Wyświetl temat - Wielkie zaskoczenie.

Ogłoszenie!

Strefa czasowa UTC




 [ Posty: 97 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 3, 4, 5, 6, 7  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: sob sty 31, 2015 8:33 pm 
Offline

Rejestracja: wt lip 16, 2013 2:10 pm
Posty: 384
Cytuj:
Myślimy, aby odwiedzić dobrego psychologa zajmującego się zespołem zaburzenia więzi, celem konsultacji, co możemy zrobić na tym etapie i jakiejś charakterystyki dzieci pod tym kątem.


Taki psycholog jest rzadkością, dla niedużych dzieci najlepszym terapeutą jest rodzic. Dobrze Wam idzie z tymi łaskotkami itp. - dotyk jest nieoceniony. :-D


Na górę
  
 
PostZamieszczono: ndz lut 01, 2015 8:43 am 
Offline

Rejestracja: wt gru 03, 2013 9:33 am
Posty: 47
matula pisze:
Cytuj:
Myślimy, aby odwiedzić dobrego psychologa zajmującego się zespołem zaburzenia więzi, celem konsultacji, co możemy zrobić na tym etapie i jakiejś charakterystyki dzieci pod tym kątem.


Taki psycholog jest rzadkością, dla niedużych dzieci najlepszym terapeutą jest rodzic. Dobrze Wam idzie z tymi łaskotkami itp. - dotyk jest nieoceniony. :-D


Obawiamy się tej rzadkości, stąd nic na siłę. Na dzisiaj intuicja mi mówi, żeby robić swoje i się za bardzo nie przejmować opinią RODK.
Co do miesiąca miodowego w naszej sytuacji, to nie wiem czy już był,czy jest nadal. Dzieci od początku wydają się naturalne. Jeśli coś im się nie podoba, to to sygnalizują.
Najfajniejsze były pierwsze dni. Ja to nazywam przeciąganiem liny, gdzie dzieci próbują nas na wszelki sposoby, poprzez wyuczone zachowania z domu dziecka, aby zwrócić na siebie uwagę. Pamiętam sytuację, gdzie podjechaliśmy pod dom i wysiadamy, a dzieci nie. Pytamy dlaczego nie wysiadają a one - bo nie. No to wchodzimy do domu i zaczyna się płacz. Płacz tak przerażliwy, że bałem się, iż sąsiedzi zadzwonią po policję. Po kilku minutach płacz się zakończył i było ponure siedzenie w samochodzie. Po czym dzieciaki zrozumiały, że nic nie zwojują i przyczłapały do domu, jakby nigdy nic. Cały wrzesień był miesiącem płaczu. Starsza dostawała zadania domowe, więc trzeba się uczyć. No i się zaczynało płaczem, że ona nie umie i nie będzie się uczyć. Wyobrażcie sobie, że potrafiła płakać 2 godziny, zanim zrobiła to, o co się ją prosiło. Dziadek miał okazję pojawić się raz, kiedy były płacze. Szybko się zwinął. Młodsza płakała przy innych okazjach, jak nie było po jej myśli. A płakała tak irytująco, że trzeba było brać głębokie oddechy, aby pozostać w równowadze emocjonalnej. Czy to był dla nas ciężki czas- NIE. Pozwalając dzieciaczkom płakać i się złościć poznawaliśmy je. Przytulania były zawsze po tym jak widzieliśmy, że dzieci rezygnują z kontroli, aby widziały, że je kochamy. Do tej pory nie ma dnia bez przytulań i zapewnień, że je kochamy. Nie ma dnia, aby młodsza nie narysowała serca i podpisu dla mamy i taty.
Po decyzji sądu postawiliśmy dzieciom obok łóżek zdjęcie z domu dziecka ramce, aby zawsze mogły wspomnieniami tam wrócić. Całościowo jestem zadowolony, bo za bardzo ni ma się czego doczepić. Pedagodzy nie mają uwag, co do rozwoju dzieci w szkole i zerówce. W zerówce opiekunka ostatnio zasygnalizowała, że nasza córka zrobiła tak ogromne postępy, iż wyprzedza program i nie mamy szans na odroczenie jej z pierwszej klasy.

_________________
Pierwsza wizyta 2010
Warsztaty 11-12 2012
Kwalifikacja 02 2013
Telefon 02 06 2014
I sprawa o przysposobienie 21 08 2014
Piecza od 21 08 2014
13 01 2015 Dzieci są nasze


Na górę
  
 
PostZamieszczono: ndz lut 01, 2015 12:13 pm 
Offline

Rejestracja: wt lip 16, 2013 2:10 pm
Posty: 384
[quote][W zerówce opiekunka ostatnio zasygnalizowała, że nasza córka zrobiła tak ogromne postępy, iż wyprzedza program i nie mamy szans na odroczenie jej z pierwszej klasy./quote]

Oprócz dojrzałosci do nauki jest ważny rozwój emocjonalny, z czym na ogół dzieci z DD mają problemy. Wysłałam do szkoły dziecko rok wcześniej, ale przyszedł moment, gdy okazało się, że nie jest wystarczająco odporna psychicznie.


Na górę
  
 
PostZamieszczono: czw mar 05, 2015 7:25 pm 
Offline

Rejestracja: śr sty 22, 2014 4:22 pm
Posty: 91
Gościslaw,

jak Wasze dziewczynki ? Co u Was ?

Podziel się doświadczeniem :)


Na górę
  
 
PostZamieszczono: ndz mar 08, 2015 8:05 am 
Offline

Rejestracja: wt gru 03, 2013 9:33 am
Posty: 47
Mamy tydzień pod znakiem kaszlu, kataru i wieczornej gorączki. Najpierw młodsza się rozłożyła, potem przeszło na starszą. Dajemy radę bez antybiotyków. Z ważnych wydarzeń- mamy akty urodzenia, numery pesel i zameldowanie dzieci. Uroczyście przedstawiliśmy dziewczynkom ich akty urodzenia i zapewniliśmy, że są z nami na zawsze. Powoli to do nich dociera. Dla nas ważne jest, aby to często słyszały. Nasze dzieci nie znają jeszcze pojęcia na ZAWSZE. Wyobrażcie sobie, że były pytania od naszych dzieci- A jaką mamę wcześniej miała moja koleżanka? A czy zostanie już moja koleżanka ze swoją mamą na zawsze.
Dziewczynki mają już swoje koleżanki i chętnie chodzą do szkoły i przedszkola. Te pół roku z nami bardzo je otwarło na świat i wiedzę.
Jeśli chodzi o terapię zaproponowaną przez RODK to nadal mam mieszane uczucia. Pewno coś w tym temacie ruszy w maju. Przed nami chrzciny w kwietniu, no i emocje z tym związane.
Byłem w domu dziecka po ostatnie dokumenty od dzieci. Zero życzliwości i pytań o dzieci. Dyrektorka nawet się nie przywitała. Żałosne to było dla mnie. Ale takie jest życie. Trzeba mieć twardą pupę i nie przejmować się instytucjami. Za to życzliwość wśród znajomych i obcych, którzy wiedzą o naszej adopcji jest ogromna. Proboszcz do tego stopni się wzruszył tymi chrzcinami, że alby nam załatwi z poprzedniej parafii i sam zaproponował sobotnią mszę, tak aby nam było wygodnie.
Pozdrawiam wszystkich.

_________________
Pierwsza wizyta 2010
Warsztaty 11-12 2012
Kwalifikacja 02 2013
Telefon 02 06 2014
I sprawa o przysposobienie 21 08 2014
Piecza od 21 08 2014
13 01 2015 Dzieci są nasze


Na górę
  
 
PostZamieszczono: śr sie 12, 2015 1:08 pm 
Offline

Rejestracja: czw sty 24, 2013 7:46 pm
Posty: 53
Lokalizacja: właściwa
Trafiam na ten wątek przypadkowo i Goscislaw przyznaję że włosy mi się na głowie zjezyły gdy czytałam o Waszych perypetiach z dyrektorką DD, opiekunem prawnym i badaniem więzi. Przyznaję, że my wspominamy ten czas dobrze. Z Dyrektorem DD widzieliśmy się 2 razy, przy pierwszej wizycie w DD i gdy braliśmy synka do domu. Opiekun prawny super - gdy miałam jakąś wątpliwość ( w czasie w którym synek już był z nami a jeszcze nie było ostatecznej rozprawy) mogłam dzwonić i o wszystko pytać. Dostałam kserokopie książeczki zdrowia (oryginalna książeczkę wraz z lekarstwami i receptami dostałam kiedy zabieraliśmy synka do domu), skierowania do lekarza specjalisty - to o co prosiłam nie stanowiło dla opiekuna prawnego problemu i zostało nam do domu przesłane. Gdy odwiedzaliśmy synka w DD mogliśmy być do 19 ale często przymykano oczy i byliśmy do 20-tej. (do DD mieliśmy 180 km w jedną stronę więc synka odwiedzaliśmy przez dwa miesiące w każdy weekend - nie było możliwości urlopowania). W trakcie naszych spotkań nie mogliśmy wychodzić poza teren DD, ale udostępniano nam duża salę, bibliotekę i plac zabaw i dam mogliśmy swobodnie przebywać. Nikt z nami nie przebywał cały czas, przychodziły Panie, pogadaliśmy, mogłam pytać o różne rzeczy i szły do swoich zajęć z innymi dziećmi. Nie miałam poczucia że ktoś nas cały czas obserwuje, czy zataja jakieś wiadomości. Samo badanie więzi również dobrze wspominam - może dlatego że miało miejsce w OA w którym robiliśmy kwalifikacje.
Synek od roku jest z nami - bywa różnie - raz lepiej raz gorzej - jak to w życiu. Od września idzie do przedszkola - on nie może się doczekać (co przechodzimy koło przedszkola mówi "To moje przedszkole"), a ja wierzę że da sobie radę i że nasze "rozstanie" dobrze przeżyjemy. Dzięki naszej wspólnej "pracy", zabawom, rozmowom, przytulaniu, mówieniu że kochamy, mówieniu o uczuciach, o tym że jesteśmy z niego dumni, że świetnie sobie z czymś radzi, ale i o tym że jest nam smutno, przykro z jakiegoś powodu wyrasta na pogodnego, wesołego chłopca, małą gadułę (gdy go poznaliśmy w wieku 3,5 lat w zasadzie nie mówił, posługiwał się maksymalnie 10 słowami), pełnego energii ciekwaego wszystkiego, chcącego pomagać we wszystkim synka, który właśnie jest na etapie buntu 4-5 latka i testuje granice naszej cierpliwości i wytrzymałości.
Goscislaw a jak wasze dziewczyny?

_________________
25 kwietnia 2014 r. - ten telefon :)
26 czerwca 2014 r. - rodzinka w komplecie :) synek z nami
6 listopada 2014 r. - już na zawsze nasz :)


Na górę
  
 
PostZamieszczono: ndz sie 16, 2015 2:33 pm 
Offline

Rejestracja: wt gru 03, 2013 9:33 am
Posty: 47
Migotka1414 pisze:
Synek od roku jest z nami - bywa różnie - raz lepiej raz gorzej - jak to w życiu. Od września idzie do przedszkola - on nie może się doczekać (co przechodzimy koło przedszkola mówi "To moje przedszkole"), a ja wierzę że da sobie radę i że nasze "rozstanie" dobrze przeżyjemy. Dzięki naszej wspólnej "pracy", zabawom, rozmowom, przytulaniu, mówieniu że kochamy, mówieniu o uczuciach, o tym że jesteśmy z niego dumni, że świetnie sobie z czymś radzi, ale i o tym że jest nam smutno, przykro z jakiegoś powodu wyrasta na pogodnego, wesołego chłopca, małą gadułę (gdy go poznaliśmy w wieku 3,5 lat w zasadzie nie mówił, posługiwał się maksymalnie 10 słowami), pełnego energii ciekwaego wszystkiego, chcącego pomagać we wszystkim synka, który właśnie jest na etapie buntu 4-5 latka i testuje granice naszej cierpliwości i wytrzymałości.
Goscislaw a jak wasze dziewczyny?


To jest właśnie magia miłości.
To, co mnie zaskoczyło, czytając "mądre" książki zachodnich psychologów o adopcji i rozmawiając z rodzimymi psychologami, włącznie z dyrektor domu dziecka, to stwierdzenie- sama miłość nie wystarczy, trzeba mieć przygotowanie psychologiczne itp. aby poradzić sobie z adoptowanym dzieckiem.
Po roku bycia rodzicem adopcyjnym mam swoje przemyślenia i uważam, że właśnie MIŁOŚĆ jest podstawą wszystkiego. mam na myśli tą zdrową miłość, a nie nadopiekuńczość.
Dzieciaki rozwijają się kapitalnie. Zrobiły się spontaniczne i pełne radości połączonej z chęcią poznawania świata.
Zbieram się do napisania większego postu. Sądze, że do końca sierpnia skrobnę więcej o naszych postępach z rozwojem dzieci i naszym jako rodzice adopcyjni.
Jeśli chodzi o doświadczenia z Domem Dziecka i RODKiem to jakoś uszła z tego para i teraz się z tego śmiejemy.

_________________
Pierwsza wizyta 2010
Warsztaty 11-12 2012
Kwalifikacja 02 2013
Telefon 02 06 2014
I sprawa o przysposobienie 21 08 2014
Piecza od 21 08 2014
13 01 2015 Dzieci są nasze


Na górę
  
 
PostZamieszczono: wt wrz 01, 2015 11:57 am 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lip 16, 2012 6:08 pm
Posty: 1046
Goscislaw my na początku drogi i jesteśmy pełni podziwu. Czekam na kolejny długi post bo to już ponad rok pieczy ... zapewne dużo się wydarzyło :)

_________________
niedoczynność tarczycy; nawracające mięśniaki-3 operacje, histero x2;
Artemida:
08.2012 nieudane ICSI
02.2013 nieudane ICSI-1 kom-brak transferu;
07.2013 przygoda z Bocianem bez finału.
Artemida:
dr Z,7.04.14 transfer 4B, 18.04@
11.2014 brak komórek do zapłodnienia


Na górę
  
 
PostZamieszczono: wt wrz 01, 2015 8:02 pm 
Offline

Rejestracja: sob sty 04, 2014 12:39 am
Posty: 166
Goscislaw pisze:
To jest właśnie magia miłości.
To, co mnie zaskoczyło, czytając "mądre" książki zachodnich psychologów o adopcji i rozmawiając z rodzimymi psychologami, włącznie z dyrektor domu dziecka, to stwierdzenie- sama miłość nie wystarczy, trzeba mieć przygotowanie psychologiczne itp. aby poradzić sobie z adoptowanym dzieckiem.
Po roku bycia rodzicem adopcyjnym mam swoje przemyślenia i uważam, że właśnie MIŁOŚĆ jest podstawą wszystkiego. mam na myśli tą zdrową miłość, a nie nadopiekuńczość.


Miłość jest podstawą wszystkiego, ale to nie znaczy, że ta miłość zawsze wystarczy... Super, że Wam się udało, że jest dobrze, ale uwierz też innym - nie w każdym przypadku miłość wystarcza.


Na górę
  
 
PostZamieszczono: śr wrz 02, 2015 2:13 pm 
Offline

Rejestracja: wt gru 03, 2013 9:33 am
Posty: 47
Minął już rok. Szczerze napiszę, czas leci jak z bicza trzasnął. Nawet się nie obejrzeliśmy, a już dzieciaczki chodzą do szkoły. A było tyle obaw, przez ten rok. Nic się nie sprawdziło. Dzieci wrosły w nasz dom, rodzinę, przyjaciół i znalazły sobie swoje koleżanki. Duża tego zasługa mojej wspaniałej żony, która w końcu realizuje swój matczyny instynkt. Ma jeszcze okazje być w domu, do końca września. Potem praca. Czyli dzieciaki miały mamę non stop w domu przez 13 miesięcy. To było dla nas bardzo ważne, wykorzystać pierwszy rok maksymalnie dla dzieci. Udało się. Sądzimy, że teraz będzie nam łatwiej i dzieci będą bardziej samodzielne. A już wyrażają swoją samodzielność, szczególnie starsza.
Co do rozwoju dzieci. Nie sądze, aby słowa oddały postęp w zmianach u dzieciaków. Są ogromne.

Nie obawiajcie się adoptować dzieci. Sądze, że dzieciom bardziej zależy od nas, aby mieć kochającą rodzinę. I wystarczy dać im szansę na rodzinę, wtopią się w nią.
Wyleczyłem się przez ten rok z pomysłu, że muszę dać z siebie wszystko, aby zminimalizować u dzieciaczków traumę adopcji. One w sercu zawsze będą nosić ranę odrzucenia przez biologiczną matkę. Ja zrozumiałem, że moim celem jest nauczyć dzieci normalności i być z nimi w chwilach trudnych, i tych radosnych, aby wiedziały, że mogą się na zaufanej osobie wesprzeć.
A najważniejsze dla moich dzieciaków jest to, że mogą powiedzieć, iż mają MAMĘ i TATĘ na zawsze i tylko dla siebie. Do tej pory młodsza podlatuje do mnie co jakiś czas i woła "mój tatuś, mój", a potem idzie dalej się bawić. Wzruszające!

Przed nami jeszcze, daj Bóg, wiele lat radości i płaczu. Takie jest życie. Ciągły ruch i do przodu.

Za jakiś czas znów skrobnę o naszej historii.

-- 02 wrz 2015 15:23 --

Klimka pisze:
Goscislaw pisze:
To jest właśnie magia miłości.
To, co mnie zaskoczyło, czytając "mądre" książki zachodnich psychologów o adopcji i rozmawiając z rodzimymi psychologami, włącznie z dyrektor domu dziecka, to stwierdzenie- sama miłość nie wystarczy, trzeba mieć przygotowanie psychologiczne itp. aby poradzić sobie z adoptowanym dzieckiem.
Po roku bycia rodzicem adopcyjnym mam swoje przemyślenia i uważam, że właśnie MIŁOŚĆ jest podstawą wszystkiego. mam na myśli tą zdrową miłość, a nie nadopiekuńczość.


Miłość jest podstawą wszystkiego, ale to nie znaczy, że ta miłość zawsze wystarczy... Super, że Wam się udało, że jest dobrze, ale uwierz też innym - nie w każdym przypadku miłość wystarcza.


Rozumiem cię. I wiem, że tak jest. Wiem, również, że oboje inaczej rozumiemy miłość. Miłości trzeba się uczyć. Przede wszystkim do siebie samego. Bo od tego się zaczyna. Sam wiem po sobie, jak dziecko przerażliwie płacze i nie wiesz o co mu chodzi. Chcesz zrobić tak, aby nie płakało, a bezradnie rozkładasz ręce. Często wystarczy po prostu z dzieckiem być. Wtedy dziecko widzi, że manipulacja nic nie daje i się uspokaja. Ja to nazywam jednym z objawów miłości. Po prostu jesteś i wczuwasz się w drugiego człowieka, którego kochasz. Czasem jak młodsza, nazywam ją "myszką" , płacze, to biorę ją na ręce i mówie" połóż sobie główkę na moim ramieniu i płacz" Trochę się wymądrzam, ale taki już jestem. Wiem, że jak sobie teraz pościelę, tak się wyśpię. No i doświadczenie już jedno mam w wychowywaniu. Syn ma 22 lata i teraz widzę jakie błędy popełniłem w przeszłości jako ojciec. A było ich sporo.

_________________
Pierwsza wizyta 2010
Warsztaty 11-12 2012
Kwalifikacja 02 2013
Telefon 02 06 2014
I sprawa o przysposobienie 21 08 2014
Piecza od 21 08 2014
13 01 2015 Dzieci są nasze


Na górę
  
 
PostZamieszczono: sob sty 30, 2016 5:26 am 
Offline

Rejestracja: wt gru 03, 2013 9:33 am
Posty: 47
Sporo czasu upłyneło odkąd podjęliśmy decyzję o adopcji. Prawie 6 lat. A czas tak szybko leci. Nie warto zwlekać z decyzjami. Patrząc w przeszłość dochodzę do wniosku, że obawy jakie mieliśmy w większości się nie sprawdziły, a to co się wydażało na bieżąco było załatwiane. Teraz wszystko wydaje się łatwe. Łatwe, bo przeszliśmy TĄ drogę, nabraliśmy doświadczenia i jest spokój. Przed nami nowe wyzwania.
Dziewczynki nadal mają tyle entuzjazmu do życia co rok temu. Cieszą się każdym drobiazgiem. Czasem zastanawiam się skąd w nich tyle radości z byle powodu. Może właśnie to urzeka w dzieciach, ta ich spontaniczna radość i świeżość. Oby trwała jak najdłużej.
W szkole dzieci nie odstają od innych, a tego się obawialiśmy. Mają swoje tempo nauki i jakoś się tym nie przejmuję.
Wczoraj byłem na spotkaniu z wychowawcą młodszej córki która chodzi do 1 klasy, W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że kobieta nie wie iż córkę adoptowaliśmy i zrobiło mi się fajnie na sercu. Zacierają się granice między poczuciem- adoptowane dziecko a moje dziecko.
Temat wizyty w poradni psychologicznej na razie odłożony. Jakoś o tym zapomnieliśmy, z racji tego, że nic niepokojącego się w rozwoju dzieci nie dzieje.
Plaanuję na wiosnę poszukiwania doświadczonego psychologa ukierunkowanego na pracę z traumą zerwanej więzi. Dla spokojności chcę ten temat dotknąć. Za kilka lat rozpocznie się okres buntu u dziewczynek i warto wiedzieć jak się na niego przygotować i co robić już teraz, aby okres ten złagodzić,
Jeśli ktoś w czytelników zna kogoś kompetentnego, to będę wdzieczny za namiary.

_________________
Pierwsza wizyta 2010
Warsztaty 11-12 2012
Kwalifikacja 02 2013
Telefon 02 06 2014
I sprawa o przysposobienie 21 08 2014
Piecza od 21 08 2014
13 01 2015 Dzieci są nasze


Na górę
  
 
PostZamieszczono: sob sty 30, 2016 2:44 pm 
Offline

Rejestracja: czw lis 13, 2014 10:56 am
Posty: 30
Jak miło czytać Twoje posty. Życzę Wam wszystkiego, co najlepsze i zdawaj relacje jeszcze , proszę :)

_________________
XI 2014 - złożenie dokumentów w OA
IX 2015 -kurs
XII 2015 - kwalifikacje
28 IX 2016 - zadzwonił telefon!
3 X 2016 - poznaliśmy naszą córeczkę :)
9XII 2016 - mamy pieczę
9.03.2017 - razem na zawsze:)


Na górę
  
 
PostZamieszczono: czw sie 18, 2016 8:27 am 
Offline

Rejestracja: wt gru 03, 2013 9:33 am
Posty: 47
Mijają dwa lata, odkąd dzieci są z nami. Bardzo miło wspominam ten czas. Najfajniej patrzy się jak dzieci się zmieniają, staja się naturalne, radosne i bardziej pewne siebie. Już na dobre zamieszkały w naszych sercach.
Wizyta w poradni psychologicznej odłożona, prawdopodobnie na dobre. Przeanalizowaliśmy zmiany jakie zaszły u naszych córek i doszliśmy do wniosku, że na dzisiaj nie ma podstaw do szukania pomocy.
Starsza córka miała dziwny odruch klejenia się do znajomych ciotek i podciotek. Wyglądało to tak, że gdy przychodził czas rozstania widziało się w niej chęć pójścia za nią. Czasami mówiła dzień dobry nieznajomym paniom. Wyczuwało się w niej ciągłą pogoń za akceptacją i tudzież podobnymi uczuciami. Teraz tego nie widzę. Stała się bardziej ufna nam i czuć, że zakorzeniła nas w swoim sercu jako rodziców. Również częściej przychodzi do mnie i się przytula. Wcześniej tego nie było. Sam starałem się wykreować jakieś tam przytualania. Teraz widzę, że przychodzi nam to naturalnie.
Młodsza natomiast w czasie adopcji była kłębkiem lęku. Na widok policji kuliła się i mówiła, że się boi. Lęk wywoływał u niej nawet widok mrówki, lub muchy. Obecnie wiele sytuacji juz nie wywołuje u niej poczucia zagrożenia. W nowych sytuacjach się jeszcze spina, widać jednak, że po czasie staje się bardziej pewna siebie. Widać to nawet po zdjęciach jakie robimy dzieciakom. Coraz częściej w jej oczach gości pokój i takie fajne uczucie dumy.
Z ciekawostek napiszę ciekawe spostrzeżenie. jako, że jesteśmy praktykującymi katolikami, mamy zwyczaj wieczorem z dzieciaczkami modlić się. W trakcie modlitwy jest czas na podziękowania i każdy wypowiada coś, za co jest wdzięczny. Od 2 lat nasze dzieci na samym początku dziękują za Mamę i Tate, a potem za coś tam...... Czasem do modlitwy dołaczają się inne dzieci, jak są z wizytą u nas, lub wacamy z wycieczki z dzieckiem znajomych, zauważyłem, że nigdy jeszcze nie usłyszałem, aby dziękowały za mamę i tatę, jakby było to dla nich oczywiste, że rodzice po prostu są i zawsze będą, tak to sobie tłumaczę. Sam zresztą nie czułem za czasów dziecka, wdzięczności za rodziców. dopiero gdy odeszli poczułem brak. Prawdopodobnie jest tak, że dzieci adoptowane bardziej doceniają to, że są rodzice, bo doświadczyli ich braku. Uważam, że to docenianie jest silnym fundamentem, na którym można budować u dzieciaków poczucie bezpieczeństwa i pewności jutra. Tak się rozpsychologowałem. Uczę się jednak roli rodzica na nowo i wielką radośc mi sprawia towarzyszenie naszym córkom w ich dorastaniu. Jak to ktoś mądry powiedział: "Dzieci wychowuje sie dla świata, a nie dla siebie"
A za chwileczkę juz wrzesień i nowe wyzwania szkolne. Odkryliśmy nowe talenty u dzieciaków i będziemy się starać, aby je szlifowali fachowcy- czyli jakies zajęcia pozaszkolne. Oczywiście w umiarze, czas na zabawę też musi być.
Pozdrawiam wszystkich rodziców adopcyjnych, jak i przyszłych

_________________
Pierwsza wizyta 2010
Warsztaty 11-12 2012
Kwalifikacja 02 2013
Telefon 02 06 2014
I sprawa o przysposobienie 21 08 2014
Piecza od 21 08 2014
13 01 2015 Dzieci są nasze


Na górę
  
 
PostZamieszczono: czw sie 18, 2016 5:44 pm 
Offline
Mateczka
Awatar użytkownika
Mateczka

Rejestracja: wt wrz 17, 2013 12:51 pm
Posty: 3312
Goscislaw to co piszesz jest szalenie piękne!!! :love:
tworzycie rodzinę przez wielkie R! gratuluję i trzymam kciuki za Was i dziewczynki :bigok:

_________________
04.2015 - pierwsza wizyta w OAO
05.2016 - mamy kwalifikację!
04.2017 - Zadzwonił TEN magiczny telefon i poznaliśmy naszego Synka :love:



Na górę
  
 
PostZamieszczono: czw sie 18, 2016 6:26 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr lip 22, 2009 10:00 pm
Posty: 542
Nigdy nikomu niczego nie zazdrościłam, ale Wam zazdroszczę tego co tak szybko udało Wam się stworzyć. Nie wszyscy mają tyle szczęścia...
Goscislaw pisze:
Prawdopodobnie jest tak, że dzieci adoptowane bardziej
doceniają to, że są rodzice, bo doświadczyli ich braku.

To jest Wasze doświadczenie wręcz niesamowite, ale nie wydaje mi się, żeby wszystkie adoptowane dzieci doceniały nowe życie. Często niestety traumatyczne przeżycia tak niszczą psychikę dziecka, że nie umie ono cieszyć się tym co je spotkało. To niestety moje doświadczenia..., ale Wam szczerze życzę samych radosnych, wspólnych dni.


Na górę
  
 
 [ Posty: 97 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 3, 4, 5, 6, 7  Następna

Strefa czasowa UTC


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group