, że rodzice, którzy decydują się na az nie powinni ukrywać tego faktu przed dzieckiem. Osobiście czekam, aż nasze państwo zajmie się rozwiązywaniem takich właśnie problemów, a nie chowa głowy w piasek, byleby nie podpaść elektoratowi kościelnemu. Pozdrawiam i 3mam kciuki, aby udało się znaleźć satysfakcjonujące rozwiązanie sytuacji

_________________
PCOS (AMH=22 )mąż ok
starania od 2009
3xICSI brak rozwoju zarodków od 3 dz??
10.2011 elektrokateryzacja
2xKD :(
Jeszcze jedno ICSI maj 2013... Hiperka!
08.2013 crio 3AA :(
09.2013 crio 4AA i 4AB :(
02.2014 ICSI na mrożonych kom... 01.02 ET 2x3AA....i jest 10 dpt beta 288, 12 dpt 664, 26 dpt są DWA serduszka!
TP 20.10.2014, cc38tc. 6.10 Andrzejek 2030g i Małgosia 3320g


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 30 gru 2012 17:23 
Offline
Mateczka
Awatar użytkownika
Mateczka
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 sty 2010 01:00
Posty: 16926
Lokalizacja: Giżycko
beatanow pisze:
problem nadprogramowych zarodków powinien być uregulowany prawnie i każda para, która podchodzi do programu ifv powinna zakładać taki możliwy scenariusz,a jeżeli światopoglądowo nie zgadza się na przekazywanie zarodków do adopcji to nie zapładniać wszystkich komórek, tylko zamrozić same komórki, a nie liczyć na to, że " wszystko samo się jakoś ułoży i nie będzie problemu".
zgadzam się, że powinien być uregulowany. Każdy kto podchodzi do ivf powinien się zastanowić co zrobi jeżeli zostaną mu zarodki nadprogramowe. Ja podchodząc do programu chciałam mieć zarodki nadprogramowe żeby jeżeli się nie uda mieć jeszcze szanse a gdy uda się pierwszy transfer - mieć szansę na kolejne dziecko. Patrząc realistycznie raczej mam małe szanse na to, że będę miała z 5 zarodków 5 dzieci. Może być tak jak u Ity, że z mrozaków nie uda się już uzyskać ciąży. Statystycznie mam 30% szans. Zakładając jednak, że będzie kolejne dziecko i będą mrozaki będzie dylemat. Wszystko zależy od tego jak potoczy się życie.
beatanow pisze:
Dla mnie osobiście ciężko byłoby żyć ze świadomością, że zniszczyłam zarodki, kiedy mój dar serca mógl uszczęśliwić inne osoby.
Dla Ciebie to dar serca, ale dla innych jest to nie do przejście. Rozumiem i Twoją postawę, ale potrafię też położyć się na miejscu osoby, która nie chce oddać zarodka do adopcji. To podobna sytuacja jak przy dawstwie komórki. Nie można robić tego bez namysłu. Jeżeli ktoś uważa, że dobrze robi oddając to OK, ale jeżeli ma wątpliwości to, moim zdaniem oczywiście, nie powinien tego robić.
beatanow pisze:
Wydaje mi się, że osoby, które podchodzą do az nie robią tego bez namysłu,
beatanow pisze:
do decyzji się dojrzewa, tak jak dojrzewa się do decyzji o adopcji w OA.
Tu się nie zgodzę. To nie tak jak przy adopcji społecznej.Czasem pragnienie dziecka, bycia w ciąży jest tak ogromne, ze para mówi sobie "jakoś to będzie, damy radę". A potem bywa różnie.
beatanow pisze:
A jeśli chodzi o sytuację jak z filmu o zakochaniu się rodzeństwa, to myślę, że rodzice, którzy decydują się na az nie powinni ukrywać tego faktu przed dzieckiem.
Nie powinni ukrywać, a często to robią niestety. Nie mamy na to wpływu.

_________________
niedrożne jajowody
I ICSI 29.01.2011.- SET- IGNAŚ :loving:


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 30 gru 2012 21:05 
Offline

Rejestracja: 26 gru 2012 15:01
Posty: 6
Ja dobrze przemyślałam to wszystko zanim podeszliśmy do INF. To było pod koniec 2007 r i wtedy jeszcze nie było możliwości mrożenia komórki jajowej. Gdyby była taka opcja, na pewno bym skorzystała z mężem.
Obawialiśmy się takich rozterek, ale chęć zajścia w ciążę była silniejsza. Każdy etap zabiegu silnie pprzeżyłam. Pierwszy raz płakałam, jak pobrano mi ogromną ilość komórek i kazano zadecydować, ile zapłodnić. Dalej też były stresy...
Wybuchowa mieszanka emocji, od nerwów, do euforii na widok wymarzonego dziecka.
Przez jakiś czas miałam to już za sobą, ale to wróciło. Muszę zamknąć ten etap i już do tego nie wracać.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 30 gru 2012 23:04 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 maja 2003 00:00
Posty: 3145
Lokalizacja: Warszawa
gwiazdka1 pisze:
Przez jakiś czas miałam to już za sobą, ale to wróciło. Muszę zamknąć ten etap i już do tego nie wracać.


to sie chyba nie da gwiazdko, jestesmy nieplodni na cale zycie (nawet jezeli niektorym plodnosc wraca po pierwszej ciazy)

_________________
IVF/ISCI Novum :
Łucja Zofia
Lusia


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 70 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group