zgoda na ciasteczka

Nasz Elementarz (klasa 1) cz. 4 LATO - Wasze opinie oraz komentarz autorki. Zapraszamy do dyskusji!

Temat: 
Adopcja Dziecka

adopcja Od kilku dni na naszym forum dyskusyjnym toczy się gorąca rozmowa o czytance dla klas pierwszych umieszczonej w elementarzu (część „Lato”, czytanka „Portret mamy”, autorka Anna Onichimowska). Czytanka opowiada ustami małego chłopca o tym, jak to jest rysować portret mamy i mieć nowe rodzeństwo. Z treścią czytanki można się zapoznać TUTAJ.
O zabranie głosu poprosiliśmy dwie mamy adopcyjne prezentujące odmienne stanowiska wobec samej czytanki i problemu, jaki porusza. Poniżej umieszczamy ich wypowiedzi zachęcając również Was do wyrażenia swojej opinii w komentarzach lub/oraz w odpowiednim forumowym wątku. Wysłaliśmy również prośbę do autorki czytanki o odniesienie się do poniższej polemiki. Odpowiedź pani Anny Onichimowskiej zamieszczamy pod polemiką, za zgodą i wiedzą Autorki.

„Słowa niekiedy mimowolnie mogą zranić. I są to prawdziwe rany”
Wypowiedź K.
„Jako mama na co dzień nie pamiętająca, że nie mam z moim dzieckiem wspólnych genów, e ze zdumieniem przeczytałam w książce rekomendowanej przez MEN ("Lato") czytankę "Portret mamy".
Trafiło się tam wybitnie niefortunne określenie "niby" oraz "prawdziwi rodzice". Niestety ktoś chciał dobrze, a wyszło jak zwykle. Dlaczego? Bo chyba się autorka nie skonsultowała z żadną rodziną adopcyjną...
Nie czuję się niby-mamą, moje dziecko jest moim dzieckiem na tyle, na ile może być "moje", bo każdy Człowiek jest "swój". Uważam, że mimo niewątpliwej chęci oswajania z tematem, autorka nieopatrznie stygmatyzuje i przykleja łatki. Jestem taką samą matką, jak matka Jaśka Kowalskiego, czy Marysi Jankowskiej z tą drobną różnicą, że moje dziecko wskutek pomyłki Wszechświata było w innym brzuchu. Jesteśmy z mężem Prawdziwymi Rodzicami jak i wszyscy rodzice adopcyjni.
Nie będę ukrywać faktu adopcji, nigdy nie zamierzaliśmy tego z mężem zatajać, ale pisanie o nas - nawet jeśli intencje miały być dobre - jako o "niby rodzicach" traktuję jako uwłaczające. Określenie "niby" jest niestety z gruntu stawiające na przegranej pozycji. "Na niby" można pić co najwyżej herbatkę na przyjęciu dla lalek, ale rodzicielstwo nigdy nie jest na niby.
W czytance określenie „niby-mama” jest zestawiona z określeniem "prawdziwi rodzice". Cóż, rodzice adopcyjni także są prawdziwi.
Wyobraźmy sobie dziecko idące do szkoły i wracające z pytaniem na ustach: "A gdzie są moi prawdziwi rodzice?". Odpowiedź - od lat wpajana - powinna brzmieć: "Przed tobą". To jednak mogłaby być riposta na pytania ludzi ciekawskich, które mogą krzywdzić, ale nie na czytankę zaakceptowaną przez MEN, która ma "uświadamiać".
Ze swojego doświadczenia napiszę, że kilkakrotnie ucinaliśmy z mężem towarzyskie dywagacje: "a znacie rodziców???". Odpowiadaliśmy: "Stoją przed tobą". Teraz jednak nagle czytam, że niekoniecznie. Ponieważ niestety z czytanki wynika, że prawdziwi rodzice to nie my.

Warto też nadmienić, że adopcja jest procesem tajnym i o tym, że przysposobiliśmy moglibyśmy dziecka w ogóle nie informować. W akcie urodzenia są dane rodziców. Rodziców tu i teraz, "prawdziwych" rodziców - nasze dane. Niegdyś bardzo chętnie zatajano fakt adopcji w obawie przed wszelaką dyskryminacją, której mogłoby doświadczyć dziecko. Jednak po przeczytaniu historii o NIBY rodzicach dziecko żyjące w prawdzie może się zadziwić.

A wystarczyłoby zamiast "niby-mama" napisać "nowa mama”. A zamiast "prawdziwi rodzice" napisać „rodzice biologiczni” (myślę, że nauczyciel jest w stanie nawet kilkulatkowi wyjaśnić to pojęcie, a już rodzic w domu na pewno). Bo prawdziwi są ci, których kochamy... W obie strony.
Polecam książkę Agnieszki Frączek "Jeśli bocian nie przyleci". Albo kultowego "Jeża” Katarzyny Kotowskiej. Jest poza tym naprawdę mnóstwo innych pozycji, również dla najmłodszych.

Wydźwięk czytanki "Portret mamy" jest pozytywny, ale... słowa niekiedy mimowolnie mogą zranić. I są to prawdziwe rany.

Z poważaniem,
K.- PRAWDZIWA MATKA MOJEGO DZIECKA

Ps. Chyba, że czytanka miałaby dotyczyć rodziny zastępczej lub rodzinnego domu dziecka, ale wtedy również wychodzi nieznajomość tematu niestety już zupełna, ponieważ w rodzinie zastępczej - szczególnie po zmianach Ustawy o pieczy zastępczej - słowo "mama" nie powinno funkcjonować.
PS.2. Nie jestem osamotniona w mojej reakcji. "Niby dziadkowie" też się mocno zdziwili, a także wiele osób, które wiedzą, jak dużo potrzeba i jaką krucjatą jest tłumaczenie ludziom choćby różnicy między adopcją a rodzicielstwem zastępczym”

„Jak można tęsknić za kimś, kto się nad nami znęcał? Można”
Wypowiedź Ewy

„Nazywam się Ewa Olszewska. Jestem mamą czwórki dzieci: 23 letniej Marty, 21 letniego Macieja i dwóch dwunastolatków Kacpra i Kingi. Jestem też od 21 lat czynną zawodowo nauczycielką edukacji wczesnoszkolnej.
10 lat temu razem z mężem postanowiliśmy adoptować dziecko. Po dwóch latach starań trafił do nas mały Kacperek, a rok później Kinga.
Dzieci nie są ze sobą spokrewnione. Kacper jest adoptowany, a dla Kingi jesteśmy rodziną zastępczą. Długo by opisywać jakie są różnice w tym rodzicielstwie i nie taki jest cel mojej wypowiedzi. Chcę jednak napisać, że każde z naszych młodszych dzieci ma swoje rodziny, z którymi utrzymujemy bliższy lub dalszy kontakt. Każde z nich ma też swoje wielkie życiowe rozterki i rozedrgania. Już wielokrotnie musiałam odpowiadać na pytania „Ale dlaczego mnie to spotkało?” albo wysłuchiwać „Tak bardzo tęsknię za moimi rodzicami!”. Wtedy przez chwilę się dziwię, jak można tęsknić za kimś, kto za znęcanie się nad moim synkiem trafił na rok do więzienia. Ale można i to bardzo. Potem przychodzi mi do głowy slogan „Nie ta matka co urodziła…”, ale której powierzasz swoje największe smutki i radości.

W tym roku jestem wychowawcą pierwszaków. Razem z nimi czytałam czytankę Anny Onichimowskiej „Portret mamy”. Moi uczniowie wiedzą, że jestem mamą na trzy sposoby. Chętnie o tym opowiadam, bo mam nadzieję, że kogoś zainspiruję do takich życiowych decyzji. Tym razem opowiedziałam im jak mój starszy (biologiczny) syn nie chciał adopcyjnego brata, jak bardzo bał się, że go nie pokocha, a koledzy pomyślą o nim, że też jest adoptowany. Dodałam też, zgodnie z prawdą, że dziś kocha go najbardziej z całej rodziny. 

A teraz konkluzja - Jeszcze nigdy, w swojej 21 letniej karierze nauczyciela , nie spotkałam tak prawdziwego, szczerego i uczciwego tekstu dla dzieci. Żadnego wyidealizowanego obrazka, żadnego „smrodku pedagogicznego”. W mojej ocenie świetny, prawdziwy tekst. Dla mnie rodzina zastępcza czy adopcyjna to jak rodzina patchworkowa. Zawsze gdzieś jest rodzina, pochodzenie i bardzo dobrze, bo bez niej nie może rozwijać się żaden człowiek. Jeśli ktoś tego nie widzi, to albo nie chce, albo udaje. W naszym domu istnieje takie zabawne powiedzonko „mama siostry mojego brata”, które oddaje całe sedno tego tematu.

Nie wiem jak w przyszłości potoczą się losy naszej rodziny. Jakie relacje będą miały ze sobą i z nami wszystkie nasze dzieci. Czas pokaże. Dziś jesteśmy z mężem dumni, że udało się wszystkim naszym dzieciom stworzyć dom, może nietypowy, ale gotowy do rozmowy na każdy temat. Może właśnie dlatego ta czytanka w podręczniku zrobiła na mnie tak wielkie wrażenie.

Pozdrawiam
Ewa Olszewska”

Odpowiedź autorki czytanki „Portet mamy”, pani Anny Onichimowskiej:

„Z ciekawością przeczytałam dyskusję, dotyczącą tekstu "Portret mamy". Rozumiem emocje, towarzyszące rodzicom adopcyjnym, chociaż opowiadanie dotyczy nie adopcji, ale rodzinnego domu dziecka, sytuacji, kiedy dziecko ma za sobą już różne doświadczenia i różne domy. Piszę z punktu małego chłopca i używam słów i pojęć dla niego bliskich i naturalnych (stąd słowo "niby" oraz "prawdziwi rodzice"). Rysowanie portretu mamy to dla Wojtka prawdziwa trauma i dylemat, bo... właściwie kogo powinien sportretować - panią ze zdjęcia czy tą, która się nim teraz opiekuje, jak możemy się domyślać od niedawna. Byłoby fantastycznie, gdyby relacje między biologicznym rodzeństwem a dziećmi, które nagle wkraczają na ich teren i "uzurpują sobie" takie same prawa do "ich" rodziców układały się od początku po różach, ale zwykle jest to długi proces. Moim zadaniem było nakreślenie tego procesu "scalania się" na jednej stronie. Zrobiłam to jak umiałam najlepiej. Warto dodać, że tekst zanim trafił do podręcznika był konsultowany przez całą rzeszę psychologów i pedagogów.

Anna Onichimowska”

ZAPRASZAMY WAS DO WYPOWIEDZI I DYSKUSJI W KOMENTARZACH DO ARTYKUŁU LUB NA WĄTKU FORUMOWYM, KTÓRY ZNAJDZIECIE -> TUTAJ

2.333335
Twoja ocena: Brak Średnia: 2.3 (3 votes)

Odpowiedzi

Portret użytkownika Kajka_80

Do Pani Anny

Pani Anno,
jestem mamą adopcyjną. Poczułam się właśnie zrobiona w balona ;) W którym miejscu zostało napisane, że to dotyczy RDD? A nie RA? Bo to naprawdę jest i robi ogromną różnicę, która przede wszystkim powinna być wyłapana przez ekspertów...

Portret użytkownika Miniula

Jeśli tekst dotyczy RDD tym

Jeśli tekst dotyczy RDD tym bardziej jest kiepski, ponieważ powinno to być wyraźnie napisane.
Zrobił się szum, także medialny, a teraz nagle informacja, że wszystko jest OK, bo to nie o RA tylko RDD.
No przepraszam, ale bez jaj.
Poza tym nie każdy psycholog i pedagog są kompetentni do wypowiadania się w zakresie rodzicielstwa zastępczego i adopcyjnego. Bo nie zajmują się tym tematem.

Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
[b]Nela81[

Portret użytkownika Bobetka

Zgadzam się

że z treści tekstu powinno wynika z jaką rodziną mamy do czynienia - to po pierwsze. Po drugie słowa niby mama i niby tata nie są słowami dziecka a dzika Zośka stygmatyzuje. Po trzecie czy psychologowie i pedagodzy konsultujący tekst pracują z dziećmi z RDD, RZ, RA i DD, czy znają w ogóle temat z innego miejsca niż książki na studiach? Po czwarte z materiałów dla nauczycieli wynika: "Słuchanie czytanego przez nauczyciela tekstu A. Onichimowskiej Portret mamy. Rozmowa na temat miejsc przebywania dzieci, które z różnych powodów nie mieszkają ze swoimi biologicznymi rodzicami – domy dziecka, rodziny zastępcze".
Po piąte czy powyższe coś zmienia w kontekście zawartych w tekście oceniających słów?

Synku, nie mógłbyś być bardziej mój :love:

:telefon: :domek: 01.2005

W każdym z nas tkwi talent. Ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć

Portret użytkownika Aglaia

I mamy klasyczny przykład

I mamy klasyczny przykład tego "co poeta miał na myśli" a czego biedni czytelnicy nie byli w stanie dostrzec.

Pytałam kilku osób, niezwiązanych ze środowiskiem RA/RZ o czym jest ten tekst i wszyscy wskazywali, że o RZ ewentualnie RA Nikt nie wpadł na to, że dotyczy RDD...

Co nie zmienia postaci rzeczy, a wręcz bardziej mnie przekonuje, że czytanka jest moim zdaniem słaba - skoro nawet dorośli nie wiedzą o co w niej chodzi to skąd mają wiedzieć to dzieci...

Portret użytkownika vocativa

Po przeczytaniu...

Skopiuję tu moją odpowiedź z wątku bo są to właściwie moje odczucia i przemyślenia na temat tekstu. :
Po przeczytaniu odpowiedzi Autorki tekstu czuję się zagubiona. Szczerze mówiąc większość nas tutaj (osób dorosłych, posiadających nie małą wiedzę w temacie) zastanawiało się czy tekst dotyczy Rodzin Adopcyjnych, czy Zastępczych. Jak się okazało dotyczy Rodzinnego Domu Dziecka... Szczerze wątpię,żeby 6 letnie dzieci były wstanie wyłowić z tekstu taką różnicę... A jednak trochę to zmienia. Bo jak wiemy zadaniem Rodzinnego Domu Dziecka jest z założenia tymczasowa opieka nad dzieckiem do czasu powrotu do rodziny biologicznej (i wtedy jak najbardziej uzasadnione jest pielęgnowanie więzi z mamą biologiczną choćby przez własnie to oglądanie zdjęć, odwiedziny itp.) lub do czasu przysposobienia przez nowych rodziców. Ale wtedy średnio adekwatne wydaje mi się "mama" wobec osoby która owszem czule sprawuje opiekę ale jednak przejściowo. Jak wiemy w praktyce często zdarzają się sytuacje, gdzie jest łatwo przewidzieć,że dziecko nie ma szans ani na powrót do rodziny biol. ani na adopcję. Wtedy w pełni rozumiem,że do członków swojej rodziny w Rodzinnym Domu Dziecka zwraca się "mamo", "tato"z tym,że moim zdaniem mamy wtedy do czynienia tak naprawdę z rodziną adopcyjną (skoro dziecko ma w zażyłych relacjach przeżyć do pełnoletniości ). Niezależnie jednak od tego,że te relacje są stałe, czy tymczasowe mogą być "nowe" ale nigdy nie są na "niby"...
P.S. przyjmuję,że zgodnie z zamysłem Autorki miała być to narracja dziecka, ale po pierwsze każde dzieło literackie może być interpretowane na wiele sposobów, po drugie wydaje mi się, że zamysł autorki raczej nie będzie jasny dla adresatów tekstu (6-latków) skoro nastręczył wielu trudności interpretacyjnych dorosłym, dosyć sprawnie poruszającym się w tematyce pieczy zastępczej i rodzin adopcyjnych.

III 2013 Kwalifikacja na rodziców adopcyjnych
IX 2013 Ten telefon
XI 2013 Synek wreszcie z nami!!!

Portret użytkownika kavainca

Bardzo poruszył mnie list

Bardzo poruszył mnie list Ewy. Dziękuję za te mądre i ciepłe słowa. Oby więcej takich rodziców.
Pozdrawiam ciepło
kava

IUI 5.6.2009
od 15.2.2010 Matylda jest z nami :)

IUI 8.2010 :( IUI 2.2012 :( INV + eggs donation 4.2012 :((( ICSI 4.2013 :((
PICSI 04.12.2013- program MZ :):) od 28.08.2014 Jakubek jest z nami :)
pa zarodki!

Portret użytkownika alexa79

czytanka

Pani Anno mam pytanie czy tekst był konsultowany z chociaż jednym psychologiem zajmującym się RA, RZ czy też RDD? Ja z czytanki nigdzie nei wyczytałam, że jest to RDD...

K. bardzo dziękuję za Twoją wypowiedź - Bardzo poruszył mnie Twój list. Bardzo mądre i ciepłe słowa. O ileż świat byłby piękniejszy jakby takich rodziców było więcej.

Portret użytkownika Miniula

"Dla mnie rodzina zastępcza

"Dla mnie rodzina zastępcza czy adopcyjna to jak rodzina patchworkowa. "

Pani Ewo, z całym szacunkiem, ale NIE.
O ile jeszcze co do RZ można to porównać, o tyle patchwork z RA nie ma nic wspólnego. Żyję w patchworku i mam adoptowane dziecko.
Moje "przyszywane " dzieci kocham z wzajemnością ogromnie. Wychowuję je jak własne ALE one mają swoją mamę. Jaka jest taka jest. To ich mama.
Jeśli rozstanę się z ich tatą może będziemy mieli kontakt, oby, a może nie.
Natomiast dla mojego dziecka mamą jestem ja. Jedyną i prawdziwą. Nie MB. Ona tylko (i aż) urodziła. A potem znikła. Nie ma jej w życiu mojego dziecka. Może pojawi się za 15 lat. A może nie. Ja jestem i będę. Ona jest w nim w postaci genów. Ale nie wspomnień.
Historie dzieci w RZ, RA, Do i RDD są różne. I jeśli nie można pokazać tej różnorodności, lepiej sobie odpuścić. Bo tworzy się kolejny schemat, kolejny stereotyp. A chyba nie o to chodzi, prawda?

Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
[b]Nela81[

Portret użytkownika bloo

Pani Ewa, jak napisała,

Pani Ewa, jak napisała, również jest mamą adopcyjną oraz zastępczą, i jeśli używa określenia "rodzina patchworkowa" wobec własnej rodziny to może pozwólmy Jej na to? W koncu pisze o sobie i własnej rodzinie. Sądziłam, ze każdy z nas ma wolność i prawo do nazywania swojej własnej sytuacji, ponieważ to on się w niej znajduje i wobec tego może ją najlepiej zdefiniować. Pani Ewa dodała również magiczne słowa "dla mnie". Mimo to okazuje się, że jednak nie ma racji, ponieważ inna mama adopcyjna czuje to inaczej. Nie rozumiem tylko dlaczego inna mama adopcyjna czuje właściwiej, a pani Ewa mniej właściwie? Kto dokładnie to zmierzył, ocenił i wydał orzeczenie?
Czy nie mogą obie czuć inaczej? Czy komuś to zagraża?

Portret użytkownika Miniula

Bloo, patchwork polega na

Bloo, patchwork polega na tym, że wiążą się ze sobą dwie osoby, które mają dzieci z poprzednich związków. Czyli te dzieci, wychowywane w tej rodzinie, mają innych rodziców poza patchworkiem (mamę, tatę), którzy funkcjonują (mniej lub bardziej, ale jednak) w życiu tych dzieci.
O ile w przypadku RDD czy RZ jest to porównanie zasadne, o tyle w przypadku adopcji już nie.
Przy RDD czy RZ rodzic biologiczny nadal często ma coś do powiedzenia w sprawach dziecka, ma prawo kontaktu, itd. (nie wnikamy czy realizuje, ale prawo ma). I tak jest w patchworku. Przy adopcji dziecko ma korzenie genetyczne, jak przy komórkach dawców.I czasem, niestety, ciężkie przejścia za sobą.
Ale RODZICE to RA. Ze wszystkimi prawami i obowiązkami.
W patchworku czy RZ, rodzic / rodzic biologiczny może się pojawić w dowolnym momencie i stać się "prawdziwym" .
W RA nie. W RA jedynym "prawdziwym" rodzicem jest aktualny, obecny.
Jeśli miałabym porównywać, RA porównałabym do drugiego małżeństwa ;-)
Który mąż jest "prawdziwy"? Pierwszy czy aktualnay? Przecież można mieć tylko jednego męża. Więc mąż to tylko aktualny. I on jest "prawdziwy". Pierwszy kiedyś był mężem. Ale nie jest. Coś dał, coś zabrał, czegoś nauczył. Nie przekreślamy, mię udajemy, że nie istniało . Ale nie żyjemy tamtym życie
życiem na codzień.
Nie porównujmy zjawisk diametralnie odmiennych. To nie jest kwestia "czucia " tylko faktów.

Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
[b]Nela81[

Portret użytkownika bloo

nie musisz mi tłumaczyć, na

nie musisz mi tłumaczyć, na czym polega patchwork, bo nie o definicji tu rozmawiamy, a o prawie do odczuć. Które to prawo, że pozwolę sobie przypomnieć, jest od paru dni nicowane w te i nazad, aby wykazać, że rodzice oburzeni czytanką mają prawo o tym mówić głośno, bo są to ich odczucia. No więc tu mamy rodzica, który nie jest oburzony czytanką i który ma życzenie nazywać własną rodzinę adopcyjno-zastępczo-biologiczną patchworkiem. Nie sądzę, aby stosowne było wobec tego uświadamianie tego rodzica, że jednak nie ma prawa do własnej opinii i własnych odczuć, ponieważ to prawo przynależy tylko jednej stronie tej dyskusji i będzie w niej stosowane takie nazewnictwo, jakie ta strona zaaprobuje. A inne zostanie odrzucone, ponieważ jest to "kwestia faktów".

Zrozumiałam Twoją opinię i szanuję ją, natomiast chciałabym się upomnieć o ten sam szacunek do cudzych opinii, bo go tutaj nie widzę.

Portret użytkownika Ita

Miniula

Patchworkowa mialo tylko znaczyc, ze niektore dzieci sa biologiczne a niektore adoptowane.
Moze przestanmy juz dopisywac to co nam sie wydaje a skupmy sie na faktach.

Bardzo podoba mi sie madry i wywazony list pani Ewy

IVF/ISCI Novum :
Łucja Zofia
Lusia

Portret użytkownika kavainca

Miniula, ja znam ta rodzinę i

Miniula, ja znam ta rodzinę i ten paczwork - o czym Ewa wyraźnie! pisze - polega na tym, że każde z dzieci (i adoptowane i w rodzinie zastępczej) ma jeszcze swoje rodziny np.rodzeństwo. A to rodzeństwo ma jeszcze swoje rodziny (stąd powiedzenie "mama siostry mojego brata" ) i w efekcie mamy bardzo wiele osób powiązanych ze sobą i spotykających się np. z okazji Świąt....Wracając do Twojego porównania rodziny biologicznej do byłego mężą, to pominęłaś istotę sprawy: DZIECKO! Z byłym mężem i rodziną biologiczną bardzo silnie łączy podmiot całego sporu. Mam niestety wrażenie, ze w tych rozważaniach DZIECKO zeszło na plan dalszy...czytanka jest o zagubionym w nowej sytuacji dziecku, o świecie widzianym jego oczami. O dziecku, które się boi, bo wiele przeszło.

IUI 5.6.2009
od 15.2.2010 Matylda jest z nami :)

IUI 8.2010 :( IUI 2.2012 :( INV + eggs donation 4.2012 :((( ICSI 4.2013 :((
PICSI 04.12.2013- program MZ :):) od 28.08.2014 Jakubek jest z nami :)
pa zarodki!

Portret użytkownika alexa79

patchwork, to nie my

Tak się złożyło, że utrzymuję kontakt z młodszą siostrą mojej córki i jej rodziną. Mimo to patchworkiem się nie czuję.

Portret użytkownika Miniula

Nie pominęłam dziecka. Nie

Nie pominęłam dziecka. Nie zeszło na dalszy plan. Czytanka jest źle napisana, ponieważ utrwala stereotypy, operuje krzywdzącym językiem, pozostawia zbyt wiele niedopowiedzeń i ma nieprecyzyjne wprowadzenie w temat.
To nie jest czytanka dla dzieci, które nie znają pojęcia rodzicielstwa zastępczego. I na pewno nie dla dużej ilości dzieci adoptowanych.
Może, z pomocą mądrego nauczyciela odnajdą się w niej dzieci z RDD lub RZ, które pamiętają i kochają rodziców biologicznych.
Ale np. moje dziecko będzie zdezorientowane, zranione, bo przeczyta, że nie jestem prawdziwą mamą, a jedynie niby - mamą, bo go nie urodziłam, że gdzieś tam jest jego "prawdziwa " mama, która jest śliczna i kochana, i takie tam, które w jego przypadku nie są prawdą.
Nie można do uniwersalnego, przeznaczonego dla wszystkich dzieci podręcznika, wsadzać tekstów, które mogą skrzywdzić jakieś dziecko. No nie można i już. Dlatego jest to kiepski tekst.
I ja oczywiście mam zamiar uzbroić moje dziecko przeciw cierpieniu, na ile się da, bo rozumiem doskonale, że moje dziecko dostanie zły przekaz o swoim pochodzeniu. Ale, na Boga, nie w szkole!
Szkoła ma być odgórnie, z założenia, miejscem bezpiecznym i uczącym dobrych rzeczy. I do tego trzeba dążyć.
Zatem zły jest tekst, nie z intencji, w idei, ale jest źle napisany.

Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
[b]Nela81[

Portret użytkownika Bobetka

Umieszczam za zgodą mamy biologicznej,

autorki książki o wychowaniu, moją z nią rozmowę:
- Czytam, ale uwaga na gorąco... to jest do pierwszej klasy???
- Tak
- czyli 6-7 latki, które ustawiają siebie w świecie dostają sygnał - a może moi rodzice nie są moimi rodzicami? CHORE
- Tak
- rozwala się ich poczucie bezpieczeństwa! każdemu, nawet z naturalnej rodziny
- ale Pani twierdzi ze to Rodzinny Dom Dziecka .... i ze tak myśli dziecko 6 i 7 letnie ...
- dobrze, opisuje rodzinny dom dziecka, ale czytają to WSZYSTKIE DZIECI i biorą do siebie
- no wg Pani to one chyba nie biorą, bo to jest jakby pamiętnik dziecka
- ale dzieci wczuwają się w bohaterów, utożsamiają z nimi. Jakie są np bajki terapeutyczne? przecież tak tworzone, ze dziecko wchodzi w ten świat.

Autorka też chciała wejść w świat dziecka. Niestety nie znała specyfiki tego świata i po prostu nie wyszło.

Synku, nie mógłbyś być bardziej mój :love:

:telefon: :domek: 01.2005

W każdym z nas tkwi talent. Ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć

Portret użytkownika kavainca

alexa

My na serio rozmawiamy tu o instocie patchwoków?

IUI 5.6.2009
od 15.2.2010 Matylda jest z nami :)

IUI 8.2010 :( IUI 2.2012 :( INV + eggs donation 4.2012 :((( ICSI 4.2013 :((
PICSI 04.12.2013- program MZ :):) od 28.08.2014 Jakubek jest z nami :)
pa zarodki!

Portret użytkownika Bobetka

Tylko Alexa

o nim pisała??

Synku, nie mógłbyś być bardziej mój :love:

:telefon: :domek: 01.2005

W każdym z nas tkwi talent. Ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć

Portret użytkownika Ita

a może moi rodzice nie są moimi rodzicami?

Quote:
czyli 6-7 latki, które ustawiają siebie w świecie dostają sygnał - a może moi rodzice nie są moimi rodzicami? CHORE

Nie wiem jak wy, ale ja mialam taki etap w dziecinstwie, kiedy sobie wyobrazalam, ze jestem adoptowana i, ze przyjdzie kiedys po mnie inna mama i uratuje mnie przed ta okropna mama, ktora kaze mi sprzatac ..... :)))))) to mi bardzo pomagalo w.... sprzataniu hehe

Nie uwazam, ze rozmowa z dziecmi o adopcji za cos "chorego", do klasy mojej corki (9 lat) przyszla dziewczynka z rodzinnego DD, sama o tym powiedziala. To rzeczywistosc. Nie wywolalo takze wiekszego poruszenia wsrod dzieci, przyjely to naturalnie.

Podoba mi sie podpowiedz pani Kruk, o cioci i przestraszonej Zosi, to rzeczywiscie slowa bardziej neutalne.

IVF/ISCI Novum :
Łucja Zofia
Lusia

Portret użytkownika Ida.dorota

Sugestia, że nie wolno mówić

Sugestia, że nie wolno mówić dziecku o istnieniu adopcji, bo jest zbyt małe i zburzy to jego poczucie bezpieczeństwa, jest kompletnie nieuzasadniona. To odpowiednik argumentu, że nie należy z dziećmi rozmawiać o seksie, bo natychmiast postanowią go uprawiać. Z dziećmi można rozmawiać na bardzo wiele tematów, trzeba tylko znaleźć odpowiednią formułę. Moje dziecko zetknęło się z istnieniem adopcji jako siedmiolatek, gdyż w jego klasie była adoptowana dziewczynka, następnie, w kolejnej szkole, był z nim razem w klasie chłopiec mieszkający w DD. Czy powinnam była wnieść do dyrekcji skargę i żądać usunięcia tych dzieci, gdyż z ich powodu mój syn mógł zacząć zadawać sobie pytanie o to, czy jest moim biologicznym dzieckiem?

Portret użytkownika groszek

Re: Sugestia, że nie wolno mówić

"Sugestia, że nie wolno mówić dziecku o istnieniu adopcji, bo jest zbyt małe i zburzy to jego poczucie bezpieczeństwa, jest kompletnie nieuzasadniona"

oczywiście, z dziećmi należy rozmawiać otwarcie i zupełnie nie o to chodzi rodzicom adopcyjnym. chodzi jedynie o to, że jeśli MEN oferuje dzieciom tylko jedną czytankę na ten temat w roku, to lepiej byłoby nie używać w niej słów "niby-mama" czy "dzika-Zosia". Tylko tyle, po prostu można było to zrobić lepiej, szczególnie jeśli to się robi tylko raz.

Portret użytkownika Ida.dorota

Zgadzam się, jak

Zgadzam się, jak najbardziej:)
Odnosiłam się do wywiadu z autorką książek o wychowaniu cytowanego przez Bobetkę, gdzie padła sugestia, iż poruszenie tematu adopcji zaburza poczucie bezpieczeństwa wszystkim dzieciom w tym wieku.
Piszę z telefonu i dlatego chyba moją odpowiedź nie znalazła się pod tamtym postem.
Pozdrawiam :)

Portret użytkownika yennefer23

do ITA

Ita napisala: "Nie wiem jak wy, ale ja mialam taki etap w dziecinstwie, kiedy sobie wyobrazalam, ze jestem adoptowana i, ze przyjdzie kiedys po mnie inna mama i uratuje mnie przed ta okropna mama, ktora kaze mi sprzatac ..... :)))))) to mi bardzo pomagalo w.... sprzataniu hehe"

Ita, to swietnie ze w dziecinstwie mialas komfort fantazjowania o tym ze moze jestes adoptowana.

Nasze dzieci wiedza o fakcie adopcji, przynajmniej wszystkie rodziny ado jakie znam, w jawnosci wychowuja swoje dzieci. Dzieci wiedza o adopcji nie dlatego zeby nam domy sprzataly bez ociagania sie. Lecz by wzrastaly w poczuciu ze fakt adopcji stworzyl z nas rodzine. Nie niby - rodzine, lecz te jak najbardziej prawdziwa.

A konczac z - tak znow sarkazmem - nie jawnosc adopcji jest sednem problemu poruszanym tutaj i na watku. Tylko jezyk i forma wypowiedzi o temacie wychowywania dzieci w rodzinach innych niz biologiczne.

Kiedy Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno

Portret użytkownika vocativa

Dziękuję

Dziękuję, Ci Groszku, za wszystkie Twoje wypowiedzi w tym temacie! Pod każdą z nich mam ochotę napisać: "TAK, dokładnie o to chodzi!!!!"

III 2013 Kwalifikacja na rodziców adopcyjnych
IX 2013 Ten telefon
XI 2013 Synek wreszcie z nami!!!

Portret użytkownika Ita

yennefer

Nie pisalam ani o jawnosci adopcji ani o wykorzystywaniu adopcyjnych dzieci do sprzatania... powstrzymam sie od komentarza, ktory mam na koncu jezyka...

Mialam tylko na mysli to, ze dzieci moga zupelnie inaczej odbierac czytanke o adopcji niz adopcyjni rodzice z kompleksami

IVF/ISCI Novum :
Łucja Zofia
Lusia

Portret użytkownika Miniula

Oj Ita, nie przeczę, że część

Oj Ita, nie przeczę, że część z nas może mieć kompleksy. Ja mam i walczę z nimi od 13 lat. Ciekawe czy Ty nie miałabyś nie mając możliwości urodzenia dziecka. Jesteś pewna, że nie miałabyś?

Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
[b]Nela81[

Portret użytkownika Ita

Miniula

ale dopatrywanie sie w kazdym slowie innej osoby ataku na siebie i swoje rodzicielstwo jest przerazajace.
Nie zapominaj, ze podobnie jak Ty (Wy) jestem nieplodna i nie moglabym zostac mama w sposob naturalny.
Nie jestem waszym wrogiem, a czasami mam takie wrazenie :(

IVF/ISCI Novum :
Łucja Zofia
Lusia

Portret użytkownika Bobetka

Mój syn ma 10 lat

Ostatnio się zainteresował czym się tu tak zajmuje i czemu jestem poddenerwowana. Pokazałam mu czytankę i nie spodobała mu się ona. Cytat: "Co Oni zwariowali, jak to niby - mama? Mamusiu chce do nich napisać!".

Synku, nie mógłbyś być bardziej mój :love:

:telefon: :domek: 01.2005

W każdym z nas tkwi talent. Ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć

Portret użytkownika Bobetka

Aha i jeszcze jedno

Nie mam kompleksów. Adoptowałam i dopiero jakiś czas po dowiedziałam się, że nie będziemy z mężem mieli biologicznych dzieci. Ściślej nie podjęliśmy decyzji o leczeniu. Po co ? Mieliśmy już synka :)

Synku, nie mógłbyś być bardziej mój :love:

:telefon: :domek: 01.2005

W każdym z nas tkwi talent. Ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć

Portret użytkownika Kajka_

.

To mój list jest jako pierwszy. Tak, mam kompleksy, większość chyba ludzi ma. "I wish I was taller" itp. była taka piosenka ;)
Natomiast nie mam kompleksów dotyczących adopcji, nigdy ich nie miałam i mieć nie zamierzam. Uważam, że wychowuję Najwspanialszego Człowieka Pod Słońcem i jeśli "ma szczęście mając takich rodziców", to ja mam jeszcze większe szczęście, że się znaleźliśmy i że słyszę codziennie słowo "mama" odmieniane na milion sposobów.
Tu naprawdę nie chodzi o polemikę, kto ma lepiej, kto ma gorzej.
Po przeczytaniu listu pani Ewy ja się też zgadzam w dużej mierze z jego autorką. Docelowo będę rozmawiać o rb dziecka dostosowując informacje do wieku np. Tylko że sytuacji adopcyjnych jest multum, są zrzeczenia, odebrania. Moje dziecko nie ma i nie będzie nigdy mieć żadnego zdjęcia matki biol. a szkoda! Bo tym trudniej będzie mi przejść moment rozmowy o porzuceniu, który myślę może okazać się bardzo trudnym tematem... Natomiast znowu: zależne to jest także od wieku, logiczne, że już kilkulatek zupełnie inaczej postrzegać będzie i pamiętać niż -nawet porzucone np., czy doświadczające zaniedbań- niemowlę.
Ja nie wiem, jak będzie. Marzę o tym, żeby jeśli chęć szukania korzeni nastąpi, to będę wtedy obok. Za rękę lub pół kroku za. Że będzie wiedzieć, że ta mama, która mnie wychowała, JEST. Nie mam dziecka, aby miał mi kto podać szklankę wody na starość, bo ja nie wiem, jak to będzie... A może będzie daleko? Pięknie opisała to pani Katarzyna w "Jeżu": dzieci mamy na chwilę i od nas zależy także, jak bardzo ich skrzydła będą rozpięte do lotu...
Natomiast wciąż i nadal i będę twierdzić, że słowo "prawdziwi" i "niby" jest, było i będzie nie na miejscu w czytance dla dzieci.

Portret użytkownika Miniula

Ita, po pierwsze ja osobiście

Ita, po pierwsze ja osobiście nie jestem NIEpłodna tylko BEZpłodna. To ogromna różnica. Ty masz dzieci biologiczne. Twoje dzieci nie staną nigdy przed faktem, że pierwszy tata i pierwsza mama je porzucili lub znęcali się nad nimi.
Oddałabym bardzo, bardzo wiele żeby mojemu dziecku tego oszczędzić. Od 2 dni siedzę i ryczę. Patrzę na mojego cudownego, mądrego, pięknego synka. Patrzę w jego śliczne oczka. Patrzę na jego radosny uśmiech. I serce mi pęka że niedługo pizna prawdę o sobie, że będzie musiał stanąć przed tym, zmierzyć się z tym.
To jest niewyobrażalny ból. I nie mogę zrobić nic żeby mojemu dziecku tego oszczędzić. Twoje dzieci to nie czeka. Nie mamy takiej samej sytuacji. Nasze dzieci nie mają takiej samej sytuacji.

Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
[b]Nela81[

Portret użytkownika Kajka_

Miniula

dziękuję Ci za te słowa. O tym, że chcemy oszczędzić... Jak czytam karty ze szpitala, to zawsze jest zdanie, które nie jest może czymś niewiadomo jakim a wciąż, przez parę lat już, nie uodporniłam się na nie.
I chcę, aby nasze dzieci na słowa "a ty jesteś z adopcji"-ale powiedziane w "złej wierze", w wydźwięku oszczerstwa, bo bywają przeróżne sytuacje, odwracając się na pięcie i odpowiedziały "no to co?!" i marzę o tym i śmiem wierzyć, że tak będzie.
Ale jeśli już oswajać dzieci z tematem adopcji, to może warto było przeczytać "Jeśli bocian nie przyleci" i porozmawiać na lekcji. A starszakom jako lekturę obowiązkową dać "Jeża"?
A dorosłym polecam "Na marginesach życia"...

Portret użytkownika Ita

Miniula

ku czemu ta wymiana zdan zmierza? Czy lepiej w Polsce byc nieplodnym czy bezplodnym? Bedziemy sobie udowadniac, ktore dziecko, adoptowane czy z IVF bedzie mialo trudniej? (Slyszysz chyba co sie mowi o IVF w TV i w Kosciele? Moje dziecko tez bedzie musialo sie z tym zmierzyc, a ja z nim. I tez ma sliczne oczka i radosny usmiech.)
Chcesz mi koniecznie udowodnic, ze nic nie rozumiem, bo nie jestem mama adopcyjna? Ale wypowiadaly sie tu takze mamy mieszane z zapatrujace sie zupelnie inaczej na te czytanke, one tez sa inne i nic nie rozumieja?

Jest mi bardzo przykro, ze musisz swojemu synkowi powiedziec cos bardzo intymnego i przykrego o jego korzeniach, ale to jednoczesnie Twoja rola matki.

IVF/ISCI Novum :
Łucja Zofia
Lusia

Portret użytkownika jk81

No to odwróćmy sytuację- czy

No to odwróćmy sytuację- czy my mamy NIBY-dzieci??? Jakieś sztuczne? Plastikowe? Wypchane? Przecież mają nasze nazwiska, nowy pesel, nowy akt urodzenia itd. Nie są na niby. Żyją. Są naprawdę. A czy mama dziecka z in vitro ma niby- dziecko, bo nie poczęło się w małżeńskim akcie tylko w laboratorium??????? No proszę Was- nikt zdrowo myślący nie zamierza ukrywać faktu adopcji, ale też nasze rodziny NIE są na niby. To nie jest świat nibylandii. To jest prawdziwy świat, gdzie jest prawdziwa mama, prawdziwy tata i prawdziwe dziecko. Nie mam żadnych problemów z adopcją, nie mam kompleksów. Ale też NIE mam np niby-męża, bo wzięłam tylko ślub cywilny, a nie kościelny. Mam męża. Po prostu. Nie niby. Nie na niby. Mam dzieci. Nie niby. I nie na niby. Nie chciałabym, żeby dzieci się dowiedziały w szkole, że mają niby-rodziców, bo to bzdura. Kłamstwo. Uważam, że byłoby to zupełnie co innego, gdyby w czytance wyraźnie było od początku napisane, że chodzi o rodzinny dom dziecka lub rodzinę zastępczą. Te instytucje też rzecz jasna nie są na niby, ale faktem jest, że tam dzieci dopiero czekają na rodziców pod opieką "cioć, wujków, wychowawczyń, wychowawców". Więc tym bardziej Rodzice Adopcyjni nie są na niby. Są prawdziwymi rodzicami, którzy z prawdziwym dzieckiem tworzą prawdziwą rodzinę.

12.2011 pierwsza wizyta w OA (złożenie kompletu dokumentów)
10.2012 telefon- są dzieci (roczniki 2009 i 2010)
11.2012 po sprawie ado
--------------------------------------------------------------------
Bocianowe Koleżanki- szczęścia dla Wa

Portret użytkownika Miniula

Ita, Twoich dzieci nikt nie

Ita, Twoich dzieci nikt nie porzucił. To pierwsza sprawa. Nie chodzę do kościoła katolickiego i nie ruszają mnie opinie kilku niedouczonych księży. Twoje dzieci może usłyszą, że zostały poczęte "niewłaściwie" (nie chcę umniejszać tutaj problemu i tego, że komentarze na ten temat są skandaliczne!), ale jednocześnie wiedzą jak bardzo były chciane od początku. Moje dziecko było niechciane, niepotrzebne, odrzucone. Widzisz różnicę?
Druga sprawa to taka, że w podręczniku do szkoły nie ma słowa o tym, że nie jesteś ich PRAWDZIWĄ mamą. W stosunku do mojego (między innymi) dziecka takie słowa padły w podręczniku szkolnym.
W tym podręczniku zostało napisane czarno na białym, że jestem mamą na niby. Że prawdziwa mama to ta, która urodziła (czyli Ty!), a ja, ponieważ nie urodziłam, nie jestem prawdziwa.
Przepraszam, ale nie potrafię jaśniej.
Pomyśl, że Twoje dzieci idą do szkoły i przynoszą z niej informacje, ze nie jesteś tak naprawdę ich mamą, ponieważ ich prawdziwa mama jest gdzieś tam w świecie, a Ty, wychowując je przez 6 lat tylko UDAJESZ ICH MATKĘ.
I wyobraź sobie ból swoich(?!) dzieci.
Temu ma służyć ta wymiana zdań. Żebyś zrozumiała dlaczego dla wielu rodziców ta czytanka i te słowa są nie do przyjęcia.
I żebyś nie komentował, że to nasze kompleksy, bo przecież kilka osób stwierdziło, że czytanka jest Ok.
I ja jestem w stanie zrozumieć, że ktoś może uważać, że dzieci w wieku 6-7 lat posługują się językiem takim jak w czytance. Ale nawet jeśli, to szkoła nie jest od utrwalania nieprawidłowości. Czy tolerowałabyś użycie w czytance form "przyszłem" i "wyszłem "? Nie, prawda? Ponieważ, mimo, że bardzo wiele dzieci tak mówi, są to formy błędne. A rolą szkoły jest pokazać formy poprawne.
Tu chodzi o to samo.

Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
[b]Nela81[

Portret użytkownika ewcia2612

Mama na niby

Kobieta zachodzi w ciążę, nie wie kiedy i z kim bo była zbyt pijana, naćpana aby zakodować ten fakt, rodzi się dziecko no i co? Ani to powód do zmartwień ani do wzruszeń – jest i tyle, dalej życie toczy się jak przed ciążą, alkohol, libacje, narkotyki, kolejna melina, kolejny facet. Takie są matki biologiczne wielu z naszych dzieci. Czy to są prawdziwe mamy? Bo urodziły?? Czy to wystarczy??
Jestem mamą dwójki dużych już dzieci, które świetnie wiedzą skąd pochodzą i co działo się z nimi wcześniej. Co z tego, że urodziły 8 lat przed naszym poznaniem? Co z tego, że pochodzą z mojego serduszka a nie brzuszka? Czy to ma być powód, że jesteśmy na niby rodziną? NIE!!!! Jesteśmy na serio, naprawdę. Kocham swoje dzieci, wspieram w każdej minucie ich życia, dbam, pielęgnuję, wychowuję, pocieszam, rozśmieszam, wymagam, są dla mnie szczęściem, radością, sensem życia. Czy ich biologiczna matka czuje to samo co ja? Która z nas jest prawdziwa? A która jest na niby matką ??
Jak można nazywać nas Niby mamą, Niby tatą, Niby dzieckiem, Niby rodziną? Nie jesteśmy NIBY my jesteśmy prawdziwą rodziną.
Autorka tłumaczy (się), że chodzi o RDD jednak czytając tekst czytanki w żadnym miejscu nie można się doszukać, że chodzi o RDD lub RZ. Dla mnie jest to tylko już wytłumaczanie się bo zrobił się szum wokół tego tekstu. Ten tekst w takiej wersji przyniesie więcej szkody niż pożytku.

luty 2011 - pierwsza wizyta w OA
27.07.2012 - kwalifikacje
31.10.2013 - odnalazłam moje dwie gwiazdki

Portret użytkownika Ita

Miniulo

Nie chce kontynuowac tutaj tego watku (mozemy na privie jezeli chcesz) ale to, ze ty nie chodzisz do kosciola i, ze Ciebie nie rusza to co tam mowia o IVF nie ma najmniejszego znaczenia dla mojego dziecka i jego bezpieczenstwa psychicznego, oraz nie ma wpywu na moje obawy. Fakty sa takie, ze o adopcji nikt oficjalnie nie powie zlego slowa natomiast na IVF, rodzicow z IVF a takze o dzieciach z IVF wylewane sa tony pomyj. Zdaje sobie sprawe z tego, ze moje dziecko moze olac sprawe, ale ja sie boje, ze kiedys mnie zapyta ile jego braci i siostr zamordowalam?

W sprawie czytanki juz sie wypowiedzialam: podoba mi sie nieemocjonalna wypowiedz pani Kruk i jej propozycje. To, ze ja nie widze w czytance elementow podwazajacych rodzicielstwo adopcyjne to nie jest wazne, to jak zinterpretuja te czytanke dzieci (zarowno wasze jak i ich kolezanki i koledzy) tego nie wiecie (dzieci sa rozne i moja anegdotka chcialam tylko powiedziec, ze nie zbadane sa zakamarki umyslu dzieciecego).
Wazne jest to, ze wam to slownictwo nie pasuje i macie zamiar je zmienic. Napisanie czytanki i zgloszenie do MEN to bardzo dobry pomysl i trzymam za was kciuki.

IVF/ISCI Novum :
Łucja Zofia
Lusia

Portret użytkownika Miniula

Ita, ależ na temat czytanki

Ita, ależ na temat czytanki już wypowiedziało się adoptowane dziecko :-) I było tak samo oburzone słownictwem jak np. ja.
Czytanka podważa prawdziwość niebiologicznego rodzicielstwa.
Czytanka stwierdza, że prawdziwy rodzic to rodzic biologiczny.
Jeśli tego nie widzisz, to faktycznie nie ma sensu ciągnąć tematu.
Pozdrawiam.

Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
[b]Nela81[

Portret użytkownika Ita

A ja znam wypowiedz

adopcyjnego dziecka, ktore w czytance nie widzi nic zlego. i kilkoro rodzicow adopcyjnych tez nie wypowiadalo sie negatywnie o czytance (bronisia, p Ewa, Michal). I czego to niby ma dowodzic?
Ja nie chce was przekonywac do mojego zdania, nie uwazam mojego zdania za jedyne sluszne, podkreslam tylko, ze ludzie sa rozni i sa tacy co ja , ktorzy na podstawie tej czytanki nie beda uwazali, ze rodzice adopcyjni nie sa prawdziwi. Dla mnie przekaz tej czytanki jest prosty i piekny: Wojtek znalazl mame i nowa rodzine. Moja wypowiedz miala was w zasadzie troche uspokoic, ale widze, ze tylko nakreca...

IVF/ISCI Novum :
Łucja Zofia
Lusia

Portret użytkownika Kajka_

Można być ekspertem i można

Można być ekspertem i można być ekspertem w konkretnej dziedzinie. Chyba zabrakło konsultacji z ekspertami zajmującymi się na co dzień problematyką przysposobień. Tylko tyle i aż tyle.

Portret użytkownika Bobetka

Nie skupiałabym się na tym

że jedno dziecko nie widzi niczego złego w czytance a inne widzi. Z mojej perspektywy mogę napisać, że postrzeganie adopcji przez nasze pociechy bardzo mocno się zmienia. Zatem jakaś tam postawa dziś nie oznacza niczego! Za miesiąc, rok dziecko może zupełnie inaczej reagować.
Tym samym skupiłabym się na tych 6 czy 7 latkach, którymi czytanka może wstrząsnąć.
Obejrzałam wczoraj reportaż z moim synem i usłyszałam m.in. smutno mi, coś we mnie pękło, biedna Zosia i biedny ja oraz cieszę się, że Was mam. Teraz tak to widzi, a był taki czas, że by po nim "spłynęło". Taki etap. Jak z mówieniem po kolei, w różnych okresach: urodziła mnie inna Pani/inna Mama/ pierwsza Mama a ostatnio (raz) nawet prawdziwa.

Synku, nie mógłbyś być bardziej mój :love:

:telefon: :domek: 01.2005

W każdym z nas tkwi talent. Ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć

Portret użytkownika Miniula

A ja się tak

A ja się tak zastanawiam...
Dzieci są najważniejsze. I OK. Adopcja jest "dla dziecka", no dobrze.
Tekst uderza (bo uderza) w dzieci adoptowane sugerując, że nie mają "prawdziwej" rodziny tylko taką "na niby".
A co z nami?
Mówi nam się, że jako rodzice adopcyjni, mamy "nie histeryzować", "przyjąć na klatę", że nie jesteśmy "prawdziwi", bo to "część rodzicielstwa adopcyjnego".
No przepraszam, ale bolą mnie takie stwierdzenia.
Nie udaję, że urodziłam mojego syna. Ale czy to oznacza, że nie mam prawa myśleć o sobie "mama", bez dodatku "druga/zastępcza/adopcyjna/niby"?
Czy ktokolwiek z rodziców biologicznych chciałby tak żyć? Sprawować funkcje rodzica nie będąc nim "naprawdę"?
Czy aż tak mało w ludziach empatii? Czy nasze uczucia naprawdę nie mają znaczenia?
Ktoś pisał o odbiorze społecznym adopcji, że jest pozytywny.
Guzik tam pozytywny.
To jest albo "zwariowaliście, on was kiedyś pozabija w nocy, bo wiecie, GENY", albo "jesteście bohaterami, ja bym nie potrafił/a wychowywać CUDZEGO dziecka".
Czy to jest pozytywne? Naprawdę? Nieustanne przypominanie, że mój syn NIE JEST moim dzieckiem, że ja NIE JESTEM jego PRAWDZIWĄ matką jest pozytywne? Serio?
Jestem zła, rozżalona i rozgoryczona tym, w jaki sposób jest traktowane moje rodzicielstwo. Jestem taka "baba dziwo" co to cudze dziecko przygarnęła i się nim OPIEKUJE. Biedna sierotka znalazła u mnie schronienie, a za kilka lat odnajdzie swoją PRAWDZIWĄ mamę, która na pewno jest piękna i miła, i ma czerwoną sukienkę, a przede wszystkim baaaardzo swoje dziecko kocha i za nim całe życie tęskniła.
Fantastycznie.
No tak, histeryzuję. Moje wypowiedzi nie powinny być takie "emocjonalne".
Przepraszam, już się uspokajam.

Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
[b]Nela81[

Portret użytkownika alexa79

Czy Ty siedzisz w mojej

Czy Ty siedzisz w mojej głowie? Bo ujęłaś doskonale moje odczucia. Bardzo Tobie dziękuję

Portret użytkownika milka1290

Adopcja

Adopcja nie jest "dla dziecka". Takie stawianie sprawy to bzdura i duży błąd. Dziecko samo nie stworzy rodziny. Adopcja jest dla dziecka i dla rodziców. Sprowadzanie rodziców do roli opiekunów czy niby-rodziców podważa sens tych rodzin oraz odstrasza potencjalnych kandydatów na rodziców adopcyjnych.

Portret użytkownika Ita

stanowczo

sprzeciwiam sie bagatelizowaniu leczenia nieplodnosci i przeciwstawianiu go adopcji. Jest to krzywdzace i utrwala nieprawdziwy stereotyp egoistycznej osoby nieplodnej, ktora chce miec swoje biologiczne dziecko i sie leczy a tyle sierotek czeka w DD.

Kazdy ma prawo do swoich rozwiazan w kwestii wlasnego rodzicielstwa.
Wstyd, ze takie slowa pojawily sie na Naszym Bocianie

IVF/ISCI Novum :
Łucja Zofia
Lusia

Portret użytkownika czarna_żmija

Owszem społeczeństwo wywiera

Owszem społeczeństwo wywiera presję w kwestii posiadania potomstwa, ale nie można stawiać sprawy w taki sposób. Chyba większość par chce przejść przez etap ciąży i oczekiwania na maluszka zgodny z rytmem natury. Nie wszyscy muszą chcieć adoptować. To nie jest takie proste jak się czasem wydaje. I nie chodzi tu o postrzeganie przez społeczeństwo adopcji, ale o nasze odczucia, przemyślenia. Nie każdy musi być na to gotowy. Poza tym jak już się raz spróbuje, to pojawia się myśl teraz się nie udało, ale następnym razem już będzie inaczej.

Portret użytkownika Bobetka

BARDZO PROSZĘ

o dyskusję szanującą każdą formę rodzicielstwa i walki o dziecko.
Szanujmy siebie i nasze dzieci !!!

Mlka1290 - wymoderowałam część twego postu.

Kolejne w podobnym tonie, bez względu na autora, spotka taki sam los.

Synku, nie mógłbyś być bardziej mój :love:

:telefon: :domek: 01.2005

W każdym z nas tkwi talent. Ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć

Portret użytkownika Ita

Bobetko

To usun moze moj post? bo juz nie mam przeciwko czemu protestowac :)

IVF/ISCI Novum :
Łucja Zofia
Lusia

Portret użytkownika Miniula

Ita, uważam, że Twój post

Ita, uważam, że Twój post powinien zostać.
I zgadzam się z Tobą.
Gdybym miała możliwość, walczyłabym o ciążę. Tak jest łatwiej dla rodziców, dla dziecka (zrobiłabym wszystko żeby moje dziecko nie musiało mierzyć się z faktem adopcji).
Nie mówiąc już o mitach dotyczących "sierotek czekających w DD na adopcję".
Przecież dzieci do adopcji brak, kolejki są coraz dłuższe.
Owszem, w DD oraz RZ są też dzieci, które mogłyby być adoptowane.
Tylko adopcja dziecka poważnie chorego, niepełnosprawnego czy nastolatka (bo to takie dzieci są) to wyjątkowo ciężkie zadanie i niewielki procent potencjalnych RA decyduje się na taki krok. I słusznie. Do tego trzeba mieć odpowiednią konstrukcję psychiczną. Ja na przykład nie mam. I nie uważam żeby to było coś złego.

Milka1290, dlatego "dla dziecka", a nie dla dziecka. Cudzysłów :)

Cuda czasami przybierają formę, jakiej się nie spodziewaliśmy, o jaką nie prosiliśmy, jaka może nas niekiedy przerażać. Ale nadal są cudami, odpowiedzią na nasze modlitwy... A może po prostu wynikiem naszej pracy...
Miniek już Miniulowy :love:
[b]Nela81[

Portret użytkownika Kajka_

Ito, rozumiem,

rozumiem Cię w 100%, gdy piszesz o krzywdzących stereotypach. Znam osoby, które chcą czuć pod sercem ruchy Maluszka i nie wyobrażają sobie, że mogłaby być inna droga do macierzyństwa, rodzicielstwa i ja to rozumiem. Ba, jeśli pragnienie jest bardzo silne to takie osoby nie powinny na etapie rozważań i leczenia wręcz myśleć o adopcji, bo mogłoby to przysporzyć im wiele bólu i skrzywdzić rykoszetem. (natomiast są to typowe dywagacje, bo od tego są OA wykonujące bardzo ciężką pracę).
Ale tak samo krzywdzące są stereotypy adopcyjne, o których już wspomniała Miniula. Tak samo przeświadczenie właśnie o rzeszy sierotek będących w dd, prawda taka, że gros z tych dzieci jest tam nie mając jasnej sytuacji prawnej niezbędnej do przysposobienia.
Ludzie "powinni" zrozumieć, że adopcja nie jest "nagrodą pocieszenia", to po prostu wybór innej drogi niż np. InVitro, nie lepszej, nie gorszej-innej.
A czytanka utrwala niestety (bo jak pisałam, nie odbieram jej dobrych chęci) pewne stereotypy i "łatki". Ot tyle.

---
dopisane: Miniula, i ponownie: święte słowa: trzeba mierzyć siły na zamiary.