Wyświetl temat - Od czego zacząć? RZ niespokrewniona

Ogłoszenie!

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 66 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 16 kwie 2016 12:42 
Offline
Awatar użytkownika
Moderator

Rejestracja: 29 gru 2015 22:11
Posty: 326
quelle86, decyzja o pozostaniu rodziną zastępczą zawsze powinna wiązać się ze świadomością tymczasowości (i nie ma znaczenia, czy rodzina jest zawodowa, czy też nie). Przynajmniej w teorii. Jest to trudne i często rodzice zastępczy nie mogą się z tym pogodzić w momencie gdy staną w obliczu konkretnej sytuacji. Często zaprzeczają wówczas temu, z czym zgadzali się na etapie szkolenia. Stąd wielokrotnie dochodzi do adopcji dzieci będących w opiece zastępczej.

Pozwól, że odniosę się, do Twojej sytuacji. Masz bardzo małe dzieci biologiczne. Jeżeli chciałabyś zaopiekować się dziećmi jako rodzic zastępczy, to powinny do Ciebie trafić dzieci młodsze od Twoich. Nie jest to oczywiście zasadą, jednak większość osób (zarówno psychologów, jak też praktyków – będących rodzicami zastępczymi) skłania się ku takiemu poglądowi.
Moim zdaniem w Twoim przypadku w grę mogłyby też wchodzić dzieci będące rówieśnikami, czyli powiedzmy maksymalnie czterolatki. Niektórzy rodzice mający starsze dzieci biologiczne, też często decydują się na rówieśników. Wielokrotnie jest to dobry pomysł, jednak częściej między tymi dziećmi dochodzi do konfliktu interesów – po prostu zaczynają rywalizować. Te zastępcze (często zaprawione w bojach), mają w większości przypadków przewagę.
Istnieje też możliwość, że zaopiekowałabyś się dziećmi dużo starszymi – nawet nastolatkami. Wówczas też nie powinno dochodzić do spięć pomiędzy dziećmi, ale nie wiem czy taka opcja wchodzi w grę.
Ważne jest też to, czy chcecie być rodziną zawodową czy nie. W pierwszym przypadku (poza faktem, że mielibyście trójkę dzieci zastępczych), dochodzi jeszcze problem doboru tych dzieci. Wprawdzie PCPR-y powinny brać pod uwagę wiek dzieci biologicznych i na przykład nie umieszczać zbuntowanego dwunastolatka w rodzinie, w której są dzieci kilkuletnie, jednak gdy nie ma specjalnej alternatywy, a rodzina zawodowa ma wolne miejsca, to mogą być naciski.

A' propos rotacji, o której napisałem. Według aktualnie obowiązujących przepisów, po 18 miesiącach od umieszczenia dzieci w pieczy zastępczej, organizator rodzinnej pieczy zastępczej (czyli taki PCPR) składa wniosek do sądu o uregulowanie sytuacji prawnej dziecka. W tej chwili w różnych powiatach wygląda to bardzo różnie, jednak zdaniem prawnika z naszego sądu rodzinnego, takie działanie z czasem stanie się normą i funkcja rodzin zastępczych będzie zbliżona do działalności pogotowia rodzinnego (nie będzie tylko ograniczeń czasowych). Oznacza to, że małe dzieci nie będą wiecznie oczekiwać na adopcję w rodzinach zastępczych (i w nich dorastać), bo być może sąd o nich zapomniał, albo nadal wierzy, że rodzice się ogarną.
Zmierzam jednak do tego, że w rodzinach zastępczych, „na zawsze” będą dzieci, które mimo kwalifikacji do adopcji, nie znalazły chętnych do bycia dla nich rodzicami adopcyjnymi. Będą to więc dzieci z zaburzeniami lub starsze.
Oczywiście dzieci, które są w rodzinie zastępczej , mimo decyzji sądu o odebraniu praw rodzicom biologicznym i zgłoszeniu do ośrodka adopcyjnego, nie muszą zostać zakwalifikowane do adopcji. W wielu wypadkach będą brane pod uwagę silne więzi dzieci z rodzicami zastępczymi i dziecko nadal pozostanie w rodzinie zastępczej. Jednak tutaj niczego na da się przewidzieć na zapas.

quelle86, zapytałaś o wiek dzieci biologicznych, w którym będą najbardziej gotowe zaakceptować przyjście dzieci zastępczych. Pewnie w tej kwestii będzie wiele opinii i tak naprawdę chyba nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Osobiście uważam, że najlepiej jak są już prawie dorosłe (powyżej 15 lat), albo właśnie tak małe jak Twoje. Rozważ może możliwość wzięcia w opiekę najpierw jednego małego dziecka w formie niezawodowej. W takim przypadku sama decydujesz jakie dziecko chcesz przyjąć. Zawsze można się przekwalifikować na rodzinę zawodową, a będziesz już bazować na własnych doświadczeniach.

_________________
Nie pytaj "dlaczego?". I tak nie uzyskasz odpowiedzi.

Adres bloga o naszym pogotowiu:
http://pikusincognito.blogspot.com


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 17 kwie 2016 00:48 
Offline

Rejestracja: 04 sty 2014 02:39
Posty: 166
quelle86 pisze:
Bebinia, pytanie do Ciebie, bo aż wierzyć się nie chce jak opowiadasz o tych wszytskich RZ, które znasz i które tak źle skończyły. Czy na prawdę tak małe dzieci mogą już powodować tyle problemów, że są one nie do przejścia dla ludzi, którzy (zakładam, że jak zdecydowana większość) na prawdę bardzo chcieli i bardzo się starali? Może chodzi o starsze dzieciaki?


Przepraszam, że się wtrącę, choć to pytanie nie jest skierowane do mnie.
Jest rzeczą oczywistą, że na ogół więcej problemów ciężkiego kalibru sprawiają starsze dzieci. Jednakże zdarza się, że i bardzo małe dzieci potrafią rozwalić RZ. Bebinia podała link do forum RZ, które dawniej było moim ulubionym forum i wiele się stamtąd uczyłam oraz nawiązywałam osobiste kontakty z doświadczonymi RZ. Teraz niestety to forum zamiera, więc zaglądam tam sporadycznie, ale do tej pory pamiętam wiele historii, które tam przeczytałam. Pamiętam historie kilkorga małych baaardzo trudnych dzieci. Osobiście znam też RZ, która wychowała kilku chłopców (obecnie mają dwóch nastolatków), ale najbardziej dał im popalić pewien dwulatek, którego w wieku 5 lat z wielką ulgą oddali do adopcji - byli już na skraju wytrzymałości. Tak więc zdarza się, że nawet te małe dzieci przejawiają skrajnie destrukcyjne zachowania. Co prawda jeśli będziesz rodziną niezawodową, to masz prawo odmówić przyjęcia trudnego dziecka (często tego prawa odmawia się rodzinom zawodowym), ale często bywa, że przyjmując dziecko nie wie się, że sprawi ono takie kłopoty.
Poczytaj może wypowiedź dany6 http://www.nasz-bocian.pl/phpbbforum/vi ... 9#p8118479 - będziesz miała jakąś namiastkę.


Ostatnio zmieniony 17 kwie 2016 15:21 przez Klimka, łącznie zmieniany 2 razy

Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 17 kwie 2016 14:26 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00
Posty: 9984
Pikuś Incognito pisze:
Zacznę może jednak od kwestii związanej z długim oczekiwaniem na dziecko przez RZ i koniecznością bycia najpierw RZ, a dopiero później przekształceniem się w PR.
Nasz PCPR (podobnie jak napisała Klimka) daje od razu kwalifikację na sprawowanie opieki w charakterze pogotowia rodzinnego (oczywiście jeżeli dana rodzina docelowo chce pełnić taką funkcję). Owszem istnieje zapis, że osoby chcące pozostać PR najpierw muszą zostać zwykłą RZ, to jednak w pewien sposób „kłóci” się to z faktem, że nie można łączyć funkcji PR i RZ. Weźmy bowiem pod uwagę sytuację, gdy dana rodzina zostaje najpierw rodziną zastępczą dla dziecka, którym albo nie jest zainteresowana żadna rodzina adopcyjna, albo też dziecko z jakiegoś powodu nie zostaje w ogóle zgłoszone do adopcji (bo na przykład sąd cały czas liczy na to, że dziecko rokuje na powrót do rodziny biologicznej – powiedzmy, że mama odsiaduje kilkuletni wyrok). Mijają 2-3 lata, rodzina zastępcza chciałaby się przekwalifikować na pogotowie rodzinne. Jakie ma wyjście? Adoptować dziecko (jeżeli jest zakwalifikowane do adopcji), zrezygnować z bycia pogotowiem lub oddać dziecko innej rodzinie zastępczej (w skrajnej sytuacji do domu dziecka lub innej placówki). W mojej ocenie, ktoś kto zdecydowałby się na trzeci wariant tylko dlatego aby zrealizować swoje marzenie o byciu PR, raczej nie nadaje się do pełnienia tej roli. Dlatego też nasz PCPR rezygnuje z tego wątpliwego stażu bycia rodziną zastępczą dla osób chcących zostać pogotowiem rodzinnym.



mam tę samą wątpliwość, to była zresztą jedna z pierwszych kwestii, o które pytałam nasz ośrodek organizujący szkolenia. "Okres testowy" ma swoje zalety, ale ma też wady, które opisałeś. Zaletą na pewno jest danie RZ szansy na rozpoznanie sytuacji, własnych odczuć i przymierzenie woli/chęci/zamierzeń do praktyki, co jest szczególnie ważne dla rodzin chcących prowadzić pogotowie opiekuńcze. Nie oszukujmy się, na etapie szkolenia i wertowania setek stron poświęconych doświadczeniom RZ zawodowych, ostatecznie i tak mierzymy się z naszymi WYOBRAŻENIAMI. Może nam się wydawać, że praca z RB albo wizja rozstania z dziećmi powierzonymi pieczy, będą bułką z masłem, a przynajmniej czymś, z czym sobie poradzimy. Rzeczywistość może to całkowicie zweryfikować.
Mam oczywiście listę swoich wątpliwości odnośnie tego, co z dzisiejszego punktu widzenia wydaje mi się najtrudniejsze, ale cały czas jestem świadoma, że to są na razie moje przymiarki i lęki teoretyczne, zaś dopiero w momencie otrzymania dziecka zaczną się one urealniać.
Przedsmak miałam podczas szkolenia, kiedy pokazywano nam film w ramach programu Pride (oczywiście film był ramotą, realia amerykańskie, został szeroko skrytykowany przez uczestników), którego zakończeniem było rozstanie z dziećmi i przekazanie ich do adopcji/rodzinie biologicznej. Kwestia, którą sobie wałkowałam w głowie na sucho i która aż do tego momentu wydawała mi się do ogarnięcia, nagle poprzez uruchomienie obrazu, słowa i zarysowanej konkretnej sytuacji, zaczęła na mnie oddziaływać emocjonalnie i to silnie.
A to był tylko film, dodatkowo dość przesłodzony.
I druga kwestia wiążąca się mocno z pierwszą. Większosć rodzin uczestniczących w kursie to rodziny zastępcze tymczasowe, które koncentrują się na konkretnym dziecku będącym już z nimi. Nie rozważają bycia zawodowymi RZ i bycia pogotowiem, interesują ich więc zupełnie inne aspekty, bardzie skierowane na tu i teraz oraz potrzeby tego konkretnego dziecka. To rodzi dla mnie i męża sytuację dość specyficzną, gdzie z góry wiemy, że bycie PR nie będzie dominującym tematem szkolenia, wiec po jego zakończeniu pozostaniemy bogatsi o wiedzę z pride, o wiedzę z doświadczeń innych uczestników, ale na gruncie przygotowania do PR będziemy nadal czystą kartą niestety.
W tym kontekście widzę zaletę polityki "najpierw RZ, potem weryfikujesz plan bycia PR", ale też ta zaleta nie umniejsza wcale wagi podanej przez Ciebie argumentacji, która cały czas pozostaje w mocy.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 17 kwie 2016 16:06 
Offline
Awatar użytkownika
Moderator

Rejestracja: 29 gru 2015 22:11
Posty: 326
bloo, w naszym przypadku, na szkoleniu też w większości były osoby, które już opiekowały się jakimś dzieckiem (często z rodziny) lub opieka zastępcza miała zostać inną drogą (moim zdaniem trudniejszą i obarczoną dużym ryzykiem) do adopcji. Zwłaszcza moja żona Majka miała wrażenie, że rozwiązanie, które my wybraliśmy (czyli pozostanie PR) nie jest przez innych rozumiane. Dla mnie nie ma to znaczenia, co ktoś myśli – ważne jest to co mam w swoim umyśle i że to akceptuję. Jednak Majka próbowała wytłumaczyć innym nasz tok rozumowania, odczucia i uczucia. Niby wszyscy przytakiwali, ale sądzę, że wielu nie potrafiło zrozumieć jak można akceptować rozstania, jednocześnie deklarując zaangażowanie emocjonalne – potrzebę miłości, nawiązywania więzi z dzieckiem. Dla wielu osób są to rzeczy wzajemnie się wykluczające.

Też nie do końca byliśmy pewni, czy nasza świadomość tego co nas czeka, nie jest pewnego rodzaju iluzją, zniekształconą interpretacją tego, czego się dowiedzieliśmy choćby czytając różne historie w literaturze i internecie, ale przede wszystkim z bezpośrednich kontaktów ze znanymi nam pogotowiami (mieliśmy styczność z dwoma).
Wydaje mi się, że gdybyśmy chcieli zostać najpierw zwykłą rodziną zastępczą, aby się najpierw w pewien sposób sprawdzić, to też mielibyśmy podobne dylematy, a może nawet większe.
Chęć pozostania pogotowiem rodzinnym dawała nam ten komfort, że gdyby nagle się okazało, że wszelkie nasze wyobrażenia nijak się mają do rzeczywistości i jest to totalna porażka, to po prostu byśmy doprowadzili do końca dzieci, które by się u nas znajdowały i całą przygodę byśmy zakończyli. Z kolei pozostanie najpierw rodziną zastępczą (nawet niezawodową i tylko dla jednego dziecka), byłoby pewnego rodzaju eksperymentem na żywym organizmie. Tutaj konsekwencje ewentualnego niepowodzenia mogłyby być dużo bardziej znamienne.

_________________
Nie pytaj "dlaczego?". I tak nie uzyskasz odpowiedzi.

Adres bloga o naszym pogotowiu:
http://pikusincognito.blogspot.com


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 19 kwie 2016 12:58 
Offline

Rejestracja: 20 paź 2015 21:37
Posty: 9
Pikuś Incognito pisze:
Rozważ może możliwość wzięcia w opiekę najpierw jednego małego dziecka w formie niezawodowej. W takim przypadku sama decydujesz jakie dziecko chcesz przyjąć. Zawsze można się przekwalifikować na rodzinę zawodową, a będziesz już bazować na własnych doświadczeniach.


O czymś takim właśnie na początek myślałam. Zobaczymy jak to się poukłada i czy chęci będzie na więcej czy wręcz przeciwnie.

Pikuś Incognito pisze:
Ważne jest też to, czy chcecie być rodziną zawodową czy nie. W pierwszym przypadku (poza faktem, że mielibyście trójkę dzieci zastępczych), dochodzi jeszcze problem doboru tych dzieci.


A to jest pewne, że kwalifikując się na rodzinę zawodową przyjmuje się zawsze/prawie zawsze trójkę dzieci?

W ogóle czy u Was w regionach też jest taki zapis, że dzieci poniżej 3 rż nie umieszcza się w rodzinach zastępczych niezawodowych? Jedynie w PR lub zawodowych?
Druga sprawa, że przy dziecku młodszym niż 3 lata nawet w rodzinie niezawodowej (choć w sumie sytuacja,której nie powinno być wg tego co pisałam wyżej) rodzic musi sprawować opiekę osobiście?

Cały czas nurtuje mnie jeszcze pytanie o kompetencję Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej i Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Jakbym się zdecydowała na TAK to gdzie? Jeśli w jakiś sposób coś mi nie przypadnie to gustu w tym pierwszym to iść do drugiego czy fizycznie i tak na końcu sprowadzi się do tych samych organizatorów, dzieci i procedur?

Pikuś Incognito pisze:
Chęć pozostania pogotowiem rodzinnym dawała nam ten komfort, że gdyby nagle się okazało, że wszelkie nasze wyobrażenia nijak się mają do rzeczywistości i jest to totalna porażka, to po prostu byśmy doprowadzili do końca dzieci, które by się u nas znajdowały i całą przygodę byśmy zakończyli.


Jak to w ogóle u Was było z założeniami, może jak powinno być, w momencie kiedy się zdecydowaliście na bycie RZ, PR itp. Czy tak jak Pikuś Incognito traktowaliście to jako coś, co jest cennym doświadczeniem, ale też swojego rodzaju "przygodą", którą można zakończyć, czy raczej, że to już taka misja na prawie całe życie, że będzie ciężko, ale wytrwamy?


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 19 kwie 2016 13:40 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 13 kwie 2008 00:00
Posty: 9984
odpowiem tam, gdzie umiem, liczę że resztę uzupełnią inni:

quelle86 pisze:

A to jest pewne, że kwalifikując się na rodzinę zawodową przyjmuje się zawsze/prawie zawsze trójkę dzieci?


Pikuś, jak sądzę, pisał o pogotowiu rodzinnym (a więc ZRZ) i jego realiach, w tym przypadku ustawowo może być to nie więcej niż 3 dzieci, ale praktyka bywa odmienna i często dzieci jest więcej, jesli rodzina się zgodzi.

Cytuj:
Cały czas nurtuje mnie jeszcze pytanie o kompetencję Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej i Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Jakbym się zdecydowała na TAK to gdzie? Jeśli w jakiś sposób coś mi nie przypadnie to gustu w tym pierwszym to iść do drugiego czy fizycznie i tak na końcu sprowadzi się do tych samych organizatorów, dzieci i procedur?


w przypadku mojej gminy PCPR zleca zadania i podpisuje umowy, częścią edukacyjną (szkolenia i konsultacje) zajmuje się ośrodek PORT i nie ma możliwości ominięcia tego schematu. Podejrzewam, że w różnych gminach może być różnie i najbardziej wiarygodne pytania uzyskasz dzwoniąc do PCPR albo po prostu wrzuć w google nazwę swojej gminy i hasło "szkolenie na rodzinę zastępczą", powinny Ci wyskoczyć konkretne komórki zajmujące się tym obszarem.

quelle86 pisze:
Jak to w ogóle u Was było z założeniami, może jak powinno być, w momencie kiedy się zdecydowaliście na bycie RZ, PR itp. Czy tak jak Pikuś Incognito traktowaliście to jako coś, co jest cennym doświadczeniem, ale też swojego rodzaju "przygodą", którą można zakończyć, czy raczej, że to już taka misja na prawie całe życie, że będzie ciężko, ale wytrwamy?


traktuję to dokładnie tak jak opisał Pikuś i cieszę się, że takie słowa z Jego strony padły, ponieważ w przypadku zamysłu prowadzenia pogotowia spotykam się z identycznymi pytaniami:

Pikuś Incognito pisze:
Majka próbowała wytłumaczyć innym nasz tok rozumowania, odczucia i uczucia. Niby wszyscy przytakiwali, ale sądzę, że wielu nie potrafiło zrozumieć jak można akceptować rozstania, jednocześnie deklarując zaangażowanie emocjonalne – potrzebę miłości, nawiązywania więzi z dzieckiem. Dla wielu osób są to rzeczy wzajemnie się wykluczające.


tak, zapewne tak własnie jest i być może dlatego PR są ofertą dla szczególnej grupy osób, i zarazem nie jest to oferta ciesząca się popularnością.
Dla mnie PR nie jest dożywotnią misją, jest koncepcją, którą dopiero przymierzymy i gdzie dajemy sobie cały czas przestrzeń na rezygnację, na wątpliwości i na cały szereg "to może pójść nie tak/praktyka to zweryfikuje". Na ten moment nie wymagam od siebie niczego więcej, wręcz przeciwnie, to podejście jest dla męża i dla mnie potrzebnym wentylem bezpieczeństwa.
Kiedy rozważałam pieczę zastępczą jeszcze jako ideę od razu skreśliłam:

- adopcję. IMO to jest rozwiązanie dla ludzi czujących głód rodzicielstwa czyli dla tych, którzy mają wciąż, jak ja to nazywam, syndrom pustych ramion. My tego głodu już nie mamy, jesteśmy spełnionymi rodzicami, nie planujemy więcej dzieci, mamy za to potrzebę opiekuńczości, więc:

- rodzina zastępcza. Skreślona po dłuższym namyśle, bo choć akurat wpisuje się w potrzebę opiekuńczości, to zarazem jest zobowiązaniem długoterminowym, którego na tę chwilę bym nie podjęła nie wiedząc jeszcze, jak w ogóle przyjęcie nowych dzieci odbije się na życiu moich synów i naszym związku. Nie mając takiej wiedzy, ani nawet praktycznych przesłanek do czynienia jakichś założeń, nie zaryzykuję ani dobrem powierzonego dziecka, ani dobrem moich dzieci, wobec których mam pierwszoplanową odpowiedzialność rodzicielską.

- specjalistyczna rodzina zastępcza - tu się wahałam dłużej, ale przeważyło to, że nie mam wykształcenia kierunkowego ani doświadczenia w pracy z dziećmi chorymi, mój mąż również ich nie ma. Drugim argumentem na "nie" była świadomość, że po 18 rż będę musiała przekazać dzieci ponownie systemowi, co będzie dla nich oznaczać pobyt w ośrodku stałej opieki, chyba że trafi się cud i adopcja zagraniczna ciężko chorego dziecka, ale ja jestem realistką i wiem, że emocjonalnie bym tego nie dźwignęła (tzn. bardziej prawdopodobnego scenariusza oddania dzieci systemowi)

- pogotowie rodzinne. Tu właściwie od razu byłam na TAK i kolejne lektury oraz analizy tylko mi tę intuicję potwierdzały. To był też pierwszy wariant, który mój mąż rozumie dokładnie tak samo i od razu się do niego skłonił. Powodów decyzji na TAK jest bardzo wiele i między innymi składają się na nie opisane już wyżej tropy.
Pytałaś o misję. Ja unikam tego słowa, ponieważ doświadczenie życiowe i bocianowe nauczyło mnie ostrożności wobec misjonarzy. Czasem misja jest życiowym powerem, który nakręca i to jest wariant pozytywny, ale czasem leży niebezpiecznie blisko pomysłów apostolskich i realizowania własnych marzeń za wszelką cenę, a szczególnie wbrew podmiotom tej misji, i to jest wariant negatywny. Zatem naszą odpowiedzią na pomysł prowadzenia PR jest odpowiedź bardzo pragmatyczna: ktoś to musi robić, a my chcemy to robić, więc czemu nie?


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 19 kwie 2016 16:38 
Offline

Rejestracja: 04 mar 2014 13:43
Posty: 65
quelle86 pisze:
Bebinia - dziękuje za linka, na pewno będę tam zaglądać :-)


:-) Tylko pamiętaj, że musisz się zarejestrować - bez rejestracji odsłoni się przed Tobą tak mała część forum, że uznasz, iż nie ma tam nic godnego uwagi.

quelle86 pisze:
Logiczne jest, że nie dostaniemy tez pod opiekę dzieci starszych niż nasze biologiczne (prawda?) .


Większość urzędników przestrzega zasady, że dzieci przyjęte mają być młodsze od już będących w rodzinie - choć zdarzają się wyjątki owocujące naciskami na RZ, by przyjęła dzieci starsze.

quelle86 pisze:
Bebinia, pytanie do Ciebie, bo aż wierzyć się nie chce jak opowiadasz o tych wszytskich RZ, które znasz i które tak źle skończyły. Czy na prawdę tak małe dzieci mogą już powodować tyle problemów, że są one nie do przejścia dla ludzi, którzy (zakładam, że jak zdecydowana większość) na prawdę bardzo chcieli i bardzo się starali? Może chodzi o starsze dzieciaki?
Nie ukrywam, że jest to dla mnie nieco przerażające...
Z drugiej strony prawda jest prosta: nic co w życiu wartościowe, nie przychodzi łatwo.


Przyznam Ci się, że pisząc posta nie pomyślałam o tym, iż siłą rzeczy nastawiacie się na małe dzieci. Podpisuję się pod tym, co w tej kwestii napisała Klimka - na pewno większość koszmarnych scenariuszy dotyczy dzieci starszych, ale czasem zdarzają się też bardzo trudne kilkulatki, z którymi RZ tak bardzo nie może sobie poradzić w kontekście krzywdy, jaką wyrządzają one ich biologicznym dzieciom, że prowadzi to do rozwiązania RZ.
Poza tym - dzieci rosną i jeśli od początku sprawiają poważne problemy, to te często też rosną. Bywa tak, że przyjęty trzylatek jest trudny, ale do ogarnięcia, gdy jednak wchodzi on w wiek nastoletni, to staje się dzieckiem megatrudnym i RZ szarpią się, co zrobić... Dziecko przez lata zżyło się z ich dziećmi, ale ma na nie coraz gorszy wpływ. Bywa, że dochodzi do rozwiązania RZ, i rodzice mają olbrzymiego kaca - poczucie, że ich dziecko cierpiało od małego z powodu dziecka przyjętego, no ale wszyscy mieli nadzieję, iż to wszystko się dobrze zakończy, a tymczasem cała kilkuletnia męczarnia ich dzieci poszła na marne, bo jednak i tak z dzieckiem przyjętym trzeba się było rozstać.
Ja mam nastolatkę z FAS, która jako dziecko była trudna, ale dawałam sobie z nią radę. Miałam nadzieję, że zanim dojdzie do wieku -nastu lat, to na tyle wypracuję w niej pewne rzeczy, że i w okresie dojrzewania damy radę. Niestety, jej zachowanie było coraz gorsze i gorsze... Obecnie jest leczona psychiatrycznie i na ten moment (jak długi...?) sytuacja jest opanowana, ale był czas, że "świrowała" tak mocno, iż... zrozumiałam moich znajomych, którzy porozwiązywali RZ ze względu na swoje dzieci. Po prostu bywały okresy, że uświadamiałam sobie, iż jestem w stanie znieść to, że krzywdzi mnie, ale nie byłabym w stanie znieść, gdyby tak krzywdziła moje dzieci.

quelle86 pisze:
Przyznam się, że o tej "rotacji" dzieci jakoś nie myślałam. Wspominane już prze mnie Panie z Mopsu raczej twierdziły, że w większości przypadków dzieci zostają ze swoją rodziną zastępcza już do "końca" i powroty do rodziny biologicznej czy adopcję stanowią raczej mały procent.
Tak czy owak, czy na te rotację ma wpływ to czy będziemy rodziną zawodową, czy nie?



Co do rotacji - im mniejsze dzieci, tym większa rotacja. Jestem zaszokowana stwierdzeniem pań z MOPS-u, że dzieci w RZ zostają już raczej na stałe. Założeniem jest, że mają wrócić do RB lub odejść do adopcji. RZ z założenia ma być tymczasowa i nowe przepisy dążą do tego, by tę tymczasowość egzekwować - zwłaszcza w przypadku małych dzieci. Jeśli chodzi o dzieci starsze, częściej zostają w RZ do pełnoletniości, bo adoptować nikt ich nie chce.
Jeżeli będziecie RZ niezawodową, to macie większe możliwości zaopiekowania się takim dzieckiem, którego sytuacja będzie się wydawała stabilna - po prostu możecie nie przyjąć dzieci, w przypadku których będzie dużo prawdopodobieństwo, iż pójdą do adopcji czy wrócą do RB. Od rodziny zawodowej wymaga się, by przyjmowała po prostu te dzieci, które potrzebują na dany moment znaleźć się w RZ - nie jest mile widziane, jeśli rodzina zawodowa "wybrzydza" przy przyjmowaniu dzieci (chyba że ma mocne argumenty).


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 19 kwie 2016 21:43 
Offline

Rejestracja: 04 sty 2014 02:39
Posty: 166
quelle86 pisze:
A to jest pewne, że kwalifikując się na rodzinę zawodową przyjmuje się zawsze/prawie zawsze trójkę dzieci?

W ogóle czy u Was w regionach też jest taki zapis, że dzieci poniżej 3 rż nie umieszcza się w rodzinach zastępczych niezawodowych? Jedynie w PR lub zawodowych?
Druga sprawa, że przy dziecku młodszym niż 3 lata nawet w rodzinie niezawodowej (choć w sumie sytuacja,której nie powinno być wg tego co pisałam wyżej) rodzic musi sprawować opiekę osobiście?


Ustawa mówi, że w rodzinie niezawodowej może być maks. 2 dzieci. Jeśli umieszcza się trzecie dziecko, to automatycznie powinna być podpisana z taką rodziną umowa na zawodową.
W praktyce bywa różnie. Czasami PCPR proponuje trzecie dziecko jednocześnie zaznaczając, że umowy na zawodową nie podpiszą, bo nie mają pieniędzy.
Teoretycznie można być zawodową i z 1 dzieckiem. W praktyce jednak chyba się to nie zdarza (wyjątkiem są rodziny specjalistyczne), bo jeśli PCPR płaci rodzinie pensję, to chce maksymalnie wykorzystać możliwości tej rodziny i umieszcza 3 dzieci (czasem więcej). U nas był przypadek, że rodzina niezawodowa miała 1 dziecko i chciała przyjąć kolejne, przy czym prosiła o umowę na zawodową. Odpowiedziano im, że umowę z nimi podpiszą, jeśli przyjmą jeszcze 2 dzieci. Rodzina wyraziła na to zgodę, ale gdy przyszło co do czego, to stwierdzono, że warunki mieszkaniowe tej rodziny są zbyt kiepskie, by mogło tam mieszkać 3 przyjętych dzieci, i że w związku z tym mogą im dać tylko jedno dziecko, więc o umowie na zawodową nie ma mowy.

U nas nie ma takiej zasady, że rodzinom niezawodowym nie daje się dzieci poniżej 3 lat.
W ustawie jest zapis, że nad dzieckiem do lat 3 opieka musi być sprawowana osobiście. U nas tego nie egzekwują, a wręcz odwrotnie - jeśli nie mają gdzie umieścić malucha, to proszą, by rodziny niezawodowe go przyjęły i zaznaczają, że może chodzić do żłobka.

quelle86 pisze:
Cały czas nurtuje mnie jeszcze pytanie o kompetencję Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej i Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Jakbym się zdecydowała na TAK to gdzie? Jeśli w jakiś sposób coś mi nie przypadnie to gustu w tym pierwszym to iść do drugiego czy fizycznie i tak na końcu sprowadzi się do tych samych organizatorów, dzieci i procedur?


O kompetencje musisz się dowiedzieć, bo to jest różnie rozwiązywane. Generalnie chodzi o to, że MOPS zajmuje się dziećmi zameldowanymi w Krakowie (czyli w powiecie grodzkim Kraków), zaś PCPR dziećmi zameldowanymi w powiecie ziemskim krakowskim (czyli gminy sąsiadujące z Krakowem). Jeżeli więc będziesz współpracowała z MOPS-em, to dostaniesz dziecko z Krakowa, jeśli z PCPR-em, to z ościennych gmin. Jeśli jednak chodzi o szkolenie, to może być tak, że mają jakieś porozumienie w tej sprawie i np. szkolić może wszystkich MOPS albo jest powołany jakiś Organizator Pieczy Zastępczej, który szkoli i dla MOPS-u i dla PCPR-u.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 20 kwie 2016 00:31 
Offline
Awatar użytkownika
Moderator

Rejestracja: 29 gru 2015 22:11
Posty: 326
Zgadzam się ze wszystkimi tezami przedstawionymi przez poprzedników. Dodam więc może tylko kilka myśli, opierając się na tym, jak to jest na „naszym podwórku”.
Chociaż może zacznę od pytania, które zadała quelle86. Podejrzewam, że jest to podstawowe pytanie na każdym kursie dla rodziców zastępczych, czyli pytanie o motywacje. Dlaczego chcecie być rodziną zastępczą?
Osobiście nie lubię słów misja, powołanie. Rozumiem je bowiem jako pewnego rodzaju przeświadczenie o istnieniu jakiegoś zadania do wykonania, albo też posiadania jakiegoś daru do wykonania danej rzeczy. Jest to w mojej ocenie coś, co jest robione wyłącznie z pobudek altruistycznych, gdzie własne dobro schodzi na dalszy plan.
My byliśmy szkoleni metodą Pride, w której wypełnia się tak zwane „księgi życia”. Przy pytaniu o motywacje, moja żona pisała, że opieka nad dziećmi i możliwość wpływania na to jak potoczą się ich dalsze losy, jest jej pasją. Jest czymś, co daje jej ogromną radość i wzbogaca jej życie (daje takiego dodatkowego „powera”). Ja z kolei pisałem, że chęć pozostania rodziną zastępczą traktuję jak wyzwanie (kolejne w swoim życiu), które z pewnością da mi dużo satysfakcji, a myślę że również sporo radości. Kwalifikację dostaliśmy, więc chyba takie motywacje (w końcu w pewnym sensie egoistyczne) też nie są złe.

Z kolei jeżeli chodzi o ilość i wiek dzieci w rodzinach zastępczych, to faktycznie w naszym powiecie jest bardzo różnie. Rodziny niezawodowe z reguły mają jedno lub dwójkę dzieci. Ale znam rodzinę, która wiele lat opiekowała się pięciorgiem rodzeństwa. Dopiero od niedawna udało jej się „przejść na zawodowstwo”. Pogotowia rodzinne często mają więcej niż trójkę dzieci, chociaż na taką opcję muszą wyrazić zgodę. Ale zdarzył się przypadek, że nasz PCPR umieścił dziecko po molestowaniu seksualnym w PR, jako jedyne, mając na względzie zarówno dobro tego dziecka, jak też hipotetyczny wpływ na inne dzieci, które mogłyby zostać tam umieszczone. Z kolei w PR w ościennym powiecie, niemal normą jest 7-8 dzieci. Znam pogotowie, które prawie non stop ma 10-11 dzieci (bo ma również trójkę własnych – też stosunkowo małych). Być może ci rodzice zastępczy napisali, że ich motywacją jest powołanie i PCPR to wykorzystuje. W każdym razie ja im współczuję. Zresztą dzieciom będącym pod ich opieką też.
ZRZ, które nie są PR, też z reguły mają 3 dzieci. Tutaj PCPR wychodzi z założenia, że skoro płaci pensję, to też wymaga. Ale mamy PR (prowadzone przez mamę z córką), które w umowie ma klauzulę, że maksymalna ilość umieszczanych u nich dzieci to dwójka. Są więc różne sytuacje, chociaż czytając komentarze innych osób, dochodzę do wniosku, że nasz PCPR jest wyjątkowy.

Jeżeli chodzi o malutkie dzieci, których sytuacja się przedłuża, to u nas raczej trafiają do rodzin zastępczych, które mają w planach późniejszą adopcję tego dziecka. Aktualnie mamy dziewczynkę, która jest z nami prawie rok i nie zanosi się na szybkie uregulowanie jej sytuacji prawnej. Jeżeli w końcu dojdzie do odebrania praw rodzicielskich rodzicom, to z pewnością szybko zostanie zakwalifikowana do adopcji i znajdzie nowych rodziców. W związku z tym nadal pozostaje w naszym pogotowiu. Podejrzewam, że w sytuacji, gdyby nagle znalazło się kilkoro dzieci, które przepełniłyby nasze pogotowia, to rozpoczęłoby się poszukiwanie rodziny zastępczej, która docelowo chciałaby to dziecko adoptować lub rozpoczęłyby się poszukiwania miejsca dla nowych dzieci u innych RZ niebędących PR (jednak też byłoby to na zasadzie krótkotrwałej opieki zastępczej). Niestety na dłuższy pobyt małego dziecka (powiedzmy do 3 lat) w rodzinie zastępczej, zanosi się tylko wówczas, gdy ma ono zaburzenia. Zwłaszcza dzieci z FAS nie mają wielkich szans na adopcję, chociaż nasz chłopiec za kilka tygodni pojedzie do Włoch (można powiedzieć, że miał farta).

Tak to wygląda u nas, być może ktoś inny napisze coś o swoich odczuciach.

_________________
Nie pytaj "dlaczego?". I tak nie uzyskasz odpowiedzi.

Adres bloga o naszym pogotowiu:
http://pikusincognito.blogspot.com


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 30 kwie 2016 10:40 
Offline

Rejestracja: 29 kwie 2016 23:08
Posty: 1
Witam. Jesteśmy od dwóch lat niezawodową RZ z trójką dzieci- 2 lata, 3 lata i 7 lat. Jednocześnie mamy też dzieci biologiczne 8, 15 i 17 lat. Założenie przez nas RZ poprzedzał długi okres rozmów z dziećmi biologicznymi i wydaje mi się, że to ważne by były one w wieku, w którym mogą zrozumieć nową sytuację, choć nie jesteśmy w stanie ani siebie, ani dzieci tak naprawdę przygotować na to co może się zdarzyć, bo kłopotów jest wiele poczynając od kontaktów z rodzinami biologicznymi a kończąc na nieprzystosowaniu dzieci z RZ do życia w rodzinie.Temat "rzeka". Ale tu chciałabym zaraz dodać, że pomimo ciężkich chwil, takich z płaczem i zmęczeniem fizycznym i psychicznym warto. Nasze dzieci biologiczne wykazały się wielką empatią, bardzo nam pomagają i są po prostu cudowne w roli starszego rodzeństwa, oczywiście zdarzają się kłótnie i nieporozumienia ale uczą one nas wszystkich kompromisu. Czasami jest strasznie trudno ale przecież dzieci to mali ludzie i wiele można osiągnąć po prostu je szanując. Każdy krok do przodu jaki czynią nasze zastępcze dzieci jest dla nas jak medal i pomimo, że brzmi to patetycznie to taka jest prawda. A dzieci biologiczne nauczyły się, że nie są " pępkami świata" i to też jest fajne.Jeśli chodzi o PCPR to trochę mnie przeraża to co czasami piszecie, my na nasz PCPR możemy liczyć zawsze i o każdej porze, bardzo nas wspierają i rozumieją, że też jesteśmy tylko ludźmi a nie maszynami. Od ukończenia kursu do umieszczenia pierwszego dziecka minęło u nas praktycznie 3 miesiące ( faktycznie 4, bo malutka leżała w szpitalu). Jeszcze jedno, myślę, że to ważne,by dzieci przychodzące były młodsze od biologicznych, bo wtedy nie zaburza to ich pozycji w domu. Życzę powodzenia, na pewno wszystko się ułoży :-)


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 11 paź 2016 17:52 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 sie 2013 16:59
Posty: 905
czytam wasz wątek, bo szukam rady dla siebie, może wasze doświadczenie nieco rozwieje moje wątpliwości...
moja sytuacja jest taka, mam czworo dzieci, troje bio, jedno ado, wkrótce dojdzie do nas dziewczynka ado. jesteśmy w trakcie finalizowania, ostatnio dowiedziałam się, że dziewczynka ma siostrę, w rz, i szukają jej nowego domu, nie wiem nic więcej, mb dziewczynek jest w ciąży i wg opiekunki chce oddać dziecko. Moje pytanie jest takie jak zostać rodziną zastępczą dla starszej dziewczynki? czy mogę się powołać na fakt, że adoptowaliśmy siostrę? dziewuszki się znają, i starsza ponoć bardzo tęskni,
co do nienarodzonego, to nasz oa bardzo się sprzeciwia, krzykiem oznajmili nam że nie dostaniemy kwalifikacji, czy jest jeśli się zdecydujemy na przyjęcie maluszka to mamy szanse? gdzie w takiej sytuacji uderzać? dodam, że docelowo będzie ado, po uregulowaniu się sytuacji.
sytuacja trudna dla mnie i żałuję, że nasz oa tak się zachował, że odmówił nam prawa choćby do rozmowy i podjęcia decyzji, teraz mierzę się z tym sama, i bardzo liczę na Wasze wskazówki, rady, wszelkie sugestie oraz nasuwające się myśli...

_________________
16.07.2013 pierwsza wizyta w OA
19.09.2014 Małpka jest nasz
29.08.2015 złożenie podania o córeczkę
Czekamy. . .


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 11 paź 2016 19:13 
Offline

Rejestracja: 06 wrz 2012 15:13
Posty: 1811
Leeleeth, a starsza dziewczynka jest z waszej miejscowości? Podlega pod ten sam pcpr? To, że dziewczynki się znają i jest więź przemawia na wszą korzyść. Myślę, że to co będzie podlegać dyskusji to wasza wydolność wychowawcza w kontekście rodziny wielodzietnej, w której wychowuje się już dwójka dzieci z problemami. Pod uwagę na pewno będą brane też względy mieszkaniowe i materialne - to jeśli chodzi o starsze dziecko.
Jeśli idzie o nienarodzone, to szczerze mówiąc, problem może być o wiele większy. Mam na myśli nieprzychylność oa i pewnie ich plan, by maluszka kierować do nowej rodziny oczekującej. Jeżeli się uprzecie, możecie uderzyć do rzecznika praw dziecka i powołać się na zapis o nierozdzielaniu rodzeństw. Mozesz też poinformować pisemnie sąd o zaistniałej sytuacji. Gdy już dziecko się urodzi i będziesz miała wiedzę, że trafiło do pieczy, piszesz do właściwego sądu pismo - musisz jednak znać podstawowe dane, bo zakładam, że numeru akt nikt ci nie poda w sytuacji konfliktu z ośrodkiem (piszesz wtedy nagłówek: w sprawie dziecka imię i nazwisko, urodzonego dnia i miejsce- i informujesz kim jesteś, skąd wiesz o sytuacji, co postanowił oa, jakie jest twoje stanowisko i motywacja).
W przypadku decyzji o rz dla starszej dziewczynki,powinnaś przemyśleć jeszcze jedną kwestię; mb będzie miała prawo do odwiedzin starszej siostry do czasu adopcji, tak więc przy okazji jej wizyty pewnie dotkną także młodszą. O ile dobrze rozumiem, młodsza dziewczynka nie kontaktowała się już od jakiegoś czasu z rb, rany pewnie się zabliźniły, zaakceptowała sytuację. Rozdrapanie tego na nowo może być dla niej i dla was bardzo niekorzystne i utrudnić budowanie więzi w tym najważniejszym, pierwszym okresie. No ale zawsze istnieje opcja wysłania małej na spacer na ten czas z ciocią czy opiekunką. Gorzej jak starsza siostra zacznie dzielić się z nią wrażeniami z wizyty mamy, a przed tym już raczej obydwu dziewczynek nie uchronisz.

A na koniec już nie informacyjnie, ale napiszę Ci coś od siebie, osobiście. Być może usłyszysz od ludzi (oa, kuratorów, pracowników socjalnych, znajomych), że jesteś szalona i nieobliczalna, że nie bierzesz pod uwagę realiów, za dużo na siebie bierzesz, itp. Ja rozumiem twoje szaleństwo i osobiście uważam, że w takiej sytuacji powinnaś walczyć o wszystkie dzieci, jeśli tylko czujesz się na siłach. Lekko nie będzie, będzie bardzo ciężko, ale jeśli tak czujesz, to warto.
Jeśli czegoś potrzebujesz, to pisz na pv.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 12 paź 2016 08:04 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 sie 2013 16:59
Posty: 905
Pocahontas, bardzo Ci dziękuję za szybką i konkretną odpowiedź. Ja sama jeszcze zastanawiam się nad całą sprawą bardzo, bardzo mocno. Myślę o przyszłości córeczki, której mogę dać biologiczne rodzeństwo a to chyba bardzo dużo.
Zdaję sobie sprawę, że stając się RZ dla starszej daję okazję do kontaktów mb, tylko ona nie widuje się zupełnie z dziewczynkami, moja córeczka nie zna jej wcale. Jest za to ciocia, która jest chętna do kontaktów, i to muszę mocno przemyśleć.
Problemem jest to, że dziewczynki nie są z naszego pcpr, nawet nie są z naszego województwa i co teraz?

Dziękuję Ci również za opinię od siebie, to cenne co piszesz, jednak mam wrażenie, że biorę pod uwagę realia. Zaczynając od przyziemnych, stac nas na to. mamy warunki, dom na wsi, mieszkanie w mieście, dwa samochody itd, blisko dziadków, którzy chętni są do pomocy aczkolwiek nie wykorzystywani. Od wielu lat noszę się z chęcią stworzenia RZ specjalistycznej, bo tak to czuję, jakbym wreszcie dotarła do domu, z racji sytuacji, to oczywiste, że się waham, nie podjęłam jeszcze decyzji, na razie sprawdzam możliwości, i próbuje ogrnąć teoretycznie logistykę
pozdrawiam

_________________
16.07.2013 pierwsza wizyta w OA
19.09.2014 Małpka jest nasz
29.08.2015 złożenie podania o córeczkę
Czekamy. . .


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 12 paź 2016 08:48 
Offline

Rejestracja: 06 wrz 2012 15:13
Posty: 1811
Leeleeth pisze:
Problemem jest to, że dziewczynki nie są z naszego pcpr, nawet nie są z naszego województwa i co teraz?



W takiej sytuacji pcpr pochodzenia dziecka i ten, pod który wy podpadacie muszą się ze sobą dogadać. Różnie to bywa, czasem przechodzi płynnie, czasem są kłopoty, niektórzy mówią wprost, że nie chcą dzieci spoza powiatu (w przypadku rz). Nie ma co przesądzać, w tej sytuacji zaczęłabym od wizyty w pcprze małej i podpytała ich jak widzą sprawę, może mogliby we własnym zakresie skontaktować się z waszym?

A z tym szaleństwem, to chyba źle mnie zrozumiałaś ;-) Wiele rodzin tak naprawdę ma warunki, by jakieś dziecko przyjąć, jednak większość tego nie robi ;-) Dlatego osoba, która przyjmuje czwórkę i tak zostanie uznana za szaloną, bez względu na zaplecze finansowe. Jeśli czujesz, że to twoja życiowa działka, to po prostu nie daj się takim stereotypom i działaj wbrew przeszkodom :-D
Mnie też chodzi po głowie adopcja jakiegoś trudniejszego dziecka, może z zd. Ale to jeszcze chwilka.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 12 paź 2016 08:59 
Offline

Rejestracja: 19 maja 2011 22:15
Posty: 139
Nie zupełnie z tym dogadaniem. Zgody muszą być w wypadku rodziny zawodowej. Przy zwykłej nie ma takiej potrzeby. Tu rodzina na sporą dowolność w wyborze dziecka . Nie macie szkolenia na rz, tu jest problem. Sąd może jednak ( jeśli chce ) ustanowić rodzinę zastępczą tymczasowo i zobowiązać was do ukończenia szkolenia. Radzę już się na to szkolenie zapisać bo to "lepiej" wygląda .


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 66 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group