Wyświetl temat - Co myślicie o in vitro mając to już za sobą.

Ogłoszenie!

Strefa czasowa UTC




 [ Posty: 19 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: wt lut 06, 2018 9:12 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob paź 10, 2015 1:10 pm
Posty: 103
Cześć,

Mam pytanie do osób, którym udało się zostać rodzicami dzięki in vito.

Czy patrząc na tę decyzję z perspektywy czasu uważacie ją za dobrą?

Przepraszam, pytanie może głupie, ale przygotowujemy się z mężem do in vitro i tzw. kwestia "etyczna" trochę nam ciąży. Oboje jesteśmy wierzący, ja pochodzę z bardzo katolickiej rodziny.

Jesteśmy pewni, że tego chcemy. Boję się jednak ewentualnych wyrzutów sumienia. Albo tego, że jeśli dziecko urodzi się chore będę się o to obwiniać.

Czy ktoś ma ochotę podzielić się swoimi przemyśleniami?

Wiem, że temat trochę kontrowersyjny, ale przypomnijcie sobie siebie jak walczyliście o swoje małe szczęście. Ja już od 7 lat bezskutecznie chcę zostać mamą. Jestem w totalnej rozsypce.

_________________
starania od 2011
5.2017 pierwsza wizyta w OA -> polecono nam zakończyć leczenie
23.03.18 transfer 2 zarodków - :(
27.04.18 transfer crio :(
11.2018 - druga wizyta w OA -> rozpoczęcie kursu adopcyjnego
aktualnie -> przygotowania do skanu domu...


Na górę
  
 
PostZamieszczono: wt lut 06, 2018 9:52 pm 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: sob kwie 12, 2008 10:00 pm
Posty: 10355
Imaginification pisze:
Cześć,

Mam pytanie do osób, którym udało się zostać rodzicami dzięki in vito.

Czy patrząc na tę decyzję z perspektywy czasu uważacie ją za dobrą?


najlepszą

Imaginification pisze:
Przepraszam, pytanie może głupie, ale przygotowujemy się z mężem do in vitro i tzw. kwestia "etyczna" trochę nam ciąży. Oboje jesteśmy wierzący, ja pochodzę z bardzo katolickiej rodziny.
Jesteśmy pewni, że tego chcemy. Boję się jednak ewentualnych wyrzutów sumienia. Albo tego, że jeśli dziecko urodzi się chore będę się o to obwiniać.

Czy ktoś ma ochotę podzielić się swoimi przemyśleniami?


been there, done that.
Moje przemyślenia w wersji brutalnej są takie: żałuję lat zmarnowanych na przejmowanie się doktryną Kk w kwestii in vitro i szerzej: wspomaganej reprodukcji, bo głębokiemu wejściu w temat zawdzięczam także to, że poza martwieniem się o in vitro dołożyłam sobie jeszcze martwienie się z tytułu popełnionego już grzechu inseminacji ;) Jakbym nie drążyła to bym nie wiedziała ;)
Ale generalnie żałuję, że miało to dla mnie tak wielkie znaczenie, że przez to ściezka mojego leczenia i finalnie macierzyństwo, opóźniły się o dwa lata. Z drugiej strony - mam wspaniałego syna dzięki ICSI i mam go dlatego, bo konkretna komórka spotkała się z konkretnym plemnikiem w konkretnym momencie.
Ponieważ całą ścieżkę otwierania swoich oczu opisałam w książce na bodajże 300 stronach (czy coś koło tego) to nie będę zanudzać nikogo tym ponownie, a napiszę jedynie, że bardzo (bez ironii) współczuję ludziom, którzy dali się złapać w sieć poczucia winy i lęku, która jest w gruncie rzeczy ideologiczną manipulacją przez duże M.

Żaden rodzic kochający swoje dziecko nie powinien nigdy i przez nikogo być szachowany tym, że jego miłość i prawo do bycia rodzicem są mniejsze, bo nie począł swojego syna lub córki w alkowie, a przeszedł ścieżkę bólu, upokorzeń, wystawiania miłości na próbę, i wyszedł z nich zwycięsko w imię miłości do nieznanego jeszcze dziecka, ale już istniejącego w jego marzeniach.
Zostanie rodzicem pomimo tych wszystkich trudów powinno być powodem do dumy. Zawsze. Nigdy do wstydu i poczucia winy.
To jest taka beczka soli, że jedynie ten, kto tego skosztował, wie o czym mowa.
Co więcej uważam, że ludzie świadomie decydujący się na bezdzietność w imię służby bogu, a więc osoby duchowne, nie mają żadnego mandatu, aby wypowiadać się autorytarnie o cudzych planach rodzinnych - to nie oni będą opłakiwac każdą niechcianą miesiączkę, to nie oni zorientują się w wieku 45 lat, że czas minął i nie wróci, to nie oni będą patrzeć na pusty pokój, który miał być pokojem dziecka. Dlatego każdy i każda sam musi ustawić własne granice i nic nikomu do tego, gdzie one przebiegną, bo konsekwencje tej decyzji poniesiemy jedynie my.
Moja historia skończyła się szczęsliwie, ale myślę, ze duży udział w tym miał także czas: nie czekaliśmy na ostatni dzwonek biologiczny. A niestety kiedy ten dzwonek wybije i in vitro nie pomoże, bo to metoda pomagająca obejśc przeszkodę, ale nie potrafiąca nalać z pustego w próżne. Ten czas jest ważny.
Jeśli jesteście zdecydowani na ivf wybierzcie dobry ośrodek: szansy na rodzicielstwo nie warto powierzać przypadkowym lub mało doświadczonym embriologom.
Co do chorób - one się zdarzają w populacji, ale metoda zapłodnienia nie ma wiele do rzeczy, z badań wynika, ze głównym czynnikiem ryzyka jest czas trwania niepłodności, a nie miejsce spotkania plemnika i komórki.


Na górę
  
 
PostZamieszczono: wt lut 06, 2018 10:33 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob paź 10, 2015 1:10 pm
Posty: 103
Dziękuję ci bardzo Bloo. Piękne jest to co napisałaś :)

_________________
starania od 2011
5.2017 pierwsza wizyta w OA -> polecono nam zakończyć leczenie
23.03.18 transfer 2 zarodków - :(
27.04.18 transfer crio :(
11.2018 - druga wizyta w OA -> rozpoczęcie kursu adopcyjnego
aktualnie -> przygotowania do skanu domu...


Na górę
  
 
PostZamieszczono: śr lut 07, 2018 1:08 pm 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: śr kwie 01, 2009 10:00 pm
Posty: 706
Lokalizacja: Łódź
Imaginification pisze:
Cześć,

Mam pytanie do osób, którym udało się zostać rodzicami dzięki in vito.

Czy patrząc na tę decyzję z perspektywy czasu uważacie ją za dobrą?

Przepraszam, pytanie może głupie, ale przygotowujemy się z mężem do in vitro i tzw. kwestia "etyczna" trochę nam ciąży. Oboje jesteśmy wierzący, ja pochodzę z bardzo katolickiej rodziny.

Jesteśmy pewni, że tego chcemy. Boję się jednak ewentualnych wyrzutów sumienia. Albo tego, że jeśli dziecko urodzi się chore będę się o to obwiniać.

Czy ktoś ma ochotę podzielić się swoimi przemyśleniami?


Wiem, że temat trochę kontrowersyjny, ale przypomnijcie sobie siebie jak walczyliście o swoje małe szczęście. Ja już od 7 lat bezskutecznie chcę zostać mamą. Jestem w totalnej rozsypce.


Co ja myślę po fakcie?
Ze niepotrzebnie rozdzielałam włos na czworo.
In vitro to procedura medyczna dająca szansę na dziecko. Tylko tyle i aż tyle.
Powodzenia

_________________
IUI 5.6.2009
od 15.2.2010 Matylda jest z nami :)

IUI 8.2010 :( IUI 2.2012 :( INV + eggs donation 4.2012 :((( ICSI 4.2013 :((
PICSI 04.12.2013- program MZ :):) od 28.08.2014 Jakubek jest z nami :)
pa zarodki!


Ostatnio zmieniony czw lut 08, 2018 6:57 am przez kavainca, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
  
 
PostZamieszczono: śr lut 07, 2018 9:13 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob paź 10, 2015 1:10 pm
Posty: 103
Dzięki za odpowiedź :) mam nadzieję, że też się przekonam do in vitro.

_________________
starania od 2011
5.2017 pierwsza wizyta w OA -> polecono nam zakończyć leczenie
23.03.18 transfer 2 zarodków - :(
27.04.18 transfer crio :(
11.2018 - druga wizyta w OA -> rozpoczęcie kursu adopcyjnego
aktualnie -> przygotowania do skanu domu...


Na górę
  
 
PostZamieszczono: czw lut 08, 2018 10:57 am 
Offline
Awatar użytkownika
Administrator
Dokarmiam bociana ;)

Rejestracja: sob wrz 04, 2004 10:00 pm
Posty: 35815
Lokalizacja: KL
bloo pisze:
Ponieważ całą ścieżkę otwierania swoich oczu opisałam w książce na bodajże 300 stronach (czy coś koło tego)

To ja od razu napisze, co to za ksiazka: "In vitro. Bez strachu, bez ideologii". Hucznie polecam.

Imaginification pisze:
Mam pytanie do osób, którym udało się zostać rodzicami dzięki in vito.

Czy patrząc na tę decyzję z perspektywy czasu uważacie ją za dobrą?


Absolutnie najlepsza! Powiem wiecej, nawet gdyby nie udalo mi sie zostac mama dzieki leczeniu, nadal uwazalabym te decyzje za najlepsza z mozliwych. Chocby z tego powodu, o ktorym wspomina bloo i gorzkiej refleksji zmarnowanego czasu i okazji, ktorej sie nie wykorzystalo....
Nie wiem, gdzie bylabym dzisiaj gdyby nie in vitro. Czasami zastanawiam sie, co bym zrobila, jak wygladaloby moje zycie, gdybym urodzila sie za wczesnie na to, aby moc skorzystac z pomocy zaawansowanej medycyny. Az sie wzdrygam na sama mysl! Jestem wdzieczna za moje dzieci niewypowiedzianie i podobnie jestem wdzieczna za sama szanse zawalczenia o nie. Kiedy czytam lub slysze opinie KK na temat in vitro, mam ochote krzyczec! Co wy wiecie o milosci?

_________________
1.06.07. - pożegnałam mojego Aniołka
9dpt zobaczyłam dwie krechy.
26.03.09. o 13:06 urodził sie mój sliczny synek.
10dpt w chmurach zobaczyłam dwie krechy.
25.09.11. o 4:36 i 4:37 urodziły sie moje sliczne, malutkie córeczki.


Na górę
  
 
PostZamieszczono: czw lut 08, 2018 12:17 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob paź 10, 2015 1:10 pm
Posty: 103
Dziękuję za odpowiedź :)

Bardzo mnie cieszy, że wszystkie wypowiadacie się w podobnym tonie.

Dokładnie to samo odczuwam - zmęczenie tym oczekiwaniem i złość że nic nie mogę zrobić.

I rzeczywiście! Nawet jeśli się nie uda to przynajmniej będę wiedziała, że zrobiłam wszystko co w mojej mocy, żeby urodzić dziecko.

_________________
starania od 2011
5.2017 pierwsza wizyta w OA -> polecono nam zakończyć leczenie
23.03.18 transfer 2 zarodków - :(
27.04.18 transfer crio :(
11.2018 - druga wizyta w OA -> rozpoczęcie kursu adopcyjnego
aktualnie -> przygotowania do skanu domu...


Na górę
  
 
PostZamieszczono: czw lut 08, 2018 2:13 pm 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: śr kwie 01, 2009 10:00 pm
Posty: 706
Lokalizacja: Łódź
Imaginification pisze:
Dziękuję za odpowiedź :)

Bardzo mnie cieszy, że wszystkie wypowiadacie się w podobnym tonie.

Dokładnie to samo odczuwam - zmęczenie tym oczekiwaniem i złość że nic nie mogę zrobić.

I rzeczywiście! Nawet jeśli się nie uda to przynajmniej będę wiedziała, że zrobiłam wszystko co w mojej mocy, żeby urodzić dziecko.
To ja jeszcze coś dodam.
Bez względu na to jak bardzo jestem dziś po drugiej stronie i ponad ideologiczne dyskusje, nieuczciwym byłoby nie przyznać się, że miało się wątpliwości.
Miałam cholerne wątpliwości. A to że może lepiej nie mieć dzieci skoro taką mamy biologię.A to że to nieetyczne itd...
No ale mąż się uparł na leczenie za co codziennie mu dziękuję.

Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka

_________________
IUI 5.6.2009
od 15.2.2010 Matylda jest z nami :)

IUI 8.2010 :( IUI 2.2012 :( INV + eggs donation 4.2012 :((( ICSI 4.2013 :((
PICSI 04.12.2013- program MZ :):) od 28.08.2014 Jakubek jest z nami :)
pa zarodki!


Na górę
  
 
PostZamieszczono: czw lut 08, 2018 2:34 pm 
Offline
Zarząd Stowarzyszenia
Awatar użytkownika
Zarząd Stowarzyszenia
Członek Stowarzyszenia
Dokarmiam bociana ;)
Moderator

Rejestracja: czw cze 19, 2008 10:00 pm
Posty: 7752
Imaginification po stokroć warto!
Ja podchodziłąm do ivf zanim KK i politycy zrobili z tego sprawe ideologiczną i teraz myślę, że dużym luksusem było podchodzenie do leczenia i myślenie 'tylko' o problemach medycznych i finansowych bez całego tego bagażu poczucia winy, które próbują nam wmówić.
Mamy ogromne szczęście, że medycyna moze rozwiązać nasze problemy zdrowotne! Szkoda tylko, że leczenie nie jest refundowane.
Nie daj się manipulantom i życzę Ci najpiękniejszych efektów leczenia :-D

Monek pisze:
bloo pisze:
Ponieważ całą ścieżkę otwierania swoich oczu opisałam w książce na bodajże 300 stronach (czy coś koło tego)

To ja od razu napisze, co to za ksiazka: "In vitro. Bez strachu, bez ideologii". Hucznie polecam.

Też polecam!

_________________
synek T
synek F

KOCHAM JEŚĆ wątek zdrowojedzeniowy

Co i jak modyfikować w diecie, by zachować zdrowie i zwiększyć swoje szanse na dziecko?


Na górę
  
 
PostZamieszczono: czw lut 08, 2018 7:46 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob paź 10, 2015 1:10 pm
Posty: 103
No właśnie. U mnie też mój mąż jest bardziej nastawiony na in vitro. To chyba dlatego, że chce żebym mu w końcu przestała wiercić dziurę w brzuchu staraniami :cool: Ale to faktycznie może i dobrze. Bo nie wiem czy bym się zdecydowała, gdyby on też miał duże wątpliwości.

Macie rację, że in vitro samo w sobie jest dużym obciążeniem i fizycznie, i finansowo, a do tego jeszcze ryją nam mózgi, że to nieetyczne.

Ja się najbardziej boję, że skoro mój mąż ma takie plemniki, które same nie potrafią zapłodnić jajeczka, to właśnie może nie powinniśmy mieć dzieci. Albo może urodzą się chore?

Ale cieszę się, że nie tylko ja takie wątpliwości miałam. I że macie Wasze upragnione dzieci, a na to wszystko co było patrzycie właśnie w ten sposób.

_________________
starania od 2011
5.2017 pierwsza wizyta w OA -> polecono nam zakończyć leczenie
23.03.18 transfer 2 zarodków - :(
27.04.18 transfer crio :(
11.2018 - druga wizyta w OA -> rozpoczęcie kursu adopcyjnego
aktualnie -> przygotowania do skanu domu...


Na górę
  
 
PostZamieszczono: pt lut 09, 2018 10:46 am 
Offline
Awatar użytkownika
Administrator
Dokarmiam bociana ;)

Rejestracja: sob wrz 04, 2004 10:00 pm
Posty: 35815
Lokalizacja: KL
Ja tez nie przypominam sobie burzy w sprawie in vitro w momencie, kiedy podchodziłam do udanego programu. Natomiast pamiętam bardzo dobrze, ze kiedy byłam już w dosyć zaawansowanej ciąży, zdarzyła się tzw. komisja Gowina i dalej to już same wiecie. Ruszyła lawina...
Mimo tej ciszy w temacie miałam swoje opory przed decyzja o in vitro. Nie miały one jednak związku z zastrzeżeniami głoszonymi przez KK. Wiedziałam, ze moje zarodki będą potraktowane z odpowiednia troska i zupełnie nie pojmowałam, nadal zresztą nie pojmuje, dlaczego miejsce poczęcia w labie miałoby być niegodne i dlaczego warunkiem koniecznym tej godności jest odbycie stosunku waginalnego. Owszem, traktuje poczęcie w kategoriach (świeckiego) cudu, ale to naprawdę nie ma związku z miejscem, w którym ono następuje. Źródła cudowności dopatrywałabym się raczej w pragnieniu rodzicielstwa, gotowości przyjęcia nowego członka rodziny i tej ogromnej miłości odczuwanej awansem, o której pisała bloo. Z perspektywy czasu uważam, ze powodem mojego oporu było nieprzepracowanie problemu niepłodności. Wstydziłam się i nie akceptowałam własnej niemożności. Leczenie traktowałam raczej w kategoriach otwartego przyznania się do porażki niż w kategoriach szansy i ciągle, ciągle liczyłam na tzw. naturalny cud. Pamiętam, ze kiedy jechałam na wizytę startowa do stymulacji miałam obezwładniającą wręcz nadzieje, ze lekarz mi powie, ze żadne leczenie nie jest potrzebne, bo oto jest niespodziewana ciąża. Pisze o tym, bo uważam, ze mój przypadek może nie być odosobniony i ze może być więcej taki osób, które wypierając własną niemożność, szukają powodów natury bardziej, powiedzmy, obiektywnych, a przynajmniej zewnętrznych. Do przemyślenia i może do przegadania z psychologiem w ośrodku leczenia niepłodności?

_________________
1.06.07. - pożegnałam mojego Aniołka
9dpt zobaczyłam dwie krechy.
26.03.09. o 13:06 urodził sie mój sliczny synek.
10dpt w chmurach zobaczyłam dwie krechy.
25.09.11. o 4:36 i 4:37 urodziły sie moje sliczne, malutkie córeczki.


Na górę
  
 
PostZamieszczono: pt lut 09, 2018 6:49 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob paź 10, 2015 1:10 pm
Posty: 103
Dzięki za ten głos Monek. Nie patrzyłam nigdy na niepłodność z tej strony. Ale to raczej dlatego, że u nas wina leży po stronie męża. Podświadomie (mniej lub bardziej) mam do niego pretensje i trudno mi się z tym pogodzić. Czuję się tak trochę oszukana. Choć przecież nie mógł wcześniej wiedzieć, że ma słabe plemniki.

W najgorszych chwilach potrafiłam się zastanawiać na przykład nad zdradą. W praktyce nigdy bym tego nie zrobiła, ale głupi umysł wie swoje.

I tak, faktycznie mam coś takiego, że nawet teraz (miesiąc przed zaplanowanym in vitro) mam nadzieję, że okaże się niepotrzebne, bo zajdę w ciążę. Ale myślę, że to nie jest do terapii. To po prostu naturalna potrzeba kobiety. To, że mam zaplanowane in vitro nie oznacza, że kolejna miesiączka nie zrobi na mnie wrażenia.

_________________
starania od 2011
5.2017 pierwsza wizyta w OA -> polecono nam zakończyć leczenie
23.03.18 transfer 2 zarodków - :(
27.04.18 transfer crio :(
11.2018 - druga wizyta w OA -> rozpoczęcie kursu adopcyjnego
aktualnie -> przygotowania do skanu domu...


Na górę
  
 
PostZamieszczono: sob lut 10, 2018 9:31 am 
Offline
Awatar użytkownika
Administrator
Dokarmiam bociana ;)

Rejestracja: sob wrz 04, 2004 10:00 pm
Posty: 35815
Lokalizacja: KL
Imaginification pisze:
u nas wina leży po stronie męża

Może jakąś ulgę przyniosłaby zmiana spojrzenia na problem, albo chociaż nomenklatury? Niepłodność to choroba. Niezawiniona, wiec trudno mówić o niej w kategoriach winy.
Imaginification pisze:
I tak, faktycznie mam coś takiego, że nawet teraz (miesiąc przed zaplanowanym in vitro) mam nadzieję, że okaże się niepotrzebne, bo zajdę w ciążę. Ale myślę, że to nie jest do terapii.

Ciągle żywa nadzieja pewnie nie, ale jest cala masa spraw, które warto przegadać i przemyśleć, przetrawić, ułożyć się z nimi. Spotkanie z psychologiem w klinice nie jest jednak terapią, choćby ze względu na wymiar czasowy takich spotkań i ich - najczęściej - jednorazowość, a przynajmniej sporadyczność. Terapia to z reguły jednak długotrwałe przedsięwzięcie.

_________________
1.06.07. - pożegnałam mojego Aniołka
9dpt zobaczyłam dwie krechy.
26.03.09. o 13:06 urodził sie mój sliczny synek.
10dpt w chmurach zobaczyłam dwie krechy.
25.09.11. o 4:36 i 4:37 urodziły sie moje sliczne, malutkie córeczki.


Na górę
  
 
PostZamieszczono: sob lut 10, 2018 9:39 am 
Offline
Awatar użytkownika
Członek Stowarzyszenia

Rejestracja: śr kwie 01, 2009 10:00 pm
Posty: 706
Lokalizacja: Łódź
Imaginification pisze:
Dzięki za ten głos Monek. Nie patrzyłam nigdy na niepłodność z tej strony. Ale to raczej dlatego, że u nas wina leży po stronie męża. Podświadomie (mniej lub bardziej) mam do niego pretensje i trudno mi się z tym pogodzić. Czuję się tak trochę oszukana. Choć przecież nie mógł wcześniej wiedzieć, że ma słabe plemniki.


Niepłodność to choroba, tak jak rak albo cukrzyca, więc patrzenie na nią w kategoriach winy, nie ma sensu. Wręcz utrudnienia sprawę, bo nie fokusuje na rozwiązaniu, a na ramieniu siebie wzajemnie.
Mój facet też ma kiepskie plemniki i co z tego wynika? Tylko tyle że musieliśmy począć dzieci w klinice.


Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka

_________________
IUI 5.6.2009
od 15.2.2010 Matylda jest z nami :)

IUI 8.2010 :( IUI 2.2012 :( INV + eggs donation 4.2012 :((( ICSI 4.2013 :((
PICSI 04.12.2013- program MZ :):) od 28.08.2014 Jakubek jest z nami :)
pa zarodki!


Na górę
  
 
PostZamieszczono: sob lut 10, 2018 3:11 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob paź 10, 2015 1:10 pm
Posty: 103
Na terapię chodziliśmy prze pół roku, ale więcej z tego było kłoptów niż pożytku.
Problem jest bardziej złożony, bo gdyby to była jedynie kwestia plemników, a cała reszta by grała, to by było ok. No ale to rozmowa na inny temat.

_________________
starania od 2011
5.2017 pierwsza wizyta w OA -> polecono nam zakończyć leczenie
23.03.18 transfer 2 zarodków - :(
27.04.18 transfer crio :(
11.2018 - druga wizyta w OA -> rozpoczęcie kursu adopcyjnego
aktualnie -> przygotowania do skanu domu...


Na górę
  
 
 [ Posty: 19 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna

Strefa czasowa UTC


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Przejdź do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group