Wyświetl temat - RZ - misja, czy alternatywna droga do bycia mamą.

Ogłoszenie!

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 9 ] 
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 03 lut 2017 23:17 
Offline
Awatar użytkownika
Moderator

Rejestracja: 29 gru 2015 22:11
Posty: 326
Wczoraj na jednym z tematów tego działu, pojawił się post, w którym jedna z osób zamieściła pewnego rodzaju ogłoszenie, o poszukiwaniu dziewczynki do lat 9, dla której chciałaby zostać rodziną zastępczą. Cały tekst został usunięty, ponieważ był niezgodny z tematem wątku, w którym się znalazł. Jednak zanim do tego doszło, pojawiło się kilka bardzo ciekawych komentarzy, które mogą być wstępem do dalszej dyskusji.

Powstało pytanie, kim tak naprawdę są rodzice zastępczy, a kim powinni być? Czy mają prawo stawiać wymagania w stosunku do dzieci, którymi chcą się zaopiekować, czy powinni kochać „bezgranicznie i bezwarunkowo wszystkie dzieci, a nie tylko te, które odpowiadają konkretnym cechom”.
Osobiście uważam, że należałoby dokonać rozgraniczenia między rodzinami zawodowymi i niezawodowymi. Większość dzieci przebywa w opiece zastępczej u rodzin niezawodowych. Dla niektórych z nich, jest to forma obchodzenia adopcji (co osobiście rozumiem), dla innych jest formą niesienia pomocy, ale niekoniecznie chęcią poświęcania się, a przede wszystkim brane są pod uwagę potrzeby i zagrożenia związane z dziećmi biologicznymi. Dlatego też, w większości przypadków, na wstępie określany jest wiek dziecka. Na dobrą sprawę, w moim odczuciu, rodzice tacy niewiele różnią się od adopcyjnych (a przecież do tych nikt nie ma pretensji, że określają – na jakie dziecko czekają).
Odrębną sprawą jest rodzina zastępcza zawodowa. Tutaj nie ma „koncertu życzeń”, chociaż w uzasadnionych przypadkach można odmówić przyjęcia danego dziecka.

Moim zdaniem Whiliam zadał bardzo proste pytanie - jakie są motywacje rodzin zastępczych? Jest to pytanie, które przewija się wielokrotnie podczas szkolenia dla rodziców zastępczych. Czy odpowiedzi jest wiele (w zależności od tego, kto zadaje pytanie)?

Wklejam „wycięte” posty i ciekawy jestem dalszej dyskusji.

Whiliam pisze:
Co to za ogłoszenie?!
Podajcie jeszcze o jakich cechach ma być.
Oburzające!
Czy dla Was dzieci są towarem, gdzie określacie wiek i płeć?
Oby jak najmniej takich ludzi.


Kalka58 pisze:
Nie zagalopowałeś się przypadkiem?
Podanie górnej granicy wieku nie jest jakimś wielkim grzechem toć powszechnie wiadomo iż dziecko przyjmowane do rodziny powinno być młodsze od dzieci tam przebywających . A płeć? Hmmm... Może jest miejsce w pokoju dziewczęcym, albo ktoś od tak poprostu marzy o dziewczynce bo ma już chłopca albo...... Powodów można tysiąc wymyślić ale żeby ocenić trzeba jednak znać sytuację.


Pockahontas pisze:
Kalka58 pisze:
Nie zagalopowałeś się przypadkiem?


Dokładnie tak samo pomyślałam. () nie napisała, że chce brunetkę (żeby nie lecieć stale blondynkami ) z włosami co najmniej do połowy pleców, zdrową, niepijących rodziców.

Whiliam pisze:
Oby jak najmniej takich ludzi.


Naprawdę oceniasz z jakimi ludźmi masz do czynienia na podstawie 1-zdaniowego wpisu na forum? Szczerze mówiąc, dla mnie to jest o wiele bardziej oburzające niż podane preferencji co do wieku i płci dziecka, na jakie oczekujemy/mamy miejsce/gotowość bytową/zdrowotną/emocjonalną.


wako pisze:
Whiliam nie wiem co Cię tak oburza. To, że ludzie mierzą siły na zamiary? A może to, że mają prawo wyboru, przecież nie są niewolnikami PCPRów? Zgroza pańska, mam ściśle określone w PCPRze jakie dzieci chcę przyjąć, jaka płeć, wiek, stan zdrowia. Co więcej, po każdej propozycji jadę poznać dziecko i dopiero wtedy ostatecznie decyduję, czy je przyjmuję czy nie. Oburzające?


Whiliam pisze:
Dla kogo Wy to robicie?
Dla PCPR-u, dla siebie?
Jeżeli słyszę, że ktoś określa cechy dziecka, które chce przyjąć to nie mieści mi się to w głowie. Sądziłem, że wszyscy robimy to dla dzieci, ale chyba jednak się mylę.
Owszem, gdy słyszę że jest dziecko do umieszczenia to pytam o wiek, płeć i stan zdrowia, ale nigdy nie określałem warunków przyjęcia dziecka do naszej rodziny.
Ja również mierzę siły na zamiary, ale dopiero w sytuacji, gdy się dowiem coś o dziecku, które już jest do umieszczenia, a nie zawczasu.
Sądziłem, że każde dziecko zasługuje na życie w rodzinie zastępczej a nie w placówce, ale po tym co czytam, Wasze wypowiedzi to tracę wiarę w rodziny zastępcze, które kochają bezgranicznie i bezwarunkowo wszystkie dzieci, a nie tylko te, które odpowiadają konkretnym cechom.
Przypominam, że jesteśmy rodzinami zastępczymi a nie adopcyjnymi, które często określają cechy dziecka.
Zastanówcie się nad tym głębiej.
Czy te starsze dzieci nie zasługują na miłość?


Kalka58 pisze:
Napisz ile czasu jesteś rz ?


Whiliam pisze:
Czy uważasz, że czas pełnienia funkcji rz ma tutaj coś do rzeczy?
Jestem ciekaw Twojej teorii na temat czasu pełnienia rz w stosunku do podejścia o przyjmowaniu dzieci.


Kalka58 pisze:
Czas daje doświadczenie. Doświadczenie uczy pokory.

Ja nie śmiała bym kogokolwiek ocenić po jednym napisanym zdaniu.
Wiem doskonale , że nie każdym dzieckiem jestem się w stanie zaopiekować, wiem że są dzieci które będą miały lepiej w innej rodzinie i dzieci dla których rz będzie jak kara.


_________________
Nie pytaj "dlaczego?". I tak nie uzyskasz odpowiedzi.

Adres bloga o naszym pogotowiu:
http://pikusincognito.blogspot.com


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 04 lut 2017 13:19 
Offline

Rejestracja: 08 gru 2010 23:27
Posty: 155
Cytuj:
Dla kogo Wy to robicie?


Ja to robię dla siebie i dla dzieci. Gdybym robiła to tylko dla siebie, nie potrafiłabym dostrzec potrzeb dzieci i przez to bym je nieświadomie krzywdziła. Gdyby robiła to tylko dla dzieci, moje potrzeby nie byłyby zaspokojone i zrobiłabym krzywdę sobie i wszystkim, którzy są ode mnie w jakiś sposób zależni.

Cytuj:
Jeżeli słyszę, że ktoś określa cechy dziecka, które chce przyjąć to nie mieści mi się to w głowie.


Mi się to nie podoba, ale mieści się w głowie. Ludzie są niedoskonali, a Ty wymagasz od nich heroizmu. Wszystko, co nas przerasta jest zbyt dużym wyzwaniem. Tylko nieliczni podejmują wyzwania. Większość idzie przetartymi, znanymi drogami. Nic w tym złego nie widzę. Chociaż denerwuje mnie, gdy mam do umieszczenia 3 fantastycznych dzieci, a wszystkie wolne RZ z mojego okręgu, życzą sobie jedno dziecko max do 6tego roku życia. Czasami myślę sobie, że to jest tak jakby te RZ czekały, aż "powinie się noga pewnej niedobrej "rodzinie, ale tylko z jednym , małym dzieckiem. Bo reszta musi sobie radzić sama.

Cytuj:
Owszem, gdy słyszę że jest dziecko do umieszczenia to pytam o wiek, płeć i stan zdrowia, ale nigdy nie określałem warunków przyjęcia dziecka do naszej rodziny.
Ja również mierzę siły na zamiary, ale dopiero w sytuacji, gdy się dowiem coś o dziecku, które już jest do umieszczenia, a nie zawczasu.


Rozumiem Twoją frustrację. Przez wszystkie lata, w których jestem PR nie odmówiłam przyjęcia dziecka. Złamałam w tym czasie wszystkie swoje założenia: jakich dzieci nie jestem w stanie przyjąć do rodziny. Właśnie z tego powodu, że najpierw poznawałam ich historię, a potem podejmowaliśmy decyzję. Bo kiedy znasz już szczegóły i robisz to co robisz, żeby pomagać, to decyzja odmówienia jest o wiele trudniejsza. ( dla mnie) Moje decyzje odstępowania od wcześniejszych założeń następowały wraz z doświadczeniem. Im dłużej jestem RZ, tym mniej "przeciwwskazań" do przyjęcia określonego dziecka.

Cytuj:
Sądziłem, że każde dziecko zasługuje na życie w rodzinie zastępczej a nie w placówce


Każde dziecko na to zasługuje.

Cytuj:
Przypominam, że jesteśmy rodzinami zastępczymi a nie adopcyjnymi, które często określają cechy dziecka.


Dla mnie rodzicielstwo zastępcze od adopcyjnego różni się tym, że o dzieciach adopcyjnych do ich 18tego r/ż decydujemy my rodzice. Natomiast o dzieciach w rodzinie zastępczej decyduje instytucja, moje zdanie może być brane pod uwagę.

Cytuj:
Czy te starsze dzieci nie zasługują na miłość?


Pytanie retoryczne?
We wszystkim jest specjalizacja. np. jest nauczanie przedszkolne, nauczanie początkowe, nauczyciele w gimnazjum, w szkołach średnich, czy profesorowie na uniwersytetach. Każdy z nich jest świetny w tym co robi. (no może trochę idealizuję ;)) I może niech tak zostanie.

Inną sprawą jest to, że brakuje RZ, które chcą się szkolić na opiekunów dzieci starszych. Dzieci, które potrzebują odpowiedniego podejścia, specyficznych zdolności psychokorekcyjnych opiekuna. Pomimo pięknych założeń psychologów humanistycznych dziecko skrzywdzone potrzebuje konkretnego wsparcia, żeby zaspokoić wszystkie swoje potrzeby. Ale do tego potrzebna jest świadomość. Nie wszyscy chcą ją mieć. I ja uważam,że ludziom trzeba pozwolić na nieświadomość. Dlatego rozumiem Twoje oburzenie, ale doskonale mieści mi się w głowie, to co pozostali rozmówcy napisali.

Zresztą, dajmy się wykazać PCPRom , MOPSom, niech oni szukają chętnych do opieki nad starszymi dziećmi, w końcu to ich praca.

_________________
iza


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 04 lut 2017 14:51 
Offline

Rejestracja: 12 paź 2014 19:54
Posty: 334
izabelam pisze:
Inną sprawą jest to, że brakuje RZ, które chcą się szkolić na opiekunów dzieci starszych.

To akurat mnie nie dziwi. Najczęściej o byciu RZ myśli się mając raczej mniejsze niż większe dzieci. Osoby mające swoje nastolatki lub dzieci dorosłe najczęściej chcą mieć czas dla siebie, swoich planów, wyjazdów, hobby, itp. albo dla wnuków :) Młodsi, decydujący się na bycie rodzicem zastępczym, muszą patrzeć przede wszystkim na dobro własnych dzieci. Nie wyobrażam sobie przyjęcia 12-14 latka z trudną przeszłością podczas kiedy mam w domu małe dzieci, najstarsze ma 7 lat. W tej sytuacji dzieci przyjęte mogą mieć maksymalnie 6 lat. Nie pogrążymy własnej rodziny w imię ratowania całego świata.
izabelam pisze:
Ja to robię dla siebie i dla dzieci. Gdybym robiła to tylko dla siebie, nie potrafiłabym dostrzec potrzeb dzieci i przez to bym je nieświadomie krzywdziła. Gdyby robiła to tylko dla dzieci, moje potrzeby nie byłyby zaspokojone i zrobiłabym krzywdę sobie i wszystkim, którzy są ode mnie w jakiś sposób zależni.

Pod tym podpisuję się obiema rękami. Tu jest zawarte wszystko. Każda rodzina ma swoje możliwości i chęci, i nieżyczliwe komentowanie innych rodzin zastępczych jest dla mnie niepojęte.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 05 lut 2017 09:39 
Offline

Rejestracja: 28 lis 2012 22:57
Posty: 10
Piszecie Państwo "powszechnie wiadomo iż dziecko przyjmowane do rodziny powinno być młodsze od dzieci tam przebywających."

Czy moge prosic o rozwiniecie tej zasady? Moj PCPR jej nie stosuje a chetnie poznam argumenty do obrony przed taka sytuacja. Do tej pory zawsze miałam dzieci starsze od moich i rownolatki.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 05 lut 2017 12:56 
Offline
Awatar użytkownika
Moderator

Rejestracja: 29 gru 2015 22:11
Posty: 326
wako pisze:
Najczęściej o byciu RZ myśli się mając raczej mniejsze niż większe dzieci. Osoby mające swoje nastolatki lub dzieci dorosłe najczęściej chcą mieć czas dla siebie, swoich planów, wyjazdów, hobby, itp. albo dla wnuków

Bardzo ciekawe spostrzeżenie … i chyba prawdziwe. Jednak konkluzja, będąca konsekwencją tej tezy jest taka, że rodzicielstwo zastępcze jest pewną formą zaspokojenia własnych potrzeb rodzicielskich (skoro taka potrzeba zanika w starszym wieku). Oczywiście nie oznacza to, że to my (rodzice zastępczy) jesteśmy najważniejsi. Tak jak pisała izabelam i wako, ważna jest umiejętność dostrzegania potrzeb zarówno swoich jak i dziecka zastępczego.

Zastanawiam się tylko, czy pozostanie rodzicem zastępczym mając już dorosłe własne dzieci , nie może być pewnego rodzaju hobby – chociaż może się poprawię – czy nie może stać się pasją, jakimś sposobem na życie, czymś co da radość zarówno dzieciom jak i ich rodzicom zastępczym.
W ostatnim czasie została u nas utworzona ZRZ, która ma w planie pozostanie RDD właśnie dla starszych dzieci. Ludzie ci mają już wnuki. Tata zastępczy jest byłym trenerem sportowym młodzieży. Pozostanie RDD będzie dla niego pewną kontynuacją dotychczasowego życia. Ma to sens? Oczywiście tak.
Trochę razi mnie określenie (którego zresztą sam używam), że rodzicielstwo zastępcze jest sposobem na życie. Ale coś w tym jest. Ja, niezależnie od tego, czy mam dziecko małe czy starsze, zdrowe czy z jakimiś zaburzeniami, traktuję to jak pewnego rodzaju wyzwanie. Wydaje mi się jednak, iż najważniejsze jest to, że nie patrzę na siebie jak na kogoś kto „musi”, ale kto „chce”.

bkk23 pisze:
Piszecie Państwo "powszechnie wiadomo iż dziecko przyjmowane do rodziny powinno być młodsze od dzieci tam przebywających."
Czy moge prosic o rozwiniecie tej zasady?


Powiedziałbym, że naturalną koleją rzeczy jest to, że każde dziecko pojawiające się w rodzinie jest młodsze od poprzedniego. Dotyczy to nie tylko dzieci biologicznych, ale powinno dotyczyć również dzieci adopcyjnych i zastępczych. Przynajmniej znane mi OA zwracają na to uwagę, chociaż oczywiście nie jest to regułą. Dla dziecka, nawet nowo narodzona siostra czy brat, staje się pewnym zagrożeniem. Często początki są trudne, starsze dziecko zaczyna rywalizować z młodszym o względy rodziców. Z biegiem czasu wszystko się stabilizuje – starsze dziecko zajmuje określoną pozycję w „stadzie”. Gdy patrzę na nasze dzieci (zarówno biologiczne, jak i zastępcze), to widzę pewną analogię do wilczego stada. Dzieci same sobie ustalają hierarchię ważności i nie zawsze jest to związane z wiekiem (chociaż najczęściej).
Gdy w rodzinie pojawia się dziecko zastępcze starsze od biologicznego, to z dużą dozą prawdopodobieństwa będzie chciało ono przejąć pozycję młodszego rodzeństwa. Pomijam już bezpośrednie formy dominacji – np. stosowanie przemocy fizycznej bądź psychicznej. Próba utrzymania przez rodziców, dotychczasowej pozycji młodszego dziecka jest bardzo trudnym zadaniem i sam nie wiem, czy powinni oni w jakiś sposób ingerować.
Dlatego ja zdecydowałem się na pozostanie RZ, gdy moje dzieci były już dorosłe (lub prawie dorosłe), a i tak zdarzyły się pewne „zgrzyty”, gdy pojawiły się w naszym domu dzieci nastoletnie.

_________________
Nie pytaj "dlaczego?". I tak nie uzyskasz odpowiedzi.

Adres bloga o naszym pogotowiu:
http://pikusincognito.blogspot.com


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 05 lut 2017 14:49 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00
Posty: 9984
Pikuś Incognito pisze:
Bardzo ciekawe spostrzeżenie … i chyba prawdziwe. Jednak konkluzja, będąca konsekwencją tej tezy jest taka, że rodzicielstwo zastępcze jest pewną formą zaspokojenia własnych potrzeb rodzicielskich (skoro taka potrzeba zanika w starszym wieku).


korekta proponowana: opiekuńczych. Potrzeb opiekuńczych, a nie rodzicielskich. Gdybym miała niezaspokojone potrzeby rodzicielskie celowałabym w adopcję, a nie w RZ.
Z tego powodu też konsekwentnie mówię o sobie "opiekunka zastępcza", a nie "rodzic zastępczy" przy czym biorę poprawkę na to, że dla RZ tworzących RDDy lub inne formy pieczy różne od pogotowianych (z założenia krótkoterminowych raczej) to rozróżnienie może być odwrotne i równie logiczne.

Ujawnienie preferencji wobec przyjmowanych dzieci ani mnie nie szokuje, ani nawet nie dziwi. Jesli ktoś ma potrzebę tworzenia z RZ ikon idealizmu to jego sprawa, ja jestem pragmatyczką. Gdybym zdecydowała się na bycie specjalistyczną rodziną zastępczą - na co się nie zdecydowałam i nie przewiduję zmiany - to określenie własnych preferencji byłoby sprawą podstawową. To w końcu mój mąż i ja wiedzielibyśmy, czy mamy gotowość do opieki nad dziećmi z ZD czy może dzieci z niedosłuchem. Od naszej gotowości i respektowania jej granic zależy przecież bezpośrednio dobro powierzonych nam dzieci i stabilność całej rodziny. Nie ma rodziny bez opiekunów zastępczych. Ich możliwości, granice i kompetencje powinny być traktowane bardzo serio, bo jeśli się je przekroczy to za chwilę nie będzie żadnej rodziny zastępczej lub - co gorsza- przejdzie ona w tryb wypalenia przestając pełnić swoją faktyczną funkcję pomocy dzieciom, nawet jeśli formalnie nadal będzie przyjmować kolejne dzieci.


Uderzanie argumentami o miłości bezwarunkowej jest dla mnie mocno oderwane od poręczy - są dzieci, które się kocha z brzucha i są takie, które się kocha, choć się ich nie lubi. Są też dzieci, które się lubi, ale wobec których nie czujemy miłości zbliżonej do rodzicielskiej. Są wreszcie takie, które kocha się miłością o niezliczonych odcieniach, balansując między uwielbieniem i wyczerpaniem.
Dekretowanie, jaką miłością powinna kochać RZ jest tak nonsensowne, że nie chce mi się nawet rozwijać tematu.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 03 kwie 2017 21:09 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 lis 2007 01:00
Posty: 5
Burzliwą dyskusję wywołał mój post/ Dlaczego dziewczynka do lat 9 ? bo mamy miejsce w pokoju dziewczynki a ta granica wieku daje szansę na dogadanie dziewczynek więc też na trwanie rodziny zastępczej a nam o to chodzi. wiemy na co nas stać a co mogłoby przerosnąć całą naszą rodzinę i narazić zranione wcześniej dzieci na kolejne traumy. Dla nas odpowiedzialność oznacza podejmowanie się rodzicielstwa zastępczego na miarę możliwości . Pozdrawiam


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 04 kwie 2017 08:42 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 kwie 2012 19:38
Posty: 722
Wiskas myślę, że nie ma sensu się tłumaczyć. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie lepiej wiedział/a co masz myśleć i czuć.
Tylko że to nie ten ktoś czy ta ktosia w razie wtopy zostanie z Twoim bałaganem na głowie. Więc pełen luz ;) choć rozumiem, że bywa trudno, bo ciśnienie się podnosi, itd.
Pozdrowienia :flowers:

_________________
Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
Nela81 :bigok:


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 04 kwie 2017 11:41 
Offline

Rejestracja: 07 sty 2015 11:14
Posty: 7
Witajcie. Przeczytałam te wpisy i wydaje mi się ,że ile rodzin czy to ZRZ czy RZ to motywacje do zostania rodziną będą różne a najważniejsze jest to aby dzieci i rodzice czy jak kto woli opiekunowie byli szczęśliwi. Ja wydaje mi się przeszłam wszystkie etapy . Od 13 lat jestem RZ na początku byłam nie zawodową, potem zostałam zawodową między czasie adoptowałam dziecko. W tej chwili mam czwóreczkę będą do pełnoletności u nas (odrzucone od adopcji), czasami bywało bardzo trudno, różne myśli miałam i różne motywacje aby dalej być rodzicem ale zawsze na pierwszy plan wysuwa się dobro dzieci.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 9 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group