Wyświetl temat - Rodzina zastępcza jako próba "obejścia" adopcji - czy warto?

Ogłoszenie!

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 137 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 10  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 30 gru 2015 18:25 
Offline
Awatar użytkownika
Moderator

Rejestracja: 29 gru 2015 22:11
Posty: 405
Temat, który chciałbym poruszyć bardzo mnie intryguje i już od jakiegoś czasu przymierzam się do napisania większego artykułu. Jednak informacje, które posiadam powodują, że czuję pewien niedosyt, co mogłoby się przełożyć na małą obiektywność tekstu.
Wraz z żoną prowadzę pogotowie rodzinne (a dokładniej żona ze mną) i wielokrotnie zdarzały nam się próby ominięcia kolejki ustawionej do bycia rodzicem adopcyjnym, wykorzystując możliwość bycia rodzicem zastępczym z perspektywą adopcji.
Już na etapie szkolenia na rodziców zastępczych, były w naszej grupie rodziny, które nawet nie ukrywały tego faktu (ile było takich, które nie chciały się do tego przyznać?).
Od tego czasu spotkaliśmy się z takimi sytuacjami wielokrotnie, ponieważ rodziny kończące kurs na rodziców zastępczych muszą gdzieś odbyć praktyki i często robią to w naszym pogotowiu. Majka (moja żona) „ma gadane” i zawsze bierze udział w panelu kończącym takie szkolenie (jest to spotkanie z osobami reprezentującymi sądy, urzędy i rodziców zastępczych działających w różnym charakterze), więc zdarzało nam się, że na osiem rodzin kończących szkolenie, sześć przyszło na praktyki do nas (mimo, że rodzin zastępczych w naszym powiecie jest kilkadziesiąt). Wiemy więc, że takie zdarzenia nie są marginalne.
Bywa też, że dzieci, które odchodzą z naszego pogotowia trafiają do rodzin zastępczych, które nie wyobrażają sobie możliwości powrotu dziecka do rodziny biologicznej (chociaż teoretycznie taki cel przyświeca rodzinom zastępczym). Rodzice tacy niestety są targani rozmaitymi emocjami. Z jednej strony miłość do dziecka a z drugiej świadomość, że mama biologiczna ciągle walczy o jego odzyskanie (najczęściej tylko słowami – ale jednak). Możliwość powrotu ich ukochanego dziecka do mamy biologicznej jest często największą udręką w ich życiu, zwłaszcza że rodzina zastępcza nie może utrudniać kontaktów dzieci z ich rodzicami biologicznymi. Dopóki sąd nie odbierze rodzicom biologicznym prawa do ich dziecka (co w praktyce daje rodzinie zastępczej otwartą drogę do rozpoczęcia procesu adopcyjnego), każda opcja jest możliwa. Zastanawiam się, czy warto podejmować taki wysiłek (głównie natury emocjonalnej)?
Do tego dochodzi często fakt, że dzieci, które u nas przebywają nie są „do końca” zdrowe. Mimo tego, rodzice się na nie decydują, bo wiedzą, że na adopcję nie mają szans lub ten proces przerasta ich w aspekcie czasowym.
Dochodzą też przypuszczalnie pewne wątpliwości natury moralnej (inni czekają a ja poniekąd wpycham się bez kolejki). Czy fakt, że jest to często jedyna możliwość na pojawienie się dziecka w rodzinie, usprawiedliwia takie zachowanie?

Ciekawy jestem jakie jest Wasze zdanie, niezależnie od tego, czy jesteście już rodzicami zastępczymi lub adopcyjnymi, czy jeszcze kandydatami lub patrzycie na to „okiem obserwatora”.

P.S. Jest to mój pierwszy post na tej stronie (pomijając „przedstawienie się”), więc starałem się w szczególny sposób zastosować do regulaminu. Wprawdzie niektóre posty „muskały” temat, który tutaj poruszyłem, jednak chyba nikt nie odniósł się do tego problemu w sposób bezpośredni.
Jeżeli jednak Admin uzna inaczej i mnie „wykasuje”, to nie będę miał pretensji.
Pozdrawiam wszystkich, przy okazji życząc wszystkiego dobrego w Nowym Roku.

_________________
Nie pytaj "dlaczego?". I tak nie uzyskasz odpowiedzi.

Adres bloga o naszym pogotowiu:
http://pikusincognito.blogspot.com


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 31 gru 2015 00:32 
Offline
Awatar użytkownika
Moderator
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 23 lut 2010 01:00
Posty: 5694
Pikuś Incognito witaj na forum NB =ooo*
z zainteresowaniem przejrzalam wczoraj bloga i nie ukrywam ze bylam ciekawa czy i na naszym forum zagoscisz na dluzej
mam nadzieje, ze tak
aha, i moderator nie ruszy i nie zmieni tego jakze ciekawego tematu ;-) i kontrowersyjnego jak sam zauwazyles
dziekuje tez ze miales odwage poruszyc tak delikatne kwestie

jestem rodzicem ado, w trakcie podejmowania decyzji o adopcji, rozwazalismy sciezke przez RZ. zrezygnowalismy - jako po pierwsze zbyt skomplikowana jak dla nas (procedury, procedury, procedury) oraz - w naszych oczach - nie do konca fair. zdalismy nasze losy w rece bardzo doswiadczonej kobiety - prowadzacej nas wtedy psycholog - i chyba sie udalo ;-)

aczkolwiek, znam rodzine teraz ado i RZ jednoczesnie. pierwotnie - byli oni tylko RA. odwiedzajac swoja pierwsza corke w jej owczesnej RZ, zdecydowali (konkretnie to ona zdecydowala) ze chce w ten sposob zyc - wlasnie prowadzac PO i/lub RZ. przeszli szkolenie, w miedzy czasie adoptowali syna. mieli juz pare lat doswiadczenia z dziecmi w roznym wieku i roznymi obciazeniami, historiami. byla u nich dlosc dlugo dziewczynka, jej sytuacja prawna sie uregulowala jak Mała miala jakies 1,5 roczku. twierdza ze wcale nie mysleli o jej adopcji. po uregulowaniu sytuacji prawnej Malej, zostala zgloszona do adopcji, nawet odwiedzali ja przyszli / potencjali RA. wtedy zachorowala, wyladowala w szpitalu. Ona mowi ze to byl moment przelomowy, ze wtedy zrozumiala ze kocha te Mala jak corke. BYlo to ogromnie trudne dla wszystkich, szczegolnie dla OA i potencjalnych RA. ale RZ wystapila z wnioskiem o adopcje, walczyla w sadzie i wygrala. Sa rodzina juz z 2 lata.
koszty: nadal matka Malej sie trzesie z nerwow, gdy opowiada w okrojonej bardzo wersji ich historie. wg mnie ma poniekad moralnego kaca nadal.
plusy: milosc, rodzina, corka

podsumowujac: wydaje mi sie ze gdy zapyta sie osoby, ktore wybraly taka droge do adopcji, kazdy powie "nie zaluje" , "warto bylo" - no bo jakżeby inaczej. przeciez w ten sposob zbudowano rodziny
natomiast sama jestem niezmiernie ciekawa opinii tych, ktorzy takiej sciezki nie wybrali

_________________
Kiedy Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 31 gru 2015 11:22 
Offline

Rejestracja: 06 wrz 2012 15:13
Posty: 2843
Pracując w oa miałam do czynienia z co najmniej trzema przypadkami, gdy zamiast ra utworzono rz dla dziecka z poważnymi deficytami zdrowotnymi. Sprawa dotyczyła dzieci z uregulowaną sytuacją prawną, które teoretycznie mogły być adoptowane, ale nikt takiego wyzwania nie podjął. Zgłaszały się za to rz, wtedy jeszcze nie specjalistyczne, które dzięĸi temu rozwiązaniu mogły liczyć na jakieś wsparcie finansowe. Uważam, że na tamete czasy (brak rozwiązań prawnych w postaci zrz) było to bardzo dobre rozwiązanie, które choć prawnie nie dawało dziecku "prawdziwe" rodziny, to jednak pozwalało mu zamieszkać w domu wraz z rodzicami (wszyscy deklarowali, że chcą być dla dzieci po prostu mamą i tatą). Z tego co sie orientuję, bardzo podobnie jest dzisiaj w przypadku rodzin specjalistycznych dla dzieci niepełnosprawnych - jest to opieka dlugoterminowa, więzi jak w ra. Dziecko zyskuje szansę na rozwój, a rodzic w zamian za rezygnację ze swojego życia zawodowego, otrzymuje rekompensatę finansową oraz środki, które pozwolą wspomagać rozwój dziecka chociaż na średnim poziomie.
Rozumiem jednak, że temat dotyczy głównie dzieci raczej zdrowych. Te 10 lat temu, gdy byłam w temacie nawet wśród ośrodków zdarzały się różne wizje; jedne taką drogę tępiły, inne wręcz zalecały, wyszukując głównie dzieci z nieuregulowaną sytuacją, gdzie była docelowo szansa na adopcję. Nie patrzę z perspektywy kogoś, kto czeka w kolejce ani kogoś, kto chce ją ominąć. Moja perspektywa na tamten czas to perspektywa bardzo zaangażowanej młodej dziewczyny, która chce zmienić świat ;-) Patrząc na dzieci w dd, których sprawy w sądzie ciągną się latami, a rodzicom "odpala" miłość z doskoku, byłam przekonana, że rz z perspektywą adopcji jest lepsza niż taka wegetacja. Ale zdarzyła się historia, w której malutka dziewczynka poszła do rodziny, a potem skutecznie upomniał się o nią tata. No i dramat.
Mój wniosek jest taki, że cały system powinien być przebudowany. Dawanie szansy rodzicom w nieskończoność marnuje życie dzieci i wydłuża kolejki w oa. Z drugiej strony zbyt pochopne umieszczanie ich aktualnie w roz stwarza pozór mnóstwa porzuconych dzieci w Polsce i to trochę demoralizuje, prowadząc niektórych do omijania kolejek. A nie wszystkie dzieci są porzucone, wiele rodzin wymaga po prostu reedukacj, wsparcia asystenta i być może gdyby zastosowano te środki prewencyjnie, nie byłoby potrzeby dyskutować o rz dla dziecka, którego matka musi po prostu stanąć na nogi.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 31 gru 2015 11:26 
Offline

Rejestracja: 12 paź 2014 19:54
Posty: 356
Pikuś Incognito chcę się odnieść tylko do jednego, bardzo kontrowersyjnego zdania. Szokuje mnie w Twojej wypowiedzi głównie dlatego, że mając tak duże doświadczenie prezentujesz podejście stereotypowe, usprawiedliwione niejako u nowicjuszy, ale u weteranów dziwne :D

Pikuś Incognito pisze:
Dochodzą też przypuszczalnie pewne wątpliwości natury moralnej (inni czekają a ja poniekąd wpycham się bez kolejki). Czy fakt, że jest to często jedyna możliwość na pojawienie się dziecka w rodzinie, usprawiedliwia takie zachowanie?

Uważam, że to co pisz jest krzywdzące dla rodzin, które wybrały tę ścieżkę. Każda rodzina adopcyjna ma prawo wyboru drogi do dziecka - mogą zdecydować się czekać w "kolejce" w OA (umówmy się, że jest uczciwie i nie ma takich, którzy w dziwny sposób dostają propozycję od razu, a inni czekają miesiącami lub latami), mogą adoptować ze wskazaniem, co jest obecnie utrudnione przez nowelizację ustawy oraz zdecydować się na przyjęcie dziecka do rodziny zastępczej z założeniem, że po uregulowaniu sytuacji prawnej to dziecko adoptują. Każda z opcji ma swoje plusy i minusy, ale też na każdą można się zdecydować, ponieważ jest legalna. Przykre jest twierdzenie, że ktoś komuś wepchnął się w kolejkę, bo wybrał drogę przez RZ. Nie wepchnął, ale wziął na siebie ogromne ryzyko, na które może, ale nie chce, zdecydować się każdy.
Znam wiele rodzin adopcyjnych, w każdej z tych grup i to, co najbardziej zaskakuje to fakt, że dziecko adoptowane przez RZ wydają się najbardziej dopasowane do rodziców adopcyjnych. Tyle, że to temat na inny wątek :)


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 31 gru 2015 12:33 
Offline
Awatar użytkownika
Moderator

Rejestracja: 29 gru 2015 22:11
Posty: 405
wako bardzo się cieszę, że masz takie zdanie. W zasadzie zgadzam się z Tobą w stu procentach. W tekście, który napisałem na początku, staram się nikogo nie oceniać, a jedynie zwrócić uwagę na możliwość wystąpienia pewnych sytuacji w momencie gdy rodzina zastępcza chce wziąć dziecko z myślą o jego adoptowaniu.
Wątpliwości natury moralnej (o których pisałem), to nie są moje wątpliwości, ale tych rodziców zastępczych, którzy do nas przychodzą. Zdarzyło nam się, że mama zastępcza mówiła nam, że chcieli zapisać się do OA, ale mają zbyt krótki staż małżeński a dziecko chcą mieć teraz, a nie za kilka lat. W jej oczach widziałem pewnego rodzaju zawstydzenie.
Jednak dla nas (jako pogotowia rodzinnego) najważniejsze jest dobro dziecka. Nie jest więc ważne kim jest rodzina, do której idą nasze "pociechy". Istotne jest to, aby dziecko trafiło do niej jak najszybciej i było kochane.
Ale wracając do mojego artykułu. Rzuciłem kilka pytań, ponieważ jestem ciekawy co inni na ten temat myślą. Być może "wsadziłem kij w mrowisko". Mam tylko nadzieję, że dyskusja (o ile taka się rozwinie) będzie merytoryczna i mimo wszystko będzie przebiegać w miłej atmosferze.

_________________
Nie pytaj "dlaczego?". I tak nie uzyskasz odpowiedzi.

Adres bloga o naszym pogotowiu:
http://pikusincognito.blogspot.com


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 31 gru 2015 13:29 
Offline

Rejestracja: 06 wrz 2012 15:13
Posty: 2843
Wiecie co, jest jeszcze jeden aspekt "omijania kolejki" - dobro dziecka. Piszecie o tym, że rz z zamiarem adopcji ogromnie ryzykuje przywiązanie do dziecka, tworzenie więzi, która może zostać zerwana, bo nigdy do końca nie wiadomo jak sprawa się potoczy. Aktualnie, właśnie jako już nie-nowicjuszka, zadaję pytanie na ile uczciwe wobec dziecka jest takie działanie. Bo nawet jeśli maluch po powiedzmy dwóch latach będzie musiał postanowieniem sądu wrócić do rodziny biologicznej, rz przeżyje dramat, ale to dorośli ludzie - wiedzieli na co się decydują, pozbierają się jakoś, choć serdecznie współczuję sytuacji. A dziecko? Dla niego dwa lata w dobrym domu, w którym było kochane to często całe życie, które potem ma lec w gruzach plus perspektywa budowania wszystkiego od nowa z rb. Oczywiście, wiem, że jest opcja spotkań z rb, tzw. łagodnego przejścia, odpowiedniego wytłumaczenia dziecku jego sytuacji i zasad bycia w rz. Tak :roll: Ale w praktyce ktoś, kto nastawia się na wychowywanie tego dziecka, raczej będzie mówił mu o przyszłości, dążył do więzi rodzicielskiej. Czy to wina takiego rodzica? Czy możliwy jest dystans do dziecka, z którym się zyje i pragnie żyć przez najbliższe lata, dla którego czuje się rodzicem?
Poza tym dziecku można tłumaczyć, edukować, itp., ale im mniejsze i im bardziej zranione dziecko, tym bardziej w relacjach kierują nim nie rozum, ale emocje. Trudno żyć z wiedzą, że ktoś, kto kocha najbardziej na świecie, układa do snu, przykleja plasterek na zraniony paluszek - może być opiekunem tylko na jakiś czas. Dla dziecka te pierwsze lata są najważniejsze dla rozwoju. Z perspektywy rozwoju dziecka pozwalanie na tworzenie więzi w sytuacji ryzyka, że zostaną zerwane jest bardzo dyskusyjną kwestią. Oczywiście piszę z perspektywy, w której dobra stabilna więź z dorosłym jest dla dziecka najistotniejsza.
Podkreślam, że nie potępiam, raczej stawiam pytania. Nie jestem przeciwnikiem tej opcji, raczej zachowuję serdeczny dystans. Serdeczny, ponieważ wiem, że osoby, które się na to decydują mają najczęściej pozytywną motywację.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 31 gru 2015 14:54 
Offline

Rejestracja: 12 paź 2014 19:54
Posty: 356
Pockahontas pisze:
rz z zamiarem adopcji ogromnie ryzykuje przywiązanie do dziecka, tworzenie więzi, która może zostać zerwana, bo nigdy do końca nie wiadomo jak sprawa się potoczy

Wchodzisz tutaj w kolejny kontrowersyjny temat - czy RZ powinna wiązać się emocjonalnie z dzieckiem czy nie. Nie ma znaczenia czy dziecko trafia z zamiarem adopcji przez RZ. Szkoły są dwie - wiązać i nie wiązać. Wśród psychologów szkolących w Mopsach RZ oraz pracowników OA oczywiście NIE WIĄZAĆ, bo to dla dziecka trauma, że za jakiś czas trzeba będzie więź zrywać i ono na tym ucierpi. Lepiej zachować dystans, dbać o dziecko, ale nie kochać. Tak może myśleć tylko teoretyk, który nie miał u siebie dzieci zastępczych, dla którego w teorii tak to powinno wyglądać.
Tyle, że teoria sobie, a życie sobie. Z moich obserwacji i praktyki wynika coś dokładnie odwrotnego - dziecko trafiające w pieczę zastępczą potrzebuje przede wszystkim otoczenia ciepłej, kochającej/lubiącej cioci, która zastąpi mamę na ten czas, który dziecku przyjdzie u niej spędzić. Dzieci kochane w rodzinach zastępczych rozwijają się o wiele lepiej niż w tych, gdzie zapewniony mają wprawdzie "wikt i opierunek", ale traktuje się je jak przechodnią paczkę, która dzisiaj jest, a jutro już nie. Dziecko rozwija się w miłości, nie w dobrobycie. Owszem, za jakiś czas więź może musieć zostać zerwana, ale o wiele lepiej rokują dzieci, które nauczyły się nawiązywać właściwą więź i została ona zerwana niż te, którym nie udało się przywiązać do opiekuna. Tego samego zdania jest pani Szumiło, z którą na ten temat rozmawiałam i która omawiała kwestie przywiązania w kilku publikacjach.

Pockahontas pisze:
Bo nawet jeśli maluch po powiedzmy dwóch latach będzie musiał postanowieniem sądu wrócić do rodziny biologicznej, rz przeżyje dramat, ale to dorośli ludzie - wiedzieli na co się decydują, pozbierają się jakoś, choć serdecznie współczuję sytuacji.

Po 2-letnim pobycie w RZ, zwłaszcza bardzo małych dzieci, przejście do RA czy biologicznej jest dramatem i nie ma tu związku z chęcią adopcji lub nie przez RZ.
Pockahontas pisze:
Z perspektywy rozwoju dziecka pozwalanie na tworzenie więzi w sytuacji ryzyka, że zostaną zerwane jest bardzo dyskusyjną kwestią

Nie pozwalanie na stworzenie więzi jest rzeźnią na uczuciach dziecka i brak więzi w tym okresie jest najgorszym, co może się przytrafić. Kochane i właściwie przywiązane dziecko nawet jeżeli traci opiekuna i przechodzi do innego domu (niezależnie jakiego) jest w o wiele lepszej sytuacji. Jeżeli dzieje się to stopniowo, poznaje nowych rodziców, ma czas na oswojenie i polubienie, straty są zminimalizowane do maksimum.

Pockahontas pisze:
Podkreślam, że nie potępiam, raczej stawiam pytania

Pytania, które postawiłaś negują rolę RZ - skoro, jak piszesz, budowanie więzi z dzieckiem w RZ jest błędem, bo straci ono opiekuna, to bezcelowe jest tworzenie rodzin zastępczych. Można zostać przy opcji umieszczania w domach dziecka, gdzie maluch nie ma szans nawiązania więzi i gdzie niestety pozostaje okaleczony emocjonalnie na całe życie. Uprzedzając, tak, część osób wyrosłych w DD jest całkiem "normalna", to pewnie skutek wielu czynników po drodze, zdecydowana większość nie radzi sobie z dorosłością i to jest dramat. Dlatego tak ważne jest odchodzenie od palcówek na rzecz wzrastania w rodzinie zastępczej. Jest to proteza tyle, że najbardziej zbliżona do środowiska naturalnego.

Pockahontas pisze:
Wiecie co, jest jeszcze jeden aspekt "omijania kolejki" - dobro dziecka

O tym sławetnym "dobru dziecka", które jak wiemy na każdym etapie jest tylko frazesem, mówi się wiele. Przy adopcji przez RZ zapomina się jakby o podstawowym plusie tej opcji - jeżeli dziecko trafia decyzją sądu do RZ i ona je adoptuje, to na swojej drodze ma o 1 zerwaną więź mniej i to jest najcenniejsze.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 31 gru 2015 16:08 
Offline
Awatar użytkownika
Moderator

Rejestracja: 29 gru 2015 22:11
Posty: 405
Zgadzam się z wako ze wszystkimi jej twierdzeniami, poza jedną sprawą.
Nie wiem jak to wygląda w innych PCPR-ach czy OA, ale u nas od początku jest kładziony nacisk na to aby nawiązywać więzi. Byliśmy szkoleni metodą Pride, która jest dosyć popularna, więc myślę że również inne ośrodki w Polsce raczej nakłaniają do nawiązywania więzi (a nie odwrotnie). Mieliśmy jak do tej pory kontakt z dwoma OA i tutaj sytuacja wygląda dokładnie tak samo.
Zwłaszcza w przypadku bardzo małych dzieci nawiązywanie więzi jest konieczne, ponieważ trzeba te dzieci tego nauczyć. Głównie kilka początkowych miesięcy życia jest bardzo ważnych. Jeżeli ten okres się zaniedba, to takie dziecko może nigdy nie potrafić nawiązać właściwych relacji w przyszłej rodzinie (zarówno jako dziecko, jak też jeszcze później jako rodzic).
Natomiast jeżeli dziecko nauczy się nawiązywania więzi, to przejście do nowej rodziny nie jest dla niego traumatyczne (kiedyś też myślałem, że jest inaczej). Ważne jest tylko, aby dać mu czas na nawiązanie więzi z nowymi rodzicami i stopniowe wygaszanie z dotychczasowymi. W praktyce wygląda to bardzo różnie. Mieliśmy chłopca, którego nowi rodzice przyjeżdżali do nas dzień w dzień przez prawie miesiąc (prawie mieszkali z nami), bo widzieliśmy że dziecko przez długi czas jeszcze nie było gotowe na zerwanie więzi z nami. Jednak coraz więcej czasu zaczął spędzać z nowymi rodzicami, wyjeżdżać na wycieczki, w późniejszym okresie zaczął poznawać nowy dom, przyszłą rodzinę. Pewnego dnia wyjechał jak zawsze, tylko po prostu nie wrócił na noc. Nie było płaczu, tęsknoty, po prostu od któregoś momentu miał dwie rodziny, z którymi się identyfikował. Mniej więcej tak wyglądają rozstania z naszymi dziećmi, chociaż w większości przypadków ilość spotkań jest mniejsza (ale w naszej ocenie wystarczająca).
Z kolei jeśli chodzi o sytuacje, gdy dziecko po kilku latach wraca do rodziców biologicznych (bo ci się "ogarnęli"), to bazując na własnym doświadczeniu (i innych rodziców zastępczych z naszego powiatu) mogę stwierdzić, że są one niezmiernie rzadkie. W sądach rodzinnych też przecież pracują ludzie, dla których dziecko nie jest przedmiotem. Fakt, że dziecko ma nawiązane silne więzi z rodzicami zastępczymi jest niezmiernie ważny i to że rodzic biologiczny nagle się "naprawił" nie ma często większego znaczenia.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której może niewielu wie. Jeżeli po 18 miesiącach od momentu odebrania dziecka rodzicom, ci niewiele robią w kwestii dokonywania zmian w swoim życiu (mimo, że nawet w miarę regularnie odwiedzają dziecko - co kiedyś było sprawą najważniejszą), można złożyć wniosek do sądu o odebranie praw rodzicielskich. Nie może tego zrobić dotychczasowa rodzina zastępcza, ale już PCPR - tak. W tym momencie dotychczasowi rodzice zastępczy muszą albo podjąć decyzję o adopcji, albo pozwalają dziecku odejść do innej rodziny adopcyjnej. Tak czy inaczej dziecko jest kierowane do ośrodka adopcyjnego.

_________________
Nie pytaj "dlaczego?". I tak nie uzyskasz odpowiedzi.

Adres bloga o naszym pogotowiu:
http://pikusincognito.blogspot.com


Ostatnio zmieniony 31 gru 2015 16:53 przez Pikuś Incognito, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 31 gru 2015 16:27 
Offline

Rejestracja: 12 paź 2014 19:54
Posty: 356
Pikuś Incognito pisze:
Nie wiem jak to wygląda w innych PCPR-ach czy OA, ale u nas od początku jest kładziony nacisk na to aby nawiązywać więzi. Byliśmy szkoleni metodą Pride, która jest dosyć popularna, więc myślę że również inne ośrodki w Polsce raczej nakłaniają do nawiązywania więzi (a nie odwrotnie). Mieliśmy jak do tej pory kontakt z dwoma OA i tutaj sytuacja wygląda dokładnie tak samo.

Spotkałam się z innym podejściem dlatego o tym pisałam. Niemniej cieszę się bardzo, że nie jest to normą. Dla mnie nieludzką, do której nigdy się nie stosowałam :)


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 31 gru 2015 20:24 
Offline

Rejestracja: 06 wrz 2012 15:13
Posty: 2843
Nigdzie nie napisałam, że należy unikać tworzenia więzi z dzieckiem w pieczy zastępczej. Musi to byc więź wyważona, mądra. Czym innym jest opiekna nad dzieckiem w rpo nastawionym na krótki pobyt wspierający dziecko a czym innym tworzenie więzi rodzic-dziecko w rz, która nie ma 100% pewności, że zostaną podtrzymane. I uważam, że jeśli taka więź została już stworzona (jest już po fakcie), to należy stanąć na głowie, by ją podtrzymać i usankcjonować prawnie poprzez adopcję, a jeśli to niemożliwe z jakichś powodów, pozwolić dziecku na pozostanie w aktualnej rodzinie zastępczej. Czym innym z kolei jest świadome budowanie relacji rodzic-dziecko w sytuacji, gdy wiadomo, że z jakichś względów dziecko pozostanie w rz do pełnoletności. Nie jes to może rozwiązanie idealne, ale na pewno dobre dla rozwoju dziecka.

Wako, fakt, nie jestem zwoleniczką rodzin zastępczych długoterminowych. Dla mnie uzasadnione są pogotowia, powrót do rb lub adopcja. Świat idealny nie jest i zawsze zostaną jakieś dzieci, które takiej formy opieki będą potrzebować, ale to proteza, jak napisałaś. A proteza może być lepiej lub gorzej dopasowana. To osobny temat i zdaję sobie sprawę, że wiele osób może mojego stanowiska nie podzielać. Szanuję to.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 01 sty 2016 00:08 
Offline
Awatar użytkownika
Moderator

Rejestracja: 29 gru 2015 22:11
Posty: 405
Trochę nam dyskusja zeszła na boczny tor, zaczęliśmy rozmawiać o więziach – niech i tak będzie.
Myślę, że w zasadzie mówimy o tym samym, chociaż może innymi słowami. Spróbuję trochę usystematyzować informacje na ten temat, aby każdy kto chciałby się ewentualnie włączyć do rozmowy miał jakiś punkt odniesienia.
Czym więc są więzi? Sięgając do definicji, jest to „trwała forma związku emocjonalnego między konkretnymi osobami”.
My tutaj rozmawiamy o więzi bezpiecznej, związanej z poczuciem bezpieczeństwa, zadowolenia, przyjemnością z przebywania w pobliżu rodzica, kiedy rozłąka z nim powoduje stres i poczucie zagrożenia.
Istnieją też inne rodzaje więzi np. ambiwalentna (kiedy rodzic jest niestały, nieprzewidywalny w reakcjach), unikająca (rodzic długotrwale nieobecny – dziecko sprawia wówczas wrażenie niezależnego, samowystarczalnego), zdezorganizowana (rodzic zaniedbuje dziecko, stosuje przemoc, jest niebezpieczny).
Tak więc dzieci nawet z najbardziej zaniedbanych środowisk uczą się nawiązywać pewien typ więzi, które niestety w dorosłym życiu powodują występowanie poważnych problemów z nawiązywaniem relacji z innymi osobami, niskie poczucie własnej wartości, problemy emocjonalne, psychiczne itd.
Uważam więc, że nawiązywanie więzi jest czymś naturalnym, jeżeli można tak powiedzieć – instynktownym. Nie ma więc znaczenia czy mówimy o rodzinie biologicznej, adopcyjnej, zastępczej, rodzinnym domu dziecka czy pogotowiu rodzinnym. Kluczową rzeczą jest tutaj przynajmniej jeden stały opiekun (dlatego też jakiś czas temu zdecydowano o umieszczaniu dzieci w rodzinach zastępczych, zamiast w domach dziecka).
Problemem może więc być nie chęć nawiązywania więzi, ale próba ich unikania.
Chciałbym być dobrze zrozumianym – świadomym działaniem nie jest chęć nawiązywania więzi (bo to jest naturalne) ale z jakichś powodów unikanie nawiązywania więzi.
W przypadku dziecka może to być podświadoma obrona przed ponownym odrzuceniem.
Jak jednak można to tłumaczyć w przypadku rodziców zastępczych?
Nie wiem.
My jesteśmy pogotowiem rodzinnym, w którym dzieci przebywają kilka-kilkanaście miesięcy. Jednak mimo to, kochamy je tak samo jak własne dzieci. Wiemy, że w którymś momencie od nas odejdą, jednak to niczego nie zmienia. W końcu każde dziecko kiedyś założy swoją rodzinę i odejdzie. Nie można się przed tym bronić, trzeba się z tego cieszyć.

Oj chyba coraz bardziej brnę w tym temacie. Zamiast rozjaśniać, jeszcze bardziej gmatwam.
Idę więc witać Nowy Rok, bo już dzieci się pytają, co tak długo dzisiaj pracuję?

Życzę wszystkim wiele radości w nadchodzącym roku, cierpliwości, wytrwałości.
Trzymajcie się.

_________________
Nie pytaj "dlaczego?". I tak nie uzyskasz odpowiedzi.

Adres bloga o naszym pogotowiu:
http://pikusincognito.blogspot.com


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 01 sty 2016 21:21 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia
Moderator
Mateczka

Rejestracja: 21 sie 2009 00:00
Posty: 4106
Pikuś Incognito witaj na forum =ooo* fajnie, że jesteś, a jeszcze lepiej, że poruszyłeś taki ciekawy temat.
Jeśli o mnie chodzi to ja podziwiam osoby, które wybierają tą drogę. Nigdy nie pomyślałam o nich, że są cwaniakami omijającymi kolejkę. Być może zdarzają się i takie osoby. Jednak nie uważam aby było to normą.

wako pisze:
Przykre jest twierdzenie, że ktoś komuś wepchnął się w kolejkę, bo wybrał drogę przez RZ. Nie wepchnął, ale wziął na siebie ogromne ryzyko, na które może, ale nie chce, zdecydować się każdy.
mam identyczne zdanie

Ja nie zdecydowałabym się na zostanie RZ z zamierzeniem przekształcenia na RA z tej samej przyczyny, z jakiej nie podjęłabym się AZW. Dla mnie, jako rodzica adopcyjnego ogromne znaczenie ma niejawność adopcji. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której RB mojego dziecka znają moje dane, wiedzą gdzie mieszkam itp. Nie są to obawy o to, że RB mogą chcieć odebrać mi dziecko. Czułabym się przez całe życie obserwowana. Byłoby to dla mnie dużym obciążeniem psychicznym, nieświadomie przenoszonym także na dziecko.

_________________
09.2013 serduszkowa córeczka
01.2017 zaczynamy po raz drugi


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 02 sty 2016 01:08 
Offline
Awatar użytkownika
Moderator

Rejestracja: 29 gru 2015 22:11
Posty: 405
Go30, osobiście gdybym chciał adoptować dziecko, też nie chciałbym aby rodzice biologiczni dziecka znali moją rodzinę, nasz adres - pewnie żyłbym w ciągłym strachu, że może nawet za kilka lat staną w progu mojego domu.
Z tego co wiem, aktualnie istnieją pewne sugestie, aby rodzice adopcyjni utrzymywali kontakty z rodzicami biologicznymi dziecka (w imię wiedzy o "korzeniach"). Też nie do końca to rozumiem.
Rodzice adopcyjni otrzymują wszelką dokumentację o swoim nowym dziecku (również o jego rodzicach). Moim zdaniem, ich decyzją jest, jaki zrobią z tego użytek.

Jednak wracając do rodziców zastępczych dzieci, które od nas odchodzą, to mam wrażenie, że potrafią oni zaakceptować wszystko, aby tylko dziecko, które do nich trafia, było wreszcie "ich dzieckiem".
Kiedyś nawet ja byłem zbulwersowany faktem, że rodzice biologiczni dostali do wiadomości pismo skierowane do sądu przez przyszłych rodziców zastępczych (docelowo adopcyjnych), w którym było ich "curriculum vitae", łącznie ze stanem majątkowym i uzyskiwanymi dochodami. Nowi rodzice przeszli nad tym do porządku dziennego. Podejrzewam, że wyszli z założenia, że "cel uświęca środki".

No cóż "c'est la vie".

_________________
Nie pytaj "dlaczego?". I tak nie uzyskasz odpowiedzi.

Adres bloga o naszym pogotowiu:
http://pikusincognito.blogspot.com


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 02 sty 2016 13:12 
Offline
Awatar użytkownika
Moderator
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: 23 lut 2010 01:00
Posty: 5694
Pikuś Incognito pisze:
Z tego co wiem, aktualnie istnieją pewne sugestie, aby rodzice adopcyjni utrzymywali kontakty z rodzicami biologicznymi dziecka (w imię wiedzy o "korzeniach")
i mnie ogromnie dziwia te sugestie. wrecz wydaje mi sie to absurdalne w europejskim systemie pieczy. moze w USA ... czy mozesz podac gdzie takie sugestie padaja (kraj, czy wojewodztwo, miasto) lub zrodlo takich informacji (jezeli to wyczytane)?

_________________
Kiedy Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostZamieszczono: 02 sty 2016 14:09 
Offline

Rejestracja: 28 lip 2014 10:00
Posty: 38
yennefer23 pisze:
Pikuś Incognito pisze:
Z tego co wiem, aktualnie istnieją pewne sugestie, aby rodzice adopcyjni utrzymywali kontakty z rodzicami biologicznymi dziecka (w imię wiedzy o "korzeniach")
i mnie ogromnie dziwia te sugestie. wrecz wydaje mi sie to absurdalne w europejskim systemie pieczy. moze w USA ... czy mozesz podac gdzie takie sugestie padaja (kraj, czy wojewodztwo, miasto) lub zrodlo takich informacji (jezeli to wyczytane)?

U nas na szkoleniu dla rodzin adopcyjnych prowadzonych programem PRIDE było mówione jak ważne są korzenie dziecka i czy bylibyśmy w stanie zaakceptować kontakty dziecka z jego biologiczną rodziną. Nie chodziło tu tylko o jakieś sporadyczne kontakty w postaci telefonu czy listu raz w roku, ale o kontakty systematyczne. Ja byłam zdziwiona takim podejściem bo może zrozumiałabym jeszcze gdyby chodziło o kontakty z rodzeństwem to ewentualnie mogłabym to rozważyć ale kontakty z rodzicami i resztą rodziny to już dla mnie przesada. Byłam w odosobnieniu z moim podejściem. Może reszta bała się powiedzieć na szkoleniu co o tym myśli lub faktycznie nie będzie im przeszkadzała jak pijana rodzina przyjdzie nie zapowiedzianie w odwiedziny i zrobi niezły "rozpiździel".


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 137 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 10  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group